Mimo próśb powtórzyła swój wybryk jeszcze raz. Zawsze później bardzo przepraszała i błagała o wybaczenie. Próbowałam jako osoba starsza wpływać na nią moralizatorskimi wypowiedziami. Bez skutku. Ona czekała tylko na jedno. Chciała usłyszeć, że jest kochana. Z tego co się zorientowałam była dzieckiem niekochanym…właściwie to adoptowanym i niekochanym. Niewątpliwie miała poważne kłopoty sama ze sobą. Brak akceptacji, miłości…kompleksy. Słowem poważne zaburzenie własnej osobowości. Tak myślę choć nie znam się na psychologii. Było w niej coś niepokojącego. W pewnym momencie naszej internetowej znajomości pojawił się ze strony Eli szantaż. Groziła mi, że sobie coś zrobi jeśli przestanę odbierać telefony lub sms-y . Wystraszyłam się. W tedy zrozumiałam, że te wszystkie godziny spędzone na rozmowach to nic w świetle tego co się mogło niebawem zdarzyć. Pomimo lęku musiałam być stanowczą aby uwolnić się od towarzystwa kogoś tak zaborczego. Przez jakiś czas nie odbierałam telefonu. Była chwila ciszy. Pewnego dnia dotarł do mnie niby przypadkowy sms: ?Droga Kasiu…jestem w szpitalu. Miałam wypadek samochodowy? To na mnie zadziałało. Odezwałam się do niej. Wysłałam sms-a. Dopiero później zrozumiałam co ona zrobiła. Zagrała sobie ze mną a ja podjęłam nieświadomie zabawę. Znowu wyznawała mi miłość wierszem, wysyłała kolejne zdjęcia. Całe szczęście gdy wysyłałam swoje do Katowic nie napisałam swojego adresu. To było bardzo mądre z mojej strony. Nie wiedziała gdzie mieszkam. W rozmowach tylko przez te kilka miesięcy przewijały się miejsca gdzie bywałam. Bałam się, że stanę któregoś dnia twarzą w twarz z moją koleżanką z sieci i już po mnie. Nie wiedziałam na co ją stać…ale podejrzewałam że na wiele.
Zaczęła się odgrażać, że zdobyła mój adres przez jakiegoś znajomego z Wrocławia, pracującego w sieci telefonii komórkowej z której mam numer. Zaczęłam się bać wychodzić z domu. Straszne uczucie. Nie wiedziała gdzie pracuję i gdzie mieszkam…ale nie bardzo pamiętałam czy przez przypadek nie powiedziałam jej gdzie może mnie zastać, w jakich rejonach ulic może mnie spotkać itd. Po tylu godzinach rozmów wpadłam w panikę. Później były znowu nocne sms-y i telefony. Tak mocno mnie zdenerwowała brakiem szacunku wobec mojej woli, że na dobre przestałam reagować na jej sygnały. Próbowała jeszcze swojego starego sposobu czyli sms-a przypadkiem wysłanego nie do tej osoby co trzeba. Wiadomość była w stylu: ?-Marku…tak mocno ją kocham, że nie umiem bez niej żyć. Nałykałam się tabletek. Żegnaj? Pomyślałam, że skoro wysyła do mnie takie głupoty to chodzi jej tylko o to abym się odezwała. Zignorowałam ją kompletnie. Później nastała długa cisza . Jakoś wewnętrznie wiedziałam, że to tylko jej zagrywka. Nie czułam niepokoju. Byłam dziwnie spokojna.
Pół roku później, po długiej ciszy, zadzwonił telefon. To znowu była ona. Myślałam, że się od niej na dobre uwolniłam. Nie odebrałam. Spróbowała drugi raz, również bez powodzenia. To był okres przedświąteczny. Dostałam wreszcie smsa. Napisała, że dzwoniła tylko po to aby złożyć mi szczere wielkanocne życzenia. Przez moment zrobiło mi się nawet przykro.
Teraz z perspektywy lat patrzę na tą historię nieco inaczej. Od tamtej pory jestem bardzo ostrożna, nie ufam nowym osobom, nie daję numeru telefonu komuś kogo dobrze nie poznam. Nie spotykam się za szybko.
Zastanawiam się czasami, co byłoby gdybym wtedy jednak doprowadziła do naszego spotkania. Czy nie narobiłabym kłopotów komuś i sobie? Na szczęście nie doszło do tragedii.
Od tamtej pory wiem, że Internet ma swoją moc?.wpływa na życie wielu ludzi. Trzeba zachować umiar i ostrożność.


Jeden komentarz do “Rozdział 7-cz.3”
Zostaw komentarz