Poruszają różne tematy, zdania mieszają się…przez dłuższą chwilę nie rozumiem kompletnie sensu. Dopiero po jakimś czasie zaczyna do mnie docierać, że właśnie organizują jakieś spotkanie w Warszawie i zapraszają wszystkich zainteresowanych. Fajny pomysł…choć oczywiście nie należę do osób, które chciałyby pojechać na spęd les-bi znających się z kawiarenki internetowej. Jestem tutaj przecież nowa. Nowa i nietykalna oczywiście. W oknie dialogowym pojawiają się czasami niecenzuralne słowa albo ktoś z kimś się kłóci. Jest nawet zabawnie. Każde obraźliwe słowo jest natychmiast ganione i osoba która nie stosuje się do zasad ogólnie przyjętych na czacie zostaje wyrzucona przez administratora. Porządek i kultura musi być. To mi się podoba. Zaczynam się dobrze czuć w nowym miejscu. Od tamtego dnia czat stał się moim ulubionym miejscem w sieci.
Następnego dnia weszłam już dużo pewniej. Mój nick był bardziej otwarty na nowe znajomości. ?Agatka?…ładnie brzmi. Dopiero wtedy gdy wpisałam imię jako swój identyfikator uświadomiłam sobie, że Nick WR był rodzaju nijakiego czyli…żadna dziewczyna nie rozpoczęła rozmowy ponieważ myślała że jestem facetem. Byłam w domu. Na moje imię zareagowało kilka osób. Cześć-jestem Ela. Jesteś les czy bi? Skąd jesteś? Ile masz lat? Zawsze zaczynało się podobnie. Moja pierwsza rozmówczyni. Nicka nie pamiętam. Zadawałyśmy mnóstwo pytań aby jak najwięcej dowiedzieć się o rozmówczyni. Po jakimś czasie wiedziałam ze Ela jest 25-cio letnią studentka mieszkającą w Katowicach. Podobało mi się jej poczucie humoru i poziom inteligencji. Opowiedziała mi sporo o sobie. O swoim rozstaniu z dziewczyną, o samotności o tym co czuje. Ja powiedziałam jej o tym, że jestem od dawna w szczęśliwym związku, ze wizyta na czacie pokierowana była jedynie ciekawością. Jak cieszę się, że takie osoby jak my mają swoje miejsce w sieci. Fantastycznie nam się rozmawiało. Umówiłyśmy się na następna rozmowę, później na kolejne. PO dłuższym czasie wymieniłyśmy się telefonami. Od tamtej pory kwitł nasz dialog również za pomocą smsów.. Ela przysłała mi swoje zdjęcie. Ja nie miałam swojego. Nie miałam też dostępu do skanera. Więc wysłałam swoje fotki na jej adres domowy-do Katowic. Teraz bym tego nie zrobiła…wtedy nie zdawałam sobie sprawy. Skąd mogłam wiedzieć, że internet ma taką moc?
Pewnego dnia gdy byłam jeszcze w pracy Ela odważyła się i zadzwoniła do mnie.
Powiedziała: ?Cześć ..mówi Ela. Nie przeszkadzam? Zatkało mnie. Pierwszy raz słyszałam głos osoby, która była dla mnie fikcją. Była czymś dalekim i nieosiągalnym. A tu nagle słyszę zachrypnięty głos który mi mówi, że jest i chce ze mną rozmawiać.
Rozmawiałyśmy na czacie prawie codziennie. Bardzo polubiłam taka formę dialogu. Polubiłam tą dziewczynę. Polubiłam jej telefony, sms-y i rozmowy same w sobie były bardzo interesujące i wciągające. Z tym, że ich częstotliwość była coraz bardziej niepokojąca, szczególnie jeśli chodzi o sms-y i telefony. Ela zaczęła pisać dla mnie wiersze i teksty piosenek. Zaczęła planować przyjazd do mojego miasta. Pracowała w jakimś klubie. Przyszedł moment , gdy usłyszałam od niej, mrożące krew w moich żyłach ?kocham cię?, Z mojej strony to była zwykła znajomość…bez żadnych stanów zauroczenia w roli głównej.
Zwyczajna sympatia, choć nie ukrywam, że miałam ogromną ochotę poznać Elę osobiście. Po tylu godzinach spędzonych na rozmowach, odnosisz wrażenie, że znasz tą osobę jak siebie samą.
Moje częste wizyty na czat były jak powrót do domu. Czułam się tam jak u siebie. Poznawałam po jakimś czasie stałych bywalców. Ela zaczęła coraz częściej powtarzać co do mnie czuje. W pewnym momencie zaczęła mnie drażnić swoim zachowaniem. A doprowadziła mnie do szału gdy kilka razy w środku nocy wykonała bezsensowne telefony…pod wpływem alkoholu. Tym razem miałam jej już serdecznie dosyć. Naruszyła moją prywatność, zburzyła spokój i zdenerwowała.
cdn.


Komentarze: 3 do “Rozdział 7-cz.2”
Zostaw komentarz