Podeszłam do stolika przy którym siedziała krótkowłosa blondyna. Bardzo zadbana dziewczyna o ciemnej karnacji i dużych brązowych oczach. Delikatny makijaż podkreślał jej urodę a skromna złota biżuteria wręcz jej dopełniała. Miała to coś co mnie intrygowało. Może to błysk w oku a może ton głosu albo ten czarujący uśmiech. A może zapach dobrych perfum…na punkcie których zawsze miałam słabość?
Nie wiem do dzisiaj. Niektórzy pewnie stwierdziliby że to feremony, fluidy albo zwykła chemia.
Ja wierzę, że to przeznaczenie.
Nasza pierwsza rozmowa była bardzo rzeczowa i konkretna. Szybko doszłyśmy do porozumienia. Umówiłyśmy się na kolejne spotkanie u niej w firmie. Musiałam zapoznać się z dokumentacją i sytuacją firmy.
Powaga zajęcia wymagała szybkiego spotkania. Jeszcze w tym samym tygodniu z nieukrywaną radością zjawiłam się u mojej nowej pracodawczyni. I tym razem działała na mnie bardzo mocno. Czułam potrzebę bycia blisko niej. Sprawiała mi dużą radością samą obecnością obok. Gdy mogłam czuć zapach jej perfum i słyszeć jej glos. Nie wiem czy wtedy zauważyła jak na nią patrzę. Myślę, że nie ale odbierałam sygnały że moje uczucia i sygnały mają bliźniaczy oddźwięk z jej strony.
Później robiłam już wszystko aby jak najczęściej się z nią spotykać.
Na początku, ze strachu, biłam się z własnymi myślami. Toczyłam wewnętrzna walkę. Wiedziałam że to jest coś na co czekałam. Ale to było nieznane. Nie wiedziałam jak się zachowywać, czy wyrażać w szczególny sposób swoje uczucia . Nie chciałam jej spłoszyć, wystraszyć, zranić. Za żadne skarby świata nie mogłam spowodować aby czarujący uśmiech który ujmował wszystkich kto ją poznał zniknął z jej twarzy. A pomimo to pojawiałam się u niej coraz częściej. Pod byle pretekstem dzwoniłam i proponowałam spotkanie. I nigdy nawet się nie zawahała. Zawsze miała dla mnie czas. To mi też dawało do myślenia. Czułam, że ona tez świetnie czuje się w moim towarzystwie.
Po jakimś czasie nasze spotkania przestały dotyczyć spraw służbowych. Zapominałyśmy o pracy i nudnych sprawach finansowych. Najważniejsze było abyśmy mogły przebywać w swoim towarzystwie.
Z każdym dniem poznawałyśmy się coraz bardziej. Ona opowiadała mi o sobie, o tym czym się interesuje…czym się pasjonowała jako mała dziewczynka. Co lubi, dlaczego robi to co robi w tej chwili. Opowiedziała mi o swojej rodzinie, o całym dzieciństwie i o marzeniach.
Ale najsmutniejsze było to, że po spotkaniach, po niewinnych spotkaniach ze mną wracała wciąż do niego. Był ktoś w jej życiu. Od dawna już. Miał zostać jej mężem. Był nawet wyznaczony termin ślubu. Twierdziła że jest z nim szczęśliwa. Ale coraz trudniej było jej się rozstawać ze mną i wracać do niego. Zauważyłam to, choć nic nie mówiła. Jego osoba naturalnie przewijała się w jej opowieściach ale ton jej głosu zdecydowanie zmieniał gdy padało jego imię. Tak o swoim ukochanym nie mówi dziewczyna, która za moment ma zostać jego żoną. Coś mnie niepokoiło w tym wszystkim. Ale nie pytałam o szczegóły. Cieszyłam się zwyczajnie chwilami gdy mogłam być z nią. Ja a nie on. Choć do niego wracała codziennie wieczorem. To mnie bolało. Ale nie miałam wpływu aż takiego na jej życie. Nie zdawałam sobie sprawy w każdym bądź razie że go mam.
Wiedziałam dość szybko, że na dobre zaczęło się psuć między nimi. Byłam zawsze gotowa wspierać ją duchowo i pocieszać.
Któregoś ciepłego majowego dnia zadzwoniła do mnie do pracy z prośbą o spotkanie. Umówiłyśmy się w jednym z ogródków w Rynku . Byłam jak zawsze szczęśliwa ?
Zadała mi pytanie czy nie miałabym ochoty pojechać z nią na urlop. Miała zamiar wyjechać gdzieś daleko bez niego i rodziny aby przemyśleć parę spraw. Nie mogła mnie tego dnia bardziej uszczęśliwić.
cdn.


Zostaw komentarz