Kariera zawodowa, pierwsza miłość?
Po rozstaniu z Tomkiem przez długi czas bałam się kontaktu z ludźmi. Wiedziałam, że zraniłam go, że nie powinnam była tego robić. Wiedziałam również, że nie mogłam mu powiedzieć prawdy. Nie chciałam, aby o wszystkim dowiedzieli się moi rodzice. Chciałam ich uchronić przed prawdą. Nie chciałam, aby ktokolwiek wiedział. Wystarczyło mi, ze ja się męczę z taką świadomością. Nie chciałam obarczać innych swoimi kłopotami.
Oczywiście musiałam zgrabnie powymyślać wersje i powody naszego rozstania. Musiało wszystko brzmieć wiarygodnie i nie miało prawa się wydać przy choćby przypadkowym spotkaniu. Po licznych przemyśleniach i kombinacjach w końcu udało się. Zniechęciłam familię do Tomka, przestali nalegać i wypytywać. Zamknęli rozdział pt.: ?Tomek? w moim i ich życiu raz na zawsze. Czasami tylko docierały do mnie bardzo smutne listy od niego. Nie odpisywałam?
Jakiś czas później dostałam swoja pierwszą dorosłą pracę. Odpowiedzialne stanowisko brzmiące dumnie. Firma z kapitałem zagranicznym. Do pozazdroszczenia wypłata comiesięczna wpływała na konto osobiste. Codziennie czegoś nowego się uczyłam. Podnosiłam swoje kwalifikacje. Polubiłam swoją pracę. Pochłaniała mnie bardzo. Dawała satysfakcję i zadowolenie. Nie miałam za dużo czasu na rozmyślanie o swojej samotności.
Jedynie w tłumie, idąc gdzieś ? wypatrywałam spojrzenia kogoś kto będzie chciał mnie pokochać. Tak błagalnie wręcz domagałam się miłości, czułości. Niemy krzyk o uczucie.
Ale to tylko chwilowe słabości. Kariera i perspektywa zasłaniały wszystkie pragnienia. Taki system panował w firmie. W większości osób z którymi pracowałam to osoby samotne. Przypadek zapewne ale tak było. Moich rówieśników nie było dużo, zazwyczaj to starsze ode mnie osoby. Koleżanki na stanowiskach mojego poziomu to panny najczęściej samotne. Jeśli miały kogoś to na chwilę. Może to syndrom karierowiczki. Mi tamten system pracy bardzo odpowiadał. Zamilkły pytania na imprezach rodzinnych ?kiedy wyjdę za mąż. Wszyscy wiedzieli, że jestem osoba bardzo zajętą , robiącą karierę zawodową. Że nie mam czasu teraz na nic tylko na szkolenie i uczenie się.
Przywykłam do stanu mojego konta, do stabilizacji finansowej. Zaczęłam realizować swoje plany, spełniać swoje marzenia materialne. Pieniądze dawały mi coraz większe możliwości i ogromną niezależność. Kupiłam wymarzone auto. Cieszyłam się jak dziecko.
Przyszedł jednak moment, gdy zaczęło znowu brakować bliskości drugiego człowieka. Nastawała każdego dnia okrutna pustka, szczególnie wieczorami. Znajomi pozakładali swoje rodziny. Przychodziły na świat ich dzieci, a ja wciąż byłam sama.
Był to stan najbardziej mi znany aczkolwiek coraz bardziej doskwierający.
Niby oswoiłam się z samotnością, nie nudziłam się sama ze sobą ale nie potrafiłam już cieszyć się kolejnymi dniami.
I zdarzyło się..
Tego dnia byłam w firmie. Dzień jak co dzień. Powtarzające się nieustannie obowiązki służbowe, te same twarze, podobne rozmowy…zwyczajne życie biurowe. Byle tylko odbębnić 8 godzin dziennie bez zbytniego przemęczania i mieć to za sobą. I tak dzień za dniem. Byle jak mijały dni a ja czekałam na cos bliżej nie skonkretyzowanego.
Ale ten dzień był inny niż dotychczasowe. On sprawił, że kolejne dni nabrały kolorów, sensu i treści do czerpania radości.
Zostałam przez osoby trzecie umówiona z pewną kobietą na spotkanie natury służbowej.
Poproszono mnie o zajęcie się obowiązkami formalnymi związanymi z firmą przyjaciółki znajomego. Zwykłe spotkanie prawie służbowe. Nawet w ostatniej chwili miałam ochotę z niego zrezygnować, ale coś mnie powstrzymało. Może przeznaczenie?
cdn.


Komentarze: 4 do “Rozdział 4-cz.1”
Zostaw komentarz