Sobotnie lenistwo.
-?Kochanie wstawaj, tato za chwilę po ciebie przyjedzie.?- Karola próbowała dobudzić Julkę.
Mała nasunęła na oczy kołdrę.
-?Mamo, jeszcze kilka minut- tato poczeka.?
Wstałam, aby przygotować śniadanie. Z łóżka wyciągnęła mnie woń świeżo parzonej kawy. Zapach rozniósł się po całym mieszkaniu. Uwielbiałam te nasze sobotnie leniwe pobudki. Bez pośpiechu kawka, śniadanie w szlafrokach. Później powrót do łóżka na kwadrans. Planowanie całego weekendu. Takie rodzinne spokojne poranki. Mniej spokojne jeśli Julka wstaje przed nami ale i te mają swój urok.
Z pokoju dziecka dobiegł szum świadczący o wstaniu naszego skowronka. Akcja ? strojenie się na wizytę tatusia. Ta dzisiejsza młodzież. Rewia mody w tym wieku ? nie do pomyślenia kiedyś. Śmiechu przy tym co nie miara.
Młoda dama zażyczyła sobie nową sukienkę, którą dostała od babci w prezencie. Do tego buciki ? lakierki. Dwa warkoczyki z kokardami. Precyzyjnie dobrane dodatki.
Jeszcze w trakcie śniadania zadzwonił Krzysiek. Jechał już po Julię. Mała z radości nie dokończyła nawet posiłku. Spakowała wszystkie skarby i była gotowa do wyjścia.
Karolka poznała Krzyśka jeszcze na studiach. Oboje skończyli informatykę. Byli na jednym roku. Dużo czasu spędzali razem. Przypadek sprawiał, że zazwyczaj na zajęciach siadali obok siebie, ćwiczenia przebiegały podobnie. Śmiali się, że są jak swoje cienie. Zawsze gdzieś możesz się go spodziewać, zależy tylko od światła.
Po skończeniu uczelni stracili ze sobą kontakt. Krzysztof wyjechał do Warszawy. Karolina została w swoim mieście. Tutaj dostała pierwszą pracę. Po roku kolejną propozycję, tym razem z renomowanej agencji reklamowej. W tej firmie widziała swoja przyszłość, perspektywę na rozwój, karierę i ciekawe życie.
Krzysztof pojawił się niespodziewanie, dwa lata później w jej mieście. Przyjechał tutaj oddelegowany przez zarząd firmy w której pracował aby poprowadzić filię.
Trafili na siebie przypadkiem na ulicy. Ona wracała późnym wieczorem z pracy , on jak codziennie zabijał samotny czas w knajpach. Umówili się na następny dzień, później na kolejne. Było miło i coś się wreszcie działo.
Karolka poczucie swojej odmienności skrzętnie ukrywała przed całym światem a nawet przed sobą przez bardzo długie lata. Umawiała się z chłopakami w czasie studiów, zawsze tylko na chwilę. Raczej dla świętego spokoju niż z własnej potrzeby. Nie chciała, aby koleżanki przejęte rolą próbowały ją swatać. Wolała ta sferę życia organizować sobie sama. Wiedziała też, że dużo bliższe są jej kobiety. Że podobają się jej, że zwraca na ulicy uwagę jedynie na kobiece wdzięki. Miała już za sobą pewien wątek, gdy przyjaźń z dziewczyną z roku przerodziła się w coś więcej, czego obie nie rozumiały do końca i czego absolutnie tamta dziewczyna nie zaakceptowała.
Miała świadomość, że jest lesbijką. Pociągały ją jedynie kobiety. A faceci byli? byli zawsze gdzieś blisko właściwie wbrew jej woli. Nie przeszkadzali jej przecież, jeśli nie byli zbyt natrętni.
Z Krzysztofem łączyło ją wiele wspomnień. Godzinami potrafili wspominać studenckie zabawy w akademikach i szczeniackie wybryki na uczelni. Sporo czasu zaczęli spędzać razem. Dobrze się bawili. Oboje mieli sympatyczną odskocznię od pracy wieczorami. Później zaczęli spędzać wspólnie także weekendy. Ich dwa światy zaczęły się łączyć w całość. Niedzielne obiadki u jej mamy przypadły mu do gustu. Domowa kuchnia dobrze robiła im obojgu. Ona się cieszyła, ze mama jest szczęśliwa słysząc pochwały swojego kunsztu kulinarnego. Mama była zadowolona, że u boku Karoliny wreszcie widzi jakiegoś młodego człowieka.
Cdn.


Komentarze: 3 do “Rozdział 3-cz.1”
Zostaw komentarz