Ile chciałabyś zarabiać?
Takiego pytania się nie spodziewałam. Nie byłam na nie gotowa. Sama nie wiem dlaczego. Przecież musiało paść wcześniej czy później. Kurcze, chwila bałaganu w głowie… pustka nagle. Powinnam być szczera… szczerość ponad wszystko. Powinnam otwarcie powiedzieć coś w rodzaju: – Prezesie, daj cokolwiek, od roku jestem na bezrobotnym więc wezmę jak leci bylebyś mnie zatrudnił!
Przez dłuższą chwilę ( dla mnie wieczność) milczałam. Zastanawiałam się jaką kwotę podać aby się nie ośmieszyć, jego nie zdenerwować a siebie nie sfrajerować. Znowu ciśnienie mi podskoczyło, poczułam gorąca krew napływającą mi do głowy. Może powiem, że muszę się zastanowić? A jak uzna, że skoro jestem taka niezdecydowana to nie nadają się do tej pracy? Postanowiłam zaryzykować i podać kwotę zawyżoną. Trudno- najwyżej uzna, że jestem arogancka i bezczelna albo że jestem tak dobra, że umiem się cenić. Tylko te dwa warianty wchodzą w rachubę.
Pomyślałam, że skoro Karolina zarabia 3,5 tysiąca netto, to ja mogę powiedzieć jakieś 3 tyś. zł – najwyżej się nie zgodzi.
- Tak, naturalnie, chciałabym osiągać zarobki na poziomie 3 tysięcy zł. na rękę. To kwota, która pozwoli mi spokojnie utrzymać siebie i rodzinę na odpowiednim poziomie.
Prezes siedział naprzeciw słuchając mojej wypowiedzi. Siedział opierając łokcie o oparcia skórzanego fotela. Splótł palce wysuwając równolegle jedynie palce wskazujące – opierając je o swoje usta jakby podsuwał wskazówkę pod tytułem: ” -Lepiej milcz kobieto”. Milczał. Przez dłuższą chwilę byłam pewne, że go wkurzyłam tak wysoką kwotą. Jak mogłam się tak zbłaźnić!? Żyjemy w czasach kryzysu, ludzie w hipermarketach siedzą na kasach w pampersach bo nie mają czasu na kwadrans przerwy i wc i zarabiają 700 zł. miesięcznie a ja tutaj wyskakuję z trzema dychami! Byłam na siebie wściekła.
Z drugiej strony robię to dla mojej rodziny. Chcemy przecież mieć drugie dziecko. A to ogromne koszty. Jak mi się teraz nie uda, to nie wiem, czy za kilka lat będzie taka możliwość. Nie jesteśmy już takie najmłodsze. Karola twierdzi, że ma niewiele czasu na rodzenie dzieci.
Usprawiedliwiłam się bardzo ładnie sama przed sobą. Po tej ulotnej błyskawicznej myśli podniosłam głowę i spojrzałam Grzegorzowi prosto w oczy – podkreślając pewność siebie. Delikatnie się uśmiechnęłam. Prezes w końcu wysilił się na odpowiedź.
- Sporo ale widzę, że wiesz czego chcesz. Dobrze. Umówmy się tak. Podpiszemy umowę o pracę na okres próbny – trzymiesięczny. Przez ten czas proponuję Ci wynagrodzenie w wysokości 2,5 tysiąca zł. netto plus niewielka premia uznaniowa jeśli uznam, że zrobiłaś coś naprawdę extra. Jeśli po tym okresie obie strony będą zadowolone – dostaniesz stawkę jaką proponujesz. Zgoda?
- Zgoda, szafie!- odpowiedziałam, nazbyt chyba zadowolona. Zdradziłam się za bardzo. A co mi tam, teraz to już było bez znaczenia. Dostałam pracę.
Grzegorz zaprowadził mnie do działu kadr i płac. Dostałam skierowanie na badania lekarskie oraz teczkę z dokumentami do wypełnienia. Przed piętnastym miałam pojawić się w firmie z zaświadczeniem lekarskim zezwalającym na podjęcie zatrudnienia w charakterze : dziennikarz redakcyjny oraz stosem druków z moimi dokładnymi danymi. Nie pytali w nich tylko o numer buta i kołnierzyka.
Wyszłam ze spotkaniach lekka jak chmurka letnia. Natychmiast zadzwoniłam do Karoliny. Bardzo się ucieszyła. Później wykonałam telefon do brata. Dał się nawet wkręcić, chciałam sprawdzić, czy oby na pewno nie maczał w tym palców.
- Hej , właśnie wyszłam ze spotkania w sprawie pracy.
- No i?
-No i klops- odpowiedziałam.
- Podali jakieś argumenty?- Paweł był raczej zaskoczony.
- Tak, zapytali ile chciałabym zarabiać, powiedziałam że poniżej 5 tysięcy zejść nie mogę, bo tyle zaproponowała mi twoje firma.
- Że co??!!- krzyknął – zwariowałaś do końca?- tyle kasy to dyrektorzy zarabiają! Siostra – całkiem ci odbiło! – bardzo się zdenerwował. -Po co kłamałaś?
Zechciało mi się śmiać ale chciałam go jeszcze trochę powkręcać. Zachowałam powagę.
- Chcesz powiedzieć, że gdybym zaczęła u ciebie pracować, nie zarobię 5 tysięcy?- próbowałam się nie roześmiać do słuchawki.
- Oczywiście, że nie!! Skąd taki pomysł?! Tyle w mojej firmie zarabiają prawdziwe filary z kilkuletnim stażem u nas! Ada, nie rozluźniaj mnie! – był wpieniony do granic wytrzymałości.
Pękłam wreszcie, zaczęłam się głośno śmiać.
- Braciszku, spokojnie. Dostałam tą pracę!
- Naprawdę? Za 5 tysięcy zł.???- Paweł wyraźnie nie wierzył.
- Nie, no za dwa i pół w okresie próbnym – aż taka szalona nie jestem.
-Uf… ale mnie wystraszyłaś i wkurzyłaś! Jesteś okropna! – brat próbował mnie skarcić jednak radość to skutecznie utrudniła.
Wygląda na to, że moja praca to nie wynik protekcji. Super, wreszcie coś drgnęło do przodu i to zasługa niemal tylko moja. Pewnie, gdyby nie pomysł Pawła nie byłoby tak kolorowo ale najważniejsze, że się udało.
Później zadzwoniłam do mamy. Na początku nie wiedziała, że szukam pracy, kiedyś tam przypadkiem się wydało ale oczywiście powiedziałam, ze mam już coś na oku tylko musze kilka tygodni poczekać. Takie niewinne małe kłamstewko, aby się nie denerwowała. Teraz cieszyła się razem z nami.
Wieczorem musiało się odbyć oblewanie mojego sukcesu. Zaprosiłam Pawła z dziewczyną. Obdzwoniłam wszystkich naszych znajomych oraz Marka z Kasią. Niemal wszyscy przybyli na umówioną godzinę aby pogratulować. Posiedzieliśmy sobie rozkoszując się tą błoga chwilą.
Nasze spotkanie dość szybko się skończyło, bo w tym gronie jedynie ja byłam jeszcze bezrobotna. Cała reszta następnego dnia rano wstawała do pracy.


Komentarze: 2 do “Rozdział 38 – cz.2”
Zostaw komentarz