W poniedziałek, tuż po powrocie z naszych krótkich wakacji, punktualnie w południe pojawiłam się w sekretariacie firmy tworzącej portal internetowy. Sekretarka, bardzo sympatyczna i młoda osoba- poprosiła abym na chwilę usiadła, bo pan prezes ma jeszcze spotkanie.
Przysiadłam zatem gdzieś w kąciku, trzymając pod pachą moją kartę przetargową czyli ofertę. Nie wiedziałam jak ubrać się na tą okazję. Albo bardzo oficjalnie i elegancko albo raczej luźno ale ze smakiem. Wybrałam drugi wariant. Pierwszy stanowił mój pokazowy spodnium. Żakiet i spodnie – dość dopasowane do figury. Garniturek – dość sztywny. Pomyślałam jednak, że skoro Karolina pracując w agencji reklamowej nosi bardzo sportowo i luźno to zapewne i w tej firmie styl ubierania jest podobny. Nie chciałam przy pierwszym spotkaniu robić wrażenia sztywniaka. Dla pewności zadzwoniłam nawet do Pawła. Radził również luz.
Ubrałam więc ciemne- czarne spodnie, czarne body z krótkim rękawkiem a na to zwiewną kremową koszulę. Nie zapinałam jej nawet. Do tego buty w kolorze koszuli. Zegarek, bransoletka, swoje pierścionki, małe kolczyki i gotowe. W tym stroju zawsze czułam się najswobodniej i zdaniem przyjaciół wyglądałam najlepiej.
Po 10 minutach oczekiwania zostałam zaproszona do gabinetu. Ku mojemu zaskoczeniu na miejscu grubego nadętego prezesa napotkałam sympatycznego chłopaka na oko w moim wieku. Podszedł podając mi rękę i przedstawiając się z imienia i nazwiska. Zapytał, czy możemy sobie mówić po imieniu, bo u nich w firmie panuje taki zwyczaj. Oczywiście przystałam na propozycję. Byłam tak stremowana, że gotowa byłam zgodzić się niemal na wszystko.
Grzesiek- bo tak miał na imię prezes- był ubrany w dżinsy i sportową jasną koszulę z podwiniętymi rękawami. Odczułam ulgę.
Wspomniał na początek tak ogólnie o firmie. Był mile zaskoczony gdy okazało się, że posiadam sporo informacji na temat projektu. Na początek nabiłam sobie kilka punktów, które kiedyś zmierzałam wykorzystać.
Po wstępie zapytał, czym chciałabym go przekonać do siebie. W tym momencie podałam mu swoją ofertę. Oczywiście wydrukowałam ją w kolorach. Każdy nagłówek był ładnie wyeksponowany. Najważniejsze myśli i pomysły zaznaczyłam pogrubieniem tekstu. Każdą kartkę wsadziła w oddzielną przeźroczystą koszulkę. Całość wpięłam w teczkę – ofertówkę. Wyszła mi bardzo profesjonalna forma autoreklamy. I o to chodziło.
Grzegorz zaczął czytać poszczególne kartki. Chwilami w milczeniu kiwał z aprobatą głową. Momentami zagryzał swoje wargi jakby jakieś zdanie zmuszało go do głębszych przemyśleń. W końcu skończył czytanie. Oparł się o oparcie fotela. Kilka sekund patrzył mi prosto w oczy nic nie mówiąc. Poczułam, że robię się cała czerwona. Nerwy zaczęły mnie osaczać. Panika zawładnęła całą mną. Bałam się jego słów. Nie wiedziałam, czy przypadkiem nie trafiłam na kogoś kto nie toleruje homoseksualistów. Mogło tak przecież być.
Grzegorz wreszcie przemówił:
- Twój pomysł jest dość interesujący i nowatorski. Potrzebujemy osób z inicjatywą w naszej firmie. Jesteś pierwszą osobą, która tak przygotowała się do spotkania ze mną. To już dużo jak na początek.
- Miło mi to słyszeć. Dziękuję- odparłam nie mając pewności- czy powinnam się w ogóle odzywać.
Prezes ciągnął dalej:
- Jak doskonale wiesz, chcemy stworzyć coś naprawdę dużego. Potrzebujemy osób z pomysłem. Ty wydajesz się taką osobą. Nie mogę ci dzisiaj obiecać, że będzie możliwe stworzenie twojego pomysły na naszym portalu ale mogę powiedzieć, że twoja oferta zostanie przedstawiona reszcie zarządu i całej załodze. Jeśli ogół uzna propozycję za interesującą – damy ci to zadanie. Jeśli jednak decyzją wszystkich pomysł się nie przyjmie, widzę cię w naszej ekipie i w zadaniach, które ci wyznaczymy. Co ty na to?
- Oczywiście, rozumiem to doskonale. ( powiedziała to w duchu myśląc, że prezes ma jednak w ekipie kilku homofonów i boi się ich reakcji więc woli delikatnie się zabezpieczyć) – oczywiście byłoby miło, gdyby mój pomysł okazał się celny ale równie przyjemnie mi będzie, gdy będę mogła zajmować się czymś innym pomagając tworzyć portal. To duże wyzwanie, chciałabym móc przyczynić się do sukcesu.- ważyłam wszystkie słowa, aby nie chlapnąć czegoś niestosownego.
- Świetnie- powiedział Grzegorz. Powiedz mi teraz jak wygląda twoja dyspozycyjność. Nie ukrywam, że nasza praca nie ma ram czasowych jasno określonych. Jeśli w środku nocy dzieje się coś ważnego – jedziemy tam aby napisać rzetelny news jako pierwsi. Jeśli mamy do opracowania coś ważnego – rezygnujemy czasem z wolnej niedzieli- bo taka jest potrzeba. Czy to jest dla ciebie jakaś przeszkoda?
- Nie, oczywiście że nie. Takie sytuacje zdążają się w każdej pracy i ja to rozumiem.- odpowiedziałam szczerze przypominając sobie okresy bilansów rocznych i sprawozdań gdy siedzieliśmy po nocach aby zmieścić się w terminach.
- To świetnie. Masz do mnie jakieś pytania?
- Tak – od kiedy mogę zacząć? – wykazałam się bystrością umysłu. Przytomnie zadbałam o to abym nie musiała pytać o wynagrodzenie. Chciałam, aby Grzegorz poruszył ten temat. Wtedy cała rozmowa pomyślniej przebiega. Pamiętam taką wskazówkę z jakiegoś szkolenia sprzed lat.
- Od 15 możesz? Chciałbym jeszcze mieć trochę czasu aby przedyskutować twój projekt. Od połowy miesiąca będziemy mieli dla ciebie konkretne zadania, jakiś plan. Czy możesz mi zostawić swoją ofertę?
- Oczywiście – bardzo proszę. – uśmiechnęłam się do prezesa.
- No i został nam ostatni temat którego dzisiaj nie poruszaliśmy. Pieniądze. Powiedz mi szczerze. Ile chciałabyś zarabiać?


Zostaw komentarz