Porozmawiałam z Patrykiem i Zosią. Ustaliliśmy, że zaczną sobie kogoś szukać do opieki nad Kacperkiem. Ja już nie mogłam zajmować się ich dzieckiem. Doskonale to rozumieli, mimo że żałowali.
Pod koniec sierpnia nastał ostatni dzień spędzony z maluchem. Muszę przyznać, że ciężko mi było się z nim rozstać. Przyzwyczaiłam się to jego towarzystwa. Mały tak fajnie się rozwijał, szybko rósł. Jest tak radosnym dzieckiem. Uśmiech nie schodzi mu z ust. Jest rozkoszny. Na myśl, że od września ktoś obcy będzie opiekował się malcem – serce mi pękało. Jakaś obca osoba będzie widziała jego postępy z zabawach, w chodzeniu. Ktoś inny niż ja – będzie obdarowywany jego serdecznymi zaczepkami i szczerym śmiechem. Strasznie źle mi się robiło na samą myśl o tym. To niesamowite, że taki szkrab w tak krótkim czasie potrafi tak w sobie wszystkich dookoła rozkochać, że…
W ten piątek, gdy malec był u nas po raz ostatni- zdarzyło mi się nawet popłakać. Zmieniałam mu pieluszkę myśląc „ to ostatni raz”. Karmiłam Kacperka z myślą- „ to ostatni raz”. Usypiałam go do drzemki poobiedniej myśląc: – „to ostatni raz”. Wychodziłam na spacer…
Wiem, to głupie! Przecież Patryk nie wyjeżdżał na koniec świata. Będę go mogła widywać nawet bardzo często- jeśli tylko zechcę. Ale to już będzie inaczej. Całkiem inaczej. Już nie będziemy mieli sposobności na długie zabawy, na przytulanki i wygłupy bez limitu czasu.
Smutek ogarniał mnie coraz bardziej. Gdy Zosia z mężem przyjechali po Kacperka, byłam całkiem rozbita. Pojawili się z bukietem kwiatów i kopertą. Bardzo podziękowali za pomoc i troskliwą opiekę nad dzieckiem. Wycałowali oboje a ja robiłam się coraz bardziej miękka. Aż pękłam całkiem. Rozpłakałam się w ramionach Patryka. Przy mnie rozkleiła się Zosia. Nasze pożegnanie wyglądało żałośnie. Na koniec dołączył Kacperek, zaczął płakać gdy zauważył że obie ryczymy. Jedynie Patryk zachował zimną krew, drżał mu głos ale był twardy do końca. Powiedział :- No dziewczyny, nie mazać się. Ada wpadaj do nas jak tylko będziesz miała czas i ochotę. Czym częściej tym lepiej. Wszystkie trzy odwiedzajcie nas często. Jak tylko ktoś zatęskni za kimś – organizujemy spotkania- umowa?
- Zgoda- powiedziała próbując przestać płakać. – Gdybyście kiedyś potrzebowali opiekunki w weekend albo wieczorem na kilka godzin- to dzwońcie- powiedziałam na jednym wdechu.
- Jasne, właśnie mieliśmy pytać, czy w ramach wyższej konieczności możemy na ciebie liczyć- odparła Zosia, ocierając ostatnie łzy kapiące z jej policzków. Wyglądałyśmy naprawdę jakby stała się jakaś tragedia. Jakby co najmniej ktoś umarł. Zapłakane, rozmazane i zasmarkane!
Gdy zostałam sama w domu- usiadłam w kuchni i zapaliłam papierosa. Zajrzałam do koperty – oprócz stałej wypłaty była spora premia i zdjęcie Kacperska a na odwrocie napis:” Dziękuję Ciociu- Kacperek” i data. Zamknęłam oczy kładąc zdjęcie przed sobą. Chciałam zacząć myśleć o czymś innym aby pozbyć się smutku ale jak na złość przychodziły mi na myśl rzeczy związane z Kacperkiem. Jego pierwszy dzień u nas. Jego numery popisowe czyli „przybijanie piątki” oraz słodki całusek na „dowidzenia”. Znowu łzy zaczęły napływać do oczu.
I właśnie w tej chwili Karolina przekręcała klucz w zamku. Próbowałam się jakoś ogarnąć. Otarłam oczy ale na nic to się zdało. Mój wygląd zdradzał mnie bez reszty.
Karolina była przerażona. Stanęła na progu kuchni i krzyknęła:
- Boże, co się stało? Coś z mamą? A może z Pawłem?! Kochanie co się dzieje?!- podeszła do mnie oczekując szybkiej odpowiedzi.
Patrząc jej w oczy wydukałam cichym głosem:- Wszystko w porządku. Zosia z Patrykiem właśnie zabrali Kacperka.- i znowu się rozpłakałam. Karolina mocno przytuliła mnie do siebie.
- Głuptasie, przecież to nie koniec świata!- zaczęła mnie całować po szyi. Próbowała uspokoić.
A mi było dobrze w jej ramionach. I nie chciało mi się przestać płakać więc chlipałam dalej. Nic już nie mówiła. Stałyśmy tak wtulone w siebie w całkowitym milczeniu. Musiałam się wypłakać. Karolina pozwoliła mi na to, rozumiejąc mój smutek. Głaskała mnie po plecach i dawała ukojenie.


Komentarze: 2 do “Rozdział 37 – cz.1”
Zostaw komentarz