Karolina milczała. Siedziała obok mnie i słowem się nie odzywała. A Krzysiek patrzył na nas obie i nagle zaczął się ironicznie uśmiechać. Tkwił w fotelu naprzeciw nas szyderczo zadzierał kąciki ust.
Wreszcie zapytał:
- No drogie panie, zaskoczyłyście mnie. Ale jak tak dłużej nad tym pomyślę to…
Poczułam ulgę, Karolina też… słyszałam jak nasze przysłowiowe kamienie z serca z wielkim hukiem spadały lawinowo. Było dobrze. Chyba się zgodził.
Krzysztof jednak nie skończył:
- no i gdy tak sobie zamknę oczy i pomyślę to… hmmm….(zamruczał irytująco) – to zabawa w trójkąciku wam się moje drogie panie marzy jak widzę a ja na to jak na lato! – roześmiał się na zdrowo.
Nam zrzędły miny. Kpił sobie z nas. Się dupek rwie do trójkąta! Nigdy w życiu! Po moim trupie!
Zacisnęłam odruchowo pięść. Karolina to zauważyła. Postanowiła interweniować zanim będzie za późno.
- Nie , nie Krzysztof- to nie tak jak myślisz! Żadnego trójkąta, żadnego dwójkąta nawet nie będzie. Nic z tych rzeczy! – wyrzuciła z siebie jak z karabinu maszynowego. Ja zacisnęłam zęby bo wyobraziłam sobie tą sytuację – trójkąta. Zawrzało we mnie. Zawsze, od kiedy pamiętam, problemem dla mnie była moja wyobraźnia, która potrafiła opowiadać takie historie i podsyłać takie obrazki że…
Zobaczyłam oczami wyobraźni duże męskie dłonie na nagim ciele mojej dziewczyny ! Kilka razy przyszedł mi do głowy podobny obrazek. Gdy Karolina opowiadała mi o swoim małżeństwie ja przymykałam oczy i wściekałam się widokiem ex mojej wybranki, który może z moją ukochaną robić wszystko. Karola nigdy takich rzecz mi mi oczywiście mi nie opowiadała ale mimo wszystko moja wyobraźnia tworzyła obrazy, które niszczyły mnie od środka. Pracując nad sobą udało mi się wyzbyć takich myśli… to znaczy – wydawało mi się, że mi się udało. Do dzisiaj. Sytuacja przez nas sprowokowana, aż się prosiła o potoczenie w tym kierunku. Same jesteśmy sobie winne.
Krzysztof przestał się już uśmiechać , widząc że obie nie żartujemy sobie i nie myślimy o tym co on. Spoważniał nawet.
Znowu dołączyłam:
- Chciałybyśmy cię prosić abyś zgodził się i był dawcą nasienia do zapłodnienia In-vitro. My się wszystkim zajmiemy, poprosimy cię tylko o wizytę u lekarza raz lud dwa razy.
-Nasza prośba skierowana właśnie do ciebie to oczywiście nie przypadek. Właściwie to bardzo nam zależy abyś to był właśnie ty. Po pierwsze jesteś ojcem Julki. Mała miałaby rodzonego braciszka lub siostrzyczkę a nie przyrodniego. Poza tym formalnie wciąż jesteście małżeństwem. To też ułatwia sytuację. Po trzecie – od tego zaczęłam dzisiaj – jesteś fajnym facetem.
Krzysiek milczał. Więc mówiłam dalej.
- Nie musisz się niczym martwić. Kwestie finansowe i alimentacyjne nie wchodzą oczywiście w grę. Jeśli zechcesz dziecko będzie nosiło twoje nazwisko- ale tylko jeśli zechcesz. No i oczywiście jako biologiczny ojciec będziesz zmógł uczestniczyć w życiu malucha tak jak w życiu Julii.
Jeśli masz jakieś warunki, śmiało. Jesteśmy otwarte na wszelkie uwagi. Nie chcemy oczywiście abyś odpowiadał teraz oraz nie planujemy dziecka teraz. To kwestia roku może dwóch lat. Nie natychmiast z całą pewnością.
Karolina patrzyłam na Krzyśka i na mnie jak na meczu tenisowym, mimo że piłeczka nie latała. To był raczej mój monolog.
Krzysztof wstał, wyjął papierosy, gestem wskazał ochotę zapalenia. Poszliśmy w trójkę do kuchni na dymka. Przy papierosku łatwiej podejmuje się decyzje, wspólny dymek zbliża ludzi.
Krzysiek wypuścił z ust kolejna wielką chmurę dymu i nie miał ochoty się odezwać. Milczenie przerwała Julka, która tym razem pojawiła się na górze sama bo musiała zrobić siusiu. Po wizycie w toalecie szczebiotliwie przez chwilę opowiadała o koleżance z podwórka – Basi, która jest najmniejsza z całej gromadki i nie umie jeszcze biegać więc Julia postanowiła zrezygnować z zabawy w berka i zaopiekować się malutką dziewczynką. Wykazała się troską i została z Basią w piaskownicy gdy pozostałe dzieciaki biegały po całym podwórku.
Krzysiek powiedział Julce, że jest z niej dumny skoro potrafi tak zaopiekować się malutkim dzieckiem. Mała zadowolona z pochwał pobiegła z powrotem na podwórko.
Krzysiek wreszcie przemówił:
- Nie mówię tak, nie mówię nie. Ale czy jesteście przekonane, że chcecie wychowywać drugie dziecko? Pakować się w pieluchy, papki itd.?- Julia jest już duża i samodzielna. Z drugim maluchem nie będzie tak słodko. To odpowiedzialność i…
- Krzysztof – gadasz jak starszy wujek po przejściach. My nie byliśmy odpowiedzialni i dojrzali a udało nam się i mamy udane dziecko. Dlaczego teraz nas zniechęcasz? – wkurzyła się Karola.
- To nie tak- nie chcę zniechęcić. Tylko… jestem zaskoczony. Myślałem, że marzycie raczej o tym, że Julka już wyrośnie i będziecie miały spokój z obowiązkami wychowawczymi. Nie sądziłem, że będziecie chciały zdecydować się na drugie dziecko.
- Ok., masz prawo być zaskoczonym ale bez przesady, daruj sobie te teksty moralizatorskie bo są zwyczajnie śmieszne!
- Dobrze już, nie denerwuj się Karola- Krzysiek przecież nie miał niczego złego na myśli – próbowałam go bronić aby się nie wkurzył na Karolinę.
- Bingo! Ada masz rację. A skoro już wiem, że to na poważnie i serio to tak się zastanawiam, że może gdybym się jednak zgodził, czy potrzebny jest ten zabieg In-vitro? Po co do tego mieszać konowałów?
Nie prościej będzie tak jak przy pierwszym dziecku? Miły wieczór i naturalnie…
- Krzysiek! – krzyknęła Karolina tym razem już na serio wściekła.
- Ok., ok… już się zamykam. Nie to nie! Ale bez sensu jest pakować się w koszty związane z drogim zabiegiem, skoro można to zrobić zupełnie inaczej.
Nie odezwałam się wcale, Krzysiek wiedział, że ten temat jest już zakończony, szczególnie jeśli chodzi o jego żarty czy tez niemoralne propozycje. Odpuścił. Rzucił nawet: – Przepraszam was dziewczyny. Żartowałem jedynie.
- Zakończyłam rozmowę i palenia papierosów słowami:
- Zastanów się prosimy nad tym poważnie. Jeśli się nie zgodzisz, poszukamy kogoś innego ale bardzo nam zależy abyś to był właśnie Ty. Będziemy ci bardzo wdzięczne.


Jeden komentarz do “Rozdział 35 – cz.5”
Zostaw komentarz