Więc kilka problemów rzuciło życie pod nosze nogi.
Pierwszy to – dawca nasienia czyli potencjalny tatuś.
Drugi to kwestia prawna – jak rozwiązać sprawę opieki nad dzieckiem. Skoro jakiś tatuś figuruje w dokumentacji medycznej to i regulacja prawna jest niezbędna do unikania problemów w przyszłości.
Trzeci problem to oczywiście kasa. Nie są to małe kwoty, szczególnie gdy pierwszy raz należy do nieudanych.
No i to te trzy główne problemy, z którymi musimy się zmierzyć.
Wykonałyśmy na początek telefon do naszego lekarza – ginekologa-położnika. Niesamowity starszy pan, który odebrał niezliczoną ilość porodów, angażował się w wiele prób powiększania rodziny. Opiekował przyszłymi mamami, w tym i Karoliną, gdy była w ciąży z Julią.
Długo rozmawiałyśmy z nim, właściwie Karola rozmawiała . Pan Stefan bardzo ucieszył się z telefonu Karoli. Bardzo się lubili i nie widzieli dość dawno. Pierwsze pytania naturalnie dotyczyły Julki. Później przeszli do meritum. Karolina bardzo obrazowo, bez ogródek i wprost przedstawiła naszą sytuację. Przyszło jej to łatwo, bo pan Stefan było w temacie orientacji seksualnej Karoliny. W dodatku należał zawsze do grona osób, które to akceptowały i jak mawia pan doktor- nie z takimi rzeczami w swojej karierze się spotkał aby mógł sobie pozwolić na zszokowanie.
Rozmowa zatem była bardzo rzeczowa:
- … więc panie doktorze, mam nadzieję, że nam pan pomoże. Chodzi mi tylko o instrukcję gdzie pójść i do kogo się skierować aby nie odejść z kwitkiem?
Karola przez długą chwilę milczała ze słuchawką przy uchu, kiwając jedynie głową. Powoli zaczął wyłaniać się na jej buzi delikatny uśmiech. Wiedziałam, że nie jest już źle. W pewnej chwili dała mi znak, abym podała jej kartkę i długopis. Sięgnęłam szybko po notes.
Karolina zaczęła notować, głośno powtarzając… Doktor Karol … telefon- 0607…
Skończyła. Podziękowała. Bardzo serdecznie podziękowała. Długo się żegnała. Widziałam, że jest bardzo zadowolona. Odłożyła słuchawkę.
- No i co Karolina? Opowiadaj!
- No i wygląda na to, że nam się uda. Będziemy miały dziecko… będziemy miały dziecko… wtuliła się w moje ramiona podśpiewując radośnie. Dopiero po dłuższej chwili wysiliła się na streszczenie rozmowy z lekarzem.
Pan doktor zna w klinice w Białymstoku speca od takich rzeczy- to jego młodszy kolega, wręcz okazało się, że uczeń pana profesora. Opowiedział jak wygląda cała procedura, opis niewiele się różnił od informacji jakie uzyskałam w Internecie i telefonicznie.
Wszystko zaczęło się układać. Pan profesor powiedział, że przygotuje dokumentację medyczną Karoliny no i wykona numer telefonu do doktora, który naświetli mu wstępnie sytuację. Czyli najtrudniejsze już za nami. No może nie do końca. Drugim problemem jest tatuś dziecka.
Tutaj było trudniej. Nie za bardzo jesteśmy otwarte na to, aby ojcem naszego dziecka był jakiś przypadkowy – losowy facet. Jakoś tak dziwnie.
Pomyślałyśmy najpierw o moim bracie Pawle. Ale wtedy dopiero zrobiło się dziwnie. Ja miałabym wychowywać dziecko mojego brata i mojej dziewczyny? Kompletnie bez sensu. Nawet nie wiem co Paweł na to- nigdy nie dowie się nawet o tym chorym pomyśle. Pozostał jedynie niesmak po tym przebłysku moich myśli. Za to na jego miejsce wskoczył pomysł idealny w swojej prostocie. Obie nagle pomyślałyśmy o Krzysztofie.
Wręcz wymarzony kandydat na ojca naszego dziecka. Młody, przystojny, inteligentny i zdrowy w dodatku wciąż formalnie mąż Karoliny . No i jest już ojcem pięknej dziewczynki. Dlaczego nie mógłby zostać tatą drugiego dziecka? Pomysł stał się perfekcyjny. Pozostało nam jedynie porozmawiać z Krzyśkiem. No i jeśli się zgodzi – sprawa załatwiona.
Trzeci problem to kasa- a że pieniądze rzecz nabyta i w sumie nie są najważniejsze w życiu- obie uznałyśmy, że to żaden problem. Tylko muszę zacząć pracować zawodowo. Poradzimy sobie!
Ostatniego dnia sierpnia Krzysztof przywiózł Julkę z wakacji. Postanowiłyśmy z nim od razu porozmawiać. W końcu to ważna sprawa.
Julka wpadła do mieszkania jak poparzona. Rzuciła się na szyję Karoli, później mi i natychmiast zapytała, czy może wyjść na podwórko bo dzieciaki Kasi na nią czekają pod trzepakiem. Nie miała czasu cokolwiek poopowiadać, rozpakować się czy odpocząć. Wpadła i natychmiast wypadła z mieszkania.


Komentarze: 2 do “Rozdział 35 – cz.3”
Zostaw komentarz