Lato minęło mi w klimacie zabawowym. Opieka nad maluszkiem przynosiła tyle radości – całej naszej trójce. Julia opiekowała się Kacperkiem jak własnym braciszkiem. Karolina cieszyła się moim świetnym humorem, bo jakiż tu mieć jak nie wyśmienity – gdy od bladego świtu widzisz ukochane kobietki i tego rozkosznego dzidziusia. Kacperek szybko rósł. Kilka miesięcy sprawiło, że stał się prawdziwym mężczyzną! Próbował nawet swoich uwodzicielskich spojrzeń używać do rządzenia całą naszą gromadką. No i udawało mu się zazwyczaj. Nasz rodzynek był rozpieszczany u nas w domu i z tego, co wiem od Zosi, w swoim rodzinnym domu też, z racji zapewne na fakt, że to pierworodny i w dodatku jedynak. Chłopczyk wykorzystywał słabość wszystkich dookoła. Zawsze był w centrum zainteresowania i wiedział, w którym momencie zacząć kwilić bądź marudzić aby natychmiast ktoś go wziął na ręce. Leżenie go nudziło. Nie lubił marnować czasu. Nawet na jedzenie brakowało mu chwili. Bardzo ruchliwe i energiczne dziecko absorbowało wszystkich swoich opiekunów na 100 %. Jedynie, gdy usypiał w ciągu dnia na kwadrans bądź dwa- nastawała chwila błogiego, acz krótkiego spokoju w naszym domu. W tym czasie wypadało zająć się innymi obowiązkami, na które nie starczało sposobności w trakcie aktywności bobasa. Jedno przyznać muszę – nie nudziłam się ani przez minutę. Mały wypełniał całą pustkę jaką każdy człowiek może odczuwać w ciągu całego życia.
Niemal nie zorientowałam się, że wakacje zbliżają się ku końcowi. Julia załapała się na wyjazd z tatą. Krzysztof zabrał małą na tydzień do swoich rodziców a później na dwa tygodnie nad morze. Byli w Rewalu. W dodatku trafili na fajną pogodę więc Julka była przeszczęśliwa. Niesamowite było to, że przez te 3 tygodnie, gdy dzwoniła albo my dzwoniłyśmy do niej – mówiła, że bardzo tęskni … za Kacperkiem. Nie za mamą i ciocią tylko za małym! Najważniejsze, że dobrze się bawiła z tatą. Krzysiek wybrał się na wybrzeże ze swoimi znajomymi, którzy też pojechali ze swoimi dziećmi –więc Julka miała zagwarantowane wszystko co najlepsze: dobrą opiekę, pogodę i towarzystwo dzieciaków. Byłyśmy o nią spokojne.
Karolina całe wakacje miała zajęte nowym projektem powierzonym przez Pawła. To była rzecz, którą robiła od podstaw samodzielnie. Pomagało jej kilka osób. Przygotowywali kampanię reklamową dla dużego koncernu. Moja ukochana była bardzo mocno zajęta tym zadaniem. Włącznie z nadgodzinami, pracami po nocach. Za bardzo nie byłam szczęśliwa, ale skoro wreszcie miała daną szansę aby się wykazać i zrobić coś dużego to nie stawałam na przeszkodzie. Z wyrozumiałością oczekiwałam ją w domu z gotowym obiadkiem czy kolacją. Skupiałam się na małym no i zaczęłam wreszcie pełną parą szukać pracy. Uznałam, że to właśnie ten moment. Wiecznie opiekunką do dziecka być nie mogę. Odsapnęłam w domu. Ba… nawet wynudziłam się! Dość tego!
A no i korzystając z samotnych wieczorów poszperałam trochę w Internecie na temat adopcji oraz zapłodnienia In-vitro. Skoro Karolina wyraziła zainteresowanie tym tematem, nawet ochotę na dzidziusia – chciałam sprawę potraktować poważnie, szczególnie, że mój instynkt macierzyński tak głośno się ostatnio odzywał.
Omówiłyśmy z Karolą temat bardzo dokładnie. Że tak powiem – planowanie rodziny z pełną świadomością i precyzją. W naszym przypadku to sprawa dość „śliska”. Poza aspektami moralno- etycznymi dochodzą regulacje prawne. My za bardzo na tym wszystkim się nie znamy. Mało tego- do niedawna byłam zdania, że pary homoseksualne nie powinny mieć prawa do wychowywania dzieci. Wiem, że to z mojej strony hipokryzja. Wiem, rozumiem i potrafię racjonalnie ocenić sytuację, tylko realia się zmieniły przez ostatnie naście miesięcy. Moje dotychczasowe życie mówiło jasno: „ NIE POWINNAŚ MIEĆ DZIECI!” Szanowałam i respektowałam ten wewnętrzny głos. Aż tu nagle pojawiła się Karolina i Julia i… zdeptały mój cały dotychczasowy światopogląd. Zrozumiałam nagle, że mogę dać szczęście i miłość dziecku i jak bardzo go pragnę. Julkę pokochałam jak własną córkę. Mała pokochała mnie- jestem tego pewna. Każdego kolejnego dnia czuję, że powinnam być matką albo opiekunką drugiego dziecka. Odnajduję się w tym, angażuję całym sercem. Spełniam. Chcę na starość mieć poczucie, że wychowałam dobrego i wrażliwego człowieka.
Rozpatrywałyśmy z Karolą wszystkie nasze możliwości na powiększenie naszej rodziny.


Zostaw komentarz