-Wiesz czego się boję? – zapytałam ściszając głos.
-Nie wiem kochanie, czego?- zapytała Karolina,
-Reakcji Julii na nową sytuację. Rozmawiałam z nią niby i wszystko jest ok. ale pamiętasz pewnie jak się zachowywała w sobotę widząc dziecko na naszych rekach?
-Tak, musimy być wyczulone na nią. Ona bardzo emocjonalnie podchodzi do malucha.
-Boję się, że będzie czuła jakieś zagrożenie, zazdrość. Często takie reakcje pojawiają się w rodzinach gdy na świat przychodzi nowe dziecko. Wiem, że to nie jest to samo ale dla dziewczynki w jej wieku liczy się jedynie fakt, ze dorośli zajmują się kimś innym a nie nią jak dotychczas.
-Tak, to prawda. Dobrze chyba, ze będzie jednak chodziła do przedszkola.
Rozmawiałyśmy długo jeszcze o tym, jak powinnyśmy postępować aby Julia łagodnie zniosła zmiany w naszym dotychczasowym życiu. Mała póki co zafascynowana była wózkiem Kacperka. Następnego dnia nie mogła się doczekać obiecanego spaceru.
Wybrała się z małym na dwór po obiedzie w przedszkolu. Julia czekała już na nas, zajmując się zabawą tuz przy drzwiach na salę, aby nie przegapić naszego przyjścia.
Pośpiesznie się ubrała, pożegnała z opiekunkami i dziećmi po czym wybiegła za bramkę przedszkola prosząc abym pozwoliła jej prowadzić wózek. Wybrałyśmy się do pobliskiego niewielkiego parku i spacerowałyśmy alejkami, rozmawiając o życiu. Julia kroczyła dumna pchając z trudem wózek w którym słodko spał mały Kacperek.
Od tej chwili Julia zachowywała się jak starsza siostra. Pomagała przy pielęgnacji małego, asystowała przy posiłkach, zabawiała chłopczyka grzechotkami i z troska przykrywała kocykiem gdy zasypiał. Byłam z niej dumna. Nie okazywała zazdrości. A nawet jeśli to w tak delikatny i sympatyczny sposób, ze nie widziałyśmy z Karolina żadnego problemu.
Oczywiście starałam się poświęcać jej tyle samo czasu do Kacperkowi gdy oboje byli pod moja opieka. Mała ani przez moment nie czuła się chyba odrzucona. A pochwały i podziękowania za pomoc przy maleństwie napawały ja dumą. Szczególnie, gdy głośno chwaliłam jej niezastąpiona pomoc wśród naszych przyjaciół i znajomych.
Któregoś dnia nawet pani opiekunka z przedszkola chwile ze mną rozmawiała i wspomniała, że Julia dużo opowiada o Kacperku i o tym , że pomaga w opiece nad nim. Lubi mówić o tym nie tylko osobom dorosłym ale i dzieciom z grupy. Koleżanki instruuje jak przewija się niemowlaka, jak trzeba karmić i poić dziecko. Stała się bardzo opiekuńcza i niewątpliwie obecność maleństwa ma na jej rozwój bardzo dobry wpływ. Cieszyłam się, słysząc tak miłe słowa. Oczywiście o swojej radości powiedziałam Julii. W nagrodę popołudnie spędziłyśmy na wesołym miasteczku. Wybrałyśmy się na nie z Karoliną po obiedzie, gdy po Kacperka przyjechali rodzice. Mała była szczęśliwa, diabelski młyn był jedyna karuzelą, której się oparła.
Dni zaczęły mi mijać zupełnie bezstresowo. Przestałam przeżywać brak pracy. Opieka nad Kacperkiem sprawiała mi tyle radości. Mały rósł jak na przysłowiowych drożdżach. Julia zachowywała się jak starsza siostra. Karolina odnosiła w firmie sukcesy. Wygrała nawet jeden z konkursów na projekt dla poważnej firmy. Była szczęśliwa.
Któregoś wieczoru zapytała:
-Ada, nie chciałabyś mieć swojego dziecka?
Zaskoczyła mnie trochę. Przez chwilę milczałam zastanawiając się nad tym.
-Tak, chciałabym bardzo, ale to niemożliwe.- odpowiedziałam.
-Dlaczego? Jesteś taka świetną opiekunką. Tak fantastycznie radzisz sobie z wychowywaniem dzieci. Dlaczego to niemożliwe?
-Bo nie należę do kobiet, które są w stanie rodzić dzieci. Fizycznie to niemożliwe.
-Nie rozumiem. Jak fizycznie? Anatomicznie?
-Nie. Po pierwsze abym zaszła w ciążę musiałabym najpierw… no wiesz, znaleźć ojca dla swojego dziecka.
-No ale przecież może być sztuczne zapłodnienie. Nie myślałaś o tym nigdy?
-Nie Karolinko. Widzisz, od dziecka wyrastałam w przekonaniu nawet takim podświadomym na początku, że nigdy nie będę rodziła dzieci. Takim jestem zwyczajnie typem. Czuję, że nie dałabym rady przejść przez cały okres ciąży, później poród i to co później.
-Co ty opowiadasz, każda kobieta się boi a później przychodzi ten dzień i … za chwile nie pamięta się tych trudnych chwil. Uwierz mi kochanie.
-Wiem, słyszałam dużo o tym, czytałam. Nie umiem ci tego wytłumaczyć. Wiem, że nie urodzę nigdy dziecka. To dość irracjonalne uczucie. Ale mój instynkt macierzyński faktycznie dość często się odzywa. Takie maleństwo to przecież samo szczęście i radość w rodzinie.
-To prawda, nie wyobrażam sobie życia bez Julii.
-Ale kochanie, gdybyś ty miała ochotę na drugie dziecko, to ja bardzo ale to bardzo byłabym szczęśliwa. Masz już doświadczenie. Masz mnie do końca życia.- mówiłam uśmiechając się do Karoliny.
-Ale ja tak poważnie pytam, a ty sobie żartujesz Ada- odrobinę się zdenerwowała.
-Ale ja też mówię poważnie. Bardzo chciałabym abyśmy miały drugie dziecko. Może nie teraz, kiedy jestem bez pracy ale za jakiś czas… mówię zupełnie poważnie. Pod warunkiem jedynie, że to ty kochanie wydasz nasze potomstwo na świat.
-Naprawdę chciałabyś? – zapytała poważnie
-Tak, bardzo… to moje marzenie.
-Dobrze wiedzieć, może kiedyś wrócimy do tego tematu- odparła Karolina przytulając się do mnie.
Zasypiałam tej nocy zadowolona naszą rozmową. Perspektywa dzieciątka uskrzydliła mnie bardzo. Byłoby fantastycznie móc wychowywać od poczęcia maleństwo.
Od poczęcia…no właśnie. Poczęcie może być problematycznym wątkiem w naszej sytuacji ale przecież mamy XXI wiek. Gdy zamykałam oczy widziałam rozkoszne maleństwo zawinięte w becik z miniaturowymi piąstami wystającymi spod kocyka i rozczochranymi ciemnymi włoskami. Wtuliłam się w ramiona Karoliny i z uśmiechem na ustach usnęłam.


Zostaw komentarz