Maj przyniósł cieplutkie dni. Proza życia codziennego odrobinę przytłaczała. Przynosiła dni podobne do siebie. Moje bezrobocie trwało niestety. Niezliczona ilość rozesłanych cv i listów motywacyjnych owocowało w liczne spotkania, w efekcie których zawsze byłam druga.
Rola kury domowej nie była nawet taka zła gdyby nie poczucie, że umyka mi coś ważnego w życiu. Wszyscy dookoła pracowali zawodowo, jedynie ja robiłam nic własnymi rękami i wychodziło mi to wyśmienicie. No może nie do końca nic bo prace domowe potrafią być absorbujące ale do niedawna potrafiłam wszystko godzić i też było dobrze. Najbardziej zadowolona z mojej obecności w domu była Julia. Wreszcie miałam dla niej dużo wolnego czasu. Małej spodobały się nasze wspólne poranki i popołudnia. Przez ten okres bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. Dziecko było spragnione naszej uwagi- teraz jej nie brakowało zabaw z dorosłymi.
Finansowo radziłyśmy sobie nawet dość dobrze. Nasze oszczędności póki co wystarczały. Karolina zarabiała dobrze więc nie bardzo odczułyśmy brak jednej pensji. Jedyna rzecz, z której musiałyśmy zrezygnować w tym roku to urlop. Miałyśmy nadzieję, że uda się nam wybrać gdzieś w góry na kilka dni w najlepszym układzie.
Nie opuszczała mnie nadzieje, że w końcu uśmiechnie się do mnie słońce i dostanę fajna pracę. Szukałam, czekałam cierpliwie i starałam się nie załamywać.
Któregoś dnia Karolina wróciła z pracy w wyjątkowo podejrzanie dobrym humorze. Nie chciała powiedzieć o co chodzi ale po chwili nie wytrzymała. Wyjęła z kieszeni wygnieciony kawałek kartki z numerem telefonu i powiedziała z uśmiechem:
-Kochanie, myślę że powinnaś tam zadzwonić.
-A co to za numer?- byłam zaciekawiona – znalazłaś dla mnie pracę?
-No coś w tym rodzaju – Karolina mówiła poważnie mimo uśmiechu,
-Ale nie jest to akwizycja?
-Nie, z całą pewnością nie.
-No to powiedz wreszcie!- nalegałam.
-No dobrze. Tylko się nie denerwuj moje Słoneczko.- Karolina wyraźnie się dobrze bawiła- otóż po wnikliwych obserwacjach twojej ostatniej postawy życiowej i wyjątkowej zaradności..
-Oj Karolina, myślałam, że poważnie masz dla mnie coś a ty sobie tylko żarty robisz! – straciłam nerwy.
-Ada, jestem poważna – wysłuchaj mnie proszę.
-No dobrze, przejdź do konkretów- prosiłam grzecznie.
-No więc tak jak wspomniałam, po obserwacjach z ostatnich miesięcy doszłam do wniosku, że jesteś świetną żoną, matką i…
-I kochanką… bardzo zabawne!! – wtrąciłam z dąsem.
-To też kochanie, ale nie pochlebiaj sobie aż tak bardzo.- zażartowała doprowadzając mnie do wrzenia- U nas w firmie pracuje Patryk i jego żona Zosia – pamiętasz ich pewnie – prawda?
-Pamiętam, poznali się w firmie Pawła i pobrali pracując już w niej.
-No właśnie. Właśnie Zosia chce wrócić z urlopu macierzyńskiego do pracy ale mają problem z dzieckiem. Nie chcą małego oddawać do żłobka bo jest jeszcze bardzo malutki, obie babcie odpadają z opieką, bo jedna jeszcze pracuje a druga jest chora i nie czuje się na siłach.
-Taaak- byłam ciekawa dalszego ciągu.
-No i oni szukają wśród znajomych opiekunki do Kacperka. Boją się wziąć kogoś z ogłoszenia bo nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Chcą też, aby ich synkiem zajmowała się jakaś młoda osoba.- rozumiem ich doskonale, sama miałabym duży dylemat, gdybym miała Julie zostawić z kimś na tyle godzin dziennie.
-No pewnie nie jest to proste, tylko nie rozumiem dlaczego mi o tym opowiadasz.- zapytałam.
-Bo dzisiaj rozmawiałam z Pawłem chwilę o tym, że nie masz pracy i że …
-Że jestem marudna i zrzędliwa?
-Nie, że wspaniale się opiekujesz Julią, że moja córka świata poza tobą nie widzi i ..
-I że byłabym wyśmienitą opiekunką do dziecka – dokończyłam za Karolinę.
-No, to akurat powiedział Paweł. To przypadek, bo gdy rozmawialiśmy o tobie kochanie dołączył do nas Patryk, staliśmy tak w trójkę i od słowa do słowa…
-I tak ciągle o mnie? – żartowałam sobie
-No właśnie wyszło tak, że w sumie w trójkę wpadliśmy równocześnie na tą myśl, że gdybyś się zgodziła na opiekę nad maluchem to wszyscy byliby zadowoleni. Paweł zyska spowrotem w pracy świetnego fachowca czyli Zosię. Ty zajmiesz się czymś naprawdę niesamowitym, bo przecież uwielbiasz dzieci a i tak teraz nie za bardzo masz co robić. A dodatkowym argumentem są chyba pieniądze, bo Patryk z Zosią są gotowi naprawdę dobrze zapłacić na opiekę nad ich synkiem. A ja będę szczęśliwa, mając świadomość, że miłość mojego życia robi to co kocha i jest szczęśliwa.
-No ale przecież ja mam zawód i chcę w nim pracować. Co będzie jak znajdę wreszcie pracę?
-Mówiłam o tym Patrykowi. Oni tak naprawdę bardzo chcieliby abyś się małym zajęła tak przez około pół roku. Może 8 miesięcy. Jak skończy roczek pójdzie do żłobka. Zależy im tylko aby te pierwsze miesiące życia dziecko spędziło w domu.
-No to chyba ma jakiś sens, mogłabym im pomóc skoro i tak siedzę w domu.
-Wiedziałam, że się zgodzisz- Karolina była bardzo zadowolona.
-Nie powiedziałam jeszcze tak, ale się nad tym zastanowię- odparłam przewrotnie.


Zostaw komentarz