Karolina próbowała ze mną rozmawiać. Krzyczała nawet, że koniec pracy to nie jest jakaś tragedia, że sobie z tym spokojnie poradzimy bo przecież ona ma dobrą pracę. Że tragizuje niepotrzebnie i panikuję w chory sposób. Każda jej wypowiedz w podobnym tonie spotykała się z moją śmiertelna obrazą. Po kilku dniach mi przechodziło i tak w kółko…aż do maja.
Któregoś wieczoru, gdy pokłóciłyśmy się z Karolina po raz kolejny, wpadła do nas Kasia. Z nią straciłam kontakt już bardzo dawno temu. Kasia teraz bardzo dużo pracowała. Pomagała Markowi w restauracji, nie miała czasu na częste odwiedziny … nie miała ochoty na moje fochy, z Karolina jednak czasami się widywała.
Siedziałam w ciemnej kuchni i paliłam papierosa. Kasia usiadła obok i też zapaliła. Przez dłuższą chwilę ćmiłyśmy w zupełnym milczeniu aż wreszcie Kasia zaczęła:
-Wiem, że pewnie nie masz ochoty i że nie powinnam – nieśmiało i delikatnie próbowała nawiązać dialog – ale przyjaźnimy się już jakiś czas, wydaje mi się, że jesteśmy nawet bardzo blisko więc czuję się w obowiązku i chcę się wtrącić.
Odwróciłam głowę w jej kierunki. Mrok osłaniał jej twarz, jedynie światło księżyca lekko tliło się w jej oczach i wyraźnie rysowało kontur jej twarzy. Milczałam.
-Muszę ci to Ada powiedzieć czy ci się to podoba czy nie.
-Skoro musisz – odparłam zgryźliwie ale bez większych emocji. Czułam co usłyszę, że się rozczulam nad sobą i takie tam. Już tyle osób mi to powtarzało. Byłam gotowa i te słowa przyjąć ze spokojem.
Kasia brnęła dalej:
- To, że rozklejasz się niepotrzebnie i rozczulasz nad sobą gdy dookoła nas tyle nieszczęść na świecie – to pewnie już wiesz, więc nie będę powtarzać. Chodzi mi o Karolinę. Skupiłaś się na sobie i nie widzisz, że i ona cierpi.
-Karolina? – dlaczego?
-Widzisz, bo jesteś egoistką. Bo to ty teraz jesteś taka nieszczęśliwa i pokrzywdzona, że masz gdzieś uczucia innych. Czy ty wiesz, że od kilku tygodni Karolina zasypia płacząc w poduszkę? Nie zauważyłaś, że próbowała z tobą tyle razy rozmawiać bez sukcesu, że ogarnęło ją zwątpienie? Ona myśli, że wasze drogi już się rozeszły. Boi się, że chcesz ją zostawić.
-Dlaczego?!- byłam zaskoczona.
-Bo się wycofujesz, bo jest ci ciężko, bo się boisz. Bo praca. Karolina sobie wszystko już wytłumaczyła. Myśli, że znudziło ci się życie rodzinne i w dodatku strata pracy się przyczyniła do podjęcia decyzji. Ona jest przekonana, że się tak zachowujesz, bo chcesz abyście się rozstały. Kilka dni temu chciała się spakować i wyjechać ale jakoś ją powstrzymałam.
-Nie wierze !- byłam w coraz większym szoku.
-Ada, weź się w garść i przestań widzieć jedynie koniec swojego nosa. Zauważ, że jest obok ciebie ktoś kto bardzo cię kocha i nie wie jak ma ci pomóc. Nie zapominaj, że jest jeszcze zupełnie niewinne i ufne dziecko, które nie rozumie co się stało, że dwie ukochane przez nią osoby nie potrafią już być sobą. Próbowałaś kiedyś wczuć się w rolę Julii? Ciocia obrażona i zła nie odzywa się słowem a mama smutna zasypia płacząc.
Siedziałam w milczeniu i czułam, że łzy napływają mi do oczu. Nie zdawałam sobie sprawy, że jest aż tak źle. Faktycznie skupiłam się na sobie tymczasem w moim domu działo się bardzo bardzo źle.
-Nie wiedziałam, że to tak wygląda- zaczęłam się tłumaczyć przed sobą i przed Kasią- co ja mam teraz zrobić?
-Na początek porozmawiać z Karoliną, ona jest śmiertelnie wystraszona.
-Tak, wiem…za raz porozmawiam z nią. Ale jak my sobie poradzimy? Z ta praca i pieniędzmi.
-Ada przestań. Pracę z pewnością szybko dostaniesz a i pieniądze znajdą jak będzie potrzeba. Przecież macie przyjaciół. Od tego nas macie!
Kasia objęła mnie ramieniem. Poczułam się dziwnie. Nagle jakby ktoś zaczął wpompowywać we mnie powietrze, które zmienia moją hierarchię wartości. Zaczynam odzyskiwać umiejętność w pozytywne myślenie. Muszę zacząć działać zamiast siedzieć i się rozczulać.
Kasia wycofała się z naszej kuchni i mieszkania, gdy pojawiła się obok Karolina. Nawet nie zorientowałyśmy się kiedy nasz gość wrócił do siebie.
To była długa noc. Rozmawiałyśmy z Karolina wiele godzin. Nasze rozmowy przeplatały łzy. Atmosfera się przejaśniała. Z każdą kolejna minutą było lżej…lepiej…..stawałyśmy się na nowo sobie bliższe. Byłyśmy siebie stęsknione. Potrzebowałyśmy się wzajemnie. Miałyśmy się dla siebie…i o mały włos tego nie popsułam.


Jeden komentarz do “Rozdział 33-cz.6”
Zostaw komentarz