Marta chwyciła Basię za dłoń.
Kamila nie powiedziała ani słowa. Kiwała jedynie głową.
Później długo rozmawiali wspólnie o całym życiu Basi. O tym, jak się zorientowała, że jest lesbijką. Co wtedy czuła, czego się bała. O jej związku z Anetą. O rozstaniu.
Kamila jedynie słuchała.
Przy pożegnaniu pocałowała jedynie Basię w policzek i szepnęła:
-Przepraszam, potrzebuję trochę czasu. Zadzwonię.
Basia czuła, że Kamila nie jest w stanie jej zaakceptować. Było jej przykro i źle.
Dwa dni później zadzwonił do niej Wojtek. Powiedział, że jego żona nie umie tego zrozumieć. Że nie jest w stanie pojąć jak mogą dwie kobiety żyć razem i liczyć na szacunek oraz zrozumienie wszystkich dookoła. Że dla niej to chore i że takie osoby powinno się leczyć, bo przecież są jakieś metody.
Miała żal do Basi, że przez tyle lat ich okłamywała, nie była szczera.
Wojtek opowiadał wszystko Basi i co chwilę tłumaczył, że nie zgadza się ze zdaniem żony.
Że on ją rozumie i akceptuje. Że może liczyć na jego przyjaźń i pomoc, gdyby tylko była taka potrzeba.
Wspomniał, że nie umie się z Kamila porozumieć ostatnio, że nie sądził, że jego własne żona jest takim zaciętym wrogiem homoseksualistów. Przepraszał w jej imieniu. Prosił o cierpliwość i czas.
Nie musiał.
Właściwie Basia przeczuwała, że jeśli ktoś miałby nie zaakceptować jej osoby to byłaby to Kamila. Intuicja jej podpowiadała.
Od tamtego spotkania minęło trochę czasu.
Kamila się nie przełamała. Nie potrafiła zaakceptować Basi. Wojtek często dzwoni i z troską pyta co słychać.
Marta od tamtego dnia stała się jeszcze bliższa. Teraz żartuje sobie czasami, że właściwie powinna być urażona, że Basia nigdy nie próbowała jej poderwać.
Basia tłumaczyła jej, że to tylko w stereotypowym myśleniu ludzi tkwi świadomość, że lesbijka to ta, co to żadnej babie nie przepuści. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Lesbijka to normalna dziewczyna, która chce kochać i być kochaną…jak każdy człowiek na świecie, niezależnie od kultury, religii, wieku czy orientacji seksualnej.
Bilans zysków i strat.
-Dwie osoby zyskały rangę prawdziwych przyjaciół – od teraz Basia mogła ze wszystkim zwracać się do nich bez jakichkolwiek obaw,
-Jedna osoba … przestała należeć do grona przyjaciół, ale… czy kiedykolwiek tam była?
Historia ta dotyczy jednej z osób, którą znam. Dzisiaj, z perspektywy czasu twierdzi, że zrobiła dobrze dzieląc się prawdą z najbliższymi. Jeszcze niedawno nie była tego pewna. Miała pewne wątpliwości co do słuszności swojej decyzji.
A ja … żyję w ukryciu i mi z tym dobrze. Mam przecież grono zaprzyjaźnionych osób takich jak ja, mam swój blog i mam Was:)
Jak zawsze mogłam liczyć na komentarze osób, które wciąż odwiedzały mój blog:
@Takie wyznania na pewno nie są łatwe. Dziwię się Basi, że nie rozmawiała wcześniej z przyjaciółmi o homoseksualizmie, ja w delikatny sposób poruszam ten temat i bardzo mnie uspokaja świadomość co myślą moi najbliżsi o takich osobach jak ja, ale każdy jest inny… Oczywiście rozmowa jest o ludziach, których moi przyjaciele teoretycznie nie znają, ale nie mają nic przeciwko. Zobaczymy co będzie kiedy się dowiedzą, że nie dość że znają taką osobę to jeszcze znają ją od zawsze
Życzę każdej z nas takich przyjaciół jak Wojtek i Marta, życzę odwagi, optymizmu i wiary w siebie nie tylko w czasie tych trudnych dla nas rozmów, ale na całe życie. Tobie Blondino dziękuję po raz setny i pewnie podziękuję po raz tysięczny któregoś dnia
Pozdrawiam Cię serdecznie!/ F.
@Cześć F:)Ja robię dokładnie to samo co Ty;-)pracuje z młodymi ludźmi i jestem szczerze zdziwiona – zero tolerancji. Większość uważa homoseksualistów za zboczeńców, których trzeba leczyć;-( Ja oczywiście twardo stoję przy swoim i głośno wypowiadam swoje poglądy, ale wiem jedno w życiu bym się nie przyznała w takim środowisku jakim przebywam ze jestem “inna”, tym bardziej w pracy! Znajomi oczywiście wiedzą ale też nie wszyscy;-( A co do naszej Blondino – podobało mi się to jak to napisałaś i powiem jeszcze jedno-najlepszy wpis jaki do tej pory u Ciebie czytałam;)Pozdrawiam cieplutko;)/ Ł.
@ Cześć Ł
oczywiście ja też bronię swoich przekonań, wiem jednak, że dość łatwo mi to przychodzi tylko dlatego, że tak naprawdę nikt nie wie, że właściwie “bronię” też siebie.. i szczerze – nie spotkałam się jeszcze osobiście z homofobem, ale możliwe, że to też jest spowodowane tym, że owy temat jest abstrakcją a może otaczają mnie naprawdę cudowni ludzie
)) Pozdrawiam również
/ F.
@ Znam podobną historię. Była bardziej optymistyczna bo na 8 osób zostali wszyscy. Życie toczy się dalej jedynie w lepszej atmosferze. Pozdrawiam/ G.
@ A ja znam taką sytuację z drugiej strony, nie jestem lesbijką, ale jest nią moja przyjaciółka. Znamy i lubimy się od dawna, od ponad 10 lat, ale dopiero ok. 3 lat temu powiedziała mi o swojej tajemnicy. Miałam wcześniej pewne podejrzenia, że jest lesbijką, ale nigdy nie usłyszałam tego od Niej, ani nie miałam żadnej pewności.
Wyjawienie prawdy nic nie zmieniło w naszych relacjach, a jeśli już – to tylko na lepsze. Możemy teraz szczerze rozmawiać, o wszystkim. Podziwiam Ją za to jak wiele lat ukrywała prawdę i starała się światu nie pokazywać swojej natury. Rozumiem Ją, że się obawiała – świat jest okrutny. Bardzo się cieszę, że chciała i potrafiła mi zaufać.
I nie zawiodłam Jej. Ona – wyjawiając prawdę – nic nie straciła w moich oczach, bo przecież nadal jest ta samą osobą, którą zawsze lubiłam i z którą chętnie spędzałam czas. A fakt, że jest lesbijką NIC NIE ZMIENIA!!!
Dziewczyny! Jeżeli z kimś się przyjaźnicie, jeśli ufacie tej osobie – nie bójcie się powiedzieć. Wasze życie będzie łatwiejsze, będziecie mogły szczerze rozmawiać o swoich uczuciach, o sferze, która jest tak bardzo ważna.
Jeżeli przyjaźń jest prawdziwa – nic się nie zmieni i będzie trwać nadal, jeśli nie jest prawdziwa – to może szkoda na taką znajomość czasu…. / M.
@ To rzeczywiście okropne nie móc, może bać sie powiedzieć i dusić się, czasem nawet fizycznie…Nie mówić także dlatego, że nie ma się 100% pewności (kiedy ona wreszcie przyjdzie?), ma się nadzieje, że to przejdzie, nie akceptuje się siebie do końca…Łatwiej w necie, nieznajomym mówiąc o swoich wątpliwościach, bo czasem po prostu trzeba komuś powiedzieć, żeby nie zwariować. Zazdroszczę pewności, zazdroszczę odwagi, zazdroszczę prawdziwych przyjaciół…Ja swoich jeszcze długo nie odważę się poddać takiemu testowi…pozdrawiam wszystkich./ N.
W domu panował chłód momentami podgrzewany wizytami naszych przyjaciół. Po kolei wszyscy dowiadywali się o mojej firmie. Wkurzało mnie nawet ich współczucie. Wszystko mnie drażniło, mimo że miałam świadomość, że to przecież najbliższe mi osoby i chcą mi jedynie pomóc. Brat obiecał się rozglądać za pracą dla mnie. Marek zadeklarował pomoc i rozpoczął poszukiwania posady dla mnie. Dziewczyny zabrały moje cv aby w razie czego mieć pod ręka. Filip obiecał zapytać kogoś, kto ostatnio wspominał mu o wolnym etacie. Nastało powszechne ruszenie aby mi pomóc a ja zamiast wdzięczności okazywałam złość i zniecierpliwienie. Totalny brak logiki z mojej strony. Sama siebie nie rozumiałam.


Jeden komentarz do “Rozdział 33-cz.5”
Zostaw komentarz