W firmie oczywiście klasycznie wkurzało mnie wszystko dookoła ze zdwojona siłą. Tego dnia do łez potrafiło doprowadzić mnie krzywe spojrzenie prezesa. Byłam pewna, że następna w kolejce do redukcji jestem ja. Pod koniec miesiąca wypowiedzenie, później trzy miesiące pracy i witaj bezrobocie. Za każdym razem, gdy niby w żartach pomyślałam sobie o tej sytuacji…coś tajemniczego w środku kazało mi się zamknąć. Wewnętrznie byłam dla siebie równie niedobra jak dla Karoliny i Julii. Krzyczałam sama na siebie albo się do siebie nie odzywałam. Milkłam na kilka dni i tyle. Postanawiałam nie gadać z nikim nie wykluczając z tego grona samej siebie. Takie przewrotne i wygodne za razem. Wolne od życia.
Nasz pierwszy kryzys małżeński trwał niemal trzy dni. Karolina była chyba gotowa kolejne ale ja nie wytrzymałam dłużej. Poprosiłam o rozmowę. Przeprosiłam, poprosiłam o wybaczenie. Wytłumaczyłam, że zdaję sobie sprawę z niełatwej sytuacji dla nas wszystkich i że postaram się zmienić.
Karolina niewiele mówiła. Przytuliła, wysłuchała i również powiedziała „przepraszam”. I już było lepiej. Do następnego ranka w pracy oczywiście.
Przez jakieś dwa dni udawało mi się w domu grać beztroskę i radość życia. Trzeciego nie starczyło siły na uśmiechy i spokojna rozmowę. Czułam, że coś niedobrego wisi w powietrzu.
Wisiało.
Ostatniego dnia lutego prezes zaprosił mnie do siebie. Próbował poczęstowac nawet kawą. Odmówiłam, więc w zamian otrzymałam…. niewielką kartkę z kilkoma paragrafami, wyjaśnieniami i podpisami. Mój autograf dopełniał kompletu. Jeszcze tylko trzy miesiące i firma mnie wypuści wolną i … bogatą.
-Pani Ado, proszę się nie przejmować, jest pani jeszcze młoda, jest pani świetną specjalistką. Jestem przekonany, że bardzo szybko znajdzie pani pracę. – prezes próbował mnie pocieszać- oczywiście firma dołoży wszelkich starań, aby pani pomóc. Jeśli będzie potrzebna opinia, jakieś referencje – to bardzo proszę. Poza tym dostanie pani trzymiesięczną odprawę. Wszystkie szczegóły wyjaśni pani kadrowa. Proszę się do niej zgłosić. – klepał niemal bez przerwy gdy tymczasem ja siedziałam naprzeciw z oczami wlepionymi w moja przepustkę do „wolności”.
Tego wieczoru wróciłam do domu bardzo późno. Wcale nie miałam ochoty wracać. Włóczyłam się po mieście. Szłam tak przed siebie. Mijałam anonimowe twarze, zastanawiałam się kim oni są, czy pracują …a może szukają pracy.
Analizowałam wszystkie lata w tej firmie. Pracowałam tutaj od 10 lat. To właściwie moja pierwsza poważna praca. Tutaj się wszystkiego nauczyłam. Tutaj się zżyłam z ludźmi, współpracownikami. Przypominałam sobie dobre, stare czasy gdy świetnie funkcjonowaliśmy, co chwilę wybieraliśmy się na wyjazdy integracyjne, czasami nawet za granicę- tyło nas na to stać. Hucznie obchodziliśmy wszelkie jubileusze, święta. Było fajnie. Teraz … za chwilę nie miało zostać niemal nic. Tylu ludzi ciężko pracowało, aby tworzyć coś fajnego i trwałego gdy tymczasem ruchy kilku osób niecelnie obsadzonych na odpowiedzialnych stanowiskach doprowadziło takiego kolosa do upadku. Dręczyłam sama siebie. Teraz przeliczałam okres mojego wypowiedzenia na tygodnie, dni…godziny pracy.
Nie zostało tego dużo. I tylko trzy wypłaty do końca maja plus odprawa. I to tyle, po 10 latach pracy. Odczuwałam rozgoryczenie, złość … i wciąż szumiało mi w głowie pytanie, dlaczego właśnie ja a nie Patrycja, która siedzi ze mną w pokoju? To nic, że już kilka osób było w poprzednich miesiącach. Czułam się skrzywdzona, oszukana i niedoceniona. Było mi źle.
Karolina zapytała, gdzie tak długo byłam i nawet nie zadzwoniłam, że później wrócę. Spojrzałam na swój telefon. Nie miałam nieodebranych połączeń ani wiadomości. Denerwowała się, ale nawet nie zadała sobie trudu, aby do mnie zadzwonić albo napisać. Położyłam się spać, nic jej nie mówiąc. Nie mogłam zasnąć niemal do rana. Wsłuchiwałam się w spokojny i miarowy oddech śpiącej Karoliny.
Kolejne miesiące podobnie jak dwa pierwsze mijały mi jakby w jakimś amoku. Żyłam w półśnie, takim złym bardzo… prosiłam aby to wszystko się już skończyło.
Przez to wszystko oddalałyśmy się z Karolina od siebie. Czułam to, bałam się, ale nie miałam zbyt dużo energii aby nad tym pracować i naprawiać to co popsułam. O wypowiedzeniu powiedziałam jej dopiero kilka dni później, w dodatku jakby od niechcenia. Rzuciłam mimochodem, że w firmie jestem do końca maja a później czeka mnie zasiłek dla bezrobotnych. Miała do mnie żal, że nie powiedziałam od razu. A ja się stawiała i twierdziłam, że jakie to ma znaczenie- powiedziałam czy nie!
Julia zaczęła mnie niemal unikać. Karolina organizowała sobie wieczory z naszymi przyjaciółmi. Mnie miała dość.
Czasami dla oderwania się od okrutnej rzeczywistości zaglądałam na swój blog. Kilka razy w czasie tych miesięcy nawet coś napisałam. Wracałam wspomnieniami do odległych czasów…
BLOG – „Jestem lesbijką i co z tego?”


Komentarze: 2 do “Rozdział 33-cz.2”
Zostaw komentarz