Wróciłyśmy do hotelu nad ranem. W głowie huczała głośna muzyka, nie miałam ochoty na sen. Karolina oczywiście padła. Odrobinę bąbelków za dużo.
Włączyłam komputer. Posypały się życzenia noworoczne. Na blogu i w poczcie.
Postanowiłam opisać swoje wrażenia z imprezy we Wrocławiu.
BLOG – „ Nowy 2006 rok”
No i mamy 2006 rok!
Koncert w Rynku był udany. Goście tłumnie przybywali od godzin południowych, gdy tylko zaczęły się próby. Późnym wieczorem cały Rynek był opanowany przez sylwestrowych imprezowiczów. Gwiazd i gwiazdeczek cały Wrocław. Prawdziwe gwiazdy z profesjonalnym podejściem do zadania, gwiazdeczki wkraczały z godnym dla show biznesu rozmachem czy nadmuchaniem. Oceniam sytuację nieco z zaplecza- miałam możliwość przyglądaniu się przygotowaniom przed koncertem od kulis. Na scenie wszystko było w porządku. Generalnie Sylwester w Rynku się udał, Wrocław jako organizator imprezy zasłynął na całym świecie za pośrednictwem relacji telewizyjnych i wszyscy świetnie się bawili.
Doda nie narobiła „obciachu” właściwie to ładnie wyglądała na scenie i popis wokalny był na dobrym poziomie (pomijam tekst jednej z piosenek – ona sama przyznała, że jest jego autorstwa i nie jest zbyt dobry).
Krzysztof Krawczyk mimo słabej kondycji fizycznej poza sceną wykazał się tężyzną w czasie występu, może czasami miał problem ze zgraniem playbacku z mimika twarzy….ale może to wina mrozu:)
Bajm z zawodowym podejściem zrobił swoje, w pięknym stylu dzięki Beacie.
Jacek Stachursky chrypiał w swoim klimacie rytmiczne piosenki ku radości zgromadzonej publiczności…rozruszał towarzystwo bez problemu.
Tercet Egzotyczny wywołał uśmiechy nieco dojrzalszej publiczności, ogólnie stworzyli miły klimat dla wszystkich.
Reni Jusis wystąpiła ze swoimi sztandarowymi numerami- od niej nikt nie oczekiwał występu na „żywo” biorąc pod uwagę styl muzyczny i miksy w wokalu ale ogólnie mi się podobała.
Kombi jak zawsze ruszył tłum…zrobiło się skocznie i radośnie.
Blue Cafe weszło na scenę ze wspomnieniem lata , to ostatni ich koncert jak niesie najnowsza wieść. Szkoda…
Na koniec ostatni zespół Colle Soli – latynoskie akcenty – wiele się działo na scenie – kolorowo i… żal mi było dziewczyn tańczących w skąpych strojach gdy temperatura ok. 0 st C.
Koncert prowadzili: Agata Młynarska, Anna Popek, Paweł Pawelec i Marcin Bisiorek. Wyszło im bardzo profesjonalnie – obawiałam się okrzyków typowych dla Agaty Młynarskiej ale jak się przekonałam wyrosła z tego najwyraźniej….i cieszę się bardzo.
Obsługa imprezy też jest godna uwagi. Zabezpieczone ulice dookoła Rynku, bramki wejściowe gwarantujące brak wybryków chuligańskich. Moje gratulacje…… bardzo udana noc.
A na cały Nowy Rok :
- przede wszystkim miłości tej jednej jedynej i odwzajemnionej. Abyście mogły zawsze kochać i być kochane,
– samych radosnych doznań, miłych niespodzianek i wielu chwil gdy pomyślicie „jestem szczęśliwa właśnie tu i teraz”
-wspaniałych weekendów i wakacji w gronie najprawdziwszych przyjaciół, osób z którymi nigdy nie będziesz się nudzić, na których nie umiesz się złościć, osoby którym ufasz i bez których nie wyobrażasz sobie życia,
- zdrowia dla wszystkich dokoła , abyście nie musieli nawet słyszeć, ze ktoś kogo znacie choćby z widzenia, jest chory,
– dużo uśmiechu na każdym kroku, niezależnie czy jesteście w pracy, szkole czy w domu. Uśmiechajmy się dużo do siebie, to zaraźliwe- udziela się innym, śmiech to zdrowie
– abyśmy nie tracili czasu na dąsy, obrażanie czy smucenie się z błahych powodów,
– wielu premii w pracy , pochwał szefa i przyjaznych stosunków z współpracownikami,
– a na końcu dużo pieniędzy dających możliwość spełniania marzeń, realizacji planów
czego z całego serca Wam i sobie życzę : )
I znowu zasypiałam w poczuciu ogromnego szczęścia bo mogłam przytulić się do kogoś, kto był dla mnie najważniejszy na świecie. Ona była dla mnie całym światem. Czekałam na nią tak długo i w końcu nadeszła. Osoba, za którą byłam odpowiedzialna, z której zdaniem się liczyłam, osoba o która chciałam się troszczyć już do końca życia. O północy pocałowałam ją i życzyłam dla nas takiego szczęścia na zawsze. A teraz mogłam wślizgnąć się pod kołderkę i poczuć jej ciepło. Pocałować jej szyję i mieć pewność, że śni się jej właśnie coś miłego bo uśmiecha się delikatnie… być może dlatego również, że czuje się bezpiecznie.
To był dla mnie i dla niej bardzo dobry rok. Dał nam siebie, dał nam miłość. Wiedziałam natomiast, że nowy przyniesie mi pewne zmiany. Firma, w której do lat pracowałam od stycznia miał przechodzić restrukturyzację. Duże zmiany się szykowały, nie na lepsze niestety.
Nie wspomniałam jeszcze o tym Karolinie, nie chciałam jej psuć końcówki roku. Ale przecież takich trzech jak nas dwóch nie ma ani jednego więc poradzimy sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu. Marzenia będziemy sukcesywnie spełniać, plany realizować a przeciwności pokonywać… bo w związku jest podwójna moc. Wierzę w to. Nigdy nie czułam się taka silna ja teraz, gdy miałam Karolinę obok. Nic nie było mi takie straszne mając świadomość, że nie będę sama bo jest ktoś…dla kogo jestem bardzo ważna.
Zasnęłam gdy za oknem było już prawie jasno. Rozmyślanie czasami zajmuje mi bezsenne noce. Tym razem przeczucie kłopotów odpędzało mi sen z powiek. Szczęście, że moje kochanie w boskiej nieświadomości słodko spało.
To był cudowny rok.
I wspaniały Sylwester!


Zostaw komentarz