Pani psycholog opowiedziała na czym polega homoseksualizm. O tym, że ja sama nie mam wpływu na nic. O tym, że właśnie teraz ja- czyli córka potrzebuje dużo miłości i troski bo to dla mnie bardzo trudny moment. Że jeśli najbliżsi będą ze mną i się nie odwrócą poradzę sobie ze swoim problemem bo dzięki akceptacji otoczenie przestanie on być problemem. Mówiła bardzo mądre rzeczy. Ja siedziałam i się nie odzywałam wcale. Cały czas płakałam.
Lekarka opowiadała o związkach homoseksualnych. O tym, że i takie pary mają prawo do szczęścia i wspólnego życia. Że najważniejsza dla mnie teraz jest akceptacja. Długo tłumaczyła, że homoseksualizm nie jest chorobą. Nie jest to katar, który da się wyleczyć. Nie ma lekarstwa. Że tak jak każdy inny człowiek potrzebuję miłości. Chcę kochać i być kochaną.
Mam uważnie słuchała. Nawet nie zerkała w moją stronę, mimo że często powtarzała, że bardzo mnie kocha i pragnie mojego szczęścia. Powiedziała, że zawsze marzyła o tym aby doczekać wnuków, zięcia. Teraz już zdawała sobie sprawę, że ten dzień nie nadejdzie nigdy.
Spotkanie z panią psycholog trwało z dwie godziny. Gdy wychodziłyśmy z gabinetu miałam oczy czerwone jak królik. Cała taka zmasakrowana i zapłakana weszłam do poczekalni gdzie oczekiwali kolejni pacjenci, jestem pewna, że kilku z nich przestraszyłam zdrowo, nie zdziwiłabym się gdyby połowa opuściła pospiesznie poczekalnię rezygnując z wizyty.
- No i coś dała ta rozmowa?- byłam ciekawa
-W drodze powrotnej do domu nie zamieniłyśmy z mama ani słowa. Przez następne dni również. Mam zamknęła się w sobie. Przeżywała, popłakiwała po kątach ale nie chciała rozmawiać. Po kilku tygodniach odrobinę mniej okazywała swoje emocje ale unikała trudnego tematu. Później jakiś czas poznałam swoją pierwszą miłość. Zaczęłyśmy się spotykać. Nie przyprowadzałam swojej dziewczyny do domu bo bałam się, że mama będzie zła. Ale spędzałyśmy ze sobą bardzo dużo czasu. W domu pojawiałam się tylko na noc. W weekendy gdzieś wyjeżdżałyśmy aby pobyć razem. Mam nie pytała ale wiedziała.
Któregoś dnia przez nieuwagę zostawiłam w domu swój portfel z dokumentami. W środku było zdjęcie z Basią. Byłyśmy do siebie dość wymownie przytulone. Mam je zobaczyła. Przez moment krzyczała, że miała nadzieję, że już mi przeszło. Że przecież już było dobrze a tutaj znowu coś wyczyniam. Próbowałam z nią spokojnie rozmawiać, powiedziałam, że wreszcie jestem szczęśliwa. Że stało się to o czym mówiła pani doktor. Zakochałam się, ktoś mnie pokochał i teraz jedyne co może wszystko popsuć to odrzucenie przez rodzinę.
Powoli zaczęła odpuszczać. Nie wnikała gdzie i z kim jadę czy gdzieś idę. Przemilczała, nie wnikała ale tez nie pytała co u nas słychać. I to mi nawet odpowiadało. Nie musiałam oszukiwać. Basia również powiedziała swojej mamie. Ona przyjęła cała prawdę nieco mniej gwałtownie. Powiedziała, że podejrzewała od jakiegoś czasu. Że nie podoba się jej ale nie może tego zmienić. Jakiś czas później nasze mamy nawet się spotkały. W końcu zaakceptowały w pewnym sensie nasz związek. Po kilku latach nie stanowiło to problemu. Ale nie byłam nigdy u teściowej na obiedzie niedzielnym ani moja mama nigdy nas nie zaprosiła razem, mimo że czasami Basia odwiedzała mnie w domu. Później zamieszkałyśmy razem. Wynajęłyśmy mieszkanie. Utrzymywałyśmy zasadę, że gdy moja mam mnie odwiedza, Basia ma wolne popołudnie i może spotkać się z przyjaciółkami na plotki, gdy jej mama pojawiała się u nas – ja wybywałam z domu. I tak właśnie było.
-A nic nie mówisz o reakcji twojego taty- nie powiedziałaś mu?- zapytałam
-Powiedziałam, powiedziałam mu zanim porozmawiałam z mamą. Dzień wcześniej. Tego dnia wysłuchał mnie w milczeniu i poszedł do siebie. Dopiero następnego dnia był gotów na rozmowę. Powiedział, że jeśli jestem tego pewna, to on jest ze mną. Że chce abym była szczęśliwa i że mogę na niego liczyć w każdej chwili. Później , gdy powiedziałam mamie próbował z nią rozmawiać i łagodzić klimat. Niewiele mu się udawało ale był kochany od samego początku.
-Fajnie, że chociaż tato tak zareagował prawda?
-Tak, to mnie wzmocniło. Później doszło do tego, że jak wynajęłyśmy mieszkanie tato przychodził nam pomóc coś naprawić czy umeblować. Pamiętam, nasze pierwsze walentynki w nowym mieszkaniu. Akceptował nasz związek tam bardzo, że pomagał mi nawet w dmuchaniu balonów- niespodzianki dla mojej ukochanej walentynki, gdy ta była w pracy.- powiedziała Karina uśmiechając się na wspomnienie tamtej chwili.
-No ale żałujesz , że powiedziałaś mamie?- zapytałam.
-Przez pierwszych kilka lat żałowałam i to bardzo. Nie mogłam sobie wybaczyć. Ona cierpiała tak przeze mnie. Ale teraz jest już dobrze. Mam szanuje moja prywatność. Troszczy się, dba. Strasznym ciosem w sumie dla niej było moje rozstanie z Basią. Nie mogła się z tym pogodzić. Obie nasze mamy nie wiedziały dlaczego tak się stało. Próbowały nas swatać na nowo. Aranżowały niby przypadkowe spotkania. Miały nadzieje, że znowu będziemy razem. Przywykły do świadomości, że znają nas wzajemnie. Zapewne bały się, że teraz to już zawsze będziemy same. A tymczasem ja mam miłość swojego życia – tu Karina spojrzała na Gosię, która promiennie się uśmiechnęła – a Basia jest w szczęśliwym związku z chłopakiem. Spodziewają się dziecka.
-Basia była biseksualna? – myślałam, że też lesbijka.
-Basia jest heteroseksualna. Zawsze, od kiedy mnie poznała mówiła, że ją pociągają tylko i wyłącznie faceci i ja jedna jedyna. Wciąż powtarzała, że nigdy nie sądziła, że może się zakochać w kobiecie. Mawiała w kółko, że jak się kiedyś rozstaniemy to z całą pewnością jej partnerem będzie mężczyzna.
- No i jest…dobrze, że kogoś ma. No i fajnie, że wy macie siebie- podsumowałam wznosząc toast ze miłość.
Gdy zerknęłyśmy na zegarek było już dawno po godzinie dwudziestej. Zaczęłyśmy się szykować do wyjścia. Wino przyjemnie szumiało nam w głowach. Głośna muzyka dobiegająca z Rynku nastrajała dobrym humorem. Ubrałyśmy się na cebulkę i za kwadrans stałyśmy w wielotysięcznym tłumie Wrocławian i licznych gości tej imprezy.
O północy były toasty, fajerwerki i telefony od przyjaciół i rodziny. Nawet Julia wysłała do nas smsa z życzeniami noworocznymi.


Komentarze: 4 do “Rozdział 32-cz.3”
Zostaw komentarz