Karolina wróciła do domu dwa dni przed Sylwestrem-zrobiła mi niespodziankę, przyjechała po mnie do firmy. Była w dodatku sama, Julia za żadne skarby nie chciała jechać do domu, wolała zostać z tatusiem. Krzysztof obiecał małej pokaz fajerwerków o północy i szampana.
Po skończeniu mojej pracy wybrałyśmy się na spacer. Mroźne powietrze, klimat jeszcze świąteczny , śnieg na każdym kroku. Mimo szybko zapadającego zmroku cudowny klimat i masa światełek rozbłyskających na choinkach i w szybach wystawowych. Spacerując opowiadałyśmy sobie o swoich świętach. Każda z nas przeżyła je inaczej, z najbliższymi a jednak z dala od tej najważniejszej osoby. Obie odczuwałyśmy ogromna tęsknotę. A dzisiaj miałyśmy się już dla siebie.
Gdy Karolina opowiadała o wizycie Krzysztofa z życzeniami i prezentami dla Julii po Wigilii w domu jej mamy, zadzwonił mój telefon. Telefonowały dziewczyny z propozycja nie do odrzucenia. Zaproponowały nam wyjazd na Sylwestra do Wrocławia. W Rynku miał się odbyć ogromna impreza - koncert z masą gwiazd i fantastyczna zabawa do rana.
-Ale zaczekaj, kiedy musimy odpowiedzieć? – próbowałam dowiedzieć się od Gosi. –Hmm…tak…rozumiem….ale! Tak… macie hotel? Dobrze, porozmawiam z Karolina i oddzwonimy. Buźka.
Karolina nie wiedziała o co chodzi.
-Ada, co wy znowu wymyślacie?- zapytała zainteresowana .
-No Gosia i Karina chcą się wybrać do Wrocławia na Sylwestra. Pytają, czy damy się namówić. Mają zarezerwowany hotel tuz przy Rynku. Prosiły … na naszą długoletnia przyjaźń. – mówiłam Karolinie z niepokojem zaglądając jej prosto w oczy.
-No ale to przecież pojutrze. Tak na wariackich papierach?
-No spontaniczne odruchy są podobno najfajniejsze- rzuciłam, uśmiechając się dość pewnie, widziałam po minie Karoliny, że pojedziemy.
-No i co, bardzo chcesz jechać?
-Chciałabym, a ty nie?- zapytałam dyplomatycznie.
-Ale mamy przecież zaproszenie od Marka i Kasi – trafnie zauważyła,
-Faktycznie, ale przecież nie potwierdziłyśmy. Przecież oni i tak będą tej nocy bardziej służbowo w restauracji niż prywatnie.
-To akurat prawda. Mają imprezę na ogromna ilość ludzi.- zgodziła się Karolka
-Zaprosili nas tak z uprzejmości, tak nie będą mieli czasu dla nas bo maja obowiązki.
-Chyba masz rację, najfajniej byłoby gdyby mogli wyjechać z nami ale mogą sobie tylko pomarzyć.
-Pójdziemy do nich wieczorkiem i podziękujemy za zaproszenie a do dziewczyn dzwonimy, że jedziemy- tak?- jedynie się upewniałam.
-Tak, jak szaleć to szaleć! – rzuciła na koniec Karolina.
Po uzgodnieniach z dziewczynami i wizycie u Marka i Kasi po kolacji miałyśmy niewiele czasu na spakowanie, następnego dnia, wcześnie rano, miałyśmy pociąg do Wrocławia.
W południe przechadzałyśmy się wrocławskim rynkiem, na którym trwały przygotowania do koncertu. Masa ludzi uwijała się niczym mróweczki gdy tymczasem my spacerowałyśmy sobie podziwiając kolorowe kamieniczki i wystawy sklepowe.
Nasz hotel znajdował się tuż obok, na jednej z pobliskich uliczek biegnących wokół Rynku.
Wzięłyśmy sobie dwa pokoje dwuosobowe. Kilka razy na korytarzu spotkałyśmy gwiazdy polskiej sceny. Wielokrotnie przechadzała się patiem hotelowym Doda, ze swoim pupilkiem rasy York o dźwięcznie brzmiącym imieniu Bąbelek. W obstawie swojej rodziny i chóru jak się później okazało wolnym i chwiejnym krokiem, spowodowanym rekonwalescencją pooperacyjną przemieszczał się kilkukrotnie Krzysztof Krawczyk. Przemknęła nam w windzie również Renia Jusis. W restauracji delektowałyśmy się wyśmienitym obiadem w towarzystwie Agaty Młynarskiej. Tak naprawdę trzydniowy pobyt w stolicy Dolnego Śląska był pełen atrakcji i niespodzianek.
Gdy po kolacji dzień przed Sylwestrem udałyśmy się na romantyczny spacer pod osłona nocy – ujrzałyśmy przygotowaną na jutrzejsza imprezę, olbrzymiej wielkości scenę. Odbywały się próby generalne. Oświetleniowcy sprawdzali lampy i reflektory, dźwiękowcy testowali nagłośnienie a gwiazdy próbowały w tym całym zamieszaniu śpiewać. Tak naprawdę zabawa zaczęła się już 30 grudnia. Po północy, wymarznięte i pełne dobrych emocji zjawiłyśmy się w swoich pokojach. Karolina legła w łóżeczku z pilotem od telewizora i z tego wszystkiego usnęła. Ja włączyłam komputer. Zajrzałam na blog. Nie omieszkałam umieścić krótkiej notatki, tyle przecież tego dnia widziałam.
BLOG- „Przygotowania do Sylwestra”
Dzisiaj króciutko. Ale treściwie i konkretnie:)
Wrocław w ogromnych przygotowaniach przed imprezą sylwestrową w rynku. Ogromna scena wyrosła , światła ustawione, teraz elementy dekoracyjne maskują tony okablowań. Zapowiada się coś wielkiego.
Koncert rozpocznie się o godzinie 20-20.30, a już od godz. 21 (aż do końca, czyli do godziny pierwszej w nocy) będzie transmitowany na żywo przez drugi program TVP. Na scenie ustawionej na rogu ulic Odrzańskiej i św. Mikołaja mają wystąpić : Krzysztof Krawczyk, Stachursky, zespół Virgin z Dodą, Reni Jusis, Bajm, Kombi, Blue Cafe i Tercet Egzotyczny. Towarzyszyć im będzie również zespół grający muzykę latynoską. O północy rozpocznie się pokaz sztucznych ogni, planowane są życzenia noworoczne, które miałby złożyć prezydent Rafał Dutkiewicz.
Może się nawet tam wybiorę?:)
A Wy jakie macie plany na Sylwestra? Może się przypadkiem tam gdzieś spotkamy w rytmach Dody czy K. Krawczyka?:) Napiszcie jak pożegnacie stary rok i powitacie nowy?
PS. Jeśli się tam wybiorę faktycznie a Wy zostaniecie w domach – oglądajcie TV2, będę do Was machać ….. poznacie mnie po….po…po fajnej fryzurce;)))
Ale wolałabym abyście wszystkie tam były tak jak i ja:) Pamiętajcie- rozglądamy się na boki w poszukiwaniu “naszych”…błyski w oczach- porozumiewawcze spojrzenia….tym razem nie mijajmy się bez słowa, niech to będzie inna noc niż wszystkie noce sylwestrowe do tej pory:)
Ostatniego dnia roku miałyśmy dużo czasu przed wieczorno-nocną imprezą. Ponieważ dawno nie byłyśmy w tym mieście, Karolina zaproponowała zwiedzanie miasta. Ubrałyśmy się bardzo ciepło i tuż po śniadaniu wybrałyśmy się na Ostrów Tumski. To jedno z moich ulubionych miejsc w tym mieście. Nawet w mroźną zimę ma swój urok. Spacerowałyśmy wąskimi uliczkami , mijając liczne pary, które podobnie jak my wybrały się na wycieczkę. Różniło nas tylko jedno. Oni mogli czule się obejmować i trzymać za ręce okazując w ten sposób swoje uczucia i ciesząc się chwilą. My…z zazdrością zerkałyśmy na szczęśliwców i mimo, że potrafiłyśmy dostrzegać czar tych chwil i sam fakt, że możemy być tutaj razem denerwowałyśmy się, że nie możemy czuć się spontanicznie i swobodnie. W tamtej chwili wszystkie cztery pomyślałyśmy o naszym wspólnym urlopie. Tam byłyśmy bardziej szalone. Tam nie obawiałyśmy się nietolerancji i homofobii. Tutaj czułyśmy respekt przed osobami, które zaglądały w nasze wystraszone oczy. Chwycenie partnerki za dłoń w naszym ojczystym kraju mogło urastać do obrazy uczuć religijnych naszych rodaków i brak poczucia moralności. A może to my robimy z całej tej sytuacji problem? Może nikt nie zwróciłby uwagi na dwie pary dziewcząt spacerujące uliczkami, trzymające się za dłonie?
Nie miałyśmy w każdym razem odwagi. To nie to miejsce, nie ten czas. Przed nami Katedra…klimat świętości i świetności. Wydawało się nam, że nie przystoi w takim miejscu…ale wszystkim nam tego brakowało.


Zostaw komentarz