Zaczęła się odgrażać, że zdobyła mój adres przez jakiegoś znajomego z Wrocławia, pracującego w sieci telefonii komórkowej z której mam numer. Zaczęłam się bać wychodzić z domu. Straszne uczucie. Nie wiedziała gdzie pracuję i gdzie mieszkam…ale nie bardzo pamiętałam czy przez przypadek nie powiedziałam jej gdzie może mnie zastać, w jakich rejonach ulic może mnie spotkać itd. Po tylu godzinach rozmów wpadłam w panikę. Później były znowu nocne sms-y i telefony. Tak mocno mnie zdenerwowała brakiem szacunku wobec mojej woli, że na dobre przestałam reagować na jej sygnały. Próbowała jeszcze swojego starego sposobu czyli sms-a przypadkiem wysłanego nie do tej osoby co trzeba. Wiadomość była w stylu:
”-Marku…tak mocno kocham Agatę, że nie umiem bez niej żyć. Nałykałam się tabletek. Żegnaj”
Pomyślałam, że skoro wysyła do mnie takie głupoty to chodzi jej tylko o to abym się odezwała. Zignorowałam ją kompletnie. Później nastała długa cisza . Jakoś wewnętrznie wiedziałam, że to tylko jej zagrywka.
Któregoś poranka znalazłam czerwona różę z dekoracją a’la walentynkową za wycieraczką mojego samochodu. Tylko kwiat i jakieś serduszka. Żadnego listu. Chwila trwogi. Ale nic więcej się nie wydarzyło tego dnia ani w ciągu kilku następnych. Już nie czułam niepokoju. Byłam dziwnie spokojna.
Pół roku później, po długiej ciszy, zadzwonił telefon. To znowu była ona. Myślałam, że się od niej na dobre uwolniłam. Nie odebrałam. Spróbowała drugi raz, również bez powodzenia. To był okres przedświąteczny. Dostałam wreszcie smsa. Napisała, że dzwoniła tylko po to aby złożyć mi szczere wielkanocne życzenia. Przez moment zrobiło mi się nawet przykro. Teraz z perspektywy lat patrzę na tą historię nieco inaczej. Od tamtej pory jestem bardzo ostrożna, nie ufam nowym osobom, nie daję numeru telefonu komuś kogo dobrze nie poznam. Nie spotykam się za szybko.
Zastanawiam się czasami, co byłoby gdybym wtedy jednak doprowadziła do naszego spotkania. Czy nie narobiłabym kłopotów komuś i sobie?
Na szczęście nie doszło do tragedii. Od tamtej pory wiem, że internet ma swoją moc….wpływa na życie wielu ludzi. Trzeba zachować umiar i ostrożność.
Zamieściłam tą notatkę późno w nocy. Jednak rano, gdy weszłam do sieci czekała na mnie masa komentarzy na stronie:
@Miałam nieco podobną sytuację, ja zdecydowałam spotkać się z osobą, z którą klikałam ponad rok czasu, wyszła z tego dość ciekawa i fajna znajomość
Jednak wolę uważać na ludzi zakochujących się za pomocą gg – to jest trochę zbyt poważne traktowanie czegoś nie zbyt poważnego jak Internet./ F.
@No tak, teraz już wszystko rozumiem i nie dziwię się że masz uraz do spotkań z osobami poznanymi w sieci. Zdarzyła mi się kiedyś też podobna historia z szantażem i groźbami, może będzie okazja opowiedzieć kiedyś./ A.
@Znam osobiście taki przypadek. Szczęście, że nie dotyczy ani mnie ani mojej dziewczyny. Trzeba uważać. / M&B
@Tak sobie wpadałam raz po raz na blog poczytać, teraz dla odmiany sama się odzywam. Masz rację, nigdy nie wiadomo, kto znajduje się po drugiej stronie monitora, choć Internet daje złudne poczucie bliskości i możliwości poznania drugiej osoby.. To co napisałaś jest niezłym ostrzeżeniem. Nie wiem co bym sama zrobiła, ale wiem, ze dobrze zrobiłaś zrywając kontakt z tą kobietą. Często mi samej było głupio tak się zachować wobec natrętów, ale chyba nie można mieć skrupułów. Dla mnie prywatność to ważna rzecz. Pozdrawiam ciepło./ N.
@Niestety między nami lesbijkami są także psychopatki, a internet to miejsce, które bardzo lubią. Trzeba uważać…Dobrze, że dla ciebie skończyło się to w miarę bezboleśnie
Pozdrowienia! / M.
@Dzięki za komentarz
To samo myślę, tj “że powinnyśmy trzymać się razem”. Przyznaję, że czytając o innych nie czuję się już takim wyrzutkiem, tylko jedną z wielu, które znalazły szczęście w całkowicie nieoczekiwanym miejscu:)
Pozdrawiam!/ N.
Ostatni dzień świąt mijał. Chciałam, aby Karolina już wróciła. Tęskniłam za nią. Nawet bardzo, od kiedy zamieszkałyśmy razem nie rozstawałyśmy się na dłużej niż kilka godzin. Teraz gdy trzeci dzień jej nie wiedziałam …odczuwałam okrutna tęsknotę. Tęskniłam za nimi obiema. W mieszkaniu było tak smutno i pusto. Dobrze, że za ścianą hałasowały dzieciaki Kasi…zawsze jakieś swojskie klimaty.


Jeden komentarz do “Rozdział 31-cz.8”
Zostaw komentarz