Umówiłyśmy się na następna rozmowę, później na kolejne. Po dłuższym czasie wymieniłyśmy się telefonami. Od tamtej pory kwitł nasz dialog również za pomocą smsów. Moja dziewczyna oczywiście wiedziała o tej znajomości. Nie rozumiała o czym można tyle czasu rozmawiać z kimś nieznajomym przez internet. Na szczęście zaakceptowała mój sposób spędzania wolnego czasu w domu pod jej nieobecność. Ewa przysłała mi swoje zdjęcie. Ja nie miałam swojego. Nie miałam też dostępu do skanera. Więc wysłałam swoje fotki na jej adres domowy-do Katowic. Teraz bym tego nie zrobiła…wtedy nie zdawałam sobie sprawy. Skąd mogłam wiedzieć, że internet ma taką moc? Pewnego dnia gdy byłam jeszcze w pracy Ewa odważyła się i zadzwoniła do mnie. Powiedziała: ”Cześć ..mówi Ewa. Nie przeszkadzam? Zatkało mnie. Pierwszy raz słyszałam głos osoby, która była dla mnie fikcją. Była czymś dalekim i nieosiągalnym. A tu nagle słyszę zachrypnięty głos, który mi mówi, że jest i chce ze mną rozmawiać. Rozmawiałyśmy na czacie prawie codziennie. Bardzo polubiłam taka formę dialogu. Polubiłam tą dziewczynę. Polubiłam jej telefony, sms-y i rozmowy same w sobie były bardzo interesujące i wciągające. Z tym, że ich częstotliwość była coraz bardziej niepokojąca, szczególnie jeśli chodzi o sms-y i telefony. Ewa zaczęła pisać dla mnie wiersze i teksty piosenek. Zaczęła planować przyjazd do mojego miasta. Pracowała w jakimś klubie. Przyszedł moment , gdy usłyszałam od niej, mrożące krew w moich żyłach „kocham cię”, Z mojej strony to była zwykła znajomość…bez żadnych stanów zauroczenia. Zwyczajna sympatia, choć nie ukrywam, że miałam ogromną ochotę poznać Ewę osobiście. Po tylu godzinach spędzonych na rozmowach, odnosisz wrażenie, że znasz tą osobę jak siebie samą. Moje częste wizyty na czacie były jak powrót do domu. Czułam się tam jak u siebie. Poznawałam po jakimś czasie stałych bywalców. Ewa zaczęła coraz częściej powtarzać co do mnie czuje. W pewnym momencie zaczęła mnie drażnić swoim zachowaniem.
A doprowadziła mnie do szału gdy kilka razy w środku nocy wykonała bezsensowne telefony…pod wpływem alkoholu. Tym razem miałam jej już serdecznie dosyć. Naruszyła moją prywatność, zburzyła spokój i zdenerwowała nie tylko mnie ale i moja partnerkę. Mimo próśb powtórzyła swój wybryk jeszcze raz.
Zawsze później bardzo przepraszała i błagała o wybaczenie.
Próbowałam jako osoba starsza wpływać na nią moralizatorskimi wypowiedziami.
Bez skutku. Ona czekała tylko na jedno. Chciała usłyszeć, że jest kochana.
Z tego co się zorientowałam była dzieckiem niekochanym…właściwie to adoptowanym i niekochanym. Niewątpliwie miała poważne kłopoty sama ze sobą. Brak akceptacji, miłości…kompleksy. Słowem poważne zaburzenie własnej osobowości.
Tak myślę choć nie znam się na psychologii. Było w niej coś niepokojącego.
W pewnym momencie naszej internetowej znajomości pojawił się ze strony Ewy szantaż. Groziła mi, że sobie coś zrobi jeśli przestanę odbierać telefony lub sms-y . Wystraszyłam się. Wtedy zrozumiałam, że te wszystkie godziny spędzone na rozmowach to nic w świetle tego co się mogło niebawem zdarzyć.
Pomimo lęku musiałam być stanowczą aby uwolnić się od towarzystwa kogoś tak zaborczego. Przez jakiś czas nie odbierałam telefonu. Była chwila ciszy.
Pewnego dnia dotarł do mnie sms: „Droga Basiu…jestem w szpitalu. Miałam wypadek samochodowy” To na mnie zadziałało. Odezwałam się do niej. Wysłałam sms-a.
Dopiero później zrozumiałam co ona zrobiła. Zagrała sobie ze mną a ja podjęłam nieświadomie zabawę. Znowu wyznawała mi miłość wierszem, wysyłała kolejne zdjęcia. Całe szczęście gdy wysyłałam swoje do Katowic nie napisałam swojego adresu.
To było bardzo mądre z mojej strony. Nie wiedziała gdzie mieszkam.
W rozmowach tylko przez te kilka miesięcy przewijały się miejsca gdzie bywałam. Bałam się, że stanę któregoś dnia twarzą w twarz z moją koleżanką z sieci i już po mnie. Nie wiedziałam na co ją stać…ale podejrzewałam, że na wiele.


Jeden komentarz do “Rozdział 31-cz.7”
Zostaw komentarz