Nigdy nie miałam pragnienia posiadania przyjaciółki od serca. Naprawdę nie miałam potrzeby dzielenia się swoimi emocjami. Wszystko przeżywałam w samotności.
Pod koniec szkoły podstawowej dziewczyny wciąż chodziły zakochane w kolegach ze starszych klas. Ja na nich nie zwracałam nawet uwagi. Nie interesowali mnie wcale. Byli dla mnie kolegami i tyle. Jedni byli mili, drudzy niesympatyczni. To wszystko.
Koleżanki umierały z platonicznej miłości, pisały pamiętniki którymi wymieniały się na przerwach w tajemnicy. Ja zawsze byłam obok. Od dziecka miałam poczucie ?zawieszenia w próżni? między dziewczynami a chłopcami, między tymi dobrze a źle się uczącymi. Między tymi z bogatych a biednych domów. Nie integrowałam się z żadną grupą. Byłam sama ? obok życia.
W ósmej klasie zakochał się we mnie pewien chłopiec. Nie chodził on do tej samej szkoły. Był moim rówieśnikiem. Przez moment nawet w dziecinnej naiwności i moje serce przyśpieszało na widok mojej sympatii. Spacerowaliśmy trzymając się za ręce godzinami po naszym parku. Rumieniłam się płomiennie, gdy patrzył w moje oczy. Cieszyłam się ze spotkań z nim, szczególnie dlatego chyba, ze był przystojnym blondynem i podobał się bardzo koleżankom z mojej klasy. Duma mnie rozpierała, że ktoś tak szczególny zwrócił uwagę właśnie na mnie. Taką zakompleksiona i zagubioną.
Pierwszy pocałunek był straszny. Kolejne?jeszcze gorsze. Przyprawiały mnie o mdłości. Unikałam bliskich kontaktów, czułam że to nie to.
Nasze drogi się rozeszły, gdy rozpoczęliśmy oboje szkoły średnie.
Dla mnie przyszedł moment, gdy zaczęłam dostrzegać otaczające mnie kobiety w szczególny sposób.
W liceum podobała mi się bardzo nauczycielka od języka niemieckiego. Niska blondynka z miłym uśmiechem i błękitnym spojrzeniu. Czekałam na zajęcia z nią. Siadałam zawsze w pierwszej ławce tuż przy jej biurku. Przez 45 minut nie traciłam jej z oczu. Była inteligenta, sympatyczna, dowcipna i śliczna. Uwielbiałam każdą chwilę, w której mogłam być blisko pani profesor.
Zafascynowana jej osobą doczekałam chwili gdy przyszedł po nią do szkoły mały, krępy i brodaty facet w koszuli w kratę. Później okazało się, że to jej mąż. Od tamtej chwili przestała być dla mnie taka idealna?na myśl, że co wieczór przytula się do tego Rumcajsa, robiło mi się słabo.
Zawsze później w moim najbliższym otoczeniu była jedna osoba, w której potajemnie się ?kochałam?. Byłam pod jej wpływem, wrażeniem. Zazwyczaj tyła to koleżanka ze szkoły.
Lgnęłam do niej potajemnie. Starałam się zawsze być niedaleko. Poczucie bliskości zapełniało mi podstawowe potrzeby jak na tamten moment.
Wtedy również moje sny miały dość wymowne klimaty. Mój pierwszy sen, w którym kobieta odegrała znaczącą rolę sprawił, że zaczęłam pozytywnie myśleć o swojej orientacji.
Przyśniła mi się pewna aktorka. Ładna krótkowłosa blondynka. Była dla mnie dobra, miła. Trzymałam ja za rękę. Ona spoglądała tak ciepło w moje oczy. Uśmiechała się. Czułam, że jest tam właśnie dla mnie. Nie umiałam uwierzyć w swoje szczęście. Pierwszy raz w życiu mogłam dotknąć kobietę w taki sposób. Delikatnie opuszkami palców poznawałam jej twarz. Dotykałam jej ust, policzków?.szyi. Ona nie protestowała, poddawała się moim pieszczotom, zamykała oczy, rozchylała usta. Pocałowałam ją. Ten pocałunek niczym nie przypominał tych, które miałam przyjemność przeżywać z chłopcem. Wreszcie czułam, że to jest to na co warto czekać. To była bardzo realistyczny i piękny sen. Gdy się obudziłam wiedziałam, że muszę coś podobnego przeżyć na jawie. Że może być pięknie. Nabrałam wiary, że czeka mnie w życiu coś dobrego. No i marzyłam o tym aby Ona wracała do mnie w każdym w śnie. Niestety nie pojawiła się już więcej.
cdn.


Jeden komentarz do “Rozdział 2- cz.2”
Zostaw komentarz