<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ona i Ona</title>
	<atom:link href="http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl</link>
	<description>Debiut pisarski</description>
	<lastBuildDate>Fri, 12 Mar 2010 10:43:39 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.3</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>PS. Zakończenie :)</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=454</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=454#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Mar 2010 10:43:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=454</guid>
		<description><![CDATA[Mój drogi Czytelniku!
Książka, którą właśnie kończysz czytać powstała z wielu różnych powodów.
To próba pogodzenia się z własnym „JA”.
To forma walki z homofobią. Starania aby szersze grono osób mogło poznać życie osób homoseksualnych. Aby ludzie zaczęli postrzegać osoby o orientacji odmiennej od heteroseksualnej jako normalne istoty, pragnące żyć najnormalniej w świecie. Bez ukrywania się, bez lęków [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mój drogi Czytelniku!</p>
<p>Książka, którą właśnie kończysz czytać powstała z wielu różnych powodów.</p>
<p>To próba pogodzenia się z własnym „JA”.</p>
<p>To forma walki z homofobią. Starania aby szersze grono osób mogło poznać życie osób homoseksualnych. Aby ludzie zaczęli postrzegać osoby o orientacji odmiennej od heteroseksualnej jako normalne istoty, pragnące żyć najnormalniej w świecie. Bez ukrywania się, bez lęków przed dyskryminacją.</p>
<p>Pragnę, aby każda osoba, która przeczytała tą książkę, zrozumiała, że takich osób jak moje bohaterki jest bardzo dużo na całym świecie. I wszędzie, niezależnie od kontynentu, wyznania i koloru skóry, hierarchii i statusu społecznego, każda z tych osób z całego serca pragnie żyć normalnie. Kochać i być kochaną.</p>
<p>Sytuacje i emocje których obraz przedstawiłam w książce to mój bardzo osobistych zapis doświadczeń, jakie mogłam przeżyć. Naturalnie część z nich to czysta fikcja albo historie życiowe osób z mojego najbliższego otoczenia. Bardzo prawdziwe emocje i realne chwile ujęte w słowa.</p>
<p>Czytelniku, jeśli dotrwałeś do tego zdania – odczuwam dobrze spełnioną misję. Nie tylko dlatego, że poświęciłeś swój czas i uwagę lekturze. Głównie dlatego, że los osób homoseksualnych nie jest Ci obojętny.</p>
<p>Sukcesem dla mnie jest fakt, że parę osób odnalazło w tej historii kawałek swojego życia. Skrawek swoich emocji i niewypowiedzianych głośno być może nawet podświadomych pragnień.</p>
<p>Sukcesem dla mnie jest fakt, że książka powstała. Rodziła się kilka lat. Zamieszczana była na blogu dokładnie przez rok. Taki mały jubileusz… coś się skończyło… coś się zaczyna dla moich bohaterek. Może kiedyś do nich wrócę. Póki co, pozwolę im spokojnie cieszyć się nowym rozdziałem w ich niebanalnym życiu.</p>
<p>A największym osiągnięciem jest fakt, że takich par jak Ada i Karolina jest coraz więcej w Polsce. Starają się żyć normalnie i coraz częściej mają odwagę o tym mówić. A to znaczy, że poziom tolerancji w naszym kraju rośnie i wszystko jest na dobrej drodze, aby kiedyś mogło być normalnie.</p>
<p>Na koniec, książkę „Ona i Ona” chciałabym zadedykować moim najbliższym.</p>
<p>Mojej Ukochanej. Moim Rodzicom i Rodzeństwu.</p>
<p>Bo moja siła i radość życia pochodzi właśnie od nich.</p>
<p>Dziękuję Wam KOCHANI !</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=454</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 43 &#8211; cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=452</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=452#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Mar 2010 10:41:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=452</guid>
		<description><![CDATA[Kilka dni później zdecydowałam się z Karoliną o tym porozmawiać, gdy jej emocje nico opadły. Gdy pogodziła się z porażką. Gdy zaczęła nakręcać się na kolejną próbę.
Na moje wahania odpowiedziała płaczem.
Najpierw wyładowała na mnie swoją wściekłość. Później zaczęła prosić abyśmy się nie wycofywały. Przypomniała, że podjęłyśmy przecież pewne uzgodnienia co do ilości prób. Że to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kilka dni później zdecydowałam się z Karoliną o tym porozmawiać, gdy jej emocje nico opadły. Gdy pogodziła się z porażką. Gdy zaczęła nakręcać się na kolejną próbę.</p>
<p>Na moje wahania odpowiedziała płaczem.</p>
<p>Najpierw wyładowała na mnie swoją wściekłość. Później zaczęła prosić abyśmy się nie wycofywały. Przypomniała, że podjęłyśmy przecież pewne uzgodnienia co do ilości prób. Że to nie fair, że już po pierwszym razie chcę wycofać się rakiem. Nie potrafiła zrozumieć, że chcę to zrobić w trosce o nią. Wreszcie po kilku dość napiętych dniach, ponownie zaprosiłyśmy Krzysztofa do siebie.</p>
<p>I pojawił się zgodnie z obietnicą. Niemal jak rytuał powtórzyliśmy lutowy wieczór. Momentami przeżywałam coś w rodzaju deja vue. I tak było w istocie. Podobne odczucia. Podobny klimat i czynności. Choć drugi raz wydał się mimo wszystko- prostszy. Dla mnie łatwiejszy. Dla Karoliny chyba wręcz przeciwnie.</p>
<p>Tym razem poprosiłam Karolinę, aby nie robiła testu beze mnie. Dotrzymała obietnicy.</p>
<p>Gdy nadszedł ten dzień byłyśmy w domu same. Julię podrzuciłyśmy sąsiadom na całe popołudnie.</p>
<p>Zestresowana sięgnęłam do apteczki po test, wręczyłam go Karolinie i wycofałam się z łazienki.</p>
<p>Poszłam do sypialni nie wiedząc, co ze sobą zrobić przez te długie kilka minut.</p>
<p>Usiadłam na łóżku. Złożyłam dłonie w geście modlitwy. Ja – ateistka. Panie Boże, jeśli jesteś – spraw, aby się udało.- szepnęłam pod nosem.</p>
<p>Przez moment pomyślałam o tym, jak to by było gdyby się udało. Za kilka miesięcy… pieluszki, kolorowe smoczki, grzechotki. Zapach olejku po kąpieli unoszący się wieczorami. Słodkie kwilenie maleństwa, ciche granie pozytywek w pokoju dziecinnym. Nieprzespane noce ale i radość z każdego postępu w rozwoju dziecka. Pierwszy raz samodzielnie podniesiona główka, pierwszy ząbek. Nagle zatęskniłam za Kacperkiem. Za jego jedwabistymi włoskami i gładką skórą. Za jego rozbrajającym uśmiechem. Aż nie do wiary jak dużo ciepłych myśli przyszło mi do głowy przez te kilka minut.</p>
<p>Usłyszałam powolne otwieranie drzwi z łazienki. Bardzo powolne. Wstałam.</p>
<p>Karolina stanęła przede mną cała zapłakana. Łzy jak grochy spływał jej po policzkach. Podeszłam do niej. Mocno przytuliłam. Poczułam, jak wtula się we mnie z całych sił. Wtopiła w moje ramiona, nic nie mówiąc. Słyszałam jedynie jej ciche kwilenie, bardzo podobne do tego jakie sobie przed chwilą wyobrażałam myśląc o dziecku. Podsunęła swoją głowę tak, że nasze policzki były przytulone do siebie. Poczułam ciepło spływających łez i delikatny uśmiech, który zaczął malować się na jej buzi.</p>
<p>I sama się w tej chwili rozpłakałam…</p>
<p> </p>
<p align="center">KONIEC</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=452</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 43 &#8211; cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=450</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=450#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Mar 2010 10:34:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=450</guid>
		<description><![CDATA[Zamknęłam się z Karoliną w sypialni po dokładnym sprawdzeniu, czy Julka grzecznie śpi. Zza drzwi usłyszałyśmy delikatnie zamykane drzwi do łazienki. Krzysiek poszedł działać. Dostał od nas przyrząd w postaci „pipety” zakupionej w aptece. Sterylnej i bezpiecznej. Takiej jakby strzykawki.
Usiadłam na łóżku, Karolina obok. Nasłuchiwałyśmy, czy Julka się nie obudziła, czy Krzysiek nie nadchodzi. Karolina [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zamknęłam się z Karoliną w sypialni po dokładnym sprawdzeniu, czy Julka grzecznie śpi. Zza drzwi usłyszałyśmy delikatnie zamykane drzwi do łazienki. Krzysiek poszedł działać. Dostał od nas przyrząd w postaci „pipety” zakupionej w aptece. Sterylnej i bezpiecznej. Takiej jakby strzykawki.</p>
<p>Usiadłam na łóżku, Karolina obok. Nasłuchiwałyśmy, czy Julka się nie obudziła, czy Krzysiek nie nadchodzi. Karolina zaczęła przymilać się do mnie a ja siedząc tak obok myślałam o tym facecie będącym teraz w naszej łazience! Zamiast wprowadzić siebie i Karolinę w romantyczny nastrój myślałam o facecie! Moje myśli mnie przeraziły!</p>
<p>Zastanawiałam się na przykład nad tym, o czym myśli Krzysie robiąc „to” w łazience!</p>
<p>Może przypomina sobie jak to było z Karolina, gdy byli razem? A może wyobraża sobie jakąś babę z wielkimi cyckami aby szybciej skończyć? Myśli o jakiejś obcej flądrze z blond sztucznymi  włosami i silikonowymi ustami w chwili gdy za chwilę dzięki tym myślom nastąpi nowe życie naszego dziecka!</p>
<p>Byłam  wściekła i rozkojarzona. Karolina całowała mnie po szyi szepcąc wyznania miłosne a ja myślami byłam z Krzyśkiem i jakimś babsztylem! Gdy tylko udało mi się w myślach rozgonić ten widoczek pod powiekami jawił się kolejny obrazek Karoliny i Krzyśka razem! Dopadła mnie paranoja. Wyrwałam się jednak siłą z tych emocji. Musiałam stanąć na wysokości zadania. Nie można popadać w skrajności i absurdy!</p>
<p>Wymknęłam się do salonu pod pretekstem sprawdzenia, czy Julka śpi. Dorwałam butelkę z winem. Napełniłam swój kieliszek. Wypiłam haustem całą jego zawartość. Później poprawiłam kolejnym. Po dwóch głębszych, mimo, że to tylko wino, odważniejsza i bardziej rozluźniona wróciłam do Karoliny. Ta leżała wyraźnie zniecierpliwiona faktem, że czas stanął w miejscu. Skupiłam się tym razem tylko na nas…</p>
<p>Z miłosnych uniesień wyrwało nas ciche pukanie do sypialni. Nie słyszałyśmy nawet jak Krzysztof wychodzi z łazienki. Podbiegłam do drzwi, otworzyłam. Na szczęście miałam na sobie kusy szlafroczek. Przez niewielka szparę między futryną a drzwiami Krzysztof wsunął do pokoju dłoń z pipetką napełnioną tym czymś, co doprowadzało mnie do mdłość. Z jednej strony coś co dawało szansę na życie małemu człowiekowi a z drogiej strony obrzydliwe jak dla mnie płyny fizjologiczne, na myśl o których naprawdę robiło mi się słabo. Z trudnym do ukrycia obrzydzeniem chwyciłam plastikowy przedmiot w dłoń, rzuciłam przez szparę w drzwiach – „dzięki” i pospiesznie zamknęłam nasze gniazdko miłości, intymności i od dzisiaj… Wolałam o tym nie myśleć.</p>
<p>Karolina leżałam w jasnej pościeli przykryta po uszy. Gdy podeszłam do niej – zaszczebiotała niewinnie jak dziecko. Wyciągnęłam w jej kierunku dłoń w której przy pomocy dwóch palców trzymałam „dzieło” Krzyśka.</p>
<p>Mimo usilnych prób aby o tym nie myśleć w ten sposób i wyzbyć się obrzydzenia do samego końca tego wieczoru co chwilę jak bumerang powracało  poczucie dyskomfortu związanego z obecnością spermy w naszym wspólnym łóżku, w naszej pachnącej pościeli w naszym najbardziej intymnym miejscu.</p>
<p>Ale zrobiłyśmy to, dałam radę. Karolina próbowała z całych sił sprawiać abym kochała się z nią tak jak to lubimy robić na co dzień. A ja poddawałam się jej uniesieniom sama kierowana chęcią wykonania poważnej misji. Niby bez presji  a jednak.</p>
<p>Tej nocy zasypiałyśmy przepełnione mieszanymi uczuciami. Być może tylko moje odczucia były tak bardzo skrajnie mieszane. Nie rozmawiałam o tym z moja ukochaną. Ta sferę intymności zostawiłam dla siebie. Nie chciałam, aby przeżywała, analizowała. Zbytnia empatia mogła wprawiać ją w niepotrzebny stres a to było bardzo niewskazane w tej chwili.</p>
<p>Rano zeszłyśmy na śniadanie zanim wstała Julia i Krzysiek. Zaczęłyśmy krzątać się po kuchni przygotowując śniadanie, Karolina zauważyła niemal pustą butelkę po winie. Zerknęła na mnie spod ukosa, ze skruchą spuściłam głowę w geście przyznania się do winy i prośby o wybaczenie. Karola posłała w moim kierunku uśmiech – jednocześnie grożąc mi palcem. Wiedziałam, że nie była na mnie zła.</p>
<p>Kwadrans później nasza latorośl z ojcem zeszli na dół. Krzysiek mrugnął do nas przy porannym „Dzień dobry” i nigdy później nie wrócił do poprzedniego wieczoru w rozmowie. Doceniłam to w nim. Facet na poziomie.</p>
<p>Wyjeżdżając nawiązał jedynie do całej sytuacji hasłem: „ Jakby co, czekam na dobre wiadomości albo polecam się na przyszłość.”  Sympatyczny uśmiech na koniec i pierwszy etap miałyśmy za sobą.</p>
<p>Teraz pozostało nam jedynie czekać. Długo czekać… zbyt długo!</p>
<p>Na półce w naszej apteczce pojawił się test ciążowy. Obie bardzo dokładnie przestudiowałyśmy instrukcję i zalecenia producenta. Dodatkowo konsultowałyśmy się z naszym ginekologiem. Pozostałe informacje i porady znalazłyśmy w internecie.</p>
<p>Nasz test dawał definitywną odpowiedź, na pytanie – Czy się udało?, jakieś dwa tygodnie później. Sposób wyliczania dni jest dla mnie dość skomplikowanym, być może to dowód na fakt, że nie powinnam rodzic dzieci? Wszystkie wyliczenia Karoliny były dla mnie czarną magią.</p>
<p>Swoją drogą nie miałam pojęcia o tym, że na rynku dostępne są takie ilości różnego rodzaju testów. W aptece pani farmaceutka na moją prośbę o test ciążowy zadała proste pytanie:</p>
<p>- Jaki?</p>
<p>- No normalny test ciążowy.- odpowiedziałam, nie podejrzewając podchwytliwego pytania.</p>
<p>Pani z niedowierzaniem spojrzała znad okularów na moją zażenowaną minę i zaczęła wierszem niemal wymieniać różne marki i rodzaje testów. Test w postaci flamastra, test płytkowy, test paskowy … firma taka i owaka. Rozbieżność cenowa również imponująca.</p>
<p>Zerkałam na panią z otwarta buzią czując  nagle napływającą krew do moich policzków. Za plecami usłyszałam sapiący oddech starszego pana, wyraźnie zniecierpliwionego moim niezorientowaniem i niezdecydowaniem.   </p>
<p>- To ja się jeszcze zastanowię- rzuciłam pani przez szklane okrągłe okienko kasowe i pospiesznie wyszłam  z apteki.</p>
<p>Akcja kolejna z gatunku moich porażek w tematyce seksu heteroseksualnego. Ale do cholery skąd mam wiedzieć takie rzeczy, skoro nigdy wcześniej mnie nie tyczyły?</p>
<p>Wróciłam do domu z niczym, wściekła rzuciłam Karolinie od drzwi- Kochanie, ty idziesz do apteki, ja już tam nigdy się nie pokażę!</p>
<p>Karolinę cała sytuacja rozśmieszyła. Mnie nie bardzo. Do tamtej apteki nigdy więcej już nie miałam odwagi wejść.</p>
<p> Oczywiście moja kochana dokładnie wiedziała jaki test ma kupić, jakiej marki i jak on szybko działa.</p>
<p>Wróciła do domu 3 minuty po wyjściu z domu z niewielkim zawiniątkiem pod pachą.</p>
<p>Zakup ten wylądował na najwyższej półce naszej szafki w łazience.</p>
<p>Rozpoczęłyśmy odliczanie ze szczególnym uwzględnieniem daty stosunku, daty owulacji i kolejnych tajemnych dat, które dla mnie są do dzisiaj zagadką. Na szczęście przyszła mama ogarnęła te wszystkie zasady dość sprawinie i nie musiałam się nad tą zagadką głowić osobiście.</p>
<p>W międzyczasie tak zwanym upływały nam dni na codziennych zajęciach zwanych prozą. Praca, dom, zakupy, zabawa z Julką. Wspólne wieczory i poranki. Czasami zabieganie związane z obowiązkami, czasami błogie lenistwo i spotkania z przyjaciółmi. O podjęciu naszych prób powiększenia rodziny wiedziała tylko Kasia. Trzymała kciuki i dopingowała bardzo mocno. Wierzyła, że się uda.</p>
<p>Po jakimś czasie straciłam rachubę. Zamotana w zawiłe zadania w firmie umknął mi upływający czas. Siedziałam tego dnia w biurze nad artykułem na temat demonstracji gejowskiej w jakimś mieście, gdy zadzwoniła moja komórka. Odebrałam, nie zwracając uwagi na numer, usłyszałam w słuchawce ciche chlipanie Karoliny.</p>
<p>- Ada, przyjedź proszę do domu. Możesz teraz?</p>
<p>Wystraszyłam mnie bardzo mocno.</p>
<p>- Coś się stało??? Karolina! Powiedź o co chodzi!</p>
<p>Karolina milczała ale słyszałam, że nadal płacze. Nie chciała się odezwać. Albo nie mogła.</p>
<p>Tysiące myśli przemknęło mi przez głowę. Zerwałam się od biurka. Wpadłam do naczelnego z kurtką i torbą pod pachą.</p>
<p>Rzuciłam coś w rodzaju: &#8211; Sorry, ale musze lecieć do domu. Nie wiem co się stało. I wybiegłam. Pisk opon, jazda na czerwonym świetle. Kwadrans później byłam w domu.</p>
<p>Karolina była zamknięta w łazience. Gdy weszłam do niej, siedziała na wannie i płakała. W dłoniach trzymała test.</p>
<p>Wszystko nagle stało się jasne.</p>
<p>Przytuliłam ja do siebie.</p>
<p>-Kochanie, przecież wiedziałyśmy, że może za pierwszy razem się nie udać.</p>
<p>Karolina szlochała mi w ramię.</p>
<p>Trzymałam ją taką rozgoryczoną i zapłakaną bardzo długo w ramionach. Milczałyśmy.</p>
<p>Mi tez było przykro ale obie liczyłyśmy się z tym, ze może się nie udać. Nie sądziłam, że ona tak bardzo to będzie przeżywała.</p>
<p>Zadzwoniłam wieczorek do Krzyśka. Jemu też było przykro, poprosił Karolinę do słuchawki. Długo jej cos tłumaczył, ta w milczeniu i ze łzami w oczach wysłuchiwała monologu swojego eksmęża.</p>
<p>Na koniec powiedziała, że chce spróbować jeszcze raz. Ja byłam pełna obawy. A jak i tym razem się nie uda? A jeśli nigdy się nie uda? Bałam się o nią. Nie sadziłam, że tak bardzo pragnie tego dziecka. Mój instynkt macierzyński był wyraźnie w uśpieniu. Stałam z boku. Wbrew swojej woli, wbrew swoim myślom i chęci aby nasza rodzina się powiększyła. Ode mnie nic nie zależało.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=450</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 43 &#8211; cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=448</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=448#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Mar 2010 23:32:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=448</guid>
		<description><![CDATA[Zima tego roku dawała się nam odczuć. Śniegu napadało po pachy. Siarczysty mróz i biel po horyzont był momentami bardziej męczące niż urokliwe. A my odczuwałyśmy wiosnę. Duchową wiosnę. Zaplanowałyśmy zorganizować początek życia dla naszego maluszka.
Wciąż nurtowały nas pytania: &#8211; Uda się, czy nie? Chłopiec czy dziewczynka? Z naszych wyliczeń wynikało, że gdyby udało się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zima tego roku dawała się nam odczuć. Śniegu napadało po pachy. Siarczysty mróz i biel po horyzont był momentami bardziej męczące niż urokliwe. A my odczuwałyśmy wiosnę. Duchową wiosnę. Zaplanowałyśmy zorganizować początek życia dla naszego maluszka.</p>
<p>Wciąż nurtowały nas pytania: &#8211; Uda się, czy nie? Chłopiec czy dziewczynka? Z naszych wyliczeń wynikało, że gdyby udało się za pierwszym razem, mało prawdopodobne ale zawsze… to rodzinka powiększy się nam w miesiącu listopadzie. Taki prezencik na Mikołaja. Jak nie za pierwszym razem to szansa, że może na gwiazdkę sprawimy niespodziankę sobie i innym. A jak nie… ustaliłyśmy w sumie, że spróbujemy 3 razy bo do trzech razy sztuka. Jak się nie uda, widać w gwiazdach zapisane, że dzieciątko nie powinno pojawić się w naszej rodzince. Z takim postanowieniem nastał początek lutego i dzień wielkiej próby.</p>
<p>Tak jak się umówiliśmy na początku roku, Krzysiek przyjechał do nas na kilka dni. Julia była przeszczęśliwa. Wreszcie miała tatusia tylko dla siebie. Przyznać trzeba, że za każdym razem, gdy eks Karoli pojawiał się w naszym domu, cały swój czas poświęcał córce. Wymyślał coraz to nowe atrakcje dla swojej pierworodnej.  Zabierał ją do kina, teatru, cyrku. Nawet zoo w zimie nie było im straszne. W domu w kwadrans potrafili śliczny pokoik dziecinny doprowadzić do ruiny – jakby tornado przeszło przez królestwo dziecka – zabawy przybierały bardzo oryginalne formy. Mała śmiała się w głos, piszczała z radości gdy tato naśladował Indian albo małpy, misie czy krokodyle. Kilka razy nawet my zostałyśmy włączone do dynamicznej zabawy w dzikie plemiona.  Zanim zdążyłyśmy się zorientować Karolina była szamanką a ja jakąś Aborygenką, biegającą po puszczy w poszukiwaniu pożywienia. Przyznać muszę, że wyobraźnia Krzyśka zaskakiwała dość często i dzięki niemu mała podłapywała pomysły ojca i również potrafiła się wykazać zaskakującymi wodzami fantazji. A przy nich i my z Karolą mogłyśmy wykazać się inwencją twórczą. Może to taki nasz system obronny przed stresem związanym z próbą poczęcia maluszka a może zwyczajnie dzieciaki lekko uśpione w nas dały znać o sobie… ku radości Julii.</p>
<p>W sobotę wybiła godzina zero. Nasza specyficzna randka miała stać się faktem. Cały dzień, od rana, przeżywałam nasze plany wieczorne. Karolina również. Po Krzyśku nie było widać objawów stresu. Faceci podobno tak już mają. Nawet jak coś przeżywają, nie dają znać po sobie. Szczęściarze.</p>
<p>Po wieczornej kąpieli i obejrzeniu bajki w telewizji Julka poszła spać tylko i wyłącznie pod warunkiem, że tatuś poczyta jej bajkę do poduszki. My w tym czasie przygotowałyśmy kolację. Aby uświetnić ten wieczór powinny być świeczki i winko. Dylematem jednak było dla nas stwierdzenie, czy wino to dobry pomysł. W sumie w tej trójeczce jedynie ja mogłabym pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. Przyszli rodzice – raczej nie. Po głębszym zastanowieniu stwierdziłyśmy, że niewielka lampka czerwonego wina do kolacji nie powinna zaszkodzić.  Kolacja była uroczysta i nerwowa za razem. I w tym momencie i Krzysztofowi udzieliły się emocje. Udawał, że wszystko jest ok.,  ale zauważyłyśmy, że lekko drżą mu dłonie. Obie odetchnęłyśmy z ulgą. Więc i on przeżywa ten moment tak jak my!</p>
<p>Po kolacji i kilku instrukcjach czy raczej ustaleniach organizacyjnych udaliśmy się do swoich sypialni. My z Karoliną do naszej a Krzysiek do pokoju gościnnego. Okupywałyśmy  łazienkę przez jakąś godzinę. Szczęście, że nasz salon kąpielowy oprócz wanny posiada również natrysk. Karolina wskoczyła do wanny wypełnionej pianą. Ja w tych zawodach wygrałam prysznic. Po którym i tak wylądowałam z Karoliną w pianie. Krzysiek w swojej sypialni czekał na sygnał, że jesteśmy gotowe.</p>
<p>Moja rola w całej tej sytuacji była, że tak powiem – marginalna, dość mocno marginalna. Może nawet zbyt mocno MARGINALNA. Zwyczajnie doskwierała mi taka rola i już!</p>
<p>Karolina zapytała Krzyśka, czy potrzebuje pomocy w postaci jakiegoś filmu dvd ?  Tak jak to bywa z stacjach dawców spermy. W filmach często przedstawiają taka scenkę, pielęgniarka prowadzi pana do pokoiku z telewizorkiem podłączonym do odtwarzacza z odpowiednią pozycją porno . Pan po kilku minutach pojawia się zaczerwieniony i zadowolony z siebie z niewielkim kubeczkiem w dłoni.</p>
<p>Krzysie odpowiedział, że poradzi sobie bez filmu. Na wszelki wypadek miałyśmy jakąś płytkę zdobytą z niemałym trudem w salonie z gazetami i różnymi wydawnictwami. Teraz to sprawa prosta „niby”, bo jest na rynku wiele magazynów dla panów, do których dołączone są płyty dvd z filami porno.  Niewdzięczną role zdobycia takiej pozycji powierzyła mi Karolina kilka dni wcześniej. Poszłam więc do pierwszej księgarni z rozbudowanym działem z prasowym. Do koszyka wrzuciłam hurtem kilka różnych- przypadkowych miesięczników, dwutygodników – w tym Moje dziecko, Gospodyni, Detektywi, Mój ogród, Wielkie orgie, Gazeta codzienne, Program TV, jakiś komiks i bajkę dla Julki.</p>
<p>Pani przy kasie podejrzliwie spojrzała na moje zakupy, zaskoczona zapewne rozbieżnością tematyczną moich gazet. Unikałam jej wzroku ale i tak w odbiciu szyby zobaczyłam jej uśmieszek. Zapłaciłam kilkadziesiąt złotych i purpurowa i zmieszana pospiesznie opuściłam sklep.</p>
<p>Po powrocie do domu – podałam Karolinie reklamówkę z gazetami z hasłem – „Nigdy więcej!”</p>
<p>Karolina zalewała się łzami ze śmiechu przeglądając gazety, które nabyłam drogą kupna! Wieczorem w sumie też było mi już wesoło. Zestawienie tytułów: „Rolnik” , Prawo i podatki, Świat orgiami to przyznacie chyba- dość specyficzny wybór. A w środku jeszcze Gorące i wilgotne… na wspomnienie tamtej chwili ogarnia mnie gromki śmiech.</p>
<p>Wracając do Krzysztofa, zdecydował nie korzystać z pomocy. Pewnie, gdyby wiedział z jakim trudem je zdobyłam, doceniłby moje starania… ale nie dowiedział się do dzisiaj i dobrze!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=448</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 42 &#8211; cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=445</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=445#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Mar 2010 09:47:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=445</guid>
		<description><![CDATA[W kartonie znalazłyśmy kilkanaście książek – nowości wydawniczych. Oprócz tego masę drobiazgów reklamujących pewien popularny portal aukcyjny. Wśród nich zestaw piór w gustownym etui, futerał na telefon komórkowy, jakieś klocki i gadżety reklamowe, które natychmiast upatrzyła sobie Julia, kubeczki do kawy i wiele innych.
Wyjmowałam kolejne rzeczy z paczki i niczym w gwiazdkę zastanawiałam się, co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W kartonie znalazłyśmy kilkanaście książek – nowości wydawniczych. Oprócz tego masę drobiazgów reklamujących pewien popularny portal aukcyjny. Wśród nich zestaw piór w gustownym etui, futerał na telefon komórkowy, jakieś klocki i gadżety reklamowe, które natychmiast upatrzyła sobie Julia, kubeczki do kawy i wiele innych.</p>
<p>Wyjmowałam kolejne rzeczy z paczki i niczym w gwiazdkę zastanawiałam się, co będzie następne. Karola przysiadła na podłodze i przeglądała kolejno książki kiwając głową z niedowierzaniem.</p>
<p>Nie znalazłyśmy nigdzie żadnego listu, karteczki z informacją dlaczego i skąd ta paczka.</p>
<p>I nagle w jednej chwili obie wpadłyśmy na tą samą myśl.</p>
<p>- Konkurs!</p>
<p>- Konkurs!!!</p>
<p>Obie wyrwałyśmy do komputera niemal się o niego bijąc.</p>
<p>Julia siedziała na dywanie bawiąc się nowymi klockami zerkając co chwile na nasze dziwne zachowanie, biedne dziecko nie miało pojęcia o co chodzi, najważniejsze że miało nowe zabawki.</p>
<p>Odpaliłyśmy Internet. Karolina odszukała stronę z konkursem, na który zgłosiła mój blog.</p>
<p>Zakładka &#8211; Wyniki i czytamy obie.</p>
<p>Bingo. Blog Ona i Ona zajął II miejsce w konkursie na Literacki Blog Roku 2009!</p>
<p>- Drugie miejsce – Ada! – wiedziałam, że odniesiesz sukces! – gratuluję!!! – Karolina piszczała ze szczęścia.</p>
<p>A ja nie mogłam uwierzyć. Zabrałam jej notebooka i powoli zaczęłam czytać cały tekst zamieszczony w wynikach:</p>
<p>Znamy już laureatów konkursu „Literacki Blog Roku 2009”. W sobotę …(…) na scenie głównej podczas Targów Książki w Krakowie miało miejsce <strong>ogłoszenie wyników i wręczenie nagród</strong><strong> </strong>najlepszym blogerom.</p>
<p>Konkurs zorganizowany został przez przedstawicieli serwisu <strong> </strong><strong>aukcyjnego,</strong><strong> </strong>redakcję wortalu literackiego <strong> </strong>oraz <strong>Wydawnictwo &#8230;</strong><strong> </strong>Laureaci otrzymali dziesiątki kilogramów nowości wydawniczych, niektórzy z nich mają również szansę na publikację swych internetowych dzienników w formie książkowej.</p>
<p>Jury, w skład którego weszli: <strong>…(…)</strong><strong> </strong>zdecydowało się przyznać 3 wyróżnienia regulaminowe, jedno wyróżnienie specjalne, jak również pierwszą, drugą i trzecią nagrodę.</p>
<p>Tutaj pojawiły się różne adresy blogów a wśród nich i mój:</p>
<p><strong>„Ona i ona” – świetna powieść na niewygodne tematy</strong><strong><br />
</strong><br />
Jednak najwyższe miejsca na podium zajęli twórcy literatury nieco bardziej konwencjonalnej. Drugą nagrodę otrzymała autorka publikowanej w odcinkach powieści „Ona i Ona” ( tutaj dokładny adres blogu). „Ona i ona” to opowieść o codziennym życiu pewnej pary. Pary jednak niezwyczajnej, bowiem tworzą ją dwie kochające się dziewczyny. Ada, autorka blogu, opowiada o życiu pary gejowskiej w Polsce oraz o próbach ukrywania swojej orientacji seksualnej. Pisze w sposób bardzo dyskretny, bez zbędnego obnażania się. Jej książka to po prostu świadectwo normalności, autorka udowadnia bowiem, że homoseksualiści to tacy sami zwyczajni ludzie, mający własne marzenia i pragnący żyć normalnie i szczęśliwie, jak cała reszta społeczeństwa. Nie zawsze doskonała pod względem warsztatu czy stylu, powieść ta jest bardzo świeża i intrygująca.</p>
<p> </p>
<p>Przetarłam czoło z dziwnym poczuciem radości i niedowierzania równocześnie.</p>
<p>W pierwszej chwili nie docierało do mnie, że mogłam zająć jakiekolwiek miejsce! A tutaj taka niespodzianka – drugie miejsce w konkursie literackim! Wpadłam w euforię. Jeszcze kilka razy przeczytałam werdykt jury. Ostanie zdanie to kubeł zimnej wody na moją głowę ale w świetle tak wysokiej pozycji nawet krytyka nie była taka straszna.</p>
<p>Teraz ogarnęła mnie euforyczna radość. Osiągnęłam sukces!</p>
<p>Wrzuciłam w wyszukiwarkę hasło: Literacki Blog roku 2009. Wynalazłam kilkadziesiąt stron z wynikami konkursu. Byłam sławna!</p>
<p>Przez ostatnie miesiące tyle się działo w naszym życiu, że obie zapomniałyśmy o blogu i konkursie.</p>
<p>Zajrzałam do skrzynki pocztowej na którą spływała korespondencja związana z blogiem. Nie przeglądałam poczty od tygodni. Brakowało mi na to zwyczajnie czasu. W listach sprzed kilkunastu dni znalazłam kilka emaili z gratulacjami od organizatorów konkursu. W jednym z nich było również zaproszenie na imprezę i wręczanie nagród. Ponieważ nie odpisałam, nagroda została wysłana pocztą, stąd miła niespodzianka dzisiaj. I wszystko stało się jasne.</p>
<p>Duma mnie rozpierała. Jednak moje pisanie nie idzie na marne! Ktoś to czyta, ktoś potrafi docenić.</p>
<p>Karolina była podwójnie dumna, ze mnie i ze swojego pomysłu na wysłanie zgłoszenia mojego blogu do konkursu. To jej zasługa w końcu!</p>
<p>Tego wieczoru rozmawiałyśmy długo o moim sukcesie i o możliwości wydania książki drukiem. Z informacji konkursowych wynikało, że organizatorzy nie wykluczają takiej możliwości.</p>
<p>Fajnie byłoby móc kiedyś na półkach księgarni zobaczyć książkę z moimi tekstami wśród innych pozycji. Fajnie …</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=445</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 42 &#8211; cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=443</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=443#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Mar 2010 21:07:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=443</guid>
		<description><![CDATA[Styczeń rozpoczął się wyjątkowo dobrze dla mnie i mojej rodziny.
Karolina zajęła się dbaniem o swoja kondycję fizyczną. Po wizycie u lekarza zrobiła wszystkie niezbędne badania pod kątem zajścia w ciążę. Wyniki odebrała bardzo dobre. Mimo nie najmłodszego już wieku lekarz uznał, że to idealny moment na zajście w ciążę. Przepisał jej witaminki, zalecił dużo odpoczynku [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Styczeń rozpoczął się wyjątkowo dobrze dla mnie i mojej rodziny.</p>
<p>Karolina zajęła się dbaniem o swoja kondycję fizyczną. Po wizycie u lekarza zrobiła wszystkie niezbędne badania pod kątem zajścia w ciążę. Wyniki odebrała bardzo dobre. Mimo nie najmłodszego już wieku lekarz uznał, że to idealny moment na zajście w ciążę. Przepisał jej witaminki, zalecił dużo odpoczynku i zdrowy tryb życia. Pod koniec stycznia, zgodnie z umową &#8211; pojawił się u nas Krzysztof. Przyjechał na weekend ku radości Julki, która była za ojcem wyraźnie stęskniona.</p>
<p>Wieczorami ustalaliśmy plan na kolejne miesiące i lata. Można tak powiedzieć. Oprócz ustaleń dotyczących samego aspektu zapłodnienia, omówiliśmy również aspekty prawne i moralne, sama nie wiem jak to nazwać, szczegóły dotyczące pojawienia się dziecka na świecie.</p>
<p>Wbrew pozorom sytuacja ta niosła za sobą wiele pytań wymagających jasnych i precyzyjnych odpowiedzi.</p>
<p>Krzysztof miał kilka swoich warunków dotyczących maleństwa i jego życia. Chciał, aby dziecko nosiło jego nazwisko. Zgodziłyśmy się z obawy, że wycofa się z planu, gdy nie wyrazimy zgody. Formalnie i prawnie nie było żadnych przeciwwskazań. Oficjalnie przecież Karolina i Krzysztof nadal byli małżeństwem. Przy tej okazji został poruszony temat ewentualnego rozwodu w przyszłości. Już nawet nie ze względu na nas ale na Krzyśka. Może kiedyś zechce się przecież ożenić. Powiedział, że póki co o tym nie myśli i nie śpieszy mu się z rozwodem ale jak dla nas to jakiś problem, to się zgadza.</p>
<p>Wracając do dziecka. Uzgodniliśmy, że Krzysztof zachowuje pełne prawa do dziecka tak jak ma wobec Julii. Chce uczestniczyć w jego życiu tak jak to ma miejsce teraz w życiu Julii. Nie są na co dzień razem ale mała wie, że tatuś ją bardzo kocha i każdą wolna chwilę spędza z córką. To było dla nas naturalne i uczciwe. Przecież jak się uda, dziecko jest również jego. Od kiedy maleństwo pojawi się na świecie będzie mógł zabierać je do dziadków oraz na wakacje, ferie i święta tak jak to robił dotychczas z Julią.</p>
<p>My z naszej strony zapewniłyśmy Krzyśka, że kwestie finansowe leżą po naszej stronie co znaczy tyle, że Karolina nigdy nie zwróci się do niego z prośbą o alimenty na maleństwo. Karoliny eks w odpowiedzi na nasze zapewnienia jedynie się nieznacznie uśmiechnął, machnął ręką i rzucił coś w rodzaju: &#8211; „ Dżentelmeni o pieniądzach nie gadają!”</p>
<p>Prawda jest taka, że przyjście dziecka na świat i dla Krzysztofa będzie ogromnym szczęściem i z całą pewnością nie będzie się ograniczał w wydawaniu pieniędzy na drugie dziecko. Zawsze był wobec Julii bardzo hojny i wydawał na swoja córkę zdecydowanie zbyt dużo pieniędzy. Mawiał zazwyczaj przy tym, że na biednego nie trafiło a kto bogatemu zabroni rozpieszczać własne dziecko. W przypadku drugiej pociechy zapewne będzie podobnie. Ale zapewnienie z naszej strony musiało paść, przecież to my wpadłyśmy na pomysł powiększenia rodziny.</p>
<p>Siedzieliśmy w ten weekend omawiający wszystkie szczegóły a mi z każdą chwilą robiło się coraz bardziej smutno. Robiło mi się przykro, że dziecko o którym tak marze, o którym tak marzymy, zanim przyszło na świat w pewnym sensie obciążone jest tak obrzydliwym klimatem umów, uzgodnień, zapewnień. Potraktowane instrumentalnie, zanim jeszcze zostało poczęte. Ustalanie terminów, omawianie spotkań dziecka z ojcem, planowanie wyjazdów i …</p>
<p>Ogarnęło mnie zwątpienie. Codziennie rodzą się tysiące dzieci na całym świecie. Jedne kochane i oczekiwane, inne nieplanowane ale niosące radość i szczęście , inne jeszcze niemile widziane… tyle emocji różnego rodzaju towarzyszy pojawieniu się małego człowieka na ziemi a my z kartką i ołówkiem spisujemy zakres praw i obowiązków wobec naszego dzidziusia.</p>
<p>Ze smutku wyciągała mnie Karolina, gdy tylko podzieliłam się z nią swoimi emocjami.</p>
<p>-Kochanie, przecież to dziecko będzie bardzo szczęśliwe. Popatrz na to inaczej, zanim pojawiło się na świecie już trzy osoby pragną go z całego serca. Prowadzimy te wszystkie rozmowy, bo chcemy je chronić, chcemy aby było szczęśliwe od pierwszej chwili życia. Ono jest teraz najważniejsze. Nie rozumiesz tego? Kochanie, powiedź, że rozumiesz i nie jesteś już smutna! – Karolina mówiła coraz głośniej.</p>
<p>Spuściłam głowę. To co mówiła miało sens. Cała nasza trójka marzy o daniu szczęścia tej kruszynce. Wszyscy dookoła będą je kochać i dbać o jego radosne dzieciństwo. To się musi udać!</p>
<p>Robiłam co mogłam, aby wyzbyć się swoich myśli, które wprawiały mnie w niepokój.</p>
<p>Postanowiliśmy podjąć pierwszą próbę na początku lutego, gdy z wyliczeń Karoliny i lekarza wypadały dni płodne. Zaopatrzyłyśmy się w niezbędne akcesoria w aptece. Naturalnie nasz zaprzyjaźniony lekarz udzielił nam kilku cennych wskazówek natury technicznej. Godzina zero nadchodziła, Krzysztof w gotowości bojowej z równie dużą niecierpliwością oczekiwał naszej dziwnej randki. A ja zwyczajnie się bałam… odpowiedzialności albo rozczarowania, całej tej niełatwej sytuacji – obecności Krzysztofa w roli dawcy spermy i ogólnie mało komfortowej chwili, która lada moment miała nas wszystkich dopaść w swoje szpony. Bałam i nie mogłam doczekać równocześnie!</p>
<p> </p>
<p>Któregoś dnia wróciłam z pracy i zastałam na swoim biurku ogromny karton zaadresowany na moje imię i nazwisko. Nie spodziewałam się żadnej przesyłki. Karolina też nie widziała, o co chodzi. Listonosz przytaszczył paczkę, kazał pokwitować i sobie poszedł. Nadawca nie kojarzył się nam z niczym i nikim. Julka stepowała obok kartonu nie mogąc się doczekać, aż rozpakuję i ujrzy jego zawartość. Przesyła sporo ważyła. Zaczęłam się do niej dobierać bardzo intensywnie myśląc, o co chodzi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=443</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 41 &#8211; cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=441</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=441#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Mar 2010 17:43:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=441</guid>
		<description><![CDATA[Nasze mamy i mój ulubiony teściu zostali u nas na całe święta. Świętowaliśmy poznając się nawzajem. Karoliny ojciec to rewelacyjny facet. Bardzo go polubiłam w dodatku chyba z wzajemnością. Pan, który jest ponad wszystko. Żyje jakby w swoim świecie. Nie wtrąca się do niczego. Na każdy temat ma swoje zdanie ale nie narzuca swoich poglądów  [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nasze mamy i mój ulubiony teściu zostali u nas na całe święta. Świętowaliśmy poznając się nawzajem. Karoliny ojciec to rewelacyjny facet. Bardzo go polubiłam w dodatku chyba z wzajemnością. Pan, który jest ponad wszystko. Żyje jakby w swoim świecie. Nie wtrąca się do niczego. Na każdy temat ma swoje zdanie ale nie narzuca swoich poglądów  innym. Zapytany o jakąś rzecz wyrazi opinię szczerze ale gdy nie usłyszy pytania, nie widzi za zasadne włączać się do dyskusji. Ujął mnie swoim sposobem bycia. Tak bardzo go polubiłam, bo chyba jesteśmy do siebie odrobinę podobni. Jest między nami jakaś niewidoczna nić porozumienia. Fajny facet. Zazdroszczę Karolinie. Szkoda, że mój tato nie mógł doczekać dnia aby zobaczyć jaka jestem szczęśliwa. Zmarł, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Ledwie go nawet pamiętam. Mama od tamtej chwili jest sama, nigdy nie związała się z żadnym mężczyzną choć pojawiali się w jej życiu różni absztyfikanci. Robiła to pewnie ze względu na nas- dzieci. Teraz szkoda, że nie ma towarzystwa na co dzień jakiegoś pana w swoim wieku.</p>
<p>Nasze mamusie wymieniły się numerami telefonów. Wyraźnie iskrzyła miedzy nimi rodząca się … być może nawet przyjaźń. My z Karolina byłyśmy przeszczęśliwe!</p>
<p>W drugi dzień świąt przyjechał Krzysztof &#8211; tato Julii. Mimo dość specyficznego składu familijnego panowała przez cały okres świat bardzo fajna i ciepła atmosfera.</p>
<p>Przed wyjazdem Krzysztof zaaranżował spacer ze mną i Karoliną. Chciał pogadać na osobności. Przeczuwałyśmy obie, że chodzi o naszą propozycję dotyczącą dziecka. Obie byłyśmy pełne obaw, że jednak nic z tego nie będzie.</p>
<p>Jakież było nasze zaskoczenie, gdy spacerując w trójkę po śnieżnobiałych alejkach naszego ogródka Krzysztof oświadczył nam, że podjął decyzje ostateczną i się zgadza zostać ojcem „naszego” dziecka. Zza pazuchy wyjął plik kartek z aktualnymi badaniami lekarskimi. Zawiniątko przekazał Karolinie ze słowa:</p>
<p>- Zrobiłem badania, jestem zdrowy i gotowy. Możemy spróbować, mam nadzieję – że to będzie syn!</p>
<p>Obie rzuciłyśmy mu się na szyję. Musiało to dość ciekawie wyglądać. W  drzwiach balkonowych kątem oka dostrzegłam dzieciaki z przyklejonymi nosami do szyby. Obserwowały nas, stojących w świetle gwiazd i naszej niewielkiej migoczącej choinki w ogrodzie. Gdyby widziały o czym rozmawiamy… kto wie, może na następna gwiazdkę będziemy mieli dla wszystkich super niespodziankę!</p>
<p> </p>
<p>W noc sylwestrową obie z moja ukochaną miałyśmy tylko jedno jedyne życzenie. Identyczne i niewypowiedziane głośno. Z zaciśniętymi kciukami przytulone do siebie stałyśmy pod niebem migoczącym milionem fajerwerków, pełne wiary w nadchodzący rok. Nagle zniknęło z pamięci wszystko to co złe i trudne nas spotkało w kończącym się roku. Wiara, nadzieja i MIŁOŚĆ!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=441</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 41 &#8211; cz. 2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=439</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=439#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Mar 2010 18:44:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=439</guid>
		<description><![CDATA[W pracy szło mi coraz lepiej. Czułam się bardziej pewna. Koledzy z firmy zaczęli mi dopingować, podsuwać tematy do kolejnych artykułów. Opowiadali, jak postrzegali do niedawna osoby homoseksualne. Przeszli małą rewolucję dzięki możliwości poznania mojej skromnej osoby. Bardziej pewnie przekonywały ich moje teksty zamieszczane codziennie na portalu. Zaczęli delikatnie zadawać pytania o moje życie prywatne. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W pracy szło mi coraz lepiej. Czułam się bardziej pewna. Koledzy z firmy zaczęli mi dopingować, podsuwać tematy do kolejnych artykułów. Opowiadali, jak postrzegali do niedawna osoby homoseksualne. Przeszli małą rewolucję dzięki możliwości poznania mojej skromnej osoby. Bardziej pewnie przekonywały ich moje teksty zamieszczane codziennie na portalu. Zaczęli delikatnie zadawać pytania o moje życie prywatne. W końcu poznali prawdę o moim związku z Karoliną. Zaakceptowali naszą parę a największym komplementem dla nas obu był fakt, że zaczęli nas we dwie zapraszać na różne imprezy. Ktoś obchodził urodziny, ktoś inny świętował narodziny dziecka… zawsze słyszałam zaproszenie w formie: &#8211; Zapraszam cię z Karoliną na moją imprezę. Kilka razy pojawiłyśmy się razem i ani przez moment żadna z nas nie odczuła na sobie dziwnych spojrzeń towarzystwa.</p>
<p>To było dla nas ważne. Bardzo ważne.</p>
<p>W grudniu urządziłyśmy w naszym nowym gniazdku imprezę parapetową. Zorganizowaliśmy za namową Kasi i Marka jedną wielką balangę dla wszystkich. Zaprosiliśmy naszych przyjaciół i znajomych z pracy, nasze rodziny, nawet eks Karoliny przyjechał. Zaplecze gastronomiczne w całości przejął Marek i pracownicy jego restauracji.  My – kobietki ograniczyłyśmy się jedynie do wyglądania pięknie i kwitnąco, stanowiłyśmy komitet powitalny. W trzy witałyśmy gości. W sumie naliczyłyśmy jakieś 70 osób, które w ten wieczór nas odwiedziły. Impreza była rewelacyjna. Dom zrobił ogromne wrażenie na wszystkich. Najbardziej przeżywała moja mama, z którą pomógł mi na szczęście mój brat, który niezręczne momentami tłumaczenie przejął na siebie. Byłam mu za to naprawdę bardzo wdzięczna.</p>
<p>Po całym tym zamieszaniu zastanawiałyśmy się z Karoliną czy przypadkiem moja mama czegoś się nie domyśla. W sumie to dość nietypowa sytuacja. Jej córka, panienka zamieszkuje w domu swoich przyjaciół z jakąś dziewczyną i jej dzieckiem. W dodatku dla wszystkich ludzi to rzecz naturalna i zwyczajna. Byłam pewna, że mama wie. Asekuracyjnie w zanadrzu miałam, podobnie jak wszyscy dookoła, kilka zgrabnych tłumaczeń tej sytuacji ale na szczęście dla nas i dla mamy nie padły tego wieczoru jak i później,  żadne trudna pytania z jej strony. Za to byłam jej niewymownie wdzięczna. O właśnie, słowo „niewymownie” zajęło w naszym sekretnym pozornie życiu ważne dość znaczenie. Niewymownie wiele rzeczy się działo i niewymownie byłam losowi za to wdzięczna.</p>
<p>Nadeszły Święta Bożego Narodzenia. Długo wyczekiwane nie tylko przez dzieciaki. W tym roku szczególne, bo nie dość, że w nowym domu to jeszcze postanowiłyśmy wspólnie, że nasze rodziny spędzą je razem z nami w dodatku u nas.</p>
<p>Moja mama nie miała nic przeciwko temu, po parapetówce i poznaniu naszego towarzystwa, sąsiadów i znajomych polubiła bywanie w naszym domu no i jakimś dodatkowym zmysłem kierowana – bardzo polubiła, żeby nie powiedzieć – pokochała Julię. Znalazły wspólny język. Miały swoje sekrety, mała powierzała mojej mamie swoje tajemnice. Któregoś dnia w zabawie, małej wyrwało się niechcący zwrócenie się do mojej mamy – Babciu.</p>
<p> Moja mama na to nie zareagowała z dwa razy, traktując bardzo naturalnie malej spontaniczne zachowanie,  więc Karolina wtrąciła się do zabawy zwracając dziecku uwagę, że przecież pani nie jest jej babcią, na co moja mama rzuciła:</p>
<p>- Jaka to różnica? Pani czy babcia? Po wieku nawet wygodniej, niech mówi mi babciu. W końcu wnuków się jeszcze nie doczekałam, więc mogę mieć przyszywaną wnusię- prawda Julka?- mrugnęła do małej a ta z radością przyjęła propozycję pani babci. I tak już zostało.</p>
<p>Bałam się bardzo spotkania mojej mamy z mamą Karoliny. W wigilię było to nie do uniknięcia skoro wszyscy przyjęli nasze zaproszenia. Karola mnie pocieszała. Miała jakiś spokój w sobie, że panie się polubią i dogadają. Ja bałam się, że może polubią się zbyt bardzo i zbyt szczerze zaczną ze sobą rozmawiać i dojdą do wspólnych wniosków a propos naszego związku. Niepotrzebnie się bałam. Panie się polubiły. Julka  miała do swojej dyspozycji dwie babcie, które prześcigały się z zawodach na zwariowane zabawy. My z Karolą i Kasią zajęłyśmy się rządami w kuchni a Marek z dziećmi choinką.</p>
<p>W ostatniej chwili oczywiście były kupowane prezenty gwiazdkowe, dzień przed wigilią wygospodarowałyśmy wolny wieczór, Julką zajęła się Kasia i jej dzieci. Z wywieszonymi językami biegałyśmy po centrum handlowym kupując drobiazgi dla wszystkich gości na naszej wspólnej pierwszej wigilii. No i się udało. I zakupy i święta.</p>
<p>Pierwsza nasza rodzinna gwiazdka z osobami, które kochamy pod wspólną, żywą i pachnącą  choinką, przy ciepłym płonącym i strzelającym kominku. Siedziałam przy ogromnym, zaścielonym białym obrusem stole i łzy cisnęły mi się do oczu. Nie mogłam uwierzyć, że ta chwila trwa naprawdę. Że w jednym miejscu i o jednej chwili zgromadzili się przy jednym stole wszyscy najważniejsi ludzie w moim życiu. Moja mama, brat i jego dziewczyna. Moja ukochana i jej &#8211; nasza córeczka Julka. Jej mama i tato. Nasi najlepsi przyjaciele, ludzie którym tyle zawdzięczamy – Kasia i Marek z dziećmi. Te osoby, to cały mój świat.</p>
<p>Tak bardzo zawsze  marzyłam o takiej chwili i właściwie nie wierzyłam, że mi się przytrafi. Takie rzeczy przydarzają się tylko bohaterom tanich romansideł. I żyli długo i szczęśliwie. Happy End!</p>
<p>A tutaj proszę, sielanka przytrafiła się właśnie mi. Przy opłatku wigilijnym milczałam, bała się odezwać aby się nie rozpłakać. Próbowała żartować aby jakoś się trzymać. Aby nie rozbeczeć się jak małe dziecko. Nikt nie uwierzyłby mi wtedy, że to ze szczęścia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=439</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 41 &#8211; cz. 1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=438</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=438#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Mar 2010 18:57:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=438</guid>
		<description><![CDATA[Gdy emocje związane z guzem nieco opadły,  postanowiłyśmy już dłużej nie zwlekać z przeprowadzką. Zaplanowałyśmy, że jeszcze przed Mikołajem przeniesiemy się do domu, Kasia z Markiem z aprobatą potraktowali nasza obietnicę. Oni też przeżywali moją chorobę. Tylko oni tak naprawdę byli wtajemniczeni w to wszystko. Nawet mój brat nic nie wiedział. Nie chciałam go martwić, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gdy emocje związane z guzem nieco opadły,  postanowiłyśmy już dłużej nie zwlekać z przeprowadzką. Zaplanowałyśmy, że jeszcze przed Mikołajem przeniesiemy się do domu, Kasia z Markiem z aprobatą potraktowali nasza obietnicę. Oni też przeżywali moją chorobę. Tylko oni tak naprawdę byli wtajemniczeni w to wszystko. Nawet mój brat nic nie wiedział. Nie chciałam go martwić, bałam się, że powie niechcący mamie, której też postanowiłam oszczędzić szczegółów, aby nie musiała przeżywać. No i udało się, oni do dzisiaj nie wiedzą, że były chwile grozy w naszym życiu.</p>
<p>Akcja związana w przeprowadzką poszła nam bardzo sprawnie, naturalnie dzięki ogromnej pomocy Marka, który zorganizował transport i panów do noszenia ciężarów i mebli. W dwa dni przewieziony został nasz cały dobytek. Rozpakowywanie wszystkich naszych rzeczy zajęło nam z tydzień, ale w końcu się udało.</p>
<p>W pokoju gościnnym na górze urządziłam sobie takie moje małe biuro. Wstawiłam w nim komputer z drukarką. Czasami będąc w domu musiałam jednak popracować. Zgodziłam się na to w chwili rozmowy o pracę, teraz musiałam być konsekwentna. Nie były to częste sytuacje ale czasami musiałam popracować w domu.</p>
<p>Któregoś dnia w ramach zbierania materiałów na kolejny temat trafiłam na jeden z portali skierowany do lesbijek – Magazyn kobiet kreatywnych a na jego łamach ogłoszony konkurs literacki pod tytułem: Przejrzystość zła.</p>
<p>Postanowiłam napisać coś na ten temat. Nie dla nagrody – jakiejś książki, nie dla sławy a dla siebie. Chciałam sprawdzić, jak zostanie przyjęty mój tekst.</p>
<p>Wyczytałam tylko tyle:</p>
<p>Wydawnictwo Sic! wraz z Magazynem Kobiet Kreatywnych KREATURA zapraszają do konkursu literackiego <strong>Przejrzystość zła</strong>.</p>
<p>Napisz felieton/artykuł dotyczący &#8220;zła&#8221; w kontekście kobiet. Interpretacja &#8220;zła&#8221; &#8211; dowolna.</p>
<p>Wielkość tekstu 3600 &#8211; 7200 znaków.</p>
<p>Najciekawsze prace będą opublikowane na łamach Kreatury.</p>
<p>Chwilę później wysłałam swoją prace konkursową na adres redakcji.</p>
<p>Moje osobiste zło tkwi we mnie od dzieciństwa. Przejrzystości nabiera od lat. Każdego kolejnego dnia. Złem dla mnie jest poczucie inności od najmłodszych lat. Gdy jako małe dziecko nie rozumiałam, dlaczego moje koleżanki są inne niż ja. Gdy szukałam bliskości moich rówieśniczek. Zło to mój wierny towarzysz. Nie odstąpił mnie na krok nigdy. Jest najwierniejszym kumplem, jakiego w życiu miałam.</p>
<p>Okres dojrzewania postrzegam jako pierwsze przebłyski przejrzystości. Nagle moja inność zaczęła jawić się jako niewielka ale zawsze zaleta. Pierwsze zauroczenia. Później pierwsza miłość i to nie platoniczna. Zaczęłam lubić swoje zło. Cenić je w jakimś sensie. Dzięki niemu mogłam doświadczać rzeczy, o których wiele osób może tylko skrycie marzyć. Moje zło zaczęło lubić mnie.<br />
Wreszcie pojawiła się Ona. Dla niej nagle moja inność stałą się zaletą jakiej nie odnalazła w innych ludziach. Nie widziała w tym wszystkim niczego złego. Pokochała mnie taką jaką Bóg mnie stworzył. Bez  dopatrywania się niedoskonałości. Wzięła mnie jak swoją i uszczęśliwiła. Moje zło zostało stłamszone. Zabite. Przestało dla mnie istnieć. Przez kolejne lata tkwiło we mnie kompletnie bez dawania znaku życia.</p>
<p>Związek, w jakim mogłam się poczuć szczęśliwa sprawił, że zaczęłam myśleć o sobie inaczej. Nabrałam pewności siebie. Poczucie własnej wartości pomogła mi nabrać moja ukochana. Twierdziła, że jestem piękna, mądra, inteligentna. Zauważała moją wrażliwość. Gdy kiedyś opowiedziałam jej o swoim poczuciu noszenia w sobie jakiegoś piętna czy zła – wściekła się na mnie. Krzyczała, że nie wiem co mówię. Długo tłumaczyła, że osoba taka jak ja nie może mieć nic wspólnego ze złem. Bo zło nie lubi takich osób jak ja. Nudzi się ze mną! Ziewa, gdy słyszy moje imię.</p>
<p>Zaczęłam jej nawet wierzyć. Starałam się zapomnieć o tym głupim swoim wyimaginowanym świecie. Zaufałam Jej. Pozwoliłam sobie na luksus bycia szczęśliwą. I nieźle mi to wychodziło. Zło umarło. Byłam pewna, że raz na zawsze mam już z nim spokój. Kraina wiecznej szczęśliwości zaznana jeszcze za życia to max jakiego można oczekiwać. Nic więcej już się nie da. Ale aby umieć to szczęście na co dzień dostrzegać czasami trzeba je nagle stracić.</p>
<p>Moje zło mimo poczucia, że już dawno martwe wróciło z zaświatów. Wobec mojego braku pokory? Aby pokazać jak bardzo nie umiem szanować tego co mam? Bo czegóż mi brakowało dotychczas? Zupełnie niczego! Moim złem dzisiaj jest moja choroba. Moje zło dotychczas dotykało mojego życia duchowego. Teraz próbuje zapanować nad moim ciałem. Moje zło rośnie we mnie. Dosłownie.</p>
<p>Muszę się z nim uporać jak najszybciej. Dla swojego dobra, dla dobra mojej ukochanej. Dla moich najbliższych, dla przyjaciół dla tych, którzy we mnie wierzą. Dla siebie. Okazało się nagle, że tęsknię za tym złem, które towarzyszyło mi do niedawna. To było moje, ujarzmione już, swojskie zło. Tego nowego nie znam, nie lubię- chcę się go pozbyć! Przejrzystość zła? Wystarczy przejrzeć na oczy i nagle wszystko staje się przejrzyste i nie takie złe !</p>
<p><em>Kilka dni później mój tekst znalazłam na tej stronie z adnotacją o treści:</em></p>
<p><em>Tekst nagrodzony w konkursie Przejrzystość zła.</em></p>
<p><em>Komentarze jakie znalazłam pod moim tekstem nie były zbyt pozytywne:</em></p>
<p><strong>Magdalena</strong><br />
<span style="text-decoration: underline;">Temat: beznadzieja</span><br />
Tekst jest beznadziejny, bez poloty i bez racji bytu. Pisarskie włazityłsko po to by wygrać konkurs, a nie przekazać własne myśli. Styl też do niczego!</p>
<p><strong>Ann</strong><br />
<span style="text-decoration: underline;">Temat: To dobry tekst</span><br />
Nie zgadzam się Magdaleną.<br />
Tekst brzmi szczerze.<br />
Styl taki sobie &#8211; prawda.<br />
Nie sądzę aby pisała go po to aby wygrać. Nie dla takiej nagrody:)<br />
Ogólnie moja ocena &#8211; pozytywna.<br />
Szkoda, że nie można przeczytać innych tekstów konkursowych.<br />
Czy można?<br />
Nie za bardzo można porównać.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Temat: Oj nie.</span><br />
Mi ten tekst też nie bardzo się podoba. Chociaż może jak by był pisany z serca a nie na narzucony temat to coś by w nim było. Też nie wiem co z innymi tekstami konkursowymi, miały być przecież 3 nagrody z tego co widzę. Chyba że ten tekst wszystkie zgarnął. <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Na szczęście średnia głosów internautów w skali od 1 do 5 wyniosła 4,5 i kilkadziesiąt osób wzięło udział w głosowaniu. To odrobinę mnie pocieszyło.</p>
<p>Pomyślałam wówczas, że udział mojego blogu w konkursie na literacki blog roku to jakaś jedna wielka porażka. Ale za późno, będzie trzeba z pokorą przyjąć krytykę i nigdy więcej nie pchać się tam gdzie nie potrzeba.</p>
<p>Tak czy inaczej mój tekst został wyróżniony w konkursie i w nagrodę otrzymałam książkę <strong>Przejrzystość zła</strong> Jean&#8217;a Baudrillard&#8217;a.</p>
<p>Karolinę duma rozpierała, Zaczęłam osiągać jakieś wyniki w dodatku zaczęłam pisać zawodowo więc była szansa, że będą ze mnie ludzie. Mnie to też cieszyło, nie będę ukrywać.</p>
<p>Etap mojej choroby i stresu związanego z guzem odszedł w zapomnienie. Wreszcie obie mogłyśmy się skupić na normalności.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=438</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 40 &#8211; cz.5</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=436</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=436#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Mar 2010 18:19:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=436</guid>
		<description><![CDATA[Czekam na korytarzu. Po kilku minutach drzwi się otwierają. Opatrunek zmieniany był pewnej kobiecie po amputacji piersi. Pani ma na oko jakieś 45 lat. Widać, że jest cała obolała i wymęczona. Powoli kroczy podpierana przez pielęgniarkę. Schodzę z jej drogi aby miała prostą drogę do swojego łóżka. Biedna ma podkrążone sine oczy. Wygląda naprawdę źle.
Lekarz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czekam na korytarzu. Po kilku minutach drzwi się otwierają. Opatrunek zmieniany był pewnej kobiecie po amputacji piersi. Pani ma na oko jakieś 45 lat. Widać, że jest cała obolała i wymęczona. Powoli kroczy podpierana przez pielęgniarkę. Schodzę z jej drogi aby miała prostą drogę do swojego łóżka. Biedna ma podkrążone sine oczy. Wygląda naprawdę źle.</p>
<p>Lekarz daje mi znak, że mogę wejść.</p>
<p>- Rozbierz się szybciutko.</p>
<p>Zrzucam z siebie górę, stanik. Przez ostatnie dni nabrałam wprawy w rozbieraniu przed obcymi.</p>
<p>Lekarz prosi abym buty również zdjęła.</p>
<p>Kładę się na wysokiej leżance zabiegowej. Ktoś włącza lampę nad nami.</p>
<p>Lekarz kładzie dłoń na moje piersi. Rzuca jeszcze do mnie:</p>
<p>- Połóż obie dłonie pod swoimi pośladkami.</p>
<p>Dziwna metoda badania, dotychczas wszyscy lekarze którzy mnie badali, moją rękę kazali kłaść nad głową i dopiero przeprowadzali badanie.</p>
<p>Gdy tak sobie leżę rozmyślając nad niekonwencjonalnymi metodami ordynatora, ten wydaje kolejne polecenia pielęgniarkom.</p>
<p>W ostatniej chwili wyłapuje słowa:</p>
<p>- Siostro, proszę podać największą igłę i strzykawkę jaką posiadamy na oddziale.</p>
<p>Zaczyna do mnie docierać, że to nie tylko niewinne badanie.</p>
<p>Pielęgniarka gdzieś biegnie, za chwilę wraca. Odwracam głowę w stronę ściany, zamykam oczy. Czuję zapach płynu dezynfekującego w powietrzu.</p>
<p>I nagle ból. Czuję olbrzymią igłę, która zostaje wsunięta w moje ciało.</p>
<p>Zaciskam zęby aby nie krzyczeć. Dobrze, że dłonie mam pod tyłkiem. Boli, lekarz ściska moją pierś. Coś mruczy pod nosem.</p>
<p>Pielęgniarka pyta:-„ Panie doktorze, tak bez znieczulenia?”</p>
<p>- Tak, już po wszystkim.- odpowiada lekarz.</p>
<p>I nagle przestaję odczuwać ból. Lekarz ściąga rękawiczki.</p>
<p>- Siostro- proszę założyć opatrunek. Za chwilę możesz się ubrać.</p>
<p>Zostaję z pielęgniarką która przykleja mi opatrunek. Siadam na leżance. Pierś mnie trochę boli.</p>
<p>- Siostro- czy ja miałam robioną biopsję? – pytam nieśmiało.</p>
<p>- Nie… nie wiem, to trzeba zapytać lekarza. Poproszę o pani dane- najlepiej dowód.</p>
<p>Nie wnikam w nic więcej. Ubieram się w czasie gdy pielęgniarka spisuje moje dane.</p>
<p>Lekarze czekają na mnie w gabinecie ordynatora. Przed gabinetem czeka moja dziewczyna. Na mój widok robi smutną minę. Widzi, ze to nie było zwyczajne bezbolesne badanie. Widziała poruszenie i biegającą po strzykawkę i igłę pielęgniarkę. Domyśliła się, że robią mi zabieg.</p>
<p>Rozmawiam z nią chwilę opisując przebieg akcji. Odruchowo chwytam się za obolałą pierś. Guza nie ma!</p>
<p>- Kochanie, nie mam guza a oni mi przecież robili tylko biopsję. Bez większych emocji wspominam mojej dziewczynie.</p>
<p>- No tak, powiedz o tym lekarzowi.</p>
<p>Wchodzę do gabinetu ordynatora. Mój znajomy jest wyraźnie rozbawiony i zadowolony z siebie. Ja obolała i wystraszona. Teraz usłyszę datę operacji.</p>
<p>Słyszę od lekarza słowa:</p>
<p>- Przyjdź do szpitala w poniedziałek. Zabierz ze sobą dokumenty i wyniki badań.</p>
<p>- Rozumiem, że mam pojawić się na oddziale z piżamą?</p>
<p>Mój lekarz w przypływie dobrego humoru:</p>
<p>- Nie, a po co? Tak ci się spodobało w szpitalu?</p>
<p>- No jak to? A operacja?</p>
<p>- Na szczęście nie będzie konieczna.- dokończył ordynator. Udało się usunąć guza metodą nieoperacyjną. Guz był wielokomorowy ale udało mi się chyba z nim rozprawić. Gdybyś odczuwała silny ból – weź tabletki przeciwbólowe.</p>
<p>Nie wierzyłam własnym uszom.</p>
<p>Wyszłam na korytarz, na którym czekała spora kolejka do ordynatora. Długi ogonek pacjentów czekał na swoją chwilę prawdy. Pan bez ucha z opatrunkiem owiniętym dokoła głowy. Pani bez oka, najwyraźniej niedługo po zabiegu, o czym świadczyły liczne siniaki na policzku i czole. Młody chłopiec po amputacji nogi. Jedynie krótki kikut stanowił pamiątkę po fajnym do niedawna życiu o dwóch nogach. Kiedyś biegał, kopał piłkę… dzisiaj czas spędza na oddziale onkologicznym. Przez korytarz przeszła młoda dziewczyna w chustce na głowie- ubrana w szlafrok i piżamę.</p>
<p>Oparłam się o ścianę. Skończyło się na strachu. Jedynie na strachu. Nic mi nie będzie. Jestem zdrowa. To nie było nic poważnego. Już po krzyku.</p>
<p>Tutaj kończył się mój tekst na portalu.</p>
<p>Teraz już wracam jedynie myślami do tamtej chwili.</p>
<p>Stałam oparta o ścianę korytarza w szpitalu onkologicznym. Naprzeciw mnie siedzieli ludzie oczekujący na wejście do gabinetu ordynatora. Przymknęłam na moment oczy. Emocje osłabiły mnie nagle i niespodziewanie. Podeszła do mnie Karolina.</p>
<p>- Kochanie, wszystko w porządku? Co powiedział ci ordynator? – pytała.</p>
<p>- Tak wszystko dobrze, boli mnie trochę pierś i głowa – to pewnie z emocji. Profesor powiedział, że wszystko będzie dobrze. Guza już nie ma. Do szpitala mam się zgłosić tylko po to aby zrobić sobie kartę pacjenta. Tylko tyle.</p>
<p>Karolina miała łzy w oczach gdy do niej mówiłam. Przytuliła mnie delikatnie. Za moment wyszedł nasz lekarz – wybawca. Zapytał jak się czuję i jak nam się spodobał jego podstęp. On wiedział, że jedziemy do szpitala na zabieg. Wiedział, ale postanowił nic nie mówić aby zaoszczędzić nerwów i stresu.</p>
<p>Może i dobrze, pewnie umarłabym na wieść, że mam mieć usuniętego guza. A tak nieświadomość sprawiła, że do gabinetu zabiegowego weszłam na totalnym luzie. No i przeżyłam, trwało to kilka minut a nie kilkanaście godzin czy dłużej. W konsekwencji tamtej chwili i po dzień dzisiejszy jestem mu wdzięczna. Kłamstwa i drobne przemilczenia są jednak fajną sprawą w niektórych sytuacjach.</p>
<p>Po wyjściu ze szpitala pożegnałyśmy się z wdzięcznością z naszym zaprzyjaźnionym lekarzem i wsiadłyśmy do auta. Ja prowadziłam w drodze do domu. Zapadła cisza. Ja odczuwałam ogromną ulgę. Jakby ktoś dał mi nowe życie i powiedział :- „Teraz już żyj mądrze i doceń to co masz dane”.</p>
<p>Zapadłam w głęboką zadumę. Obok mnie siedziała Karolina. Strasznie płakała. Milczała , patrzyła przed siebie a łzy wielkości grochów kapały jej z policzków. Zatrzymałam auto.</p>
<p>- Kochanie, dlaczego tak płaczesz? Przecież wszystko jest już w porządku. Głuptasie mój kochany. – powiedziałam przytulając ją do siebie.</p>
<p>- Wiem, sama nie wiem dlaczego tak mnie dopadło- odpowiedziała cicho.</p>
<p>Uświadomiłam sobie dopiero w tamtej chwili, że przez cały ten czas od kiedy dowiedziałam się o guzie, ona była przy mnie – opanowana i silna. Nawet przez sekundę nie miała chwili zwątpienia. Nie przy mnie. Była cały czas twarda i stanowcza. Wciąż powtarzała, że to nic takiego, że wszystko będzie dobrze. To ja marudziłam i narzekałam a ona podtrzymywała mnie na duchu i wspierała. Zachowała się cudownie.</p>
<p>No i dzisiaj nadszedł dzień gdy i jej emocje mogą znaleźć ujście. Dzisiaj zwyczajnie pękła zmęczona graniem pozy twardej babki. Dzisiaj jej emocje rozpłakały się najnormalniej w świecie.</p>
<p>To dzięki Karolinie przetrwałam to wszystko. To ona zaprowadziła mnie natychmiast do lekarza i dopilnowała abym zaczęła coś z tym fantem robić.</p>
<p>Gdybym była sama, podejrzewam że jeszcze dzisiaj zastanawiałabym się, czy powinnam pójść do lekarza z tym guzem. A dzięki mojej kochanej Karolinie po guzie zostało jedynie mgliste złe wspomnienie.</p>
<p>I życie zaczęło wracać do normy. Nowe lepsze życie.</p>
<p>Nagle dzięki chorobie zaczęłam inaczej postrzegać pewne aspekty i rzeczy, których doświadczam.</p>
<p>Mawiają, że taka historia z chorobą w tle to ostrzeżenie od kogoś z góry aby zacząć inaczej myśleć o swoim życiu. I to faktycznie działa. Nagle zauważa się rzeczy, na które nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi. Otwiera się jakaś klapka własnej wrażliwości, która dotychczas była zamknięta.</p>
<p>Nagle okazuje się, że nawet barwy jesieni są piękne. I co roku inne. Że ich gama sprawia , że każde spojrzenie to kolejne piękne doświadczenie życiowe.</p>
<p>Nagle okazuje się, że kwadrans na dywanie z dzieckiem w trakcie zabawy to tak niewiele a za razem tak dużo.</p>
<p>Nagle okazuje się, że banalna rozmowa telefoniczna z kimś gdy do kogoś dzwonimy to piękna i niepowtarzalna chwila, bo jutro być może już tej osoby nie będzie z nami.</p>
<p>Nagle okazuje się, jak bardzo piękne jest życie. Nawet wtedy gdy wszystko idzie pod górę. Gdy jest źle. Gdy nic się nie układa.</p>
<p>Od tej chwili nasze życie było inne – bardziej pozytywne. Bardziej świadome. Bardziej szczęśliwe.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=436</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 40 &#8211; cz.4</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=434</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=434#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 19:17:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=434</guid>
		<description><![CDATA[Miałam jedno zasadnicze pytanie.
- Czy nie da się tego zabiegu wykonać w prywatnym gabinecie abym nie musiała przebywać na oddziale onkologii?
- Dowiem się gdzie i zadzwonię do ciebie. A teraz musisz wciąż serie szczepionek przeciwko żółtaczce. To niezbędne przed wszystkimi zabiegami chirurgicznymi.
Podwinęłam rękaw… już zastrzyk nie był dla mnie straszny. Po ostatnich badaniach i przed [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Miałam jedno zasadnicze pytanie.</p>
<p>- Czy nie da się tego zabiegu wykonać w prywatnym gabinecie abym nie musiała przebywać na oddziale onkologii?</p>
<p>- Dowiem się gdzie i zadzwonię do ciebie. A teraz musisz wciąż serie szczepionek przeciwko żółtaczce. To niezbędne przed wszystkimi zabiegami chirurgicznymi.</p>
<p>Podwinęłam rękaw… już zastrzyk nie był dla mnie straszny. Po ostatnich badaniach i przed operacją – zastrzyk to małe piwko przed śniadankiem.</p>
<p> </p>
<p>Znowu oczekiwanie, gonitwa myśli, długie chwile strachu, wściekłość przeplatana lękiem.</p>
<p>I telefon któregoś poranka. Możesz mieć ten zabieg za kilka dni. Prywatna klinika. Wychodzisz do domu po zabiegu. Musisz tylko podjąć decyzję. Klinika prywatna czy szpital onkologiczny i opieka po zabiegu.</p>
<p>Pierwsze wydało mi się lepszym złem. Mogłam uniknąć pobytu w szpitalu i przeżywania chorób tych wszystkich ludzi, których spotkam jeśli tylko do niego trafię.</p>
<p>Tak – klinika. Znieczulenie miejscowe. Szybka akcja. Wstaję i wychodzę do domu.</p>
<p>Decyzja podjęta.</p>
<p>Pech chciał, spotykam przypadkiem znajomą, której w luźnej rozmowie wspominam o zbliżającym się zabiegu. Ona jest po dwóch takich zabiegach.</p>
<p>Szczerze odradza. Twierdzi, że to bardzo nieprzyjemne przeżycie. Pełna świadomość sprawia, że traumatyczne wspomnienia nie opuszczają jeszcze długo po zabiegu. Sugeruje, że powinnam zdecydować się na szpital.</p>
<p>Dzwonię do lekarza. Ten przyznaje rację mojej koleżance. Wspomina tylko, że powinnam być pod opieką lekarzy co najmniej pierwszej nocy po zabiegu. Szczególnie, że to mój pierwszy w życiu zabieg chirurgiczny. Nie wiadomo jak mój organizm będzie znosił znieczulenie, na ile rana będzie duża, jak się będę czuła po operacji, czy będę miała założone sączki…</p>
<p>Teraz to mnie dopiero wystraszył.</p>
<p>Wszystko dookoła stało się takie szare, bez znaczenia. Nagle przestałam widzieć w kolorze. Moje myśli krążyły wokół ludzi, których znałam a których już nie ma wśród nas bo przegrali walkę z chorobą.</p>
<p>Na ekrany kin wszedł właśnie film Andrzeja Wajdy z Krystyną Jandą w roli głównej. Bardzo chciałam go obejrzeć… do niedawna. Dzisiaj jakoś nie- mąż aktorki przegrał z rakiem całkiem niedawno- film to forma pożegnania kobiety z ukochanym mężem.</p>
<p>Myślałam w tych dniach o wielu ludziach.</p>
<p>Oswajałam się z myślą i moją chorobą. Myślałam też o tych osobach, które swoją walkę wygrały. Kamil Durczok, Krystyna Kofta. To dzięki nim można wierzyć. Dzięki takim osobom jak oni- mogę wierzyć, że mi się uda. Nagle okazuje się, że takich osób którym się udało jest bardzo dużo- nawet w moim najbliższym otoczeniu. Ta myśl krzepi.</p>
<p>Po kilku tygodniach byłam już oswojona ze swoją chorobą i świadomością, że muszę pójść do szpitala.</p>
<p>Data jest już właściwie ustalona. Czekam jedynie na potwierdzenie terminu zabiegu.</p>
<p>Telefon- lekarz.</p>
<p>- Bądź za godzinę pod kliniką onkologiczną. Będę na ciebie czekał. Pójdziemy jedynie na konsultację.</p>
<p>Jestem pod szpitalem pół godziny za wcześnie. Mój lekarz podjeżdża pod bramę. Parkuje auto. Idziemy do ordynatora. Za chwilę mi powie, którego dnia będę miała operację.</p>
<p>Wchodzę na oddział, nie rozglądając się na boki. Boję się patrzyć na ludzi. Nie chcę widzieć w ich oczach przerażenia, lęku… cierpienia.</p>
<p>Znajomy zostawia mnie na korytarzu. Sam wchodzi do ordynatora. Za 10 minut wychodzą obaj. Ordynator – starszy przygarbiony pan z siwą brodą.</p>
<p>- Chodź ze mną do zabiegowego. Muszę cię zbadać. Chyba się nie boisz?</p>
<p>Lekarz łapie mnie za dłoń.</p>
<p>- Nie, tak… to znaczy… trochę się boję!</p>
<p>- Niepotrzebnie!</p>
<p>Wchodzimy do zabiegowego ale lekarz gestem prosi abym się wycofała. Gabinet jest zajęty. Przez lekko uchylone drzwi widzę, że nad łóżkiem zabiegowym nachylają się dwie pielęgniarki. Wygląda na to, że zmieniają komuś opatrunek.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=434</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 40 &#8211; cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=432</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=432#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 18:05:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=432</guid>
		<description><![CDATA[Lekarz na szczęście wykazuje się zrozumieniem. Pewnie się domyślał. W odpowiedniej chwili załapał moje delikatne sugestie i niedomówienia.
Asystentka podaje inne przyrządy, kierowane do młodych dziewcząt, do tych najmłodszych. Ja już taka najmłodsza nie jestem… mało komfortowa sytuacja. Ciekawe co oni sobie o mnie myślą.
A mam to w d… &#8211; dla ścisłości w tej chwili jego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Lekarz na szczęście wykazuje się zrozumieniem. Pewnie się domyślał. W odpowiedniej chwili załapał moje delikatne sugestie i niedomówienia.</p>
<p>Asystentka podaje inne przyrządy, kierowane do młodych dziewcząt, do tych najmłodszych. Ja już taka najmłodsza nie jestem… mało komfortowa sytuacja. Ciekawe co oni sobie o mnie myślą.</p>
<p>A mam to w d… &#8211; dla ścisłości w tej chwili jego palec ale… mam gdzieś co i kto sobie o mnie myśli. Jestem chora, mam guza piersi. Co mnie obchodzą ludzie?!!!</p>
<p>Po ginekologu długa lista badań, które muszę zrobić na cito. Najlepiej jeszcze dzisiaj. No w ostateczności jutro rano.</p>
<p>No i na koniec krótka informacja.</p>
<p>- Usuwamy świństwo! To niewielki zabieg. Nie masz się czego bać. Zrób wyniki, o reszcie pogadamy jak zobaczę wyniki.</p>
<p>Wychodzę z gabinetu wystraszona do granic możliwości!</p>
<p>- Niewielki zabieg! Operacja znaczy. Jak niewielki skoro taki wielki guz mają wyciąć??!! Przecież jak go wyjmą, moja pierś pomniejszy się niemal o połowę.</p>
<p>No właśnie, jak to możliwe, że mimo wielkości guza- piersi nie różnią się sobą rozmiarem? Dziwne. Operacja… szpital… zastrzyki… guz…  rak… chemia… chustka na głowie- a ja tak źle wyglądam w chustce!!!</p>
<p>Moja dziewczyna natychmiast zawiozła mnie do kliniki, w której jeszcze tego samego dnia zrobiłam badania. Wszystkie z listy… bardzo długiej listy. Począwszy od ustalenia grupy krwi aż po jej krzepliwość. Wszystko to co niezbędne przed OPERACJĄ!</p>
<p>A ja tak panicznie i od dziecka boję się zastrzyków. Teraz czekała mnie perspektywa welfrona wbitego w moją dłoń. Chciało mi się wyć.</p>
<p>Tak naprawdę była przez te dni jak w jakimś transie. Mam jedynie zachowane migawki z pamięci. To , co się działo w mojej głowie jest nie do opisania słowami. Strach, przerażenie… trwoga – te słowa nie oddają zupełnie tego co czułam. Gdyby nie obecność mojej ukochanej – chyba nieuchronnie obłąkanie wzięłoby mnie w swoje ramiona.</p>
<p>Gdy następnego dnia odbierałam wyniki, moja kondycja psychiczna była na moment – lepsza.</p>
<p>Ale tylko moment. Gdy z wynikami pojawiłam się u znajomego- spojrzał na plik papierków, później na mnie- następnie na zdjęcia z usg, zdjął okulary z nosa i jak gdyby mówił o planach wakacji na Karaibach powiedział:- Słuchaj, zrobimy tak. Za kilka dni położę cię w szpitalu. Dwa góra trzy dni. Zrobią ci małe nacięcie z boku piersi- usuną guza, zaszyją i gotowe- opowiadał obrazując swoje słowa zamaszystymi gestami.</p>
<p>Prosta sprawa!</p>
<p>W moich uszach brzmiało to tak:</p>
<p>- Położę cie na onkologii- na oddziale gdzie ludzie walczą o życie. Będziesz miała operację. Muszą rozciąć całą pierś. Usunąć guza, który nie jest mały. Zaszyć i za kilka dni jak będziesz się czuła dobrze – wypiszą cię do domu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=432</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 40 &#8211; cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=430</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=430#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Feb 2010 11:39:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=430</guid>
		<description><![CDATA[Byłam wściekła i z każdą chwilą coraz bardziej wystraszona.
Poszłam do łazienki pod prysznic.
Myśli jak szalone wirowały między kroplami wody. Stałam nieruchomo na wprost rozproszonego strumienia wody, który trafiał dokładnie na moją twarz.
Bałam się zacząć myć. Jeśli ten guz jeszcze tam jest?!
I był! Teraz wydawał się jeszcze większy… wielkość dużej śliwki. Jakim cudem nie wyczułam tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Byłam wściekła i z każdą chwilą coraz bardziej wystraszona.</p>
<p>Poszłam do łazienki pod prysznic.</p>
<p>Myśli jak szalone wirowały między kroplami wody. Stałam nieruchomo na wprost rozproszonego strumienia wody, który trafiał dokładnie na moją twarz.</p>
<p>Bałam się zacząć myć. Jeśli ten guz jeszcze tam jest?!</p>
<p>I był! Teraz wydawał się jeszcze większy… wielkość dużej śliwki. Jakim cudem nie wyczułam tego wcześniej? Przecież to świństwo musi tkwić we mnie od dawna! Jest takie wielkie!</p>
<p>Gdy kładłam się już spać tej nocy- przed ułożeniem głowy na poduszce znowu chwyciłam się za pierś. Tym razem wydawało mi się, że guza nie ma wcale. Usnęłam nie wiem jakim cudem.</p>
<p>Rankiem … jeden gest – niestety, to nie był zły sen. Mam ogromną banię w piersi i nie wiem co będzie dalej. To wcale nie boli. Zupełnie jej nie czuję. Nawet gdy mocno ściskam dłonią – nic nie boli. Jest a jakby go nie było.</p>
<p>Przez kolejne dni nie zrobiłam nic. Bałam się. Nie wiedziałam do kogo się zwrócić. Nie chciałam, aby moi najbliżsi bali się o mnie. Może to nic poważnego. Nic im na razie nie powiem.</p>
<p>Dwa dni później powiedziałam mojej dziewczynie. Ta, zachowując zimną krew – zaprowadziła mnie do lekarza. Gdyby nie ona- pewnie do dzisiaj nie zebrałabym się na odwagę.</p>
<p>Badanie usg. Lekarz włączył monitor, wylał na moją pierś zimny żel i zaczął badanie. Przez kilka minut nie mówił nic tylko coś notował, pstrykał. Dopiero na moje pytanie powiedział coś w rodzaju: &#8211; To raczej nic poważnego, ale jakim cudem wyhodowała pani takiego olbrzyma?” – spojrzał na mnie w nadziei, że był zabawny i parsknę w tej chwili śmiechem.</p>
<p>Nie wiedziałam jakim cudem nie zauważyłam wcześniej. Sama jestem w szoku.</p>
<p>Wychodząc z gabinetu pod pachą miałam pokaźną kolekcję zdjęć swojej piersi z obcym przybyszem wielkości dużej śliwki węgierki.</p>
<p>Byłam przerażona. Zadzwoniłam do zaprzyjaźnionego z moją rodziną lekarza ginekologa. Próbował mnie uspokoić. Kazał natychmiast przyjechać do swojego gabinetu.</p>
<p>Mimo korków i sporej odległości jakieś 20 minut później leżałam na jego kozetce w gabinecie. Wielkimi dłońmi badał moje piersi i kręcił z niedowierzaniem głową.</p>
<p>Następny za chwilę zapyta jak udało mi się to wyhodować!</p>
<p>Powstrzymał się jednak. Poklepał po ramieniu i powiedział:- Głowa do góry – to prawdopodobnie nic poważnego.</p>
<p>Wszyscy lekarze chyba tak mówią. Co mają powiedzieć???</p>
<p>Skierowanie na kolejne usg. Tym razem najnowszej generacji.</p>
<p>Kolejne badanie, kolejny wynik. Torbiel wielkości 4,5 na 5,5 cm.</p>
<p>Wracam do swojego znajomego.</p>
<p>Kolejne badanie. Tym razem również ginekologiczne.</p>
<p>Dla mnie to duży problem.</p>
<p>Nigdy jeszcze nie przechodziłam takiego badania. Nigdy jeszcze żaden facet nie… to chyba dość typowa sytuacja dla lesbijek. I teraz problem- jak delikatnie ale dosadnie powiedzieć lekarzowi, że to mój pierwszy raz pod każdym względem? No i na dokładkę dorzucam skrępowanie związane z tym, że moja prywatna dotychczas znajomość z panem doktorem właśnie ma przejść w inny wymiar znajomości dość… dogłębny, że się tak wyrażę – dosłownie i w przenośni.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=430</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 40 &#8211; cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=428</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=428#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Feb 2010 17:51:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=428</guid>
		<description><![CDATA[Jesień zaczęła tańczyć kolorowymi liśćmi. Listopad sprawił, że wszyscy dookoła popadli w melancholijny nastrój. W firmie coraz częściej ludzie zaczynali popadać w depresję. A mi radość życia nie pozwalała na smutek. Wręcz przeciwnie, z każdym dniem zbliżał się termin naszej przeprowadzki. Wszystko w domu było skończone. Drewno na podłogach, na górze wykładziny dywanowe. Pokoje pomalowane. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jesień zaczęła tańczyć kolorowymi liśćmi. Listopad sprawił, że wszyscy dookoła popadli w melancholijny nastrój. W firmie coraz częściej ludzie zaczynali popadać w depresję. A mi radość życia nie pozwalała na smutek. Wręcz przeciwnie, z każdym dniem zbliżał się termin naszej przeprowadzki. Wszystko w domu było skończone. Drewno na podłogach, na górze wykładziny dywanowe. Pokoje pomalowane. Kominek w salonie zamontowany. Większe meble, które kupiłyśmy na zamówienie  już stały na swoim miejscu. Zostało nam tylko spakowanie się w mieszkaniu i przeniesienie do domu. Kasia z Markiem byli jeszcze bardziej zaawansowani w akcji. Oni kupili niemal wszystko nowe do nowego domu. Z mieszkania Marka mieli zamiar przenieść jedyne swoje osobiste drobiazgi. Czekali w sumie tylko na nas. To miał być nasz wspólny szczęśliwy dzień.</p>
<p>Jak zwykle w takich momentach, gdy wszystko idzie zgodnie z planem i panuje harmonia i szczęście coś musi walnąć. Mój wrodzony pesymizm podpowiadał mi na ucho, że coś za chwilę się stanie, żebym była czujna bo ten moment nadchodzi. No i nadszedł.</p>
<p>Moja historia trafiła na stronę mojego autorstwa.</p>
<p>Tytuł artykułu podpowiedział mi temat jakiegoś konkursu internetowego na konkurencyjnym portalu. Spodobał mi się zwyczajnie, postanowiłam trzymać się  tego wątku, a brzmiał on tak: „Kobiecość w obliczu zmian”.</p>
<p>Moja kobiecość w obliczu prawdziwych zmian… zwyczajnie chodziła spać.</p>
<p>W każdej chwili, gdy nagle nieuchronnie zbliżała się jakaś znacząca odmiana w moim życiu – moja kobiecość ucinała sobie solidną drzemkę. Taką, że słyszałam jej chrapanie!</p>
<p>Niczym „kosmata panika” dla Wojciecha Cejrowskiego dla mnie głośno chrapiąca kobiecość przyprawiała mnie o omdlenia.</p>
<p>Kiedy pierwszy raz usłyszałam – „Kocham cię” od faceta- ona ziewając poczłapała spać.</p>
<p>Gdy pierwszy raz sama przed sobą powiedziałam – „Chyba jestem lesbijką” – ona chrapnęła mi głośno do ucha.</p>
<p>Gdy wreszcie przyszedł długo wyczekiwany moment, gdy mogłam ją chwycić za dłoń i spacerować w wymownym milczeniu – moja leniwa kobiecość ucinała sobie kolejną drzemkę.</p>
<p>W każdym z ważnych momentów mojego życia, gdy wiedziałam, że od teraz moje życie nie będzie już takie samo – moja kobiecość miała mnie gdzieś.</p>
<p>Aż przyszedł dzień…</p>
<p>Zmęczona opadłam na łóżko po dość ciężkim i zaganianym dniu.</p>
<p>Odruchowy złapałam za pilota telewizyjnego. Przeskoczyłam przez kilka kanałów, emitujących właśnie w tej samej chwili blok reklam. Przed moimi oczami przelewały się morza piwa, przejechało kilka ekskluzywnych aut, zaśpiewało jakieś dziecko… zniechęcona chciałam już wyłączyć telewizory gdy trafiłam na program poświęcony Doktorowi Relidze, który kilka dni temu po długich zmaganiach z okrutną chorobą- zmarł na raka. Przypomniałam sobie w tym samym momencie o pewnej dobrej znajomej, którą za kilka dni czekał zabieg onkologiczno-ginekologiczny.</p>
<p>Przyszła mi do głowy refleksja: „Dopada każdego, czy to lekarz najwyższej klasy czy młoda dziewczyna – choroba może dorwać w swoje szpony i nie wypuścić- niezależnie od pieniędzy, układów i układzików.</p>
<p>W tej samej chwili położyłam swoją dłoń na jednej z piersi.</p>
<p>Zamarłam. Pod palcami poczułam kamień. Ogromną gulę, twardą i przeraźliwą.</p>
<p>Zaczęło szumieć mi w głowie… z coraz większej oddali docierał do mnie głos komentatora telewizyjnego : &#8211; „Dzisiaj pożegnaliśmy lekarza ludzkich serc i człowieka o ludzkim sercu… szczególne podziękowania profesorowi składają dzisiaj pacjenci, którym podarował drugie życie…” </p>
<p>Zdjęłam dłoń z piersi… -„… a jemu nikt nie zdążył go podarować po raz drugi…”</p>
<p>Zamknęłam oczy. To niemożliwe!</p>
<p>Przecież ja jestem zdrowa! Nigdy mi nic nie było!</p>
<p>To jakieś moje urojenie!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=428</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 39 &#8211; cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=426</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=426#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Feb 2010 20:48:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=426</guid>
		<description><![CDATA[Najważniejsze w tym wszystkim stał się fakt, że wreszcie robiłam to co kochałam i byłam w tym dobra. Dzięki samozadowoleniu i fajnej atmosferze w pracy wracałam do domu zadowolona i w dobrym humorze. Wieczory spędzane w gronie mojej rodziny sprawiały, że byłam szczęśliwa a moi najbliżsi razem ze mną. I o to w życiu chodzi. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Najważniejsze w tym wszystkim stał się fakt, że wreszcie robiłam to co kochałam i byłam w tym dobra. Dzięki samozadowoleniu i fajnej atmosferze w pracy wracałam do domu zadowolona i w dobrym humorze. Wieczory spędzane w gronie mojej rodziny sprawiały, że byłam szczęśliwa a moi najbliżsi razem ze mną. I o to w życiu chodzi. Kochać i być kochaną, być szczęśliwą i dawać szczęście innym.</p>
<p>Moja rodzina szybko zapomniała o naszym kryzysie, o moich humorach – wybaczyła mi, za co jestem bardzo wdzięczna.</p>
<p>Znowu, jak kiedyś mogłyśmy się skupić na tym co ważne. Na urządzaniu naszego nowego domu. Na spędzaniu czasu razem. Na spotkaniach z przyjaciółmi. Znowu – jak kiedyś – nie bali się do nas wpadać bez zapowiedzi. Odwiedzać w drodze gdzieś tam i nie martwić się, że wpadną w nieodpowiedniej chwili. Dopiero teraz zrozumiałam, jaka byłam okropna dla wszystkich.</p>
<p> </p>
<p>Marek kończył urządzać dom. Ekipa remontowa dopracowywała drobne detale. W sumie z dwóch tygodni zrobił się ponad miesiąc ale to nie tylko ich wina. Kafelki na zamówienie nie dotarły na czas. Kilka innych rzeczy również miało obsuwę. W sumie nikomu się przecież nie śpieszyło. Wszystkim nam tylko marzyły się święta Bożego Narodzenia przy kominku i żywej choince. A do nich jeszcze kilka tygodni zostało. Wspólnie postanowiliśmy, że dzieciom nie będziemy w tym roku zmieniać szkoły i przedszkola. Spokojnie po wakacjach to zrobimy. Rok szkolny się zaczął więc niepotrzebne zamieszanie. Jakoś podzielimy się  dowożeniem dzieci na osiedle. Przecież mamy do dyspozycji 3 auta.</p>
<p>W sklepach po wakacjach rozpoczęły się liczne wyprzedaże &#8211; szczególnie ogrodowe. Skorzystałyśmy z kilku promocji, dzięki którym udało nam się kupić na taras duży stół z parasolem i krzesłami za 30 % ceny.  Trochę drobiazgów do kuchni. W sumie pierwsza moja wypłata została wydana w jeden dzień na urządzanie domu. Ileż radości przy tym miałyśmy!</p>
<p>Wreszcie moje dziewczyny odzyskały radość. Śmiały się w głos z byle powodu. A ja razem z nimi.</p>
<p>Rozpoczęło się nieustające pasmo sukcesu dla mojej familii. Chciałam, aby tak było zawsze.</p>
<p>Któregoś dnia Karolina poinformowała mnie, że zgłosiła mój blog do konkursu na Literacki Blog Roku. Zrobiła to sama, bez porozumienia ze mną. Byłam zaskoczona. W sumie miło mi się zrobiło, że pomyślała o tym, że mam może jakąś szansę. Pochlebiało mi to bardzo. Zwycięzcy prócz licznych nagród rzeczowych mieli mieć udostępnioną możliwość wydania drukiem tekstów ze swoich blogów. Wiedziałam, że nie mam szans ale zawsze to kilka osób więcej dowie się o blogu i o portalu.</p>
<p>Wyniki tego konkursu miały być podane za kilka miesięcy. Nie było się czym podniecać. Daleka byłam od euforii. Ale moje kochanie było dumne z każdym dniem bardziej gdy okazało się, ze sporo osób pojawiło się na moim blogu dzięki udziałowi z konkursie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=426</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 39 &#8211; cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=422</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=422#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Feb 2010 17:23:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=422</guid>
		<description><![CDATA[Usiadłam przy jego dużym biurku, z ogromnym monitorem i dziwną klawiaturą. Obok komputera leżał stos papierów, dokumentów i bazgrołów na różnych kartkach i karteluszkach. Ogólnie rzecz biorąc – jeden wielki bałagan panował na jego stanowisku pracy. Mateusz jednak wcale nie był tym przejęty, aby zacząć notować nasze uzgodnienia, łokciem zrobił na blacie biurka odrobinę miejsca, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Usiadłam przy jego dużym biurku, z ogromnym monitorem i dziwną klawiaturą. Obok komputera leżał stos papierów, dokumentów i bazgrołów na różnych kartkach i karteluszkach. Ogólnie rzecz biorąc – jeden wielki bałagan panował na jego stanowisku pracy. Mateusz jednak wcale nie był tym przejęty, aby zacząć notować nasze uzgodnienia, łokciem zrobił na blacie biurka odrobinę miejsca, przesuwając śmieci o kawałek, aby jedynie zmieściła się na nim niewielka czysta kartka.</p>
<p>Zaczęliśmy rozmowę, która trwała długo. Na tyle długo, że zdążyliśmy wypić po kawie w jej trakcie. Mateusz skrupulatnie notował wszystkie moje uwagi i życzenia. Tłumaczył co będzie wyglądało dobrze a co gorzej. Sugerował różne inne rozwiązania i opowiadał jak będzie technicznie wyglądała moja praca.</p>
<p>Moi zadaniem jest pisanie tekstów i zamieszczanie je do gotowego szablonu. Mam swój login i hasło. Loguję się na podstronie portalu i zamieszczam nowe teksty. Mogę je edytować, uzupełniać zdjęciami, filmami . Oraz rozmieszczać, przekładać itd., Właściwie tak jakbym prowadziła nadal swój blog. Technicznie podobna sytuacja. Tylko tyle, że rzesza czytelników nieporównywalnie większa.</p>
<p>Opowiedziałam Mateuszowi jak powinna wyglądać moja strona. W jakiej kolorystyce ją widzę. Jakiego koloru nagłówek. Obiecał, że w ciągu dwóch dni opracuje wszystko i dostanę gotowca.</p>
<p>W ciągu tych dwóch pierwszych dni moim zadaniem jest wymyślenie tematów moich pierwszych tekstów no i ich napisanie.</p>
<p>Odpaliłam swój służbowy komputer. Musiałam podać swoje hasło, aby nigdy nikt nie mógł grzebać w moich dokumentach. Spodobało mi się to rozwiązanie.</p>
<p>Połączyłam się z internetem i zaczęłam poszukiwanie tematu na dobry początek.</p>
<p>Po pierwszym dniu w pracy wróciłam do domu wykończona. Nie wiem czym, z pewnością nie pracą ale chyba dał się odezwać efekt zmęczenia stresem, nerwami związanymi z debiutem. Karolina była ciekawa każdej minuty spędzonej w firmie, zasypywała mnie lawinowo pytaniami a ja wyczerpana nie miałam siły opowiadać.  Ogólnie opowiedziałam i podsumowałam swój pierwszy dzień w pracy jako udany i ekscytujący. Moja ukochana była nieusatysfakcjonowana. Ale z pełnym zrozumieniem powiedziała, że i tak wszystko ze mnie wyciągnie jak nie dzisiaj to jutro. No i miała rację, wiedziała że przyjdzie moment, gdy sama zacznę opowiadać.</p>
<p>Teraz dopiero zaczęłam wierzyć, że wszystko zacznie się układać. Fajna, ekscytująca praca – nowy dom – pasmo nieustającego sukcesu.</p>
<p>Portal zaczął rosnąć w siłę. Do działu newsów coraz częściej docierały prośby o nasze interwencje, drobne donosy i przepowiednie. Zaczęło się wiele dziać. Dobrze dziać.</p>
<p>Moja praca nabierała kształtu. Podstrona stworzona przeze mnie i Mateusza została doceniona nawet przez szefostwo. Na stronie głównej portalu dorobiłam się animowanego baneru z zaproszeniem na moją stronę. Statystyki mówiły o tym, że dociera do mnie coraz więcej osób.</p>
<p>Pomysł na temat mojej strony sprawdził się . Pisałam, podobnie jak na moim prywatnym blogu o sobie i swoim życiu. O życiu osób takich jak ja, jak my i nasi najbliżsi.</p>
<p>W redakcji spotkałam się z ciepłym przyjęciem jeśli chodzi o moją orientację seksualną. Jedynie ze strony kilku osób zauważyłam pewien dystans i chłód w naszych stosunkach służbowych. Trzy dziewczyny, trzymające się zawsze razem, pracujące na szczęście w odrębnym dziale, kulturalnym jeśli się nie mylę – spoglądały na mnie wymownie kilka razy. Wciąż odnosiłam wrażenie, że gdy je tylko widzę gdzieś na korytarzu – właśnie plotkują o mnie. Może mi się tylko wydawało, nigdy z nimi nie rozmawiałam, jedynie ich uśmieszki mówiły o braku akceptacji. Postanowiłam być ponad to co one myślą czy robią. Moja obojętność sprawiła, że po jakimś czasie przestały się tak zachowywać. Przestały mnie zauważać. I to mi pasowało. Im chyba też.</p>
<p>Za to kilka razy zdarzyło się, że po napisaniu tekstu na jakiś konkretny temat podchodził ktoś z redakcji do mnie i w słowach pochwały i aprobaty życzliwie poklepywał po ramieniu. To te najfajniejsze akcenty. Najsympatyczniejsze jednak rzeczy spotykały mnie na stronie portalu w komentarzach osób czytających moje artykuły.</p>
<p>Naturalnie fakt, że prowadziłam od dawna swój prywatny blog nieco mi pomógł na starcie w firmie. Udało mi się trochę moich wiernych czytelników ściągnąć na portal. Od teraz czytali też teksty moje i innych. To spodobało się naturalnie szefom najbardziej, dzięki mojej operatywności i pomysłowości poszerzyłam grono użytkowników portalu o kilka dodatkowych setek.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=422</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 39 &#8211; cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=418</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=418#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Feb 2010 20:07:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=418</guid>
		<description><![CDATA[Szybko nastał mój pierwszy dzień w pracy.
Punktualnie pojawiłam się w biurze, gdzie zostałam przedstawiona grupie ludzi pracujących w tym samym pokoju co ja. Właściwie trudno nazwać to pokojem, duże pomieszczenie przegrodzone kilkoma kasetonami, dzięki którym każdy z pracowników posiada swoje biurko, komputer i swój kącik. Moje miejsce wskazał mi mój szef – kierownik działu newsów. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Szybko nastał mój pierwszy dzień w pracy.</p>
<p>Punktualnie pojawiłam się w biurze, gdzie zostałam przedstawiona grupie ludzi pracujących w tym samym pokoju co ja. Właściwie trudno nazwać to pokojem, duże pomieszczenie przegrodzone kilkoma kasetonami, dzięki którym każdy z pracowników posiada swoje biurko, komputer i swój kącik. Moje miejsce wskazał mi mój szef – kierownik działu newsów. Zostałam obdarowana niewielkim mebelkiem z kilkoma szufladami, komputerem notebookiem marki HP i zestawem przyborów biurowych. Na biurku zastałam również telefon komórkowy i stacjonarny.</p>
<p>Gdy tylko porozkładałam swoje rzeczy i rozgościłam się odrobinę nastała pora codziennej odprawy dziennikarskiej. Wszyscy  pracownicy portalu spotkali się w dużej sali konferencyjnej. Szef szefów zaczął przemowę. Rozpoczął spotkanie od podsumowania poprzedniego miesiąca i przeszedł do planów na kolejny miesiąc. Po czym podziękował za uwagę i oddalił się do swojego gabinetu. Jego miejsce zajęła jakaś babeczka, która krótko przedstawiła jakieś oferty firm skierowane do portalu – szczerze mówiąc niewiele z tego co mówiła – zrozumiałam. Czułam się jak wyrwana z kompletnie innej bajki. Później w podgrupach następowały kolejne zebrania. Nasza ekipa licząca kilkanaście osób to dział Newsów. Na tym spotkaniu została oficjalnie przedstawiona całej grupie. Mój boss opowiedział czym mam się zająć na początek. Poprosił abym po tym spotkaniu zgłosiła się do niego to szczegółowo omówimy co i jak będę robiła.  Później każdemu z oddzielna z naszej grupy wytyczył zadania, powiedział co chciałby dzisiaj osiągnąć i nie przedłużał szczególnie. Cała narada trwała jakieś 20 minut.</p>
<p>Po zebraniu poczułam się nagle strasznie zagubiona. Nie dość, że z innej bajki to jeszcze samotna!</p>
<p>Robert zorientował się pierwszy, że nie mam pojęcia co mam ze sobą zrobić. Klepnął mnie po ramieniu i rzucił: &#8211; Nie łam się młoda, za kilka dni przywykniesz. Chodź, pójdziemy na kawę. Oprowadzę cię po firmie i wszystko pokażę.</p>
<p>Robert tak na oko liczył jakieś 30-35 lat. Przystojny, wysoki szatyn z ciemnymi oczami. Dokładnie ogolony, pachnący i zadbany. No i o bardzo sympatycznym uśmiechu.</p>
<p>Pokazywał mi po kolei pomieszczenia. Tłumaczył gdzie co się znajduje. Dotarliśmy do kuchni ogólnie dostępnej dla wszystkich pracowników. Wyposażona w ekspres do kawy, zmywarkę, lodówkę. Taka prawdziwa kuchnia w biurze. Zrobiliśmy sobie po kawie i wróciliśmy do biura. Po kilku łykach kawy zostałam wywołana przez szefa do swojego gabinetu.</p>
<p>Szef o imieniu Adrian – na oko nieco starszy od tych osób, które dzisiaj spotkałam w firmie,  na moją ocenę zdrowo już po czterdziestce. Posadził mnie przed sobą:</p>
<p>- No i jak ci się u nas podoba Ada?- zapytał.</p>
<p>- Cóż, podoba mi się jak na tą chwilę. Jestem wyobcowana i zagubiona ale to chyba normalne na początku. Za kilka dni będzie dobrze.</p>
<p>- Dokładnie tak, nie zrażaj się pierwszymi chwilami. Z każdym dniem będzie łatwiej. Poznałaś już Roberta? Prosiłem go, aby ci pomógł.</p>
<p>- Tak, poznałam – fajny facet- uśmiechnęłam się w odpowiedzi, swoją droga wolałam myśleć, że Robert jest taki sympatyczny dla mnie, bo chce się zaprzyjaźnić a nie dlatego, że szef o to prosił.</p>
<p>- Ada słuchaj, rozmawiałem z  Grześkiem – to znaczy prezesem, poznaliście się już przy rozmowie o pracę,- wyjaśnił w odpowiedzi na moje podniesiona brwi, bo nie skojarzyłam w pierwszej chwili prezesa z Grzegorzem &#8211; i wiem od niego, że masz pomysł na swoją rubrykę redakcyjną. Chcesz pisać o środowisku homoseksualnym, prawda?</p>
<p>- Tak, wstępnie tak rozmawialiśmy o tym z prezesem, ale nie upieram się z uporem maniaka na mój pomysł. Mogę pisać o czymś innym, jeśli uważasz, że tak będzie lepiej.</p>
<p>- Nie, wręcz przeciwnie – twój pomysł bardzo mi się spodobał. Chcę abyś robiła swój projekt. Nie jestem uprzedzony do środowiska gejowskiego no i nikt z naszej redakcji nie jest. Twój pomysł był przedstawiony większości naszych pracowników i spotkał się z fajnym przyjęciem. Wszyscy uważają, że rubryka taka powinna powstać i że chętnie pomogą jeśli będą w stanie.</p>
<p>Przyznam szczerze, że byłam w szoku.</p>
<p>Kiwałam z niedowierzaniem głową. Adrian mówił dość długo. W pewnej chwili wyjął z szuflady moja ofertę ze spotkania z prezesem. Przekartkował ją na moich oczach i powiedział:</p>
<p>- Od dzisiaj już masz swoje miejsce na naszym portalu. Z projektem zgłoś się do Mateusza, naszego grafika, którego zadaniem jest dbanie o wygląd portalu. Znajdźcie gdzieś jakieś fajne miejsce i niech zrobi ci podstroję, na której będziesz zamieszczała swoje artykuły.</p>
<p>- Dobrze szefie – rzuciłam pełna wdzięczności i radości.</p>
<p>- Mateusz już na ciebie czeka i wie o co chodzi.- powodzenia w nowej pracy- zmykaj młoda- rzucił ściskając mi mocno dłoń.</p>
<p>- Dzięki, wielkie dzięki – już zabieram się za robotę!</p>
<p>Wróciłam do biura z rogalem wymalowanym na buzi. Robert odwzajemnił uśmiech.</p>
<p>- Który to Mateusz? – zapytałam Roberta, siedzącego obok mnie.</p>
<p>- A ten blondyn pod oknem – wskazał wzrokiem przystojniaka stojącego obok dużego monitora.</p>
<p>Podeszłam do niego nieśmiało, wyciągnęłam dłoń i szeptem powiedziałam:</p>
<p>- Cześć, jestem Ada. Właśnie rozmawiałam z Adrianem, skierował mnie do ciebie.</p>
<p>- Hej, Mateusz -  wiem wszystko, siadaj –  uścisnął mi dłoń i gestem wskazał krzesło obok swojego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=418</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 38 &#8211; cz.6</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=416</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=416#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Feb 2010 14:29:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=416</guid>
		<description><![CDATA[Z frontu robił fajne wrażenie. Już całkowicie wykończony. Cały w kolorze brązu – dzięki cegle klinkierowej. Dwa garaże przytulone do siebie. Po obu stronach garaży wejścia główne i okna do kuchni. Mieszkania w środku były identyczne i stanowiły odbicia lustrzane.
Dookoła domu niewielki pas trawnika. Z przodu – wzdłuż podjazdu do garażu gospodarze nasadzili już jakieś [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z frontu robił fajne wrażenie. Już całkowicie wykończony. Cały w kolorze brązu – dzięki cegle klinkierowej. Dwa garaże przytulone do siebie. Po obu stronach garaży wejścia główne i okna do kuchni. Mieszkania w środku były identyczne i stanowiły odbicia lustrzane.</p>
<p>Dookoła domu niewielki pas trawnika. Z przodu – wzdłuż podjazdu do garażu gospodarze nasadzili już jakieś krzewy i niewielkie drzewka. Ogród właściwie nie był zagospodarowany. To pole do popisu dla projektantki aranżacji ogrodów.</p>
<p>Przywitała nas para ludzi. Pan – to właściciel domu, znajomy Marka i pani, pośredniczka z biura nieruchomości.</p>
<p>Waldek wprowadził nas do środka. Na dole znajduje się mały przedsionek z miejscem na szafę wnękową, otwarta kuchnia, niewielka jadalnia, pokój no i salon oraz spiżarnia, łazienka z kabiną natryskową i wc. Na górę prowadzą solidne jesionowe schody. Obie z Karoliną zwróciłyśmy uwagę na bardzo ładne podłogi. Wszędzie kafle w jasnym kolorze, połączone zgrabnie przejściami w drewno. W salonie część wypoczynkowa, w jadalni fragmentami no i przy tarasie. Kolor podłogi jest identyczny jak kolor drewnianych schodów. Kafle sprytnie stanowiły główne trakty komunikacyjne. W kuchni, droga z niej do jadalni a później do salonu, przy kominku no i aż do wyjścia na taras.</p>
<p>Na górze niewielki hall z którego wchodzi się do trzech sypialni i do dużego salonu kąpielowego. Każdy z pokoi na górze ma swój niewielki balkon.</p>
<p>Największe wrażenie zrobiły na mnie i na Karolinie trzy rzeczy. Pierwsza to piękna kuchnia. Niewielka ale starannie zaprojektowana. Wyposażona w cały sprzęt agd włącznie ze zmywarką i nowoczesne meble pod zabudowę. Kolor kremowy sprawia optycznie, że kuchnia wydaje się większa niż jest w rzeczywistości. Tak zwany inteligentny system meblowy zastosowany w niej to sprytne rozwiązania, których zadaniem jest sprawienie komfortu użytkownikom. Szuflady i drzwiczki zamykają się same – nie trzaskając. To dla nas nowość i z pewnością fajna rzecz.</p>
<p>Druga niespodzianka to naturalnie salon kąpielowy. Duży pokój w którym znajduje się wszystko co każda kobieta chce mieć w swoim domu. Duża wanna z hydromasażem. Kabina natryskowa – właściwie natrysk bez kabiny, modny teraz sposób aranżacji łazienek. Część prysznicowa to otwarta przestrzeń bez brodzików i drzwiczek. Zwyczajny prysznic z góry i takie same kafle na ścianach i podłodze jak w pozostałej części łazienki. Jedynie spływ wody z jednym z kafli podpowiada, że to miejsce, gdzie bierze się prysznic. Spotkałam kiedyś taką łazienkę w jakimś hotelu. Fajna prawa.</p>
<p>Oprócz tego w łazience jeszcze zmieścił się wc i bidet. Kilka białych szafek, pojemnik na brudną bieliznę. Dwie duże umywalki z ogromnymi lustrami. No i na dokładkę światła halogenowe zamontowane w kilku miejscach , które upiększały to wnętrze.</p>
<p>Trzecia rzecz, która nas urzekła to taras. Z salonu wychodzi się przed duże rozsuwane- szklane drzwi wprost na drewniany taras. Wcale nie taki mały jak pozornie nam się wydawało. To pewnie dzięki temu, że oba tarasy zostały ze sobą połączone i stanowią sporą przestrzeń. Z tarasu po obu stronach znajdują się zejścia po dwóch schodkach do ogródka. Póki co to niewielki teren z trawą, który biegnie dookoła domu aż do jego frontu.</p>
<p>Kasia oglądając to wszystko co chwilę szturchała mnie albo Karolinę i bez słowa spojrzeniem pytała: &#8211; No i jak? Świetnie co?</p>
<p>Faktycznie, obie byłyśmy w szoku. Dom jest piękny. Duży i przestronny. W dodatku niemal wszystko jest w nim gotowe. Do wykończenia zostały tylko drobne rzeczy takie jak położenie podłóg w pokojach na górze no i zaaranżowanie ogrodu. Drobiazgi, Marek stwierdził, że obie strony domu do wykończenia to kwestia dwóch tygodni dla jednej ekipy remontowej, którą notabene już miał.</p>
<p>Oczekiwał tylko naszej aprobaty. Naturalnie okazało się, że brat był z Mareczkiem na gorących łączach od chwili gdy dowiedział się o okazji no i właściwie wszystko zostało przesądzone bez nas. Naturalnie byłyśmy na tak! Bardzo TAK!</p>
<p>Jedyny dylemat jaki miałyśmy to pytanie, czy poradzimy sobie finansowo.</p>
<p>Dom był bajecznie piękny. Nigdy nawet o takim nie marzyłyśmy. Marek z Kasią już zdążyli rozlokować całą swoją rodzinę po pokojach. Kasia wybrała swoją sypialnię na górze, później rozmieściła dzieci w pozostałych dwóch sypialniach. Marek zajął pokój na dole no a części wspólne to salon i kuchnia z jadalnią.</p>
<p> </p>
<p>My po powrocie do domu również zaczęłyśmy podniecone rozlokowywać naszą rodzinkę po pokojach. Z naszych wyliczeń wyszło, że na górze mamy naszą sypialnię, sypialnię Julii no i jeden pokoik rezerwowy- gościnny. A na dole salon i salonik dla Julki czyli pokój zabawowy. Tak wydaje nam się najrozsądniej. Małą trzeba mieć stale na oku, w dzień na dole a w nocy na górze. Takie rozwiązanie sprawi, że dziecko zawsze będzie w zasięgu naszego wzroku.</p>
<p>Jakimś dziwnym przypadkiem chwilę po oglądaniu domu, niby przejazdem odwiedził nas niespodziewanie Paweł. Podekscytowane zaczęłyśmy obie mu opowiadać jak dom wygląda, w kilku miejscach naszego opisu zwyczajnie nie pamiętałyśmy układu pokoi choćby na górze, miałyśmy wątpliwość ile okien w którym pokoju widziałyśmy. Paweł w pewnej chwili włączył się w opowiadanie co gdzie i jak wygląda. Dopiero po kilku minutach zorientowałyśmy się, że przecież on to wszystko widział i teraz sobie jedynie z nas żarty robi! Był w tym domu sporo przed nami, dokładnie wszystko obejrzał i był w stałym kontakcie z Markiem. Nalegał, aby sąsiad nas spróbował przekonać do pomysłu bo to okazja trudna do uwierzenia. No i miał rację.</p>
<p>Jedno tylko chodziło nam po głowie – nie damy rady z kasą.</p>
<p>Marek z Pawłem uważali inaczej.  Brat nawet stwierdził, że może nam pomóc na początku i urządzić nam domek w ramach takiej rodzinnej solidarności. W dodatku miał już kilka fajnych pomysłów co do aranżacji naszego gniazdka i ogrodu a co najfajniejsze, było podekscytowany równie mocno jak my!</p>
<p>Siedzieliśmy tego dnia w kuchni z kartką i długopisem i notowaliśmy wszystkie pomysły. Spisaliśmy  meble jakie posiadamy, kolejna lista stanowiła rzeczy do kupienia. Zaplanowaliśmy jak powinien wyglądać ogródek . Paweł podsunął nam kilka rozwiązań, dzięki którym można zaoszczędzić trochę grosza. Skąd on wiedział o takich rzeczach- nie mam pojęcia. Ale dzięki niemu zaczęłyśmy wierzyć, że to wszystko się uda, że staniemy wreszcie na nogach i zaczniemy żyć pełnią życia a przy okazji zrealizujemy kilka wspólnych marzeń.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=416</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 38 &#8211; cz.5</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=414</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=414#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 18:41:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=414</guid>
		<description><![CDATA[No i urządzić oczywiście w środku. Póki co w pełni wyposażona jest kuchnia oraz łazienki. Reszta do malowania i wstawienie mebli.
- Maruś – gadasz od 10 minut a wciąż nie powiedziałeś ile kosztuje ten dom – zauważyłam.
- Ale jesteście dziewczyny uparte, martwicie się tym co najmniej ważne.
- Jasne, jasne a później do końca życie się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>No i urządzić oczywiście w środku. Póki co w pełni wyposażona jest kuchnia oraz łazienki. Reszta do malowania i wstawienie mebli.</p>
<p>- Maruś – gadasz od 10 minut a wciąż nie powiedziałeś ile kosztuje ten dom – zauważyłam.</p>
<p>- Ale jesteście dziewczyny uparte, martwicie się tym co najmniej ważne.</p>
<p>- Jasne, jasne a później do końca życie się wszystkie trzy nie wypłacimy – zażartowała Karola</p>
<p>- Ok., więc dziewczyny domek to znaczy jego połowa czyli wasza część kosztuje 430 tysięcy.</p>
<p>- Jasne! Taką kasę to kosztuje niewielkie mieszkanie w mieście. Coś nam tutaj ściemniasz – powiedziałam podejrzewając, że Marek zaniża wartość domu – chciałeś powiedzieć chyba, że milion 430 zł. Taka cena jest realna.</p>
<p>- No właśnie nie! Kurcze, gdybym wiedział że mi nie uwierzycie wziąłbym dokumenty. Ten kolega od samego początku prowadzi bardzo szczegółową dokumentację. Wszystkie rachunki i faktury zbiera do jednego segregatora. Usiedliśmy wczoraj nad tymi papierami i dokładnie liczyliśmy jakie poniósł koszty przez czas trwania budowy. Z obliczeń wyszła nam dokładnie taka kwota za połówkę. On na mnie nie chce nic zarabiać. Chce jedynie wycofać swoją kasę.</p>
<p>- Brzmi zbyt pięknie aby było prawdziwe- Karolina możesz mnie uszczypnąć? – powiedziałam do mojej ukochanej patrząc cały czas podejrzliwie na Marka. On się jedynie delikatnie uśmiechał. Wyglądał nawet wiarygodnie. W sumie dlaczego miałybyśmy mu nie wierzyć? Przecież miał dobre intencje, chciał zrobić dla nas coś czego na co dzień nie robi się dla zwyczajnych znajomych. Musiał naprawdę bardzo nas lubić i naprawdę i szczerze chcieć abyśmy zamieszkali obok siebie. On i Kasia. To w końcu jej pomysł.</p>
<p>- Dziewczyny. Przemyślcie naszą propozycję. Spokojnie poprzeliczajcie sobie wszystko. Posprawdzajcie dokładnie a jutro wieczorem się spotkajmy w czwórkę. Powiecie jaka jest wasza decyzja i umówimy się na oglądanie domu. Zgoda?</p>
<p>- A jak się nie zdecydujemy? To po co mamy oglądać dom? – zapytałam rozbawiona sposobem wypowiedzi Marka</p>
<p>- Jestem przekonany, że dom jest godny oglądania – powiedział rzucając swój szarmancki uśmiech – wstał, ukłonił w naszą stronę i wyszedł mówiąc – Słodkich snów drogie panie- w drodze do drzwi.</p>
<p>Usłyszałyśmy zamykające się delikatnie drzwi wyjściowe. Marek poszedł do siebie. My zostałyśmy z burzą mózgów na tą noc.</p>
<p>Zaczęłyśmy analizować całą sytuację. Z jednej strony zaczęło się nam układać. Z drugiej strony Marek z Kasią bardzo chcieli nam pomóc. Bardzo im zależało abyśmy nadal byli sąsiadami. Nam też. To była jedyna szansa abyśmy kiedykolwiek mogły zamieszkać w domku. Aby Julia mogła dorastać w warunkach jakich my w życiu nie miałyśmy. Wzięłyśmy kalkulator. Gdybyśmy całość skredytowały to rata wyniosłaby około 2400 zł. miesięcznie przez 30 lat. Dużo. Nie stać nas jeszcze na to.</p>
<p>W sumie, z tego co powiedział Marek to nie oczekują na razie pieniędzy- jedynie takich jak płacimy za wynajem tego mieszkania. Ale z drugiej strony trudno tak siedzieć komuś w kieszeni przez całe życie.</p>
<p>Zadzwoniłam do Pawła aby się poradzić. Miałyśmy spory dylemat. Brat w sumie z dużym niedowierzaniem wysłuchał propozycji Marka i Kasi. Nie wiedział co nam poradzić. Powiedział, że to bardzo poważna decyzja życiowa i same musimy ją podjąć. Wcale nam nie pomógł, miałyśmy świadomość powagi sytuacji bez jego podsumowań.</p>
<p>Za kwadrans jednak zadzwonił. Powiedział, że powinnyśmy jednak się zdecydować. To niesamowita okazja i głupotą byłoby przegapić tają szansę. Dodał, że on nam pomoże finansowo i żebyśmy się nie przejmowały i pojechały jutro oglądać dom a po powrocie czeka na nasz telefon.</p>
<p> </p>
<p> Następnego dnia pod wieczór byłyśmy umówione z Markiem i Kasia na oglądanie domu. Z dziećmi została Wiola. Wystarczył jeden telefon z pytaniem czy może. Nawet nie pytała dlaczego i po co jedziemy. Na nią zawsze można liczyć.</p>
<p>Wysiedliśmy z auta przed ogromnym i pięknym domem. Karolina spojrzała na mnie, ja na nią i nie wiedziałyśmy co powiedzieć. Nastała nerwowa cisza. Próbowałam oddychać normalnie ale nerwy dały o sobie znać. Ten mały domeczek okazał się czymś naprawdę pięknym i wcale nie takim małym jak myślałyśmy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=414</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 38 &#8211; cz.4</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=412</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=412#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Feb 2010 20:04:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=412</guid>
		<description><![CDATA[- Już wam mówię. Wiemy, że teraz jesteście w dość trudnej sytuacji finansowej. Wiem, że jeszcze jakiś czas minie zanim zdobędziecie zdolność kredytową i staniecie na własnych nogach. To był pomysł Kasi a mi się spodobał. Otóż Kasia ma po sprzedaniu mieszkania w Krakowie sporą sumę pieniędzy. Oprócz tego oszczędności jeszcze z czasów gdy żył [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>- Już wam mówię. Wiemy, że teraz jesteście w dość trudnej sytuacji finansowej. Wiem, że jeszcze jakiś czas minie zanim zdobędziecie zdolność kredytową i staniecie na własnych nogach. To był pomysł Kasi a mi się spodobał. Otóż Kasia ma po sprzedaniu mieszkania w Krakowie sporą sumę pieniędzy. Oprócz tego oszczędności jeszcze z czasów gdy żył jej mąż. No i ja mam coś tam na koncie aby nie musieć bać się przyszłości. Stać nas na to aby kupić taki domek. Z niewielkim ogródkiem ale z tarasikiem i kawałkiem trawy aby dzieciaki miały się gdzie bawić.</p>
<p>- No super, z przyjemnością będziemy odwiedzać- powiedziałam nadal nie rozumiejąc.</p>
<p>- No i chcielibyśmy wam dziewczyny zaproponować, abyście się przeprowadziły z nami. Kasia kupi obie połówki za gotówkę. Zamieszkacie w jednej z nich. Będziecie płaciły co miesiąc tyle ile płacicie za wynajem tego mieszkania, tak długo jak długo nie zdobędziecie zdolności kredytowej. Później postaracie się o kredyt i odkupicie od Kasi pół domu. Te pieniądze, które będziecie na początku wpłacać będzie częścią spłaty wartości domu. Weźmiecie kredyt na pozostałą część jaka zostanie do spłacenia. Co wy na to? Drugi wariant to rozłożymy wam całość spłaty na nieoprocentowane raty. Będziecie co miesiąc płacić ratę – tak długo aż spłacicie całość. Wybierzecie sobie najlepsze rozwiązanie. Zgoda?</p>
<p>Obie milczałyśmy zaskoczone nieziemsko nieoczekiwaną propozycją. Nie wiedziałyśmy co powiedzieć. Chcieli pożyczyć na swój nowy dom tak w dużym skróci mówiąc. Byłyśmy w szoku.</p>
<p>- Wiesz Mareczku, jesteśmy naprawdę bardzo zaskoczone, chyba nie oczekujesz odpowiedz dzisiaj? – zapytałam, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć. Oba warianty są interesujące ale obawiam się, że musiałybyśmy żyć tak długo jak żółwie aby zdążyć spłacić dom. Kolejnych 5 pokoleń będzie przejmować dług za dom pra-pra babek- zaczęłyśmy się obie śmiać.</p>
<p>Nawet Marek się uśmiechnął delikatnie.</p>
<p>- Nie, oczywiście że nie! Nie przesadzajcie &#8211; okropne babsztyle! Przemyślcie naszą propozycję. Spokojnie, nie śpieszy się. Dam wam trochę czasu… może być nawet do – zwiesił na chwilę głos niby w głębokim zamyśleniu – do jutra. Powiedział i zaśmiał się głośno. W sumie nie wiedziałyśmy – żartował czy mówił poważnie.</p>
<p>- Marek a gdzie znajduje się ten dom i ile ma kosztować? – przytomnie zapytała Karolina.</p>
<p>- No i to jest bardzo dobre pytanie! No wreszcie widzę, że zaczynacie myśleć i wychodzicie z szoku- śmiał się Marek.- dom ten buduje mój dobry, nawet bardzo dobry kolega. Prowadzi firmę budowlaną. Bliźniaka budował dla siebie i swojej żony oraz dla dorastającego syna. Ale niestety zanim zdążył  go wybudować, rozwiódł się z żoną a syn powiedział, że nie potrzebuje łaski i sam sobie wybuduje dom. Waldek postanowił bliźniaka sprzedać, i to szybko bo bardzo potrzebuje pieniędzy. Wspomniał o tym któregoś dnia będąc u mnie restauracji. Zapytałem za ile sprzedałby ten dom mi. Powiedział, że jeśli szybko dokonamy transakcji to chce odzyskać tylko pieniądze jakie zainwestował w grunt i w budowę. Domek jest już niemal skończony. Zostały jakieś drobne elementy do wykończenia środka. Właściwie można się natychmiast do niego wprowadzać. Odrobinę ogarnąć ogród i gotowe.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=412</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 38 &#8211; cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=410</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=410#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Feb 2010 13:52:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=410</guid>
		<description><![CDATA[Został dłużej jedynie Marek. Dawno się nie widzieliśmy. Dużo ostatnio pracował. My najwięcej czasu spędzałyśmy z Kasią.
Marek poczekał aż wszyscy się pożegnali. Kasia poszła położyć dzieci spać. Marek pomógł nam sprzątać ze stołu. Gdy znaleźliśmy się w kuchni – przyszła pora na dymka. Karolina poszła wykąpać Julię.
Zostaliśmy sami. Marek zaczął luźną rozmowę.
- Cieszę się bardzo, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Został dłużej jedynie Marek. Dawno się nie widzieliśmy. Dużo ostatnio pracował. My najwięcej czasu spędzałyśmy z Kasią.</p>
<p>Marek poczekał aż wszyscy się pożegnali. Kasia poszła położyć dzieci spać. Marek pomógł nam sprzątać ze stołu. Gdy znaleźliśmy się w kuchni – przyszła pora na dymka. Karolina poszła wykąpać Julię.</p>
<p>Zostaliśmy sami. Marek zaczął luźną rozmowę.</p>
<p>- Cieszę się bardzo, że masz już pracę. To fajne wyzwanie z tego co opowiedziałaś.</p>
<p>- Tak, brzmi naprawdę interesująco. Myślę, że dobrze trafiłam. A co tam Mareczku u ciebie?</p>
<p>- A dobrze, bardzo dobrze. Otwieram kolejną restaurację. Coraz trudniej to ogarnąć, na szczęście Kasia mi pomaga, mogę na nią liczyć.</p>
<p>- Fajnie, że się tak uzupełniacie i radzicie sobie ze wszystkim.- podziwiam was za to. No i jestem pełna uznani dla Kasi, po takich przeżyciach podźwignęła się i…</p>
<p>- To dzięki pracy – prawda, że zrobiła dużo. Też jestem w szoku, że tak świetnie sobie poradziła sama ze sobą i nową sytuacją. Niemała w tym i wasza zasługa. Zaopiekowałyście się Kasią jak członkiem swojej rodziny.</p>
<p>- Przesadzasz Marek, nic takiego nie zrobiłyśmy. Zwyczajnie polubiłyśmy twoją siostrę i okazujemy swoją sympatię. To tylko tyle.</p>
<p>- Nie tylko a aż tyle – odpowiedział paląc papierosa.- Poczekamy na Karolinę i chciałbym chwilę z wami dziewczyny porozmawiać.</p>
<p>Lekko się wystraszyłam.</p>
<p>-Coś się stało? – wyraźnie byłam zaniepokojona.</p>
<p>- Nie, nic. Możesz być spokojna. Chciałem tylko tak o przyszłości, o waszych planach pogadać.</p>
<p>- A… mamy pewne plany – powiedziałam cichutko delikatnie się uśmiechając.</p>
<p>Skończyłam myć naczynia po kolacji z przyjaciółmi. Gdy wkładałam do szafek czyste szklanki weszła Karolina. Mała słodko zasnęła w swoim łóżku. Usiadłam na narożniku. Marek po przeciwnej stronie. Karolina nalała coś zimnego do szklanek. Usiadła obok mnie, zapaliła papierosa.</p>
<p>- Jestem wykończona tym dniem- powiedziała trąc oko.</p>
<p>Marek natychmiast zareagował:</p>
<p>- Już uciekam, tylko o coś się was muszę zapytać.</p>
<p>- Oj Marek, nie o to chodzi, że chce abyś poszedł. – oburzyła się Karola zauważając swój nietakt.</p>
<p>- Wiem, wiem. Słuchajcie dziewczyny, przejdę do sedna. Widzę, że zaczyna się wam coraz lepiej układać. No i nie muszę dodawać, że bardzo się z tego powodu cieszę. Ostatnio doszliśmy z Kasią do wniosku, że zrobiło się nam zbyt ciasno w moim mieszkaniu. Myślimy nad kupnem domu. No i z jednaj strony żal się wyprowadzać bo żal stracić takie fajne sąsiadki … tutaj znacząco przerwał patrząc na nas… ale jest z tej sytuacja pewne wyjście- znowu wymownie spojrzał na nas i się uśmiechnął.</p>
<p>Siedziałyśmy obok siebie, co chwilę zerkając na sąsiadkę i za nic w świecie nie wiedząc do czego dąży Marek.</p>
<p>- No i kochane nasze sąsiadki, tak sobie z Kasią wymyśliliśmy, że fajnie byłoby, gdybyśmy nadal mogli być sąsiadami, bo bez was nie wyobrażamy sobie naszego życia. Tylko nie wiemy, czy się zgodzicie.</p>
<p>- Marek, możesz przejść do meritum?!- powiedziała Karolina wyraźnie zezłoszczona jego słowotokiem.</p>
<p>- Jasne. Już mówię. Nie denerwuj się Karola – odpowiedział uśmiechając się i mrugając do mnie.</p>
<p>- Wymyśliliśmy z Kasią, że kupimy duży dom – typu bliźniak. W jednej części zamieszkamy z dzieciakami a w drugiej części zamieszkacie wy z Julką. Dzięki temu nadal będziemy sąsiadami.</p>
<p>Obie byłyśmy zaskoczone. Zaniemówiłyśmy. Karolina spojrzała na mnie – miała oczy jak dwa talerze i rozkosznie uchylone usta. Miałam ochotę ją ucałować. Wyglądała jak małe dziecko, które na gwiazdkę dostało super prezent i nie wie komu ma dziękować – Św. Mikołajowi czy mamie bo wie, że to jej sprawka.</p>
<p>Moje zdziwienie osiągnęło zenitu. Nie wiedziałam o co chodzi.</p>
<p>- No ale jak, gdzie, kiedy??!! – zaczęłam powtarzać bez ładu i składu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=410</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 38 &#8211; cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=403</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=403#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2010 16:22:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=403</guid>
		<description><![CDATA[Ile chciałabyś zarabiać?
Takiego pytania się nie spodziewałam. Nie byłam na nie gotowa. Sama nie wiem dlaczego. Przecież musiało paść wcześniej czy później. Kurcze, chwila bałaganu w głowie… pustka nagle. Powinnam być szczera… szczerość ponad wszystko. Powinnam otwarcie powiedzieć coś w rodzaju: &#8211; Prezesie, daj cokolwiek, od roku jestem na bezrobotnym więc wezmę jak leci bylebyś [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ile chciałabyś zarabiać?</p>
<p>Takiego pytania się nie spodziewałam. Nie byłam na nie gotowa. Sama nie wiem dlaczego. Przecież musiało paść wcześniej czy później. Kurcze, chwila bałaganu w głowie… pustka nagle. Powinnam być szczera… szczerość ponad wszystko. Powinnam otwarcie powiedzieć coś w rodzaju: &#8211; Prezesie, daj cokolwiek, od roku jestem na bezrobotnym więc wezmę jak leci bylebyś mnie zatrudnił!</p>
<p>Przez dłuższą chwilę ( dla mnie wieczność) milczałam. Zastanawiałam się jaką kwotę podać aby się nie ośmieszyć, jego nie zdenerwować a siebie nie sfrajerować. Znowu ciśnienie mi podskoczyło, poczułam gorąca krew napływającą mi do głowy. Może powiem, że muszę się zastanowić? A jak uzna, że skoro jestem taka niezdecydowana to nie nadają się do tej pracy? Postanowiłam zaryzykować i podać kwotę zawyżoną. Trudno- najwyżej uzna, że jestem arogancka i bezczelna albo że jestem tak dobra, że umiem się cenić. Tylko te dwa warianty wchodzą w rachubę.</p>
<p>Pomyślałam, że skoro Karolina zarabia 3,5 tysiąca netto, to ja mogę powiedzieć jakieś 3 tyś. zł – najwyżej się nie zgodzi.</p>
<p>- Tak, naturalnie, chciałabym osiągać zarobki na poziomie 3 tysięcy zł. na rękę. To kwota, która pozwoli mi spokojnie utrzymać siebie i rodzinę na odpowiednim poziomie.</p>
<p>Prezes siedział naprzeciw słuchając mojej wypowiedzi. Siedział opierając łokcie o oparcia skórzanego fotela. Splótł palce wysuwając równolegle jedynie palce wskazujące – opierając je o swoje usta jakby podsuwał wskazówkę pod tytułem: ” -Lepiej milcz kobieto”.  Milczał. Przez dłuższą chwilę  byłam pewne, że go wkurzyłam tak wysoką kwotą. Jak mogłam się tak zbłaźnić!? Żyjemy w czasach kryzysu, ludzie w hipermarketach siedzą na kasach w pampersach bo nie mają czasu na kwadrans przerwy i wc i zarabiają 700 zł. miesięcznie a ja tutaj wyskakuję z trzema dychami! Byłam na siebie wściekła.</p>
<p>Z drugiej strony robię to dla mojej rodziny. Chcemy przecież mieć drugie dziecko. A to ogromne koszty. Jak mi się teraz nie uda, to nie wiem, czy za kilka lat będzie taka możliwość. Nie jesteśmy już takie najmłodsze. Karola twierdzi, że ma niewiele czasu na rodzenie dzieci.</p>
<p>Usprawiedliwiłam się bardzo ładnie sama przed sobą. Po tej ulotnej błyskawicznej myśli podniosłam głowę i spojrzałam Grzegorzowi prosto w oczy – podkreślając pewność siebie. Delikatnie się uśmiechnęłam. Prezes w końcu wysilił się na odpowiedź.</p>
<p>- Sporo ale widzę, że wiesz czego chcesz. Dobrze. Umówmy się tak. Podpiszemy umowę o pracę na okres próbny – trzymiesięczny. Przez ten czas proponuję Ci wynagrodzenie w wysokości 2,5 tysiąca zł. netto plus niewielka premia uznaniowa jeśli uznam, że zrobiłaś coś naprawdę extra. Jeśli po tym okresie obie strony będą zadowolone – dostaniesz stawkę jaką proponujesz. Zgoda?</p>
<p>- Zgoda, szafie!- odpowiedziałam, nazbyt chyba zadowolona. Zdradziłam się za bardzo. A co mi tam, teraz to już było bez znaczenia. Dostałam pracę.</p>
<p>Grzegorz zaprowadził mnie do działu kadr i płac. Dostałam skierowanie na badania lekarskie oraz teczkę z dokumentami do wypełnienia. Przed piętnastym miałam pojawić się w firmie z zaświadczeniem lekarskim zezwalającym na podjęcie zatrudnienia w charakterze : dziennikarz redakcyjny oraz stosem druków z moimi dokładnymi danymi. Nie pytali w nich tylko o numer buta i kołnierzyka.</p>
<p>Wyszłam ze spotkaniach lekka jak chmurka letnia. Natychmiast zadzwoniłam do Karoliny. Bardzo się ucieszyła. Później wykonałam telefon do brata. Dał się nawet wkręcić, chciałam sprawdzić, czy oby na pewno nie maczał w tym palców.</p>
<p>- Hej , właśnie wyszłam ze spotkania w sprawie pracy.</p>
<p>- No i?</p>
<p>-No i klops- odpowiedziałam.</p>
<p>- Podali jakieś argumenty?- Paweł był raczej zaskoczony.</p>
<p>- Tak, zapytali ile chciałabym zarabiać, powiedziałam że poniżej 5 tysięcy zejść nie mogę, bo tyle zaproponowała mi twoje firma.</p>
<p>- Że co??!!- krzyknął – zwariowałaś do końca?- tyle kasy to dyrektorzy zarabiają! Siostra – całkiem ci odbiło! – bardzo się zdenerwował.  -Po co kłamałaś?</p>
<p>Zechciało mi się śmiać ale chciałam go jeszcze trochę powkręcać. Zachowałam powagę.</p>
<p>- Chcesz powiedzieć, że gdybym zaczęła u ciebie pracować, nie zarobię 5 tysięcy?- próbowałam się nie roześmiać do słuchawki.</p>
<p>- Oczywiście, że nie!! Skąd taki pomysł?! Tyle w mojej firmie zarabiają prawdziwe filary z kilkuletnim stażem u nas! Ada, nie rozluźniaj mnie! – był wpieniony do granic wytrzymałości.</p>
<p>Pękłam wreszcie, zaczęłam się głośno śmiać.</p>
<p>- Braciszku, spokojnie. Dostałam tą pracę!</p>
<p>- Naprawdę? Za 5 tysięcy zł.???- Paweł wyraźnie nie wierzył.</p>
<p>- Nie, no za dwa i pół w okresie próbnym – aż taka szalona nie jestem.</p>
<p>-Uf… ale mnie wystraszyłaś i wkurzyłaś! Jesteś okropna! – brat próbował mnie skarcić jednak radość to skutecznie utrudniła.</p>
<p>Wygląda na to, że moja praca to nie wynik protekcji. Super, wreszcie coś drgnęło do przodu i to zasługa niemal tylko moja. Pewnie, gdyby nie pomysł Pawła nie byłoby tak kolorowo ale najważniejsze, że się udało.</p>
<p>Później zadzwoniłam do mamy. Na początku nie wiedziała, że szukam pracy, kiedyś tam przypadkiem się wydało ale oczywiście powiedziałam, ze mam już coś na oku tylko musze kilka tygodni poczekać. Takie niewinne małe kłamstewko, aby się nie denerwowała.  Teraz cieszyła się razem z nami.</p>
<p>Wieczorem musiało się odbyć oblewanie mojego sukcesu. Zaprosiłam Pawła z dziewczyną. Obdzwoniłam wszystkich naszych znajomych oraz Marka z Kasią. Niemal wszyscy przybyli na umówioną godzinę aby pogratulować. Posiedzieliśmy sobie rozkoszując się tą błoga chwilą.</p>
<p>Nasze spotkanie dość szybko się skończyło, bo w tym gronie jedynie ja byłam jeszcze bezrobotna. Cała reszta następnego dnia rano wstawała do pracy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=403</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 38 &#8211; cz. 1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=401</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=401#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Feb 2010 10:43:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=401</guid>
		<description><![CDATA[W poniedziałek, tuż po powrocie z naszych krótkich wakacji, punktualnie w południe pojawiłam się w sekretariacie firmy tworzącej portal internetowy. Sekretarka, bardzo sympatyczna i młoda osoba- poprosiła abym na chwilę usiadła, bo pan prezes ma jeszcze spotkanie.
Przysiadłam zatem gdzieś w kąciku, trzymając pod pachą moją kartę przetargową czyli ofertę. Nie wiedziałam jak ubrać się na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W poniedziałek, tuż po powrocie z naszych krótkich wakacji, punktualnie w południe pojawiłam się w sekretariacie firmy tworzącej portal internetowy. Sekretarka, bardzo sympatyczna i młoda osoba- poprosiła abym na chwilę usiadła, bo pan prezes ma jeszcze spotkanie.</p>
<p>Przysiadłam zatem gdzieś w kąciku, trzymając pod pachą moją kartę przetargową czyli ofertę. Nie wiedziałam jak ubrać się na tą okazję. Albo bardzo oficjalnie i elegancko albo raczej luźno ale ze smakiem. Wybrałam drugi wariant. Pierwszy stanowił mój pokazowy spodnium. Żakiet i spodnie – dość dopasowane do figury. Garniturek – dość sztywny. Pomyślałam jednak, że skoro Karolina pracując w agencji reklamowej nosi bardzo sportowo i luźno to zapewne i w tej firmie styl ubierania jest podobny. Nie chciałam przy pierwszym spotkaniu robić wrażenia sztywniaka. Dla pewności zadzwoniłam nawet do Pawła. Radził również luz.</p>
<p>Ubrałam więc ciemne- czarne spodnie, czarne body z krótkim rękawkiem a na to zwiewną kremową koszulę. Nie zapinałam jej nawet. Do tego buty w kolorze koszuli. Zegarek, bransoletka, swoje pierścionki, małe kolczyki i gotowe. W tym stroju zawsze czułam się najswobodniej i zdaniem przyjaciół wyglądałam najlepiej.</p>
<p>Po 10 minutach oczekiwania zostałam zaproszona do gabinetu. Ku mojemu zaskoczeniu na miejscu grubego nadętego prezesa napotkałam sympatycznego chłopaka na oko w moim wieku. Podszedł podając mi rękę i przedstawiając się z imienia i nazwiska. Zapytał, czy możemy sobie mówić po imieniu, bo u nich w firmie panuje taki zwyczaj. Oczywiście przystałam na propozycję. Byłam tak stremowana, że gotowa byłam zgodzić się niemal na wszystko.</p>
<p>Grzesiek- bo tak miał na imię prezes- był ubrany w dżinsy i sportową jasną koszulę z podwiniętymi rękawami. Odczułam ulgę.</p>
<p>Wspomniał na początek tak ogólnie o firmie. Był mile zaskoczony gdy okazało się, że posiadam sporo informacji na temat projektu. Na początek nabiłam sobie kilka punktów, które kiedyś zmierzałam wykorzystać.</p>
<p>Po wstępie zapytał, czym chciałabym go przekonać do siebie. W tym momencie podałam mu swoją ofertę. Oczywiście wydrukowałam ją w kolorach. Każdy nagłówek był ładnie wyeksponowany. Najważniejsze myśli i pomysły zaznaczyłam pogrubieniem tekstu. Każdą kartkę wsadziła w oddzielną przeźroczystą koszulkę. Całość wpięłam w teczkę – ofertówkę. Wyszła mi bardzo profesjonalna forma autoreklamy. I o to chodziło.</p>
<p>Grzegorz zaczął czytać poszczególne kartki. Chwilami w milczeniu kiwał z aprobatą głową. Momentami zagryzał swoje wargi jakby jakieś zdanie zmuszało go do głębszych przemyśleń. W końcu skończył czytanie. Oparł się o oparcie fotela. Kilka sekund patrzył mi prosto w oczy nic nie mówiąc. Poczułam, że robię się cała czerwona. Nerwy zaczęły mnie osaczać. Panika zawładnęła całą mną. Bałam się jego słów. Nie wiedziałam, czy przypadkiem nie trafiłam na kogoś kto nie toleruje homoseksualistów. Mogło tak przecież być.</p>
<p>Grzegorz wreszcie przemówił:</p>
<p>- Twój pomysł jest dość interesujący i nowatorski. Potrzebujemy osób z inicjatywą w naszej firmie. Jesteś pierwszą osobą, która tak przygotowała się do spotkania ze mną. To już dużo jak na początek.</p>
<p>- Miło mi to słyszeć. Dziękuję- odparłam nie mając pewności- czy powinnam się w ogóle odzywać.</p>
<p>Prezes ciągnął dalej:</p>
<p>- Jak doskonale wiesz, chcemy stworzyć coś naprawdę dużego. Potrzebujemy osób z pomysłem. Ty wydajesz się taką osobą. Nie mogę ci dzisiaj obiecać, że będzie możliwe stworzenie twojego pomysły na naszym portalu ale mogę powiedzieć, że twoja oferta zostanie przedstawiona reszcie zarządu i całej załodze. Jeśli ogół uzna propozycję za interesującą – damy ci to zadanie. Jeśli jednak decyzją wszystkich pomysł się nie przyjmie, widzę cię w naszej ekipie i w zadaniach, które ci wyznaczymy. Co ty na to?</p>
<p>- Oczywiście, rozumiem to doskonale. ( powiedziała to w duchu myśląc, że prezes ma jednak w ekipie kilku homofonów i boi się ich reakcji więc woli delikatnie się zabezpieczyć) – oczywiście byłoby miło, gdyby mój pomysł okazał się celny ale równie przyjemnie mi będzie, gdy będę mogła zajmować się czymś innym pomagając tworzyć portal. To duże wyzwanie, chciałabym móc przyczynić się do sukcesu.- ważyłam wszystkie słowa, aby nie chlapnąć czegoś niestosownego.</p>
<p>- Świetnie- powiedział Grzegorz. Powiedz mi teraz jak wygląda twoja dyspozycyjność. Nie ukrywam, że nasza praca nie ma ram czasowych jasno określonych. Jeśli w środku nocy dzieje się coś ważnego – jedziemy tam aby napisać rzetelny news jako pierwsi. Jeśli mamy do opracowania coś ważnego – rezygnujemy czasem z wolnej niedzieli- bo taka jest potrzeba. Czy to jest dla ciebie jakaś przeszkoda?</p>
<p>- Nie, oczywiście że nie. Takie sytuacje zdążają się w każdej pracy i ja to rozumiem.- odpowiedziałam szczerze przypominając sobie okresy bilansów rocznych i sprawozdań gdy siedzieliśmy po nocach aby zmieścić się w terminach.</p>
<p>- To świetnie. Masz do mnie jakieś pytania?</p>
<p>- Tak – od kiedy mogę zacząć? – wykazałam się bystrością umysłu. Przytomnie zadbałam o to abym nie musiała pytać o wynagrodzenie. Chciałam, aby Grzegorz poruszył ten temat. Wtedy cała rozmowa pomyślniej przebiega. Pamiętam taką wskazówkę z jakiegoś szkolenia sprzed lat.</p>
<p>- Od 15 możesz? Chciałbym jeszcze mieć trochę czasu aby przedyskutować twój projekt. Od połowy miesiąca będziemy mieli dla ciebie konkretne zadania, jakiś plan. Czy możesz mi zostawić swoją ofertę?</p>
<p>- Oczywiście – bardzo proszę. – uśmiechnęłam się do prezesa.</p>
<p>- No i został nam ostatni temat którego dzisiaj nie poruszaliśmy. Pieniądze. Powiedz mi szczerze. Ile chciałabyś zarabiać?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=401</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 37 &#8211; cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=399</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=399#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 31 Jan 2010 19:32:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=399</guid>
		<description><![CDATA[Kwadrans później doszłam do siebie. Wróciła Julia od Kasi i dzieci. Zaczęłyśmy kolejny rozdział naszego wspólnego życia. Telefon jednak wciąż milczał.
Na początku września, zgodnie z planami wybrałyśmy się do Zakopanego. Karolina dostała kilka dni urlopu. Zapakowałyśmy auto po dach różnymi rzeczami potrzebnymi i mniej potrzebnymi i ruszyłyśmy w Tatry. Najbardziej podekscytowana była Julka. Nigdy tam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kwadrans później doszłam do siebie. Wróciła Julia od Kasi i dzieci. Zaczęłyśmy kolejny rozdział naszego wspólnego życia. Telefon jednak wciąż milczał.</p>
<p>Na początku września, zgodnie z planami wybrałyśmy się do Zakopanego. Karolina dostała kilka dni urlopu. Zapakowałyśmy auto po dach różnymi rzeczami potrzebnymi i mniej potrzebnymi i ruszyłyśmy w Tatry. Najbardziej podekscytowana była Julka. Nigdy tam jeszcze nie była a nasze opowieści brzmiały dla nie j intrygująco. Pokazałam jej któregoś dnia zdjęcia w Internecie. Dostrzegła w tłumie na Krupówkach postaci z bajek. Duże maskotki z ulubionych kreskówek – pozujące do zdjęć. Była zachwycona. Oczywiście teraz marzy aby mieć zdjęcie z Kubusiem Puchatkiem.</p>
<p>Pensjonat jaki wybrałyśmy usytuowany był niemal przy samych Krupówkach. Dostałyśmy niewielki sympatyczny pokoik z balkonem i widokiem na Giewont. Mała była zafascynowana widokiem tak wysokich gór. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziała. Pierwszego dnia spacerowałyśmy po miasteczku rozkoszując się wrześniowymi promieniami słońca. Krupówki jak zawsze zatłoczone ale mające swój niepowtarzalny urok. Pokusy dla turystów, szczególnie tych małych sprawiały- że z drżeniem serca przechodziłyśmy obok straganów z pamiątkami. Julka co kwadrans prosiła o jakiś drobiazg. Na szczęście dała sobie wytłumaczyć, że nie może dostawać wszystkiego co jej się spodoba. Zrozumiała, że mamusia i ciocia mają niewiele pieniędzy. Możemy jej kupić kilka drobiazgów ale musimy trzymać się jakiś zasad. Stanęło na tym, że codziennie dostanie jedną rzecz- pod warunkiem oczywiście, że będzie grzeczna i zasłuży. Mała podeszła do naszej umowy dżentelmeńskiej bardzo poważnie, z należytą uwagą i precyzją codziennie wybierała jeden z licznych drobiazgów.</p>
<p>Któregoś dnia upatrzyła sobie dwie rzeczy ale wiedząc, że będziemy nieugięte powiedziała sama:</p>
<p>- Dzisiaj mogę dostać tego konika? – tak ciociu?</p>
<p>- Tak kochanie, dzisiaj możesz go dostać.</p>
<p>- A jak jutro będę grzeczna – mogę dostać ten wózek do konika? – zapytała wskazując paluszkiem zaprzęg konny z woźnicą.</p>
<p>- Oczywiście Juleczko- jeśli będziesz oczywiście grzeczna tak jak dziś- powiedziała Karolina uśmiechając się do małej.</p>
<p>Nasz plan działał bardzo dobrze, nie ustrzegł nas jednak przed wydatkami. Na szczęście byłyśmy w Zakopanym jedynie 6 dni no i nasz budżet uniósł te koszta nadprogramowe. Cieszyłyśmy się obie, że nasza mała zrozumiała, że ma ograniczenia jeśli chodzi o zabawki i zachcianki. Nawet gdy wybierała zabawki, pytała czy ta oby nie jest zbyt droga. Gdy wskazywała coś droższego niż 10 zł. wystarczyło nasze kiwnięcie mówiące o zbyt drogiej cenie i nawet raz nie próbowała nas namówić na uległość. Obserwowałyśmy wiele razy sytuacje, gdy rodzice przy straganach przechodzili prawdziwy horror bo ich pociechy płaczem, krzykiem i tupaniem wymuszały kupno zabawek. Julia wykazała się godną pochwały – dojrzałością i zrozumieniem. Nasza kochana malutka Juleczka. Coraz więcej rozumiała. Rosła, stawała się mądrą dziewczynką, co nas naturalnie cieszyło.</p>
<p>Oczywiście obowiązkowo musiałyśmy wysłać widokówki z naszych krótkich wakacji. Julia do swoich małych przyjaciół i do babć napisała jej osobiście. Poprosiła nas abyśmy jej na wzór napisały życzenia drukowanym literami a ona przepisała je na pocztówki. Wyszło ślamazarnie i nieporadnie ale mała była niesamowicie dumna, szczególnie że upiększyła swoje pozdrowienia kwiatkami i serduszkami własnoręcznie namalowanymi. Zajęło jej to dobrą godzinę, usiadłyśmy sobie w ogródku jednej z knajpek na Gubałówce – z widokiem na całe Zakopane. Julia pisała kartki a my mogłyśmy delektować się imponującym widokiem i smakiem pysznej kawy.</p>
<p>Rozmawiałyśmy o różnych rzeczach popijając kawkę gdy odezwał się mój telefon. Odebrałam, mimo że nie znałam tego numeru. Z drugiej strony odezwała się jakaś pani. Przedstawiła się uprzejmie i powiedziała, że w imieniu swojego prezesa, pana … jakiegoś tam chciałaby mnie umówić na spotkanie w sprawie pracy. W pierwszej chwili byłam zaskoczona i zdezorientowana. Myślałam, że to któraś z ofert do księgowości. W końcu zapytałam, gdzie i kiedy powinnam się pojawić. No i okazało się, że to portal. Pan prezes dostał mojego emaila i chciał poznać moją ofertę!</p>
<p>Umówiłam się na poniedziałek na godzinę 12. Był piątek i tak planowałyśmy wyjazd w ten weekend do domu.</p>
<p>Byłam nieziemsko zaskoczona i szczęśliwa. Paweł miał rację. Zadzwonili.</p>
<p>W tej chwili zaświtała mi myśl – To sprawka brata!</p>
<p>Zadzwoniłam do niego. Wyparł się wszystkiego, powiedział że nie maczał w tym palców. Ani on ani nikt z jego firmy. Dał słowo honoru. Nawet mu uwierzyłam. Super- będę miała może fajną pracę.</p>
<p>Zaczęłam się bać tego spotkania. Wyobrażałam sobie z milion razy tą sytuację. Wchodzę do gabinetu prezesa. Za biurkiem siedzi nadęty starszy pan – z cygarem w dłoni. Sadza mnie jak uczniaka przed sobą i pyta:</p>
<p>- Co dziecko masz do zaproponowania takiej firmie jak moja? Cóż takiego możesz mieć aby nas przekonać do zatrudnienie?- i oczami wyobraźni widziałam malujący się na jego grubej buzi ironiczny uśmieszek.</p>
<p>A ja siedzę po drugiej stronie biurka – ze spuszczona głową- trzymając się zasady, że przed przełożonym należy mieć wygląd pokorny i durnowaty. Wyciągam z torby swoją ofertę. Kładę na biurku a prezes bierze ją w swoje grube dłonie, na sekundę cygaro pakując do nadętych ust- aby zwolnić rękę. Wertuje kartki- nie czytając ani fragmentu po czym oddaje mi ją mówiąc: &#8211; Twój czas minął, nie jesteśmy zainteresowani.</p>
<p>Wstaję , powoli wycofuję się z pokoju gdy tymczasem prezes odkręca się w swoim fotelu w stronę dużego okna z widokiem na panoramę miasta. Zamykając za sobą drzwi widzę tył jego ogromnego fotela z czubkiem jego głowy i unoszącą się nad nią gęstą chmurą dymu z cygara. Zero jakiegoś „ dziękuję, przepraszam, proszę, do widzenia” tylko zimne „Żegnam” z jego strony i moje „Przykro mi”.</p>
<p>Na szczęście to tylko moja chora wyobraźnia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=399</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 37 &#8211; cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=397</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=397#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 29 Jan 2010 17:58:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=397</guid>
		<description><![CDATA[Porozmawiałam z Patrykiem i Zosią. Ustaliliśmy, że zaczną sobie kogoś szukać do opieki nad Kacperkiem. Ja już nie mogłam zajmować się ich dzieckiem. Doskonale to rozumieli, mimo że żałowali.
Pod koniec sierpnia nastał ostatni dzień spędzony z maluchem. Muszę przyznać, że ciężko mi było się z nim rozstać. Przyzwyczaiłam się to jego towarzystwa. Mały tak fajnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Porozmawiałam z Patrykiem i Zosią. Ustaliliśmy, że zaczną sobie kogoś szukać do opieki nad Kacperkiem. Ja już nie mogłam zajmować się ich dzieckiem. Doskonale to rozumieli, mimo że żałowali.</p>
<p>Pod koniec sierpnia nastał ostatni dzień spędzony z maluchem. Muszę przyznać, że ciężko mi było się z nim rozstać. Przyzwyczaiłam się to jego towarzystwa. Mały tak fajnie się rozwijał, szybko rósł. Jest tak radosnym dzieckiem. Uśmiech nie schodzi mu z ust. Jest rozkoszny. Na myśl, że od września ktoś obcy będzie opiekował się malcem – serce mi pękało. Jakaś obca osoba będzie widziała jego postępy z zabawach, w chodzeniu. Ktoś inny niż ja – będzie obdarowywany jego serdecznymi zaczepkami i szczerym śmiechem. Strasznie źle mi się robiło na samą myśl o tym. To niesamowite, że taki szkrab w tak krótkim czasie potrafi tak w sobie wszystkich dookoła rozkochać, że…</p>
<p>W ten piątek, gdy malec był u nas po raz ostatni- zdarzyło mi się nawet popłakać. Zmieniałam mu pieluszkę myśląc „ to ostatni raz”. Karmiłam Kacperka z myślą- „ to ostatni raz”. Usypiałam go do drzemki poobiedniej myśląc: &#8211; „to ostatni raz”. Wychodziłam na spacer…</p>
<p>Wiem, to głupie! Przecież Patryk nie wyjeżdżał na koniec świata. Będę go mogła widywać nawet bardzo często- jeśli tylko zechcę. Ale to już będzie inaczej. Całkiem inaczej. Już nie będziemy mieli sposobności na długie zabawy, na przytulanki i wygłupy bez limitu czasu.</p>
<p>Smutek ogarniał mnie coraz bardziej. Gdy Zosia z mężem przyjechali po Kacperka, byłam całkiem rozbita. Pojawili się z bukietem kwiatów i kopertą. Bardzo podziękowali za pomoc i troskliwą opiekę nad dzieckiem. Wycałowali oboje a ja robiłam się coraz bardziej miękka. Aż pękłam całkiem. Rozpłakałam się w ramionach Patryka. Przy mnie rozkleiła się Zosia. Nasze pożegnanie wyglądało żałośnie. Na koniec dołączył Kacperek, zaczął płakać gdy zauważył że obie ryczymy. Jedynie Patryk zachował zimną krew, drżał mu głos ale był twardy do końca. Powiedział :- No dziewczyny, nie mazać się. Ada wpadaj do nas jak tylko będziesz miała czas i ochotę. Czym częściej tym lepiej. Wszystkie trzy odwiedzajcie nas często. Jak tylko ktoś zatęskni za kimś – organizujemy spotkania- umowa?</p>
<p>- Zgoda- powiedziała próbując przestać płakać. – Gdybyście kiedyś potrzebowali opiekunki w weekend albo wieczorem na kilka godzin- to dzwońcie- powiedziałam na jednym wdechu.</p>
<p>- Jasne, właśnie mieliśmy pytać, czy w ramach wyższej konieczności możemy na ciebie liczyć- odparła Zosia, ocierając ostatnie łzy kapiące z jej policzków. Wyglądałyśmy naprawdę jakby stała się jakaś tragedia. Jakby co najmniej ktoś umarł. Zapłakane, rozmazane i zasmarkane!</p>
<p>Gdy zostałam sama w domu- usiadłam w kuchni i zapaliłam papierosa. Zajrzałam do koperty – oprócz stałej wypłaty była spora premia i zdjęcie  Kacperska a na odwrocie napis:” Dziękuję Ciociu- Kacperek” i data. Zamknęłam oczy kładąc zdjęcie przed sobą.  Chciałam zacząć myśleć o czymś innym aby pozbyć się smutku ale jak na złość przychodziły mi na myśl rzeczy związane z Kacperkiem. Jego pierwszy dzień u nas. Jego numery popisowe czyli „przybijanie piątki” oraz słodki całusek na „dowidzenia”. Znowu łzy zaczęły napływać do oczu.</p>
<p>I właśnie w tej chwili Karolina przekręcała klucz w zamku. Próbowałam się jakoś ogarnąć. Otarłam oczy ale na nic to się zdało. Mój wygląd zdradzał mnie bez reszty.</p>
<p> Karolina była przerażona. Stanęła na progu kuchni i krzyknęła:</p>
<p>- Boże, co się stało? Coś z mamą? A może z Pawłem?! Kochanie co się dzieje?!- podeszła do mnie oczekując szybkiej odpowiedzi.</p>
<p>Patrząc jej w oczy wydukałam cichym głosem:- Wszystko w porządku. Zosia z Patrykiem właśnie zabrali Kacperka.- i znowu się rozpłakałam. Karolina mocno przytuliła mnie do siebie.</p>
<p>- Głuptasie, przecież to nie koniec świata!- zaczęła mnie całować po szyi. Próbowała uspokoić.</p>
<p>A mi było dobrze w jej ramionach. I nie chciało mi się przestać płakać więc chlipałam dalej. Nic już nie mówiła. Stałyśmy tak wtulone w siebie w całkowitym milczeniu. Musiałam się wypłakać. Karolina pozwoliła mi na to, rozumiejąc mój smutek. Głaskała mnie po plecach i dawała ukojenie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=397</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 36 &#8211; cz.4</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=395</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=395#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 28 Jan 2010 21:06:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=395</guid>
		<description><![CDATA[Dalsza część listu była dość obszerna ale do końca nie zdradzała naszego pomysłu. Podsycała jedynie napięcie i zmuszała czytelnika do zadawania pytania – cóż takiego wymyśliła ta dziewczyna?!
Przy zdaniu : Z niecierpliwością oczekuję na Państwa odpowiedź i wyznaczenie terminu naszego spotkania, na którym będę mogła przedstawić szczegóły mojego autorskiego pomysłu. – zapytałam nieśmiało: &#8211; To [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dalsza część listu była dość obszerna ale do końca nie zdradzała naszego pomysłu. Podsycała jedynie napięcie i zmuszała czytelnika do zadawania pytania – cóż takiego wymyśliła ta dziewczyna?!</p>
<p>Przy zdaniu : Z niecierpliwością oczekuję na Państwa odpowiedź i wyznaczenie terminu naszego spotkania, na którym będę mogła przedstawić szczegóły mojego autorskiego pomysłu. – zapytałam nieśmiało: &#8211; To wszystko?</p>
<p>- Nie Ada, to dopiero początek. Ten list wyślij, tylko nie zapomnij wpisać swoich dokładnych danych z numerem telefonu.</p>
<p>A teraz stworzymy ofertę. To zabierzesz ze sobą na spotkanie, gdy już zadzwonią.</p>
<p>- No to może napiszemy ją jak już się odezwą? Zapytałam – wysyłając emaila.</p>
<p>- Bądź spokojna, odezwą się na 100 %- powiedział Paweł.</p>
<p>Nie wiedziałam, czy przypadkiem nie miał zamiaru do nich zadzwonić wstawiając się za mną. Nie chciałam zdobywać tej pracy dzięki układom. Wolałabym aby przyjęli mnie , bo będę dla nich cennym nabytkiem. Paweł mnie uspokajał.</p>
<p>- Siostra, gdybym ja, jako właściciel firmy otrzymał taki list jaki przed chwilą napisaliśmy, nie zastanawiałbym się ani minuty. Zobaczysz, zadzwonią.</p>
<p>- Dobrze, piszmy tą ofertę.</p>
<p>Paweł ponownie wygodnie rozsiadł się w fotelu, zapalił papierosa, zaciągnął się – wypuścił chmurę dymu i zaczął dyktować… był w tym naprawdę dobry. Prawdziwy prezes!</p>
<p>Gdy skończyliśmy dochodziła godzina 19. Oferta wyglądała naprawdę bardzo profesjonalnie. Wyglądała tak jakbym pracowała w tej branży z dwadzieścia lat i wiedziała dokładnie o co chodzi w tym interesie.</p>
<p>Zaproponowałam im prowadzenie części skierowanej do osób homoseksualnych oraz tych zaprzyjaźnionych z nimi. W moim dziale uważałam, że powinny się znaleźć teksty opisujące życie osób takich jak ja- artykuły i blogi. Oprócz tego porady i instrukcje dla osób, które w jakikolwiek sposób mają do czynienia z osobami homo. To działy dla psychologów, psychiatrów, pedagogów.</p>
<p>Później miejsce, gdzie mogłyby opisywać swoje historie życiowe osoby, które są związane ze środowiskiem. Rodzice oraz najbliższe rodziny osób homo. Znajomi i przyjaciele.</p>
<p>Ofertę stworzyliśmy tak aby była bardo rozbudowywana i ciekawa. Wszystkie zagadnienia jakie przychodziły nam do głowy – umieszczaliśmy w tekście. Pod koniec oferty zaznaczyłam, że jestem osobą żyjącą w ukryciu i zależy mi na dyskrecji jedna jestem przekonana, że potrafię prowadzić tą część portalu w taki sposób, że będzie interesujący nie tylko dla środowiska gejowskiego. Oprócz tego, z związku z dużą łatwością pisania tekstów chciałabym mieć możliwość pisania artykułów nie dotyczących gejów. Tutaj mam na myśli część redakcyjno- informacyjną. Z przyjemnością podejmę się publicystyki. Mogę pisać o aktualnościach w kraju, na świecie.</p>
<p>Oferta była tak rozległa, że sama- czytając ją sobie po skończeniu pisania- pomyślałam: &#8211; Kurcze, gdybym była szefową, zatrudniłabym tą babeczkę bez zastanowienia!</p>
<p>To był znak, że daliśmy oboje radę. Od teraz czekałam na telefon z portalu. Wierzyłam, że mi się uda. A jak powszechnie wiadomo- wiara czyni cuda.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=395</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 36 &#8211; cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=393</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=393#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Jan 2010 19:58:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=393</guid>
		<description><![CDATA[Zamknęłam komputer, nie kończąc pisania listu. Opowiedziałam o rozmowie z Pawłem Karolinie. I pojechałam na spotkanie z bratem. Moje dziewczyny postanowiły pod moją nieobecność wybrać się z Kasią i dzieciakami na piknik za miasto. Spakowały jedzenie w koszyk, trochę słodyczy, koc i kilka zabawek i ruszyły niedaleko nad nasze ulubione jeziorko pod lasem. Dzieci uwielbiały [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zamknęłam komputer, nie kończąc pisania listu. Opowiedziałam o rozmowie z Pawłem Karolinie. I pojechałam na spotkanie z bratem. Moje dziewczyny postanowiły pod moją nieobecność wybrać się z Kasią i dzieciakami na piknik za miasto. Spakowały jedzenie w koszyk, trochę słodyczy, koc i kilka zabawek i ruszyły niedaleko nad nasze ulubione jeziorko pod lasem. Dzieci uwielbiały tam, jeździć. Miały już swoje ulubione zakątki, skrytki. Umówiłam się z Karoliną, że jak mi się uda, dojadę do nich a jeśli nie, spotkamy się wieczorem w domu.</p>
<p> </p>
<p>Paweł już czekał na mnie. Towarzystwa dotrzymywał mu Marek. Znali się przecież i lubili. Kilka wspólnych imprez mieliśmy już za sobą.</p>
<p>Na naszym stoliku czekała już na mnie kawa, moja ulubiona – latte. Obaj panowie pamiętali, że taką właśnie lubię pić popołudniami.</p>
<p>Chwilę po tym jak usiadłam, Marek nas przeprosił i wrócił do obowiązków a my mogliśmy spokojnie porozmawiać.</p>
<p>Włączyłam komputer. Paweł przez kwadrans opowiadał mi jeszcze o tym projekcie po czym powiedział:</p>
<p>- Mam pomysł, co powinnaś napisać a później powiedzieć aby zainteresowali się twoim pomysłem.</p>
<p>- No to mów!</p>
<p>- Powinnaś zająć się czymś, na czym naprawdę znasz się dobrze!</p>
<p>- No i co to miałoby być? Paweł- mówiłam ci już, że nie chcę znowu pracować w księgowości!</p>
<p>- Nie o tym myślałem.</p>
<p>- No to nie wiem, mam opisywać jak należy opiekować się dziećmi? Rubryka dla przyszłych mam czy coś takiego?</p>
<p>-Nie… skup się siostra!</p>
<p>- Nie mam zielonego pojęcia. Możesz wreszcie powiedzieć?- zaczęłam się denerwować na niego.</p>
<p>- Mogę. Powinnaś zająć się tematem homoseksualizmu w Polsce. Pisać o homofonii. O nietolerancji. O osobach takich jak wy. O normalnych lesbijkach i gejach, którzy żyją w ukryciu. Masz tyle doświadczeń i informacji. Wiesz o tym temacie wszystko.</p>
<p>- Nie. Paweł, ja się ukrywam! Zapomniałeś o tym?</p>
<p>- Nie, wręcz przeciwnie. Doskonale pamiętam.</p>
<p>- No to jak miałabym pracować w temacie przed którym uciekam?</p>
<p>- Ada, przecież to nie praca w telewizji gdzie pojawiasz się na wizji. To Internet. To praca taka jak w prasie, w radio. Trzecia władza. Wiesz przecież jaką moc ma słowo pisane. Dzięki temu nośnikowi możesz pomagać innym.</p>
<p>- No ale muszę się ujawnić. A przecież nie mogę!</p>
<p>- Nie musisz. Możesz ale nic nie musisz. Jeśli zrobisz to z głową zostaniesz incognito od początku do końca. Wystarczy zgrabny pseudonim artystyczny.</p>
<p>- No niby tak. – zaczęłam widzieć temat w innym, lepszym świetle.</p>
<p>- Powinnaś to wykorzystać, masz pewną przewagę nad innymi, bliski ci jest temat zupełnie obcy dla zdecydowanej większości ludzi. A to coś interesującego niemal dla każdego. Wszystko co obce jest pasjonujące.</p>
<p>- Wiem, widzę to po swoim blogu. Trafiają na niego ludzie hetero i często zostawiają komentarze, że nie wiedzieli, nie zdawali sobie sprawy …</p>
<p>- Bingo! – masz już sporo tematów na tapecie. Twój blog to wyśmienity materiał do publikacji.</p>
<p>- To prawda, dużo tekstów zamieściłam do tej pory na stronie a to prawdziwe gotowce.</p>
<p>- No – widzę, że zaskoczyłaś!- ucieszył się Paweł.</p>
<p>- No tak, ale będę musiała wyjść z ukrycia choćby w redakcji. Przed pracodawcami.</p>
<p>- No i co z tego? Może będzie wszystko ok.? Nie wiesz przecież jacy ludzie tam pracują.</p>
<p>- Prawda. To co mam teraz zrobić?</p>
<p>- No jak to? Napisać interesującą ofertę. Wszystko zależy od niej!</p>
<p>- No tylko jak?- nie bardzo wiedziałam od czego zacząć.</p>
<p>- Otwieraj Worda. Będę ci dyktował… rzucił Paweł swoim przywódczym głosem i zapalił papierosa wygodnie rozsiadając się w fotelu. Uruchomiłam program, ułożyłam palce na klawiaturze i kiwnęłam głową. Paweł wypuścił chmurę dymu i z ogromną płynnością i pewnością sobie zaczął dyktowanie:</p>
<p>Szanowni Państwo!</p>
<p>Po przeczytaniu Państwa artykuły w Internecie oraz po wnikliwym przeanalizowaniu tekstu doszłam do bardzo oczywistego wniosku, że poszukujecie do współpracy osób dokładnie takich jak ja. Mam do zaproponowania coś bardzo interesującego, co jak myślę pozwoli osiągnąć sukces nie tylko Państwa portalowi ale również mojej skromnej osobie…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=393</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 36 &#8211; cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=391</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=391#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Jan 2010 23:22:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=391</guid>
		<description><![CDATA[Szanowni Państwo!
Po przeczytaniu Państwa artykułu na jednym z portali internetowych, szczerze zainteresował mnie Państwa nowy projekt. Pomysł wydaje się bardzo interesujący i rokujący nadzieję na duży sukces&#8230;
 
Ciężko szło mi to pisanie. Sięgnęłam po telefon. Może Paweł coś mi pomoże. Wybrałam jego numer.
- Hej siostrzyczko, wreszcie sobie o mnie przypomniałaś, co tam u was?
- Cześć Paweł. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Szanowni Państwo!</p>
<p>Po przeczytaniu Państwa artykułu na jednym z portali internetowych, szczerze zainteresował mnie Państwa nowy projekt. Pomysł wydaje się bardzo interesujący i rokujący nadzieję na duży sukces&#8230;</p>
<p> </p>
<p>Ciężko szło mi to pisanie. Sięgnęłam po telefon. Może Paweł coś mi pomoże. Wybrałam jego numer.</p>
<p>- Hej siostrzyczko, wreszcie sobie o mnie przypomniałaś, co tam u was?</p>
<p>- Cześć Paweł. Dziękuje, u nas wszystko w porządku. Dzięki. Dzwonię do Ciebie, bo mam sprawę.</p>
<p>- No tak, bezinteresownie to już nie ma szans- nie? – zażartował Paweł.</p>
<p>- Oj nie jest to żaden interes tylko prośba o wyrażenie twojej opinii- nie przesadzaj, że jestem taka zła siostra!- odgryzłam się braciszkowi.</p>
<p>- Ok., już kończę z żartami. O co chodzi Ada?</p>
<p>- Szukam pracy, jak ci wiadomo. Fajnie siedzieć z dzidziusiem w domu i nic nie robić ale już wystarczy tego bezrobocia.</p>
<p>- No przecież mówiłem, żebyś przyszła do nas!</p>
<p>- Wiem, dzięki – już ci to tłumaczyłam, nie z tym dzwonię.</p>
<p>- No to mów o co chodzi.</p>
<p>- Paweł, czy ty może słyszałeś o nowym projekcie dotowanym przez Unię Europejską – mającym za zadanie stworzenie nowego portalu internetowego dla wszystkich?</p>
<p>- Tak, wiem o czym mówisz. To ma być miejsce, w którym znajdą się wszystkie rzeczy jakie spotyka się w Internecie czyli wyszukiwarki, społeczności, informacje, fora dyskusyjne, ogłoszenia, galerie, strony prywatne itd. Duża rzecz. Naprawdę ogromne przedsięwzięcie.</p>
<p>- Skąd masz tyle informacji? – byłam szczerze zaskoczona.</p>
<p>- No wiesz, pracujemy poniekąd w tej branży. Internet nie jest nam obcy – zaśmiał się Paweł.</p>
<p>- Czytałeś ten artykuł, na który dzisiaj trafiłam?</p>
<p>- Też, ale najpierw otrzymaliśmy zapytanie od założycieli tego portalu, czy chcielibyśmy podjąć współpracę z nimi.</p>
<p>- Tak? A co twoja agencja ma do tego?</p>
<p>- No wiesz, tego typu operacje muszą być podparte obszernymi działaniami marketingowo- reklamowymi. Bez tego nie ma szans na osiągnięcie sukcesu.</p>
<p>- No tak, rozumiem. Nigdy nad tym nie myślałam, ale faktycznie. Nie wystarczy coś zrobić i zawiesić na serwerze.</p>
<p>- Właśnie. Muszą nową rzecz rozpropagować. A my możemy im pomóc.</p>
<p>- Zgodziliście się na współpracę?</p>
<p>- Jeszcze się zastanawiamy, negocjujemy warunki umowy. Zobaczymy. A co siostrzyczko- chcesz się do nich dołączyć?</p>
<p>- No właśnie myślę nad tym. Obiecująco to wygląda tylko boję się, że nie mam żadnego doświadczenia. Cóż ja tam mogę robić skoro dotychczas siedziałam w cyferkach i liczyłam słupki?</p>
<p>- Oj Ada, więcej wiary w siebie! Masz kilka zalet, które doceniłaby moja firma – ale nie chcesz z nami pracować.</p>
<p>- Paweł, denerwujesz mnie!</p>
<p>- Dobrze już, żartowałem. Nie denerwuj się złośnico.</p>
<p>- Myślisz, że powinnam spróbować?</p>
<p>- Pewnie, jeśli postanowiłaś zmienić branżę- to pewnie!</p>
<p>- No to może podpowiesz mi- co powinnam napisać aby ich zainteresować swoją osobą?</p>
<p>Paweł przez chwilę milczał.  Wreszcie rzuciła:</p>
<p>- Mam pomysł, ale to na dłuższą rozmowę. Spotkajmy się, pomogę ci napisać ten list.</p>
<p>- Dobrze. Gdzie i kiedy? – ucieszyła mnie jego propozycja.</p>
<p>- Podjedz do Rynku, może spotkajmy się w restauracji Marka?</p>
<p>- Dobrze. Może być o 14?</p>
<p>- Idealnie. Kończę już pracę, za chwilę będę mógł urwać się z biura.</p>
<p>- No to buźka, do zobaczenia…</p>
<p>- Ada, weź ze sobą notebooka! Może się przydać.</p>
<p>- Ok. paaa</p>
<p> </p>
<p>W zwyczaju sobotnie popołudnia spędzałyśmy z dziewczynami razem. Dzisiejszy dzień miał być inny, być może to pierwszy dzień z tego nowego – lepszego życia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=391</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdzial 36 &#8211; cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=387</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=387#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 Jan 2010 14:36:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=387</guid>
		<description><![CDATA[Koniec lata przyniósł postanowienie poważnych zmian w naszym życiu. Ledwie przywykłyśmy do obecnej sytuacji a tutaj kolejne zmiany. Postanowiłyśmy zmienić na tyle dużo aby  z każdym dniem żyło się nam lepiej a nie wciąż tak samo – tak sobie. Jak w sloganie reklamowym – nie JAKOŚ a JAKOŚĆ!
Po pierwsze praca. Musze znaleźć pracę, która pozwoli [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Koniec lata przyniósł postanowienie poważnych zmian w naszym życiu. Ledwie przywykłyśmy do obecnej sytuacji a tutaj kolejne zmiany. Postanowiłyśmy zmienić na tyle dużo aby  z każdym dniem żyło się nam lepiej a nie wciąż tak samo – tak sobie. Jak w sloganie reklamowym – nie JAKOŚ a JAKOŚĆ!</p>
<p>Po pierwsze praca. Musze znaleźć pracę, która pozwoli nam osiągnąć niezależność finansową. Abyśmy już nie musiały zadłużać się u Pawła, brać zaliczek na poczet wypłat Karoliny albo prosić znajomych o pomoc. To takie żenujące – musieć liczyć na innych. Jesteśmy obie młode, zdrowe i pełne wiary, więc tracimy czas na takie wegetatywne życie.</p>
<p>Paweł zaproponował mi nawet posadę w swojej firmie ale obie stwierdziłyśmy, że to już przegięcie. Obie w tym samym miejscu w dodatku dzięki protekcji. Sytuacja mało komfortowa. Wolałam zatrudnić się w miejscu zupełnie innym. Nie miałam jednak pomysłu na to jakie miałoby to być miejsce, w jakim charakterze miałabym pracować itd.</p>
<p>Tak czy inaczej stworzyłam bardzo treściwe CV i list motywacyjny. Opisałam swoje dotychczasowe  doświadczenie. Skupiłam się bardzo na zainteresowaniach. Pomyślałam, że może te będą interesujące dla potencjalnego przyszłego pracodawcy. Nigdy nic nie wiadomo.</p>
<p>No i z gotowcem zaczęłam szperać w Internecie. W wyszukiwarkę wrzuciłam „ praca księgowa” – enter i wysypało się sporo stron z ofertami pracy. Wybierałam tylko te najnowsze. Do kilku z firm wysłałam emaile z dołączonymi dokumentami świadczącymi o moich kwalifikacjach.</p>
<p>Gdy listów poszło w świat w liczbie około 20 sztuk, dla odprężenia zaczęłam przeglądać pozostałe ogłoszenia i informacje dla osób poszukujących pracy.</p>
<p>Treść jednego artykułu bardzo mi się spodobał. W dużym skrócie mówiąc tekst opowiadał o nowym projekcie, który zaczęto tworzyć w moim mieście. Dokładnie mówiąc grupa młodych ludzi rozpoczęła pracę nad tworzeniem portalu internetowego, którego zadaniem było skupienie w sobie kilku fajnych rzeczy. Pierwsza to część społecznościowa czyli taka jakby Nasza Klasa. Druga część- redakcyjna to newsy i artykuły na bardzo rozległe tematy dotyczące życia w Polsce. Wiadomości, informacje. Ciekawostki. Kolejna część to wyszukiwarka miejsc, wydarzeń, sklepów, obiektów. Portal, którego zadaniem jest integrować ludzi, ułatwiać życie. Coś w rodzaju WP czy Onetu jeśli dobrze zrozumiałam. Temat wydał mi się dość interesujący. Na końcu tekstu pojawiła się informacja, że poszukują informatyków, programistów, grafików, dziennikarzy, fotoreporterów itd. Projekt uzyskał dotacje Unii Europejskiej i miał rozpocząć działanie z wielkim rozmachem jak wynikało z artykułu.</p>
<p>Pomyślałam w pierwszym momencie, że to byłaby bardzo interesująca praca. Coś nowego- pasjonującego. Duże wyzwanie.</p>
<p>Nie miałam co prawda doświadczenia w branży informatycznej ale przecież świat wirtualny nie jest mi obcy. Potrafię się po nim swobodnie poruszać. Nie sprawia mi kłopotu pisanie. Zaczęłam kiełkować mi w głowie myśl, że warto byłoby spróbować. Co mi szkodzi wysłać CV? Może się nie uda ale jeśli kogoś zainteresuje mój list motywacyjny? Nic do stracenia nie mam.</p>
<p>Poprosiłam o przeczytanie artykuły Karolinę. Usiadła przed monitorem i dłuższą chwilę nic nie mówiła. W końcu skończyła czytać i powiedziała:</p>
<p>- Kochanie, powinnaś spróbować. Brzmi interesująco. Zadzwoń do Pawła, może coś słyszał o tym projekcie. Ale wiesz, że to nie jest praca w twoim zawodzie?</p>
<p>- Tak, wiem. Właśnie zastanawiałam się, czy mam ochotę wracać do księgowości. Przez jakiś czas nie miałam kontaktu z przepisami. Nie śledziłam na bieżąco nowych rozporządzeń. Straciłam z tym wszystkim kontakt i teraz, nie za bardzo mam ochotę do tego już wracać.</p>
<p>- Zawsze mówiłaś, że lubisz swoją pracę.</p>
<p>- Zawsze tak mi się wydawało. Ale jak się okazuje, tylko mi się wydawało. Nie chcę znowu tego robić. Jak sobie pomyślę, że miałabym wrócić do tej monotonni. Codziennie to samo. Faktury w lewo, rachunki  w prawo. Księgowanie na konta. Papierologia. Nie chcę już!</p>
<p>- No jeśli tak- nie masz co się zastanawiać. Spróbuj czegoś nowego!- podpowiedziała Karola. Ona zawsze mnie potrafiła zrozumieć. – Zadzwoń do Pawła, podpytaj!</p>
<p>- Tak zrobię- a teraz wyślę swoje cv. Pomożesz mi napisać list motywacyjny?</p>
<p>- Pewnie kochanie, że pomogę. Napisz a ja dodam coś jak będzie taka potrzeba.</p>
<p> </p>
<p>Usiadłam przed monitorem.</p>
<p>Od czego zacząć? Jak zwykle mam problem z pisaniem o sobie. O kimś, mogę pisać godzinami. Zero ograniczeń. Na swój temat – niewiele mam do powiedzenia.</p>
<p>Zaczęłam pisać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=387</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdzial 35 &#8211; cz.6</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=384</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=384#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 Jan 2010 20:34:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=384</guid>
		<description><![CDATA[Krzysiek pokiwał głowa. Wróciliśmy do pokoju na kawę. Jeszcze z godzinę gadaliśmy o równych rzeczach, pomijając jednak temat dziecka.
Po wyjściu Krzyśka Karolina nie była zadowolona z przebiegu rozmowy. Była pewna, że jej ex nie wyrazi zgody. Znała go przecież.
Następnego dnia odebrałam telefon, to był Krzysiek.
Powiedział, że całą drogę do domu myślał nad naszą propozycją. I [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Krzysiek pokiwał głowa. Wróciliśmy do pokoju na kawę. Jeszcze z godzinę gadaliśmy o równych rzeczach, pomijając jednak temat dziecka.</p>
<p>Po wyjściu Krzyśka Karolina nie była zadowolona z przebiegu rozmowy. Była pewna, że jej ex nie wyrazi zgody. Znała go przecież.</p>
<p>Następnego dnia odebrałam telefon, to był Krzysiek.</p>
<p>Powiedział, że całą drogę do domu myślał nad naszą propozycją. I nie uważa, aby to był dobry pomysł. Raczej nie będzie nam w stanie pomóc.</p>
<p>Podziękowałam za telefon i się rozłączyłam. Szkoda, wiedziałam że Karolinie będzie przykro. Musiałam jej jakoś przekazać tą informację. Czekałam wieczorem na jej powrót z pracy. Julka już spała.  Karola weszła do domu z radosnym uśmiechem. Aż w podejrzanie dobrym humorze.</p>
<p>Nie chciałam jej go psuć ale też chciałam już podzielić się z wiadomością od Krzyśka jak najszybciej i mieć z głowy to obciążenie. Zaczęłam spokojnie, robiąc Karoli herbatę:</p>
<p>- Dzwonił do mnie Krzysiek- powiedziałam,</p>
<p>-Wiem, do mnie też. Jak myślisz, kto mnie wprowadził w tak wyśmienity humor?</p>
<p>Nie wierzyłam własnym uszom- ona się cieszyła, że Krzysiek nie chce zostać ojcem naszego dziecka!</p>
<p>- Nie rozumie z czego się tak cieszysz! – rzuciłam zła na jej radość,</p>
<p>- No jak to z czego? No wiem, że to nie po naszej myśli ale może tak będzie lepiej?- powiedziała Karolina.</p>
<p>- Karola! Przestań mnie wkurzać! Tak cię uradowała wiadomość, że nie będziemy miały dziecka?-wykrzyczałam.</p>
<p>- O czym ty mówisz kochanie? – jak to nie będziemy?</p>
<p>- No będziemy ale nie z Krzyśkiem!</p>
<p>- A z kim?? Zwariowałaś?! – Ada, o czym ty mówisz?</p>
<p>Coś mi tutaj nie pasowało. Zorientowałam się, że chyba mamy sprzeczne informacje.</p>
<p>- Dzwonił Krzysiek – tak? – zapytałam.</p>
<p>- No tak, powiedział że nie zgadza się na In-vitro- spokojnie mówiła Karolina.</p>
<p>- No właśnie, to do cholery z czego się cieszysz?!!!</p>
<p>- Ale powiedział też, że zgodzi się na inną próbę… kończyła zdanie Karolina.</p>
<p>- i…</p>
<p>- i czytał kiedyś o parze dziewczyn, którym udało się zapłodnić jedną z nich za pomocą spermy w strzykawce. Krzysiek zapytał, czy nie możemy spróbować w taki sposób. Może się akurat uda i w tym momencie nie będziemy musieli wszyscy jeździć do kliniki i przechodzić tych nieprzyjemnych zabiegów.</p>
<p>Nie wierzyłam w to co słyszę.</p>
<p>- Krzysiek dzwonił do mnie dzisiaj około południa ale powiedział tylko, że się nie zgadza. – powiedziałam odrobinę się tłumacząc swoją wybuchową reakcję.</p>
<p>- No to musiał sprawę jeszcze raz przemyśleć bo do mnie dzwonił około 18 i powiedział zupełnie coś innego – to znaczy .. no wiesz.</p>
<p>Zaczęłam wierzyć, że może się udać.</p>
<p>Przypomniałam sobie jedną z nowel wchodzącą w skład filmu „Gdyby ściany mogły mówić 2” Jedna z historii to opowieść o parze dwóch kobiet w wieku przybliżonym do naszego. Tak jak my- decydują się na sztuczne zapłodnienie ale spermę biorą z banku dawców. W dni płodne jedna z bohaterek raniutko wsiada w swoje auto i mknie do kliniki po paczuszkę ze zamrożoną spermą, po czym za pomocą pipety dokonują próby zapłodnienia w romantycznym nastroju, aż za którymś razem się udaje! Wiem, że to tylko film, ale fizycznie i praktycznie to przecież realne. Nawet BARDZO możliwe.</p>
<p>Krzysiek ma rację. Skoro można spróbować tak – to po co kombinować jak koń pod górę?</p>
<p>Wreszcie przyszła chwila gdy mogłam się szczerze ucieszyć z decyzji Krzyśka. Byłam zachwycona jego pomysłowością i faktem, że chce pomóc i… Krzysiek to na serio fajny facet. Cieszę się, że Karolina trafiła właśnie na niego przede mną.</p>
<p>Tego wieczoru zasypiałyśmy naprawdę szczęśliwe. Do tego stopnia, że postanowiłyśmy jeszcze przed końcem lata pozwolić sobie na odrobinę luksusu i na początku września wybrać na kilka dni gdzieś w góry z Julką. Trzeba korzystać z takich okazji zanim dzidziuś z naszych planów i marzeń stanie się rzeczywistością. Zakopane. To idealne miejsce na kilkudniowy wyjazd w góry. Krupówki a dookoła kolorowe Tatry. No i długie spacery … idealny sposób na pożegnanie lata w tym roku. Postanowione- jedziemy do Zakopca!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=384</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 35 &#8211; cz.5</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=382</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=382#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 Jan 2010 21:03:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=382</guid>
		<description><![CDATA[Karolina milczała. Siedziała obok mnie i słowem się nie odzywała. A Krzysiek patrzył na nas obie i nagle zaczął się ironicznie uśmiechać. Tkwił w fotelu naprzeciw nas szyderczo zadzierał kąciki ust.
Wreszcie zapytał:
- No drogie panie, zaskoczyłyście mnie. Ale jak tak dłużej nad tym pomyślę to…
Poczułam ulgę, Karolina też… słyszałam jak nasze przysłowiowe kamienie z serca [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Karolina milczała. Siedziała obok mnie i słowem się nie odzywała. A Krzysiek patrzył na nas obie i nagle zaczął się ironicznie uśmiechać. Tkwił w fotelu naprzeciw nas szyderczo zadzierał kąciki ust.</p>
<p>Wreszcie zapytał:</p>
<p>- No drogie panie, zaskoczyłyście mnie. Ale jak tak dłużej nad tym pomyślę to…</p>
<p>Poczułam ulgę, Karolina też… słyszałam jak nasze przysłowiowe kamienie z serca z wielkim hukiem spadały lawinowo. Było dobrze. Chyba się zgodził.</p>
<p>Krzysztof jednak nie skończył:</p>
<p>- no i gdy tak sobie zamknę oczy i pomyślę to… hmmm….(zamruczał irytująco) – to zabawa w trójkąciku wam się moje drogie panie marzy jak widzę a ja na to jak na lato! – roześmiał się na zdrowo.</p>
<p>Nam zrzędły miny. Kpił sobie z nas. Się dupek rwie do trójkąta! Nigdy w życiu! Po moim trupie!</p>
<p>Zacisnęłam odruchowo pięść. Karolina to zauważyła. Postanowiła interweniować zanim będzie za późno.</p>
<p>- Nie , nie Krzysztof- to nie tak jak myślisz! Żadnego trójkąta, żadnego dwójkąta nawet nie będzie. Nic z tych rzeczy! – wyrzuciła z siebie jak z karabinu maszynowego. Ja zacisnęłam zęby bo wyobraziłam sobie tą sytuację – trójkąta. Zawrzało we mnie. Zawsze, od kiedy pamiętam, problemem dla mnie była moja wyobraźnia, która potrafiła opowiadać takie historie i podsyłać takie obrazki że…</p>
<p>Zobaczyłam oczami wyobraźni duże męskie dłonie na nagim ciele mojej dziewczyny ! Kilka razy przyszedł mi do głowy podobny obrazek. Gdy Karolina opowiadała mi o swoim małżeństwie ja przymykałam oczy i wściekałam się widokiem ex mojej wybranki, który może z moją ukochaną robić wszystko. Karola nigdy takich rzecz mi mi oczywiście mi nie opowiadała ale mimo wszystko moja wyobraźnia tworzyła obrazy, które niszczyły mnie od środka. Pracując nad sobą udało mi się wyzbyć takich myśli… to znaczy – wydawało mi się, że mi się udało. Do dzisiaj. Sytuacja przez nas sprowokowana, aż się prosiła o potoczenie w tym kierunku. Same jesteśmy sobie winne.</p>
<p>Krzysztof przestał się już uśmiechać , widząc że obie nie żartujemy sobie i nie myślimy o tym co on. Spoważniał nawet.</p>
<p>Znowu dołączyłam:</p>
<p>- Chciałybyśmy cię prosić abyś zgodził się i był dawcą nasienia do zapłodnienia In-vitro. My się wszystkim zajmiemy, poprosimy cię tylko o wizytę u lekarza raz lud dwa razy.</p>
<p>-Nasza prośba skierowana właśnie do ciebie to oczywiście nie przypadek. Właściwie to bardzo nam zależy abyś to był właśnie ty. Po pierwsze jesteś ojcem Julki. Mała miałaby rodzonego braciszka lub siostrzyczkę a nie przyrodniego.  Poza tym formalnie wciąż jesteście małżeństwem. To też ułatwia sytuację. Po trzecie – od tego zaczęłam dzisiaj – jesteś fajnym facetem.</p>
<p>Krzysiek milczał. Więc mówiłam dalej.</p>
<p>- Nie musisz się niczym martwić. Kwestie finansowe i alimentacyjne nie wchodzą oczywiście w grę. Jeśli zechcesz dziecko będzie nosiło twoje nazwisko- ale tylko jeśli zechcesz. No i oczywiście jako biologiczny ojciec będziesz zmógł uczestniczyć w życiu malucha tak jak w życiu Julii.</p>
<p>Jeśli masz jakieś warunki, śmiało. Jesteśmy otwarte na wszelkie uwagi. Nie chcemy oczywiście abyś odpowiadał teraz oraz nie planujemy dziecka teraz. To kwestia roku może dwóch lat. Nie natychmiast z całą pewnością.</p>
<p>Karolina patrzyłam na Krzyśka i na mnie jak na meczu tenisowym, mimo że piłeczka nie latała. To był raczej mój monolog.</p>
<p>Krzysztof wstał, wyjął papierosy, gestem wskazał ochotę zapalenia. Poszliśmy w trójkę do kuchni na dymka. Przy papierosku łatwiej podejmuje się decyzje, wspólny dymek zbliża ludzi.</p>
<p>Krzysiek wypuścił z ust kolejna wielką chmurę dymu i nie miał ochoty się odezwać. Milczenie przerwała Julka, która tym razem pojawiła się na górze sama bo musiała zrobić siusiu. Po wizycie w toalecie szczebiotliwie przez chwilę opowiadała o koleżance z podwórka – Basi, która jest najmniejsza z całej gromadki i nie umie jeszcze biegać więc Julia postanowiła zrezygnować z zabawy w berka i zaopiekować się malutką dziewczynką. Wykazała się troską i została z Basią w piaskownicy gdy pozostałe dzieciaki biegały po całym podwórku.</p>
<p>Krzysiek powiedział Julce, że jest z niej dumny skoro potrafi tak zaopiekować się malutkim dzieckiem. Mała zadowolona z pochwał pobiegła z powrotem na podwórko.</p>
<p>Krzysiek wreszcie przemówił:</p>
<p>- Nie mówię tak, nie mówię nie. Ale czy jesteście przekonane, że chcecie wychowywać drugie dziecko? Pakować się w pieluchy, papki itd.?- Julia jest już duża i samodzielna. Z drugim maluchem nie będzie tak słodko. To odpowiedzialność i…</p>
<p>- Krzysztof – gadasz jak starszy wujek po przejściach. My nie byliśmy odpowiedzialni i dojrzali a udało nam się i mamy udane dziecko. Dlaczego teraz nas zniechęcasz? – wkurzyła się Karola.</p>
<p>- To nie tak- nie chcę zniechęcić. Tylko… jestem zaskoczony. Myślałem, że marzycie raczej o tym, że Julka już wyrośnie i będziecie miały spokój z obowiązkami wychowawczymi. Nie sądziłem, że będziecie chciały zdecydować się na drugie dziecko.</p>
<p>- Ok., masz prawo być zaskoczonym ale bez przesady, daruj sobie te teksty moralizatorskie bo są zwyczajnie śmieszne!</p>
<p>- Dobrze już, nie denerwuj się Karola- Krzysiek przecież nie miał niczego złego na myśli – próbowałam go bronić aby się nie wkurzył na Karolinę.</p>
<p>- Bingo! Ada masz rację. A skoro już wiem, że to na poważnie i serio to tak się zastanawiam, że może gdybym się jednak zgodził, czy potrzebny jest ten zabieg In-vitro? Po co do tego mieszać konowałów?</p>
<p>Nie prościej będzie tak jak przy pierwszym dziecku? Miły wieczór i naturalnie…</p>
<p>- Krzysiek! – krzyknęła Karolina tym razem już na serio wściekła.</p>
<p>- Ok., ok… już się zamykam. Nie to nie! Ale bez sensu jest pakować się w koszty związane z drogim zabiegiem, skoro można to zrobić zupełnie inaczej.</p>
<p>Nie odezwałam się wcale, Krzysiek wiedział, że ten temat jest już zakończony, szczególnie jeśli chodzi o jego żarty czy tez niemoralne propozycje. Odpuścił. Rzucił nawet: – Przepraszam was dziewczyny. Żartowałem jedynie.</p>
<p>- Zakończyłam rozmowę i palenia papierosów słowami:</p>
<p>- Zastanów się prosimy nad tym poważnie. Jeśli się nie zgodzisz, poszukamy kogoś innego ale bardzo nam zależy abyś to był właśnie Ty. Będziemy ci bardzo wdzięczne.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=382</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 35 &#8211; cz.4</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=380</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=380#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 Jan 2010 12:54:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=380</guid>
		<description><![CDATA[Z jednej strony byłyśmy za małą bardzo stęsknione i nawet było nam trochę przykro- że ona za nami tak bardzo się nie stęskniła, ale z drugiej strony patrząc, miałyśmy ułatwioną sposobność do poważnej rozmowy z Krzyśkiem.
Zaproponowałam mu coś do jedzenie, podziękował twierdząc, że po drodze jedli zatrzymując się w jakiejś restauracji tuż przed Warszawą.
Zrobiłam więc [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z jednej strony byłyśmy za małą bardzo stęsknione i nawet było nam trochę przykro- że ona za nami tak bardzo się nie stęskniła, ale z drugiej strony patrząc, miałyśmy ułatwioną sposobność do poważnej rozmowy z Krzyśkiem.</p>
<p>Zaproponowałam mu coś do jedzenie, podziękował twierdząc, że po drodze jedli zatrzymując się w jakiejś restauracji tuż przed Warszawą.</p>
<p>Zrobiłam więc kawę i mogliśmy spokojnie usiąść aby pogadać. Na początek oczywiście oczekiwałyśmy relacji z wakacji. Krzysiek na gorąco opowiadał o pobycie nad morzem, o swoich znajomych i ich dzieciakach. Przez moment chyba się zapomniał i mimochodem powiedział, że była z nimi jakaś Asia. Później z kontekstu wynikało, że Joanna to jego przyjaciółka, która dojechała do nich na kilka dni. Wyglądało nawet, że to jego partnerka. Przykrywał swoją opowieść odrobiną obojętności ale Karolina poznała i wyczuła, że tu coś musi być na rzeczy. Porozumiewawczo rzucała spojrzenia w moją stronę. Na początku nie wiedziałam o co jej chodzi. Dopiero z czasem zajarzyłam.</p>
<p>Tak sympatycznie nam się rozmawiało, Krzysztof pokazał kilka zdjęć zrobionych aparatem komórkowym, obiecał zgrać zdjęcia z aparatu i wysłać nam na Cd-romie. W pewnej chwili, gdy temat wakacji się wyczerpał- Karolina zaczęła szturchać mnie w łokieć. Tak niby przypadkiem.</p>
<p>Chciała chyba, abym zaczęła temat dziecka. Udawałam, że mnie temat nie dotyczy. Przecież to Karolina miała już z nim dziecko. Jak ja mogłam zacząć temat? Po dłuższej męczącej chwili Krzysztof zapytał o nasz urlop. Nie pomagał nam w sytuacji, bo co niby miałyśmy powiedzieć? Nie, wakacji w tym roku nie będziemy miały bo jesteśmy spłukane jak mysze kościelne, no ale może kiedyś znajdę pracę to sobie jakoś poradzimy… a tak na marginesie – mógłbyś zrobić nam dziecko? Bez obaw- o alimenty nie poprosimy!</p>
<p>- Wakacje w tym roku trochę się nam przesunęły- zaczęła Karolina- dużo pracy ostatnio i tak jakoś się nie złożyło jak do teraz zaplanować wakacji.</p>
<p>- Nie bądź taka skromna Karola- rzuciłam włączając się do rozmowy &#8211; Pochwal się lepiej.</p>
<p>- No Karolina- jak jest czym to pewnie, chwal się!- niecierpliwił się Krzysiek.</p>
<p>- No dostałam samodzielny i duży projekt – organizacja kampanii reklamowej dużego klienta. Jak z tym sobie poradzę i zleceniodawca będzie zadowolony – awansuję no i na wakacje polecimy na Seszele- zażartowała Karola.</p>
<p>-Moje gratulacje- Krzysiek rzucił serdeczny uśmiech. Ja napuszyłam się cała dumna z mojej dziewczyny. Karolina chciała jeszcze coś dodać ale zadzwonił domofon.</p>
<p>Julka zapragnęła nagle nas zobaczyć. Weszła na górę, właściwie to wsypała się do mieszkania z tuzinem dzieci z sąsiedztwa. Wszystkie chciały się napić, bo zabawa w berka je wycieńczyła.</p>
<p>Maluchy dostały po szklance kompotu, którego na szczęście było pod dostatkiem i wybiegły z powrotem na dwór.</p>
<p>Mogłyśmy wrócić do rozmowy.</p>
<p>Karolina postanowiła zacząć działać, zanim Krzysiek rzuci- że musi już lecieć i nici wyjdą z naszych planów.</p>
<p>- Krzysztof- mam do ciebie pewna sprawę. Zanim jednak powiesz- NIE- przemyśl ją bardzo dokładnie.</p>
<p>Krzysiek po tym wstępie zasępił się. Już chciał krzyczeć „N I E”!!! ale z grzeczności postanowił wysłuchać. Ja na jego miejscu też tak zareagowałabym na takie wprowadzenie.</p>
<p>- Tak sobie z Adą zaczęłyśmy planować dalsze życie, rozpatrywać różne możliwości umacniania naszego związku… tutaj zrobiła pauzę, bo zorientowała się, że gada jakieś bzdury! Że niby dziecko miałoby umocnić nasz związek? Bzdura. Nasz związek jest tak silny, że nic nie musi go umacniać a już z całą pewnością, żadne dziecko na świecie nie powinno pojawiać się na nim z takich powodów!</p>
<p>- Przepraszam Krzysiek- wycofała się Karolina- gadam jakieś bzdury. Nie wiem jak mam ci to powiedzieć.</p>
<p>Krzysztof zrobił wielkie oczy. Chyba się nawet wystraszył. Wyczekująco i nerwowo zerkał na przemian w moje i Karoliny oczy. Musiałam ratować sytuację bo nasze szanse z każdą sekundą marniały.</p>
<p>- Krzysiek- to może ja powiem… wprost. Wiesz, że bardzo cię lubię i szanuję. Bardzo doceniam twoją postawę wobec nas i twoją miłość do Julki. Wiesz o tym- prawda?</p>
<p>Krzysiek kiwał głową chociaż nie wiem czy to było potwierdzenie, że zdaje sobie sprawę z mojego szacunku i uznania. Ot kiwał na moje słowa na zasadzie „ słucham cię babo- mów dalej!”</p>
<p>-Widzisz zapewne, że i my się staramy aby życie Julii było normalne i szczęśliwe- ciągnęłam dalej- Mała nie jest krzywdzona przez fakt, że opiekujemy się nią we dwie. Mam nadzieję, nie zauważyłeś w córce żadnych niepokojących sygnałów, że w jej życiu dzieje się coś niedobrego?</p>
<p>Krzysiek kiwnął przecząco głową.</p>
<p>- Chyba nie chcecie z nią wyjechać gdzieś za granicę? – w końcu nerwowo zadał pytanie.</p>
<p>- Nie, nie!- rzuciłyśmy równocześnie .</p>
<p>- Wręcz przeciwnie- dodałam. Chcemy aby nasza rodzina się powiększyła! Postanowiłyśmy z Karoliną, mieć dziecko.- zadowolona ze swojej szczerości oparłam się wygodnie o oparcie fotela jakbym uczyniła swoją powinność i byłam już wolna.</p>
<p>Krzysztof patrzył tym razem tylko na Karolinę. Ona milczała. Kilka sekund ciszy zmęczyło mnie wręcz fizycznie.</p>
<p>-Mamy do ciebie Krzysztof pewną prośbę. Chciałybyśmy abyś został ojcem naszego dziecka- dorzuciłam kończąc swoją frazę. Na tym miałam poprzestać. Resztę chciałam zostawić Karolinie i Krzyśkowi.</p>
<p>Karolina milczała.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=380</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 35 &#8211; cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=376</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=376#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Jan 2010 14:38:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=376</guid>
		<description><![CDATA[Więc kilka problemów rzuciło życie pod nosze nogi.
Pierwszy to – dawca nasienia czyli potencjalny tatuś.
Drugi to kwestia prawna – jak rozwiązać sprawę opieki nad dzieckiem. Skoro jakiś tatuś figuruje w dokumentacji medycznej to i regulacja prawna jest niezbędna do unikania problemów w przyszłości.
Trzeci problem to oczywiście kasa. Nie są to małe kwoty, szczególnie gdy pierwszy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Więc kilka problemów rzuciło życie pod nosze nogi.</p>
<p>Pierwszy to – dawca nasienia czyli potencjalny tatuś.</p>
<p>Drugi to kwestia prawna – jak rozwiązać sprawę opieki nad dzieckiem. Skoro jakiś tatuś figuruje w dokumentacji medycznej to i regulacja prawna jest niezbędna do unikania problemów w przyszłości.</p>
<p>Trzeci problem to oczywiście kasa. Nie są to małe kwoty, szczególnie gdy pierwszy raz należy do nieudanych.</p>
<p>No i to te trzy główne problemy, z którymi musimy się zmierzyć.</p>
<p>Wykonałyśmy na początek telefon do naszego lekarza – ginekologa-położnika. Niesamowity starszy pan, który odebrał niezliczoną ilość porodów, angażował się w wiele prób powiększania rodziny. Opiekował przyszłymi mamami, w tym i Karoliną, gdy była w ciąży z Julią.</p>
<p>Długo rozmawiałyśmy z nim, właściwie Karola rozmawiała . Pan Stefan bardzo ucieszył się z telefonu Karoli. Bardzo się lubili i nie widzieli dość dawno. Pierwsze pytania naturalnie dotyczyły Julki. Później przeszli do meritum. Karolina bardzo obrazowo, bez ogródek i wprost przedstawiła naszą sytuację. Przyszło jej to łatwo, bo pan Stefan było w temacie orientacji seksualnej Karoliny. W dodatku należał zawsze do grona osób, które to akceptowały i jak mawia pan doktor- nie z takimi rzeczami w swojej karierze się spotkał aby mógł sobie pozwolić na zszokowanie.</p>
<p>Rozmowa zatem była bardzo rzeczowa:</p>
<p>- … więc panie doktorze, mam nadzieję, że nam pan pomoże. Chodzi mi tylko o instrukcję gdzie pójść i do kogo się skierować aby nie odejść z kwitkiem?</p>
<p>Karola przez długą chwilę milczała ze słuchawką przy uchu, kiwając jedynie głową. Powoli zaczął wyłaniać się na jej buzi delikatny uśmiech. Wiedziałam, że nie jest już źle. W pewnej chwili dała mi znak, abym podała jej kartkę i długopis. Sięgnęłam szybko po notes.</p>
<p>Karolina zaczęła notować, głośno powtarzając… Doktor Karol … telefon- 0607…</p>
<p>Skończyła. Podziękowała. Bardzo serdecznie podziękowała. Długo się żegnała. Widziałam, że jest bardzo zadowolona. Odłożyła słuchawkę.</p>
<p>- No i co Karolina? Opowiadaj!</p>
<p>- No i wygląda na to, że nam się uda. Będziemy miały dziecko… będziemy miały dziecko… wtuliła się w moje ramiona podśpiewując radośnie. Dopiero po dłuższej chwili wysiliła się na streszczenie rozmowy z lekarzem.</p>
<p>Pan doktor zna w klinice w Białymstoku speca od takich rzeczy- to jego młodszy kolega, wręcz okazało się, że uczeń pana profesora. Opowiedział jak wygląda cała procedura, opis niewiele się różnił od informacji jakie uzyskałam w Internecie i telefonicznie.</p>
<p> Wszystko zaczęło się układać. Pan profesor powiedział, że przygotuje dokumentację medyczną Karoliny no i wykona numer telefonu do doktora, który naświetli mu wstępnie sytuację. Czyli najtrudniejsze już za nami. No może nie do końca. Drugim problemem jest tatuś dziecka.</p>
<p>Tutaj było trudniej. Nie za bardzo jesteśmy otwarte na to, aby ojcem naszego dziecka był jakiś przypadkowy – losowy facet. Jakoś tak dziwnie.</p>
<p>Pomyślałyśmy najpierw o moim bracie Pawle. Ale wtedy dopiero zrobiło się dziwnie. Ja miałabym wychowywać dziecko mojego brata i mojej dziewczyny? Kompletnie bez sensu. Nawet nie wiem co Paweł na to- nigdy nie dowie się nawet o tym chorym pomyśle. Pozostał jedynie niesmak po tym przebłysku moich myśli. Za to na jego miejsce wskoczył pomysł idealny w swojej prostocie. Obie nagle pomyślałyśmy o Krzysztofie.</p>
<p>Wręcz wymarzony kandydat na ojca naszego dziecka. Młody, przystojny, inteligentny i zdrowy w dodatku wciąż formalnie mąż Karoliny . No i jest już ojcem pięknej dziewczynki. Dlaczego nie mógłby zostać tatą drugiego dziecka? Pomysł stał się perfekcyjny. Pozostało nam jedynie porozmawiać z Krzyśkiem. No i jeśli się zgodzi &#8211; sprawa załatwiona.</p>
<p>Trzeci problem to kasa- a że pieniądze rzecz nabyta i w sumie nie są najważniejsze w życiu- obie uznałyśmy, że to żaden problem. Tylko muszę zacząć pracować zawodowo. Poradzimy sobie!</p>
<p>  Ostatniego dnia sierpnia Krzysztof przywiózł Julkę z wakacji. Postanowiłyśmy  z nim od razu porozmawiać. W końcu to ważna sprawa.</p>
<p>Julka wpadła do mieszkania jak poparzona. Rzuciła się na szyję Karoli, później mi i natychmiast zapytała, czy może wyjść na podwórko bo dzieciaki Kasi na nią czekają pod trzepakiem. Nie miała czasu cokolwiek poopowiadać, rozpakować się czy odpocząć. Wpadła i natychmiast wypadła z mieszkania.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=376</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 35 &#8211; cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=373</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=373#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 13 Jan 2010 18:56:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=373</guid>
		<description><![CDATA[Pierwszy pomysł, to oczywiście adopcja. Tyle nieszczęśliwych dzieci skazanych jest na placówki opiekuńczo- wychowawcze. Niekochane, niechciane… zagubione.
Niestety nasz związek nie spełnia żadnego warunku, który umożliwiałby nam stworzenie choćby rodziny zastępczej, nie myśląc już nawet o adopcyjnej. Nie w naszym kraju. Nie jesteśmy zbyt dobre, bogate duchowo, emocjonalnie i mentalnie aby odpowiednio zaopiekować się dzieckiem. Przykre [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwszy pomysł, to oczywiście adopcja. Tyle nieszczęśliwych dzieci skazanych jest na placówki opiekuńczo- wychowawcze. Niekochane, niechciane… zagubione.</p>
<p>Niestety nasz związek nie spełnia żadnego warunku, który umożliwiałby nam stworzenie choćby rodziny zastępczej, nie myśląc już nawet o adopcyjnej. Nie w naszym kraju. Nie jesteśmy zbyt dobre, bogate duchowo, emocjonalnie i mentalnie aby odpowiednio zaopiekować się dzieckiem. Przykre to, bo wiem, że tkwią w nas niezliczone pokłady miłości, jaką mogłybyśmy w trójkę obdarować jakieś maleństwo.</p>
<p>Podstawowe wymagania wobec kandydatów są określone przez Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy, który mówi, że: &#8220;Przysposobić może osoba mająca pełną zdolność do czynności prawnych, jeżeli jej kwalifikacje osobiste uzasadniają przekonanie, że będzie należycie wywiązywała się z obowiązków przysposabiającego…” Brzmi zachęcająco nawet dla nas- ale ujęcie tych słów jest tak obszerne i ogólne, że właściwie każdemu człowiekowi mogą odmówić bo zawsze znajdzie się jakieś ale.</p>
<p>Po telefonie do Ośrodka Adopcyjno Opiekuńczego pomysł stał się idiotycznym. Obie straciłyśmy wiarę, że kiedykolwiek mogłoby się nam udać – zaadoptować dziecko.</p>
<p>Drugim pomysłem jest możliwość zapłodnienia In-vitro. Ten pomysł jest jak dla nas idealnym rozwiązaniem.</p>
<p>Przekopałam prasę fachową oraz świat wirtualny w szerz i wzdłuż. Zdobyłam sporo informacji. Fora dyskusyjne stały się bezcennym źródłem informacji. To miejsca, gdzie można dowiedzieć się wszystkiego. Od lekarzy, prawników, niedoszłych, przyszłych i aktualnych rodziców. Masa pytań, odpowiedzi i rzeczowych informacji.</p>
<p>Dowiedziałam się, że najlepsza klinika w Polsce mieści się w Białymstoku. To specjaliści od leczenia niepłodności. W naszym przypadku „bezpłodność” jest użyta trochę nad miarę, ale jakkolwiek się nad tym głębiej zastanowić to fakty są właśnie takie: Kochamy się, jesteśmy w stałym związku, chcemy mieć dziecko. Nie możemy. Znaczy się – cierpimy na bezpłodność.</p>
<p>Klinika na swojej stronie bardzo szczegółowo opisała wszelkie rodzaje niepłodności- sposoby ich leczenia, procedury towarzyszące wszystkim etapom opieki nad pacjentami oraz szczegółowy cennik szacunkowy z wyraźnym wskazaniem, że tak naprawdę ceny dostosowywane są do poszczególnych przypadków.</p>
<p>Wygląda to wszystko tak, że pierwsza wizyta- wstępna to spotkanie kwalifikacyjne. Lekarz prowadzący zapoznaje się z historią danej pacjentki. Poznaje dokumentację medyczną. Przeprowadza badanie wstępne plus zleca badania dodatkowe. Pierwsza wizyta w klinice to zazwyczaj jednodniowy- góra dwudniowy pobyt. Przy drugim wariancie niezbędny jest oczywiście nocleg- którym nie trzeba się martwić, bo klinika dysponuje niewielkim hotelem szpitalnym przygotowanym na takie okazje. Oczywiście hotel jest extra odpłatny ale i wygodny bo mieści się na miejscu.</p>
<p>Proces przygotowania pacjentki do zabiegu trwa od kilku do kilkunastu tygodni. W czasie tego okresu należy trzymać się ściśle zaleceń lekarza czyli zażywać np. kuracji hormonalnej niezbędnej przed zabiegiem. Kuracja farmakologiczna to również spore obciążenie finansowe.</p>
<p>Kolejna wizyta w klinice – to kilkudniowy pobyt. Przyszła matka pojawia się w niej określonego dnia cyklu miesiączkowego. Trwają wszystkie niezbędne badania i analizy.</p>
<p>Po kilku dniach może dołączyć przyszły tatuś ( w naszym przypadku dawca spermy).</p>
<p>Po pobraniu nasienia następuje wiadomy zabieg, którego zadaniem jest zapłodnienie pacjentki.</p>
<p>Później sprawa wygląda jak zawsze przy ciąży. Stała opieka lekarza czyli co kilka tygodni badania ambulatoryjne.</p>
<p>Na końcu następuj- tu was pewnie nie zaskoczę- szczęśliwy poród.</p>
<p>Z moich wstępnych kalkulacji i badań rynku wynika, że cała operacja „ zróbmy sobie dzidziusia” to koszt od kilku do góra 10 tysięcy złotych. No i niestety istnieje niebezpieczeństwo, że się nie uda za pierwszy razem. Wtedy przy kolejnej próbie koszt jest nieco niższy ale takich nieudanych prób może być więcej. Szacuje się, że istnieje ok. 50 % szansy na powodzenie. Niewiele to – muszę przyznać.</p>
<p>Więc kila problemów rzuciło życie pod nosze nogi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=373</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 35- cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=370</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=370#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jan 2010 18:26:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=370</guid>
		<description><![CDATA[Lato minęło mi w klimacie zabawowym. Opieka nad maluszkiem przynosiła tyle radości – całej naszej trójce. Julia opiekowała się Kacperkiem jak własnym braciszkiem. Karolina cieszyła się moim świetnym humorem, bo jakiż tu mieć jak nie wyśmienity – gdy od bladego świtu widzisz ukochane kobietki i tego rozkosznego dzidziusia. Kacperek szybko rósł. Kilka miesięcy sprawiło, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Lato minęło mi w klimacie zabawowym. Opieka nad maluszkiem przynosiła tyle radości – całej naszej trójce. Julia opiekowała się Kacperkiem jak własnym braciszkiem. Karolina cieszyła się moim świetnym humorem, bo jakiż tu mieć jak nie wyśmienity – gdy od bladego świtu widzisz ukochane kobietki i tego rozkosznego dzidziusia. Kacperek szybko rósł. Kilka miesięcy sprawiło, że stał się prawdziwym mężczyzną! Próbował nawet swoich uwodzicielskich spojrzeń używać do rządzenia całą naszą gromadką. No i udawało mu się zazwyczaj. Nasz rodzynek był rozpieszczany u nas w domu i z tego, co wiem od Zosi, w swoim rodzinnym domu też, z racji zapewne na fakt, że to pierworodny i w dodatku jedynak. Chłopczyk wykorzystywał słabość wszystkich dookoła. Zawsze był w centrum zainteresowania i wiedział, w którym momencie zacząć kwilić bądź marudzić aby natychmiast ktoś go wziął na ręce. Leżenie go nudziło. Nie lubił marnować czasu. Nawet na jedzenie brakowało mu chwili. Bardzo ruchliwe i energiczne dziecko absorbowało wszystkich swoich opiekunów na 100 %. Jedynie, gdy usypiał w ciągu dnia na kwadrans bądź dwa- nastawała chwila błogiego, acz krótkiego spokoju w naszym domu. W tym czasie wypadało zająć się innymi obowiązkami, na które nie starczało sposobności w trakcie aktywności bobasa. Jedno przyznać muszę – nie nudziłam się ani przez minutę. Mały wypełniał całą pustkę jaką każdy człowiek może odczuwać w ciągu całego życia.</p>
<p>Niemal nie zorientowałam się, że wakacje zbliżają się ku końcowi. Julia załapała się na wyjazd z tatą. Krzysztof zabrał małą na tydzień do swoich rodziców a później na dwa tygodnie nad morze. Byli w Rewalu. W dodatku trafili na fajną pogodę więc Julka była przeszczęśliwa. Niesamowite było to, że przez te 3 tygodnie, gdy dzwoniła albo my dzwoniłyśmy do niej – mówiła, że bardzo tęskni … za Kacperkiem. Nie za mamą i ciocią tylko za małym! Najważniejsze, że dobrze się bawiła z tatą. Krzysiek wybrał się na wybrzeże ze swoimi znajomymi, którzy też pojechali ze swoimi dziećmi –więc Julka miała zagwarantowane wszystko co najlepsze: dobrą opiekę, pogodę i towarzystwo dzieciaków. Byłyśmy o nią spokojne.</p>
<p>Karolina całe wakacje miała zajęte nowym projektem powierzonym przez Pawła. To była rzecz, którą robiła od podstaw samodzielnie. Pomagało jej kilka osób. Przygotowywali kampanię reklamową dla dużego koncernu. Moja ukochana była bardzo mocno zajęta tym zadaniem. Włącznie z nadgodzinami, pracami po nocach. Za bardzo nie byłam szczęśliwa, ale skoro wreszcie miała daną szansę aby się wykazać i zrobić coś dużego to nie stawałam na przeszkodzie. Z wyrozumiałością oczekiwałam ją w domu z gotowym obiadkiem czy kolacją. Skupiałam się na małym no i zaczęłam wreszcie pełną parą szukać pracy. Uznałam, że to właśnie ten moment. Wiecznie opiekunką do dziecka być nie mogę. Odsapnęłam w domu. Ba… nawet wynudziłam się! Dość tego!</p>
<p>A no i korzystając z samotnych wieczorów poszperałam trochę w Internecie na temat adopcji oraz zapłodnienia In-vitro. Skoro Karolina wyraziła zainteresowanie tym tematem, nawet ochotę na dzidziusia – chciałam sprawę potraktować poważnie, szczególnie, że mój instynkt macierzyński tak głośno się ostatnio odzywał.</p>
<p>Omówiłyśmy z Karolą temat bardzo dokładnie. Że tak powiem – planowanie rodziny z pełną świadomością i precyzją. W naszym przypadku to sprawa dość „śliska”. Poza aspektami moralno- etycznymi dochodzą regulacje prawne. My za bardzo na tym wszystkim się nie znamy. Mało tego- do niedawna byłam zdania, że pary homoseksualne nie powinny mieć prawa do wychowywania dzieci. Wiem, że to z mojej strony hipokryzja. Wiem, rozumiem i potrafię racjonalnie ocenić sytuację, tylko realia się zmieniły przez ostatnie naście miesięcy. Moje dotychczasowe życie mówiło jasno: „ NIE POWINNAŚ MIEĆ DZIECI!” Szanowałam i respektowałam ten wewnętrzny głos. Aż tu nagle pojawiła się Karolina i Julia i… zdeptały mój cały dotychczasowy światopogląd. Zrozumiałam nagle, że mogę dać szczęście i miłość dziecku i jak bardzo go pragnę. Julkę pokochałam jak własną córkę. Mała pokochała mnie- jestem tego pewna. Każdego kolejnego dnia czuję, że powinnam być matką albo opiekunką drugiego dziecka. Odnajduję się w tym, angażuję całym sercem. Spełniam. Chcę na starość mieć poczucie, że wychowałam dobrego i wrażliwego człowieka.</p>
<p>Rozpatrywałyśmy z Karolą wszystkie nasze możliwości na powiększenie naszej rodziny.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=370</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 34- cz.4</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=368</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=368#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2010 12:31:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=368</guid>
		<description><![CDATA[-Wiesz czego się boję? – zapytałam ściszając głos.
-Nie wiem kochanie, czego?- zapytała Karolina,
-Reakcji Julii na nową sytuację. Rozmawiałam z nią niby i wszystko jest ok. ale pamiętasz pewnie jak się zachowywała w sobotę widząc dziecko na naszych rekach?
-Tak, musimy być wyczulone na nią. Ona bardzo emocjonalnie podchodzi do malucha.
-Boję się, że będzie czuła jakieś zagrożenie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>-Wiesz czego się boję? – zapytałam ściszając głos.</p>
<p>-Nie wiem kochanie, czego?- zapytała Karolina,</p>
<p>-Reakcji Julii na nową sytuację. Rozmawiałam z nią niby i wszystko jest ok. ale pamiętasz pewnie jak się zachowywała w sobotę widząc dziecko na naszych rekach?</p>
<p>-Tak, musimy być wyczulone na nią. Ona bardzo emocjonalnie podchodzi do malucha.</p>
<p>-Boję się, że będzie czuła jakieś zagrożenie, zazdrość. Często takie reakcje pojawiają się w rodzinach gdy na świat przychodzi nowe dziecko. Wiem, że to nie jest to samo ale dla dziewczynki w jej wieku liczy się jedynie fakt, ze dorośli zajmują się kimś innym a nie nią jak dotychczas.</p>
<p>-Tak, to prawda. Dobrze chyba, ze będzie jednak chodziła do przedszkola.</p>
<p>Rozmawiałyśmy długo jeszcze o tym, jak powinnyśmy postępować aby Julia łagodnie zniosła zmiany w naszym dotychczasowym życiu. Mała póki co zafascynowana była wózkiem Kacperka. Następnego dnia nie mogła się doczekać obiecanego spaceru.</p>
<p>Wybrała się z małym na dwór po obiedzie w przedszkolu. Julia czekała już na nas, zajmując się zabawą tuz przy drzwiach na salę, aby nie przegapić naszego przyjścia.</p>
<p>Pośpiesznie się ubrała, pożegnała z opiekunkami i dziećmi po czym wybiegła za bramkę przedszkola prosząc abym pozwoliła jej prowadzić wózek. Wybrałyśmy się do pobliskiego niewielkiego parku i spacerowałyśmy alejkami, rozmawiając o życiu. Julia kroczyła dumna pchając z trudem wózek w którym słodko spał mały Kacperek.</p>
<p>Od tej chwili Julia zachowywała się jak starsza siostra. Pomagała przy pielęgnacji małego, asystowała przy posiłkach, zabawiała chłopczyka grzechotkami i z troska przykrywała kocykiem gdy zasypiał. Byłam z niej dumna. Nie okazywała zazdrości. A nawet jeśli to w tak delikatny i sympatyczny sposób, ze nie widziałyśmy z Karolina żadnego problemu.</p>
<p>Oczywiście starałam się poświęcać jej tyle samo czasu do Kacperkowi gdy oboje byli pod moja opieka. Mała ani przez moment nie czuła się chyba odrzucona. A pochwały i podziękowania za pomoc przy maleństwie napawały ja dumą. Szczególnie, gdy głośno chwaliłam jej niezastąpiona pomoc wśród naszych przyjaciół i znajomych.</p>
<p>Któregoś dnia nawet pani opiekunka z przedszkola chwile ze mną rozmawiała i wspomniała, że Julia dużo opowiada o Kacperku i o tym , że pomaga w opiece nad nim. Lubi mówić o tym nie tylko osobom dorosłym ale i dzieciom z grupy. Koleżanki instruuje jak przewija się niemowlaka, jak trzeba karmić i poić dziecko. Stała się bardzo opiekuńcza i niewątpliwie obecność maleństwa ma na jej rozwój bardzo dobry wpływ. Cieszyłam się, słysząc tak miłe słowa. Oczywiście o swojej radości powiedziałam Julii. W nagrodę popołudnie spędziłyśmy na wesołym miasteczku. Wybrałyśmy się na nie z Karoliną po obiedzie, gdy po Kacperka przyjechali rodzice. Mała była szczęśliwa, diabelski młyn był jedyna karuzelą, której się oparła.</p>
<p>Dni zaczęły mi mijać zupełnie bezstresowo. Przestałam przeżywać brak pracy. Opieka nad Kacperkiem sprawiała mi tyle radości. Mały rósł jak na przysłowiowych drożdżach.  Julia zachowywała się jak starsza siostra. Karolina odnosiła w firmie sukcesy. Wygrała nawet jeden z konkursów na projekt dla poważnej firmy. Była szczęśliwa.</p>
<p>Któregoś wieczoru zapytała:</p>
<p>-Ada, nie chciałabyś mieć swojego dziecka?</p>
<p>Zaskoczyła mnie trochę. Przez chwilę milczałam zastanawiając się nad tym.</p>
<p>-Tak, chciałabym bardzo, ale to niemożliwe.- odpowiedziałam.</p>
<p>-Dlaczego? Jesteś taka świetną opiekunką. Tak fantastycznie radzisz sobie z wychowywaniem dzieci. Dlaczego to niemożliwe?</p>
<p>-Bo nie należę do kobiet, które są w stanie rodzić dzieci. Fizycznie to niemożliwe.</p>
<p>-Nie rozumiem. Jak fizycznie? Anatomicznie?</p>
<p>-Nie. Po pierwsze abym zaszła w ciążę musiałabym najpierw… no wiesz, znaleźć ojca dla swojego dziecka.</p>
<p>-No ale przecież może być sztuczne zapłodnienie. Nie myślałaś o tym nigdy?</p>
<p>-Nie Karolinko. Widzisz, od dziecka wyrastałam w przekonaniu nawet takim podświadomym na początku, że nigdy nie będę rodziła dzieci. Takim jestem zwyczajnie typem. Czuję, że nie dałabym rady przejść przez cały okres ciąży, później poród i to co później.</p>
<p>-Co ty opowiadasz, każda kobieta się boi a później przychodzi ten dzień i … za chwile nie pamięta się tych trudnych chwil. Uwierz mi kochanie.</p>
<p>-Wiem, słyszałam dużo o tym, czytałam. Nie umiem ci tego wytłumaczyć. Wiem, że nie urodzę nigdy dziecka. To dość irracjonalne uczucie. Ale mój instynkt macierzyński faktycznie dość często się odzywa. Takie maleństwo to przecież samo szczęście i radość w rodzinie.</p>
<p>-To prawda, nie wyobrażam sobie życia bez Julii.</p>
<p>-Ale kochanie, gdybyś ty miała ochotę na drugie dziecko, to ja bardzo ale to bardzo byłabym szczęśliwa. Masz już doświadczenie. Masz mnie do końca życia.- mówiłam uśmiechając się do Karoliny.</p>
<p>-Ale ja tak poważnie pytam, a ty sobie żartujesz Ada- odrobinę się zdenerwowała.</p>
<p>-Ale ja też mówię poważnie. Bardzo chciałabym abyśmy miały drugie dziecko. Może nie teraz, kiedy jestem bez pracy ale za jakiś czas… mówię zupełnie poważnie. Pod warunkiem jedynie, że to ty kochanie wydasz nasze potomstwo na świat.</p>
<p>-Naprawdę chciałabyś? – zapytała poważnie</p>
<p>-Tak, bardzo… to moje marzenie.</p>
<p>-Dobrze wiedzieć, może kiedyś wrócimy do tego tematu- odparła Karolina przytulając się do mnie.</p>
<p>Zasypiałam tej nocy zadowolona naszą rozmową. Perspektywa dzieciątka uskrzydliła mnie bardzo. Byłoby fantastycznie móc wychowywać od poczęcia maleństwo.</p>
<p>Od poczęcia…no właśnie. Poczęcie może być problematycznym wątkiem w naszej sytuacji ale przecież mamy XXI wiek. Gdy zamykałam oczy widziałam rozkoszne maleństwo zawinięte w becik z miniaturowymi piąstami wystającymi spod kocyka i rozczochranymi ciemnymi włoskami. Wtuliłam się w ramiona Karoliny i z uśmiechem na ustach usnęłam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=368</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 34-cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=362</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=362#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Dec 2009 19:35:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=362</guid>
		<description><![CDATA[Miły list, wszystko było jasne. Wypakowałam wszystko z torby. Tymczasem Kacperek zajmował się swoimi dłońmi. Oglądał je sobie uważnie, wysuwając zabawnie języczek z buzi, śliniąc się przy tym okropnie. Był na ta chwilę wyjątkowo samodzielny. Zorganizowałam w komodzie jedna dużą szufladę dla naszego Juniora. Poukładałam elegancko pieluszki, ubranka i śliniaczki. W kartoniku znalazły miejsce wszystkie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Miły list, wszystko było jasne. Wypakowałam wszystko z torby. Tymczasem Kacperek zajmował się swoimi dłońmi. Oglądał je sobie uważnie, wysuwając zabawnie języczek z buzi, śliniąc się przy tym okropnie. Był na ta chwilę wyjątkowo samodzielny. Zorganizowałam w komodzie jedna dużą szufladę dla naszego Juniora. Poukładałam elegancko pieluszki, ubranka i śliniaczki. W kartoniku znalazły miejsce wszystkie kosmetyki czyli kremy, pudry i oliwki. Ich zapach rozprzestrzenił się szybko po całym pokoju.</p>
<p> </p>
<p>W kuchni znalazłam jedna półkę, na której poustawiałam wszystkie zapasy żywnościowe oraz butelki, łyżeczki i podgrzewacz do butelek.</p>
<p> </p>
<p>Pierwsza kupka była chrztem bojowym nowej opiekunki. Poradziłam sobie dość sprawnie. Śniadanie pojawiło się na wniosek Kacperka, tak jak przepowiedziała Zosia tuż przed godziną 9. Po nim nastała słodka drzemka. Później herbatka, chwila zabawy, ponosiłam malucha na rękach ku jego ogromnej radości, później znowu posiłek, w międzyczasie zmiana pieluszek, jedno przebranie ubrudzonego kaftanika i tak w kółko. Pierwszy dzień była wyjątkowo spokojnym i czarującym. Zosia zadzwoniła około południa z pytaniem jak nam idzie. Była bardzo zadowolona, że u nas wszystko ok. Sama nie umiała się za bardzo odnaleźć pierwszego dnia w pracy po długiej przerwie. I nawet nie to, że martwiła się rozstaniem z dzieckiem. Była zaskakująco spokojna. Ale mimo wszystko pierwszy dzień w firmie ja stresował.</p>
<p> </p>
<p>Przed 16 pojawił się Patryk z Zosią po odbiór synka. Przywieźli obiecany wózek, który faktycznie zmieścił się w szafie. Po rozłożeniu był dość wygodnym pojazdem dla Kacperka, posiadał budę i osłonę przed wiatrem na wypadek braku pogody. A co najważniejsze był bardzo lekki i nie sprawiał kłopotów z wnoszeniem i znoszeniem z góry.</p>
<p> </p>
<p>Gdy wróciła Karolina z Julia do domu maluszka już nie było. Mała natychmiast jednak zauważyła pewne poczynione zmiany w naszym mieszkanku. Wypatrzyła przedmioty należące do dziecka. Zaczęła pytać o szczegóły więc postanowiłam przeprowadzić z nią poważna rozmowę:</p>
<p>-Ciociu, a on teraz będzie z nami mieszkał?- domagała się informacji.</p>
<p>-Nie Juleczko, Kacperek mieszka ze swoimi rodzicami. Tylko, że jest jeszcze bardzo malutki, widziałaś go przecież – prawda?</p>
<p>-Pamiętam- odparła mała,</p>
<p>-No właśnie, jest zbyt malutki, aby mógł chodzić do przedszkola tak jak ty a jego rodzice musza pracować i dlatego poprosili mnie abym chwilowo zajęła się ich synkiem zanim nie podrośnie i  nie będzie mógł iść do żłobka czy przedszkola. Rozumiesz kochanie?</p>
<p>-Tak rozumiem.</p>
<p>-Kacperek jeszcze nic nie rozumie, nie umie mówić i jest taki bardzo bezradny. Nie umie nawet jeszcze siedzieć ani chodzić, nie tak jak ty – wiesz?</p>
<p>-Ja też kiedyś taka byłam?</p>
<p>-Oczywiście, każdy  kiedyś był taki malutki jak on. Nawet ja i twoja mama. Widziałaś kiedyś zdjęcia jak byłam taka maluteńka i leżałam w wózeczku?</p>
<p>-Tak, pokazywałaś mi kiedyś- Julia zaczęła się zabawnie śmiać.</p>
<p>-No właśnie, a widzisz jak urosłam? A ty też, byłaś taka malutka a teraz proszę, wszystko umiesz sama zrobić, umiesz zjeść ładnie, ubrać się i zająć mniejsza koleżanką prawda?</p>
<p>-Prawda, dzisiaj w przedszkolu byliśmy na placu zabaw. I jak się ubieraliśmy to pomogłam Łukaszowi ubrać buty bo pani była zajęta innym dzieckiem.</p>
<p>-No widzisz jaka jesteś dzielna- pogłaskałam Julie po głowie. Umówmy się, że Kacperek to będzie dla ciebie jak młodszy kolega z przedszkola albo malutki braciszek, którym trzeba się opiekować i troszczyć – dobrze?</p>
<p>-Dobrze, i będziemy chodziły z nim na spacer?- mała była zadowolona.</p>
<p>-Tak, mamy już nawet wózek.</p>
<p>-Gdzie? Mała poderwała się w poszukiwaniu spacerówki.- Ciociu pokaż mi – pokaż.</p>
<p>Wyjęłam z szafy wózek. Małej zaświeciły się oczy z radości.</p>
<p>Rozłożyłam go szybko jednym niemal ruchem. Kolorowy , błękitno biały sprawiał bardzo przyjemne wrażenie. Julia pobiegła do swojego pokoju, wróciła po chwili ze swoja ukochana lalką.</p>
<p>-Ciociu- mogę powozić niunię  w wózku? Proszę…proszę!</p>
<p>Karolina spojrzała na mnie z pytaniem wymalowanym na twarzy :- A trzeba było pokazywać jej ten wózek?</p>
<p>Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.</p>
<p>-Tak kochanie, chwilę możesz się pobawić wózkiem, ale za chwilę go schowamy bo tutaj nie ma miejsca dobrze?</p>
<p>Julia nie słuchała co do niej mówię na końcu bo była zaabsorbowana lulaniem lalki w wózku.</p>
<p>Poszłam z Karolina do kuchni aby opowiedzieć jak minął mi pierwszy dzień piastunki.</p>
<p>Moja miłość była bardzo zadowolona z mojego zaangażowania.</p>
<p>-Wiedziałam kochanie, że sobie świetnie poradzisz. Ty  jesteś stworzona do tego. Dzieciaki za tobą przepadają.</p>
<p>-Nie przesadzaj, chociaż masz rację, że zawsze bardzo lubiłam dzieci. Są takie słodkie i spontaniczne. To cenie w nich najbardziej. Brak wyrachowania i impulsywne reagowanie na wszystkie sytuacje życiowe.</p>
<p> </p>
<p>W tym momencie wpadła do kuchni Julia:</p>
<p>-Ciociu, ciociu…a jutro pójdziemy na spacer z Kacperkiem?</p>
<p>-Oczywiście kochanie, że pójdziemy – uśmiechnęłam się do małej.</p>
<p> </p>
<p>Dziewczynka pobiegła szczęśliwa wracając do przerwanej zabawy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=362</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 34- cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=359</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=359#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Dec 2009 22:43:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=359</guid>
		<description><![CDATA[Zadzwoniłam do Patryka i Zosi. Nie spodziewali się tak szybkiej reakcji. Byli zadowoleni. Zaprosiłyśmy z Karoliną całą trójkę na sobotę do nas w odwiedziny.
Przyjechali punktualnie, stanowili przemiłą rodzinkę. Patryk to typ faceta, który ciągle jest uśmiechnięty. Zosia na zasadzie przeciwieństwa raczej spokojna i poważna, choć  bardzo serdeczna i sympatyczna. Kacperek urodę odziedziczył po ojcu. Ciemna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zadzwoniłam do Patryka i Zosi. Nie spodziewali się tak szybkiej reakcji. Byli zadowoleni. Zaprosiłyśmy z Karoliną całą trójkę na sobotę do nas w odwiedziny.</p>
<p>Przyjechali punktualnie, stanowili przemiłą rodzinkę. Patryk to typ faceta, który ciągle jest uśmiechnięty. Zosia na zasadzie przeciwieństwa raczej spokojna i poważna, choć  bardzo serdeczna i sympatyczna. Kacperek urodę odziedziczył po ojcu. Ciemna karnacja, ciemne włoski i ogromne brązowe oczy. Słodki maluch.</p>
<p>Wzięłam go pierwszy raz na ręce i natychmiast zakochałam się w jego spojrzeniu. Uwielbiam zapach niemowląt. Ich pomrukiwanie i nieporadne trudne do skoordynowania ruchy rączek i nóżek. Młody człowiek ubrany był w kremowy komplecik – śpioszki z wyhaftowanymi króliczkami i bluzeczkę z podobnym kolorowym akcentem na kieszonce. Ogromny smoczek zasłaniał małemu pół buźki, za to ogromne oczy wynagradzały brak uśmiechu na jego poważnej twarzyczce.</p>
<p>Julia była bardzo zainteresowana obecnością tak małego bąbla  w naszym domu. Zaglądała co chwilę do niego, obserwowała nas bacznie, była chyba odrobinę zaniepokojona brakiem naszego zainteresowania jej osobą. Zawsze to Julia była najmłodsza i jej należała się cała uwaga dorosłych. Tym razem ktoś nas zajął bardziej niż ona. Sygnalizowała nam swoje niezadowolenie fochami. Była niegrzeczna byle tylko wszyscy patrzyli na nią a nie na Kacperka.</p>
<p> Uzgodniłyśmy z Zosią warunki mojego zastępczego matkowania maluchowi. Na szczęście Patryk z Zosią mieszkali na tym samym osiedlu co my więc było im obojętne, gdzie chcę opiekować się dzieckiem. Zaproponowałam nasze mieszkanie ze względu na Julię. Tutaj mogłam zajmować się dwójką bez stresu, że gdzieś się spóźnię, choćby aby odebrać Julie. Przez moment chciałyśmy ja nawet zabrać z przedszkola na jakiś czas, ale doszłyśmy obie do wniosku, że nie będziemy pozbawiać jej kontaktu z rówieśnikami, szczególnie ze mała tak lubi tam chodzić.</p>
<p> Od przyszłego tygodnia miałam zostać opiekunką do dziecka pewnego młodego człowieka. Niecałe 4 miesiące życia na tym świecie i już rzucony biedaczek na głęboka wodę. Biedny Kacperek.</p>
<p> W sumie to się nawet cieszyłam. Wreszcie coś pożytecznego miało stać się i moim udziałem. Nie bałam się. Zdawałam sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności, która odczuwałam już od dawna za Julię. Wiedziałam, z czym się wiąże bycie z dziećmi. To ciągła praca, uwaga w 100 procentach, pełne skupienie i ogromna wyobraźnia. W zamian piękne chwile, które przynosi każdy dzień. Pierwsze uśmiechy, pierwsze ząbki, pierwsze kroki czy słowa. Później pierwszy wierszyk, pierwszy kolorowy rysunek i samodzielny posiłek. Radości jest tak dużo, że trudno je wymienić…</p>
<p> Wieczorem zadzwonił Paweł…aby podziękować za pomoc. Wspomniał o poważnym zleceniu w firmie, które pomoże zrealizować najlepiej Zosia, która dzięki mnie wraca w poniedziałek do pracy. Był bardzo zadowolony…a co za tym idzie i ja.</p>
<p> Początek tygodnia rozpoczął się dla mnie o godzinie 7 rano. Przed ósmą pojawił się u nas Patryk z Kacperkiem. Mały w nosidełku samochodowym był wyraźnie zadowolony poranna przejażdżką samochodową, mimo ze była bardzo krótka bo trwała zaledwie 5 minut. Patryk na ramieniu miał zawieszona ogromna torbę z akcesoriami dla dziecka. Wniósł wszystko do pokoju, położył na sofie dwa pakunki i pospiesznie wyszedł obiecując zadzwonić niebawem. Chaotycznie rzucił na odchodne, że w torbie są: pieluchy, ubranka , zabawki, mleko i herbatki, butelki, chusteczki higieniczne, kremy i pudry …. i wiele innych jeszcze rzeczy.</p>
<p> Patryk, jak to młody tato – wyrecytował wszystko co zapamiętał ze słów Zosi, starając się zachować jakiś ład i porządek wypowiedzi. Wyszło nieco inaczej ale to było zrozumiałe, zdenerwowanie i pośpiech tłumaczyły wszystko.</p>
<p>Julia była już w przedszkolu, Karolina ja zaprowadziła jadąc do pracy. Byłam sama z Kacperkiem i jemu mogłam poświęcić cała moja uwagę. Musiałam na początek zorganizować wszystko w naszym niewielkim mieszkaniu.</p>
<p>Wyjęłam małego z nosidełka. Nawet się nie skrzywił. Pogodnie rozglądał się dookoła. Z zaciśniętymi piąstkami poznawał nowe miejsce. Podobało mu się. Chwilę trzymałam go na rękach, całując delikatnie jego uszko. Wydawał się być zadowolonym. Znowu rozbroił mnie zapach kosmetyków dziecięcych. To pewnie była oliwka albo jakiś krem.</p>
<p> Miejsce do spania wyczarowałam na jednej z naszych dwóch sof. Wyjęłam z szafy kocyk w kolorowe misie, który należał kiedyś do Julii. Nakryłam nim sofę, która była tak wyprofilowana, że naturalnie tworzyło wgłębienie w siedzisku, dzięki któremu stanowiło bezpieczne miejsce do wypoczynku dla Kacperka, zanim mały nauczy się przewracać na boki, siadać i raczkować.</p>
<p> W torbie znalazłam całą masę różnych rzeczy. Na samym wierzchu leżał list od Zosi.</p>
<p> Droga Ado!</p>
<p>Jestem przekonana, że świetnie sobie poradzisz z naszym pierworodnym. Z naturalnym spokojem udaje się dzisiaj do pracy, bo jestem pewna, że Kacperek ma najlepszą opiekunkę pod słońcem. Jesteśmy Ci oboje z Patrykiem wdzięczni, że zgodziłaś się nam pomóc.</p>
<p>W torbie znajdziesz wszystko, co będzie Ci potrzebne dla małego. Ubranka i pieluszki, kosmetyki, butelki, smoczki i zabawki. Zostaw to wszystko, proszę u siebie abyśmy nie musieli wciąż się z tymi rzeczami nosić. Dałam też zapas mleka, herbatek i odżywek. Gdyby się coś kończyło, spisz proszę na kartce a uzupełnimy zapasy.</p>
<p>Jeśli chodzi o posiłki to karmiłam małego o godzinie 7. Zjadł całą butelkę mleka. Tak przed godziną 9 powinien się już domagać o drugie śniadanie. Daj mu proszę… (tutaj dokładna rozpiska menu na cały dzień dla Juniora)..</p>
<p>Dzisiaj po południu Patryk przywiezie od dziadków zapasowy wózek- parasolkę , dzięki któremu będziesz mogła wybierać się czasami z małym na spacery. Mam nadzieję, że nie zajmie on zbyt dużo miejsca w Waszym mieszkaniu, po rozłożeniu powinien spokojnie zmieścić się w szafie.</p>
<p> Mały bez problemu zasypia przy włączonym radiu czy telewizji, dźwięki mu nie przeszkadzają gdy jest zmęczony. Wspominam o tym tylko po to, abyś nie stresowała się i nie wyciszała niepotrzebnie mieszkania na okoliczność drzemki Juniora.</p>
<p> To chyba wszystko na dzisiaj.</p>
<p>Na wszelki wypadek najważniejsze numery telefonów do mnie i do Patryka. Do firmy znasz ale abyś nie szukała podaję również.</p>
<p>Jeszcze raz bardzo Ci dziękujemy w trójkę za pomoc.</p>
<p> Patryk 0607-876-…</p>
<p> Ja 0605-349-….</p>
<p>Firma 022-27-36-…</p>
<p> Udanego dnia Wam obojgu życzę.</p>
<p>Zosia</p>
<p>PS. Codziennie będziemy odbierać Kacperka około 16 na zmianę. Całuję:)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=359</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 34- cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=357</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=357#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Dec 2009 21:12:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=357</guid>
		<description><![CDATA[Maj przyniósł cieplutkie dni. Proza życia codziennego odrobinę przytłaczała. Przynosiła dni podobne do siebie. Moje bezrobocie trwało niestety. Niezliczona ilość rozesłanych cv i listów motywacyjnych owocowało w liczne spotkania, w efekcie których zawsze byłam druga.
Rola kury domowej nie była nawet taka zła gdyby nie poczucie, że umyka mi coś ważnego w życiu. Wszyscy dookoła pracowali [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Maj przyniósł cieplutkie dni. Proza życia codziennego odrobinę przytłaczała. Przynosiła dni podobne do siebie. Moje bezrobocie trwało niestety. Niezliczona ilość rozesłanych cv i listów motywacyjnych owocowało w liczne spotkania, w efekcie których zawsze byłam druga.</p>
<p>Rola kury domowej nie była nawet taka zła gdyby nie poczucie, że umyka mi coś ważnego w życiu. Wszyscy dookoła pracowali zawodowo, jedynie ja robiłam nic własnymi rękami i wychodziło mi to wyśmienicie. No może nie do końca nic bo prace domowe potrafią być absorbujące ale do niedawna potrafiłam wszystko godzić i też było dobrze. Najbardziej zadowolona z mojej obecności w domu była Julia. Wreszcie miałam dla niej dużo wolnego czasu. Małej spodobały się nasze wspólne poranki i popołudnia. Przez ten okres bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. Dziecko było spragnione naszej uwagi- teraz jej nie brakowało zabaw z dorosłymi.</p>
<p>Finansowo radziłyśmy sobie nawet dość dobrze. Nasze oszczędności póki co wystarczały. Karolina zarabiała dobrze więc nie bardzo odczułyśmy brak jednej pensji. Jedyna rzecz, z której musiałyśmy zrezygnować w tym roku to urlop. Miałyśmy nadzieję, że uda się nam wybrać gdzieś w góry na kilka dni w najlepszym układzie.</p>
<p>Nie opuszczała mnie nadzieje, że w końcu uśmiechnie się do mnie słońce i dostanę fajna pracę. Szukałam, czekałam cierpliwie i starałam się nie załamywać.</p>
<p> </p>
<p>Któregoś dnia Karolina wróciła z pracy w wyjątkowo podejrzanie dobrym humorze. Nie chciała powiedzieć o co chodzi ale po chwili nie wytrzymała. Wyjęła z kieszeni wygnieciony kawałek kartki z numerem telefonu i powiedziała z uśmiechem:</p>
<p>-Kochanie, myślę że powinnaś tam zadzwonić.</p>
<p>-A co to za numer?- byłam zaciekawiona – znalazłaś dla mnie pracę?</p>
<p>-No coś w tym rodzaju – Karolina mówiła poważnie mimo uśmiechu,</p>
<p>-Ale nie jest to akwizycja?</p>
<p>-Nie, z całą pewnością nie.</p>
<p>-No to powiedz wreszcie!- nalegałam.</p>
<p>-No dobrze. Tylko się nie denerwuj moje Słoneczko.- Karolina wyraźnie się dobrze bawiła- otóż po wnikliwych obserwacjach twojej ostatniej postawy życiowej i wyjątkowej zaradności..</p>
<p>-Oj Karolina, myślałam, że poważnie masz dla mnie coś a ty sobie tylko żarty robisz! – straciłam nerwy.</p>
<p>-Ada, jestem poważna – wysłuchaj mnie proszę.</p>
<p>-No dobrze, przejdź do konkretów- prosiłam grzecznie.</p>
<p>-No więc tak jak wspomniałam, po obserwacjach z ostatnich miesięcy doszłam do wniosku, że jesteś świetną żoną, matką i…</p>
<p>-I kochanką… bardzo zabawne!! – wtrąciłam z dąsem.</p>
<p>-To też kochanie, ale nie pochlebiaj sobie aż tak bardzo.- zażartowała doprowadzając mnie do wrzenia- U nas w firmie pracuje Patryk i jego żona Zosia – pamiętasz ich pewnie – prawda?</p>
<p>-Pamiętam, poznali się w firmie Pawła i pobrali pracując już w niej.</p>
<p>-No właśnie. Właśnie Zosia chce wrócić z urlopu macierzyńskiego do pracy ale mają problem z dzieckiem. Nie chcą małego oddawać do żłobka bo jest jeszcze bardzo malutki, obie babcie odpadają z opieką, bo jedna jeszcze pracuje a druga jest chora i nie czuje się na siłach.</p>
<p>-Taaak- byłam ciekawa dalszego ciągu.</p>
<p>-No i oni szukają wśród znajomych opiekunki do Kacperka. Boją się wziąć kogoś z ogłoszenia bo nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Chcą też, aby ich synkiem zajmowała się jakaś młoda osoba.- rozumiem ich doskonale, sama miałabym duży dylemat, gdybym miała Julie zostawić z kimś na tyle godzin dziennie.</p>
<p>-No pewnie nie jest to proste, tylko nie rozumiem dlaczego mi o tym opowiadasz.- zapytałam.</p>
<p>-Bo dzisiaj rozmawiałam z Pawłem chwilę o tym, że nie masz pracy i że …</p>
<p>-Że jestem marudna i zrzędliwa?</p>
<p>-Nie, że wspaniale się opiekujesz Julią, że moja córka świata poza tobą nie  widzi i ..</p>
<p>-I że byłabym wyśmienitą opiekunką do dziecka – dokończyłam za Karolinę.</p>
<p>-No, to akurat powiedział Paweł. To przypadek, bo gdy rozmawialiśmy o tobie kochanie dołączył do nas Patryk, staliśmy tak w trójkę i od słowa do słowa…</p>
<p>-I tak ciągle o mnie? – żartowałam sobie</p>
<p>-No właśnie wyszło tak, że w sumie w trójkę wpadliśmy równocześnie na tą myśl, że gdybyś się zgodziła na opiekę nad maluchem to wszyscy byliby zadowoleni. Paweł zyska spowrotem w pracy świetnego fachowca czyli Zosię. Ty zajmiesz się czymś naprawdę niesamowitym, bo przecież uwielbiasz dzieci a i tak teraz nie za bardzo masz co robić. A dodatkowym argumentem są chyba pieniądze, bo Patryk z Zosią są gotowi naprawdę dobrze zapłacić na opiekę nad ich synkiem. A ja będę szczęśliwa, mając świadomość, że miłość mojego życia robi to co kocha i jest szczęśliwa.</p>
<p>-No ale przecież ja mam zawód i chcę w nim pracować. Co będzie jak znajdę wreszcie pracę?</p>
<p>-Mówiłam o tym Patrykowi. Oni tak naprawdę bardzo chcieliby abyś się małym zajęła tak przez około pół roku. Może 8 miesięcy. Jak skończy roczek pójdzie do żłobka. Zależy im tylko aby te pierwsze miesiące życia dziecko spędziło w domu.</p>
<p>-No to chyba ma jakiś sens, mogłabym im pomóc skoro i tak siedzę w domu.</p>
<p>-Wiedziałam, że się zgodzisz- Karolina była bardzo zadowolona.</p>
<p>-Nie powiedziałam jeszcze tak, ale się nad tym zastanowię- odparłam przewrotnie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=357</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 33- cz.7</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=355</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=355#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Dec 2009 20:25:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=355</guid>
		<description><![CDATA[Ustaliłyśmy plan działania. Natychmiast miałam zacząć szukać pracę. Codziennie prasa, spotkania, wysyłanie cv. Aż do skutku. I nie cokolwiek. Nie muszę się aż tak śpieszyć. Głodem przymierać nie będziemy. Najwyżej obniżymy nieco standard życia czyli zrezygnujemy z niektórych przyjemności. Byłyśmy na to gotowe.
 
Budząca się wiosna pomogła chyba otrząsnąć się z tego zimowego koszmaru. W pierwszy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ustaliłyśmy plan działania. Natychmiast miałam zacząć szukać pracę. Codziennie prasa, spotkania, wysyłanie cv. Aż do skutku. I nie cokolwiek. Nie muszę się aż tak śpieszyć. Głodem przymierać nie będziemy. Najwyżej obniżymy nieco standard życia czyli zrezygnujemy z niektórych przyjemności. Byłyśmy na to gotowe.</p>
<p> </p>
<p>Budząca się wiosna pomogła chyba otrząsnąć się z tego zimowego koszmaru. W pierwszy weekend mojej „wolności” wybrałyśmy się z Julia na majówkę. Zabrałyśmy prowiant i napoje i wybrałyśmy się do leśniczówki przyjaciele Marka. Niecałe dwie godziny drogi autem i znalazłyśmy się w krainie zieleni i szczęścia. Dookoła las i świergot ptaków.</p>
<p>Chciałyśmy we trzy nadrobić zaległości z ostatnich miesięcy, wynagrodzić Julii cierpliwość i przeprosić za egoizm.</p>
<p>Trzy dni upłynęły nam na  wygłupach, śmiechu i poważnych rozmowach. Było cudownie, jak kiedyś. Nasze dziecko znowu było szczęśliwe.</p>
<p>W trzeci dzień dojechał do nas Paweł z Nadią. Zapragnęli kontaktu z dziką naturą. Wybrali się z Julią na długi spacer. Zostałam z Karolina wreszcie sam na sam. I było tak jak dawniej, cudownie, nieziemsko i bajecznie. Już teraz Karolina była mnie pewna, nie wątpiła w moje uczucia. Ja tez byłam pewna jej miłości. Nawet kryzysy mają swoje dobre strony jak się okazuje.</p>
<p> </p>
<p>Finałem naszych przejść była notatka, która zamieściłam na mojej stronie:</p>
<p> </p>
<p><strong>BLOG – „Optymistyczna lesbijka?”</strong></p>
<p><strong>Jestem czasami na siebie bardzo zła…</strong></p>
<p><strong>Dlaczego człowiek ma taką dziwną naturę, że lubi się umartwiać nad sobą?</strong></p>
<p><strong>Mamy tendencję do rozczulania się, bo ktoś na nas nie zwraca uwagi, bo ktoś już nie chce z nami być. Bo jesteśmy samotni. Albo mamy takie powodzenie, że nie możemy się zdecydować.</strong></p>
<p><strong>A jeśli sprawy sercowe są na poziomie, który nas zadawala, szukamy dalej dziury w całym i marudzimy, że zupa była za słona albo pada deszcz. W pracy szefowa się uwzięła, koleżanka ze zmiany podkład  świnię albo kolega krzywo spogląda, może się domyśla…?</strong></p>
<p><strong>A tak wiele zależy od naszego pozytywnego nastawienia do życia. </strong></p>
<p><strong>Nie tylko dla nas samych. Nasza postawa na co dzień ma wpływ na samopoczucie wszystkich ludzi będących dookoła nas każdego dnia. Na rodzinę, osoby bliskie, współpracowników czy też ludzi, których przypadkowo spotykamy w tramwaju, sklepie, w parku, w szkole czy w pracy.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Człowiek jest jedynym stworzeniem na świecie, które tak lubi utrudniać sobie życie. I zakładać można, że jako istoty rozumne – mamy pełna świadomość swojej… daleko idącej głupoty. </strong></p>
<p><strong>Zwierzęta posługują się rozwiniętym instynktem. </strong></p>
<p><strong>Ludzie oprócz niego posiadają  rozum.</strong></p>
<p><strong>„Na to nam rozum natura dała, byśmy nim prawdy szperali.”(J.Jasiński)</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Jak zawsze, słowa te kieruję głównie do siebie. </strong></p>
<p><strong>Mam tendencję do umartwiania się nad drobiazgami, do pesymizmu.</strong></p>
<p><strong>Wkurzam się na jakieś mało istotne rzeczy, czepiam się słówek, wszystko widzę w szarych kolorach – tymczasem przychodzi chwilami taki moment, gdy uświadamiam sobie jakie to wszystko jest mało dojrzałe. </strong></p>
<p><strong>Sam fakt, że jestem osoba homoseksualna jest świetną okazją do użalania się nad swoim losem. I mimo, że nie chcę aby to wszystko tak brzmiało, że nie chcę się skarżyć na swój los, to czasami tak właśnie dają się postrzegać  moje słowa. </strong></p>
<p><strong>Tak naprawdę moje życie jest naprawdę fajne. Mimo wszystko najczęściej jest dobrze.</strong></p>
<p><strong>Mam kochaną rodzinę. Wszyscy są zdrowi. Nigdy nie doświadczyłam żadnej tragedii. </strong></p>
<p><strong>Los naprawdę nie szczędził mi nigdy szczęśliwych chwil i jestem przekonana, że wiele jeszcze przede mną. </strong></p>
<p><strong>Sam fakt, że żyję sobie w częściowym ukryciu, tak naprawdę nie jest  taki straszny.</strong></p>
<p><strong>Faktu mojej orientacji seksualnej nie rozpatruję w kategoriach problemu. Już od dawna nie.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Jestem zdrowa i wolna. Mogę decydować o sobie i swoim życiu. </strong></p>
<p><strong>Czasami myślę sobie o ludziach, których naprawdę dotykają tragedie. Oni albo ich najbliżsi ciężko chorują w cierpieniach. Doświadczają kalectwa, wózek inwalidzki ogranicza ich możliwości a mimo to potrafią dostrzegać radości życia. </strong></p>
<p><strong>Doceniają je dużo bardziej niż ja.</strong></p>
<p><strong>Potrafią cieszyć się każdym drobiazgiem, które ja doświadczam tak często, że nawet na nie nie zwracam uwagi. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>A co maja powiedzieć osoby o orientacji homoseksualnej, które są kalekami?</strong></p>
<p><strong>Myślę, że wiele takich osób porusza się w sieci. Nie ujawniają się nawet. Dlaczego?</strong></p>
<p><strong>Wirtualny świat jest często jedynym, jaki było im kiedykolwiek dane poznać tak rozlegle.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>A osoby homoseksualne dorastające wśród Romów? Muzułmanów?</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Cyganom udało się w dużym stopniu utrzymać swoją odrębność i tożsamość przez dochowywanie wierności własnym obyczajom i prawom, które rządzą niemal każdym aspektem ich życia. Przestrzegają reguł czystości, unikają przemocy. Małżeństwa mieszane i jakiekolwiek głębsze związki z nie-Cyganami są tradycyjnie zakazane. Związki homoseksualne nie mają szans na zaistnienie w ich kulturze. Szacuje się, że w Polsce żyje około 21 tysięcy Cyganów. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Oni są skazani na życie wedle swoich kanonów wiary, według zasad obowiązujących od pokoleń. Nie mają żadnych możliwości aby choćby trochę pokierować swoim życiem w sposób pozwalający być sobą nawet w ukryciu.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Zakładamy, że około 10 % populacji ludzkiej to osoby o orientacji homoseksualnej.</strong></p>
<p><strong>Więc w każdym środowisku niezależnie od wyznania czy przekonań co 10 osoba to ktoś z „naszych”? Myślicie czasami o tym?</strong></p>
<p><strong>Nie wyobrażam sobie życia dziewczyny – lesbijki wśród Cyganów.</strong></p>
<p><strong>Lesbijki wśród Muzułmanów – wyznawców Islamu…</strong></p>
<p><strong>Czytałam gdzieś relację osoby ostro krytykującej świat muzułmański, który według niej  często wciela się w rolę ofiary, aby w ten sposób ukryć swoje własne błędy. Autorka jest lesbijką, feministką regularnie dostającą e-maile z groźbami śmierci za ujawniania szczegółów, związanych z życiem w wyznaniu islamskim.</strong></p>
<p><strong>Opisywała jak w Iranie lesbijki zakopane do szyi obrzucane są kamieniami przez mężczyzn i chłopców tak długo, dopóki nie skonają. A przecież &#8220;Allach wszystko co stworzył, jest doskonale&#8221;. Więc skąd dezaprobata dla homoseksualizmu, nienawiść w stosunku do kobiet, żydów, chrześcijan i niewiernych?</strong></p>
<p><strong>My, lesbijki w Polsce możemy się czuć naprawdę szczęśliwe. Nikt nas nie prześladuje, mi osobiście udaje się skutecznie omijać homofonów. </strong></p>
<p><strong>Jedyni, z którymi miałam jakąkolwiek styczność, to bohaterowie artykułów prasowych lub programów telewizyjnych i filmów.</strong></p>
<p><strong>Mogę spotykać się z osobami takimi jak ja bez obaw o swoje zdrowie czy życie. Mogę się zakochać i trwać w związku, szczęśliwym- nawet jeśli nie do końca jawnym dla wszystkich. </strong></p>
<p><strong>Mogę ubierać się tak jak mam ochotę. </strong></p>
<p><strong>Mogę nosić pierścionki na kciukach i kolczyki w uszach czy w nosie. </strong></p>
<p><strong>Mogę mieć najwymyślniejszą fryzurę i nic nikomu do tego.</strong></p>
<p><strong>Mogę bardzo dużo&#8230;.wszystko zależy ode mnie&#8230;</strong></p>
<p><strong>A jutro zauważę najbledszy promyk słońca na pochmurnym niebie. </strong></p>
<p><strong>Uśmiechnę się do koleżanki, za którą nie przepadam. </strong></p>
<p><strong>Wybiorę się na piechotę do odległego sklepu, bo przecież mogę tam pójść bez potrzeby wytaczania samochodu z garażu.</strong></p>
<p><strong>I ani przez moment nie pomyślę –kurcze, jak pochmurno dzisiaj!” bo tego nie zauważę zwyczajnie.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Dużo uśmiechu !</strong></p>
<p><strong>Pozdrawiam</strong></p>
<p><strong>@Myślę, że każdy z nas czasem sobie narzeka na swoje życie &#8211; choćby nie wiem jak było dobrze &#8211; tacy już jesteśmy &#8211; taka jest natura człowieka, każdemu zdarzy się &#8220;wstać lewą nogą&#8221;. Pesymistką raczej nie jesteś a nawet gdyby to i oni są potrzebni światu.. znacie to: &#8220;Pesymiści są potrzebni światu: gdy optymista wynalazł samolot pesymista skonstruował spadochron&#8221; <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' />  / F.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@</strong> <strong>Wstawanie prawą noga z łóżka, niby takie proste a tak trudne;) </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Faktycznie, nie mamy powodów do narzekań. </strong></p>
<p><strong>Zobaczcie, co się dzieje w Rosji. Prześladowania, czarne listy homoseksualistów&#8230;i niby XXI wiek. Powinnyśmy się cieszyć, ze nie boimy się żyć i mogą istnieć choćby takie blogi jak ten- pełne szczerości. Portale dla nas, knajpy. Pozdrowienia dla Blondino:) Musimy się koniecznie spotkać, tak wiele nas łączy! / W.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@</strong> <strong>Podoba mi się tutaj. Pierwszy raz wpadałam do ciebie a juz siedzę od prawie 3 godz. Fajnie piszesz, mądrze bardzo. Od dzisiaj wpisuje cię na listę obowiązkową. </strong><strong>do następnego!</strong></p>
<p><strong>@</strong> <strong>Obrączka na prawym kciuku! </strong></p>
<p><strong>Ustalmy coś raz na zawsze, obrączka na prawym kciuku oznacza kogoś naszego? Bo juz się pogubiłam. ostatnio wszystkie panie zaczęły nosić w ten sposób pierścionki i obrączki, w dodatku na obu kciukach! Jak to jest naprawdę? </strong></p>
<p><strong>Ja nosze od lat na prawym kciuku i to z przypadku, niedawno się dowiedziałam, że to coś znaczy. Pomóżcie:-)/K.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@</strong> <strong>Kasiu-nie trzeba nic ustalać;-)każdy jak chce cos zademonstrować zrobi to na swój sposób;)pierścionek czy obrączka na lewym czy na prawym kciuku nic nie oznacza. Bardzo dużo dziewczyn je nosi i nie są wcale lesbijkami. Wiec ciesz się życiem i noś pierścionek &#8211; obrączkę na którym chcesz palcu;-)a jak będziesz chciała komuś powiedzieć ze jesteś les&#8230;to sama to zrobisz bez pomocy pierścionka czy innych gadżetów;-))pozdrawiam wszystkie czytelniczki tego blogu;)nie wiem dlaczego bywam tu codziennie;)buziaki dla&#8230;&#8230;&#8230;&#8230; Blondino;)/ Ł.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@</strong> <strong>Ja tez mam tendencje do użalania się nad sobą&#8230; ale w końcu pomyślałam&#8230; &#8220;no po co mi to? czy cos się zmieni jeśli będę tak dalej się rozczulać nad sobą?&#8221; to debilne z mojej strony bo życie mam całkiem, całkiem&#8230; kochającą rodzinę, wszyscy zdrowi, wspaniałych przyjaciół, co do gęby włożyć, jakiś łach na siebie naciągnąć, no to na co ja narzekam? nie ma na co:) trzeba dostrzegać chociaż iskierkę szczęścia w każdym nieszczęściu:] pozdrawiam serdecznie;) / A.</strong></p>
<p><strong> </strong>Rozmowy z przyjaciółmi, z moja miłością i komentarze na blogu sprawiły, że postanowiłam wszystko zmienić. Wziąć los w swoje ręce a nie płakać, bo źle się dzieje. Dojrzałam i do tego. Tymczasem zajęłam się domem. Nadmiar wolnego czasu wykorzystałam na cos pożytecznego. Gotowałam obiadki dla moich dziewczyn, sprzątałam , prałam i prasowałam abyśmy wszystkie chwile, gdy Karolina wróci do domu miały dla siebie. Wróciłyśmy do naszego zwyczaju wieczornych spacerków. Znowu z przyjemnością gościli u nas nasi przyjaciele. Siedzieliśmy wieczorkiem rozmawiając o życiu. Nikt już nie marudził. Z pewnością nie ja.</p>
<p>Harmonia, miłość i zrozumienie znowu gościły w naszym domu… były tam cały czas ale schowały się w kąciku przed kłopotami.<strong></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=355</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 33-cz.6</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=353</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=353#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Dec 2009 18:26:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=353</guid>
		<description><![CDATA[Karolina próbowała ze mną rozmawiać. Krzyczała nawet, że koniec pracy to nie jest jakaś tragedia, że sobie z tym spokojnie poradzimy bo przecież ona ma dobrą pracę. Że tragizuje niepotrzebnie i panikuję w chory sposób. Każda jej wypowiedz w podobnym tonie spotykała się z moją śmiertelna obrazą. Po kilku dniach mi przechodziło i tak w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Karolina próbowała ze mną rozmawiać. Krzyczała nawet, że koniec pracy to nie jest jakaś tragedia, że sobie z tym spokojnie poradzimy bo przecież ona ma dobrą pracę. Że tragizuje niepotrzebnie i panikuję w chory sposób. Każda jej wypowiedz w podobnym tonie spotykała się z moją śmiertelna obrazą. Po kilku dniach mi przechodziło i tak w kółko…aż do maja.</p>
<p> </p>
<p>Któregoś wieczoru, gdy pokłóciłyśmy się z Karolina po raz kolejny, wpadła do  nas Kasia. Z nią straciłam kontakt już bardzo dawno temu. Kasia teraz bardzo dużo pracowała. Pomagała Markowi w restauracji, nie miała czasu na częste odwiedziny … nie miała ochoty na moje fochy, z Karolina jednak czasami się widywała.</p>
<p> </p>
<p>Siedziałam w ciemnej kuchni i paliłam papierosa. Kasia usiadła obok i też zapaliła. Przez dłuższą chwilę ćmiłyśmy w zupełnym milczeniu aż wreszcie Kasia zaczęła:</p>
<p>-Wiem, że pewnie nie masz ochoty i że nie powinnam – nieśmiało i delikatnie próbowała nawiązać dialog – ale przyjaźnimy się już jakiś czas, wydaje mi się, że jesteśmy nawet bardzo blisko więc czuję się w obowiązku i chcę się wtrącić.</p>
<p>Odwróciłam głowę w jej kierunki. Mrok osłaniał jej twarz, jedynie światło księżyca lekko tliło się w jej oczach i wyraźnie rysowało kontur jej twarzy. Milczałam.</p>
<p> </p>
<p>-Muszę ci to Ada powiedzieć czy ci się to podoba czy nie.</p>
<p>-Skoro musisz – odparłam zgryźliwie ale bez większych emocji. Czułam co usłyszę, że się rozczulam nad sobą i takie tam. Już tyle osób mi to powtarzało. Byłam gotowa i te słowa przyjąć ze spokojem.</p>
<p>Kasia brnęła dalej:</p>
<p>- To, że rozklejasz się niepotrzebnie i rozczulasz nad sobą gdy dookoła nas tyle nieszczęść na świecie – to pewnie już wiesz, więc nie będę powtarzać. Chodzi mi o Karolinę. Skupiłaś się na sobie i nie widzisz, że i ona cierpi.</p>
<p>-Karolina? – dlaczego?</p>
<p>-Widzisz, bo jesteś egoistką. Bo to ty teraz jesteś taka nieszczęśliwa i pokrzywdzona, że masz gdzieś uczucia innych. Czy ty wiesz, że od kilku tygodni Karolina zasypia płacząc w poduszkę? Nie zauważyłaś, że próbowała z tobą tyle razy rozmawiać bez sukcesu, że ogarnęło ją zwątpienie? Ona myśli, że wasze drogi już się rozeszły. Boi się, że chcesz ją zostawić.</p>
<p>-Dlaczego?!- byłam zaskoczona.</p>
<p>-Bo się wycofujesz, bo jest ci ciężko, bo się boisz. Bo praca. Karolina sobie wszystko już wytłumaczyła. Myśli, że znudziło ci się życie rodzinne i w dodatku strata pracy się przyczyniła do podjęcia decyzji. Ona jest przekonana, że się tak zachowujesz, bo chcesz abyście się rozstały. Kilka dni temu chciała się spakować i wyjechać ale jakoś ją powstrzymałam.</p>
<p>-Nie wierze !- byłam w coraz większym szoku.</p>
<p>-Ada, weź się w garść i przestań widzieć jedynie koniec swojego nosa. Zauważ, że jest obok ciebie ktoś kto bardzo cię kocha i nie wie jak ma ci pomóc. Nie zapominaj, że jest jeszcze zupełnie niewinne i ufne dziecko, które nie rozumie co się stało, że dwie ukochane przez nią osoby nie potrafią już być sobą. Próbowałaś kiedyś wczuć się w rolę Julii? Ciocia obrażona i zła nie odzywa się słowem a mama smutna zasypia płacząc.</p>
<p> </p>
<p>Siedziałam w milczeniu i czułam, że łzy napływają mi do oczu. Nie zdawałam sobie sprawy, że jest aż tak źle. Faktycznie skupiłam się na sobie tymczasem w moim domu działo się bardzo bardzo źle.</p>
<p> </p>
<p>-Nie wiedziałam, że to tak wygląda- zaczęłam się tłumaczyć przed sobą i przed Kasią- co ja mam teraz zrobić?</p>
<p>-Na początek porozmawiać z Karoliną, ona jest śmiertelnie wystraszona.</p>
<p>-Tak, wiem…za raz porozmawiam z nią. Ale jak my sobie poradzimy? Z ta praca i pieniędzmi.</p>
<p>-Ada przestań. Pracę z pewnością szybko dostaniesz a i pieniądze znajdą jak będzie potrzeba. Przecież macie przyjaciół. Od tego nas macie!</p>
<p>Kasia objęła mnie ramieniem. Poczułam się dziwnie. Nagle jakby ktoś zaczął wpompowywać we mnie powietrze, które zmienia moją hierarchię wartości.  Zaczynam odzyskiwać umiejętność w pozytywne myślenie. Muszę zacząć działać zamiast siedzieć i się rozczulać.</p>
<p> </p>
<p>Kasia wycofała się z naszej kuchni i mieszkania, gdy pojawiła się obok Karolina. Nawet nie zorientowałyśmy się kiedy nasz gość wrócił do siebie.</p>
<p>To była długa noc. Rozmawiałyśmy z Karolina wiele godzin. Nasze rozmowy przeplatały łzy. Atmosfera się przejaśniała. Z każdą kolejna minutą było lżej…lepiej…..stawałyśmy się na nowo sobie bliższe. Byłyśmy siebie stęsknione. Potrzebowałyśmy się wzajemnie. Miałyśmy się dla siebie…i o mały włos tego nie popsułam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=353</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 33-cz.5</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=350</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=350#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Nov 2009 16:55:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=350</guid>
		<description><![CDATA[Marta chwyciła Basię za dłoń. 
 Kamila nie powiedziała ani słowa. Kiwała jedynie głową.
Później długo rozmawiali wspólnie o całym życiu Basi. O tym, jak się zorientowała, że jest lesbijką. Co wtedy czuła, czego się bała. O jej związku z Anetą. O rozstaniu.
Kamila jedynie słuchała.
Przy pożegnaniu pocałowała jedynie Basię w policzek i szepnęła:
-Przepraszam, potrzebuję trochę czasu. Zadzwonię.
 Basia czuła, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Marta chwyciła Basię za dłoń. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Kamila nie powiedziała ani słowa. Kiwała jedynie głową.</strong></p>
<p><strong>Później długo rozmawiali wspólnie o całym życiu Basi. O tym, jak się zorientowała, że jest lesbijką. Co wtedy czuła, czego się bała. O jej związku z Anetą. O rozstaniu.</strong></p>
<p><strong>Kamila jedynie słuchała.</strong></p>
<p><strong>Przy pożegnaniu pocałowała jedynie Basię w policzek i szepnęła:</strong></p>
<p><strong>-Przepraszam, potrzebuję trochę czasu. Zadzwonię.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Basia czuła, że Kamila nie jest w stanie jej zaakceptować. Było jej przykro i źle. </strong></p>
<p><strong>Dwa dni później zadzwonił do niej Wojtek. Powiedział, że jego żona nie umie tego zrozumieć. Że nie jest w stanie pojąć jak mogą dwie kobiety żyć razem i liczyć na szacunek oraz zrozumienie wszystkich dookoła. Że dla niej to chore i że takie osoby powinno się leczyć, bo przecież są jakieś metody.</strong></p>
<p><strong>Miała żal do Basi, że przez tyle lat ich okłamywała, nie była szczera. </strong></p>
<p><strong>Wojtek opowiadał wszystko Basi i co chwilę tłumaczył, że nie zgadza się ze zdaniem żony.</strong></p>
<p><strong>Że on ją rozumie i akceptuje. Że może liczyć na jego przyjaźń i pomoc, gdyby tylko była taka potrzeba.</strong></p>
<p><strong>Wspomniał, że nie umie się z Kamila porozumieć ostatnio, że nie sądził, że jego własne żona jest takim zaciętym wrogiem homoseksualistów. Przepraszał w jej imieniu. Prosił o cierpliwość i czas.</strong></p>
<p><strong>Nie musiał.</strong></p>
<p><strong>Właściwie Basia przeczuwała, że jeśli ktoś miałby nie zaakceptować jej osoby to  byłaby to Kamila. Intuicja jej podpowiadała.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Od tamtego spotkania minęło trochę czasu.</strong></p>
<p><strong>Kamila się nie przełamała. Nie potrafiła zaakceptować Basi. Wojtek często dzwoni i z troską pyta co słychać. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Marta od tamtego dnia stała się jeszcze bliższa. Teraz żartuje sobie czasami, że właściwie powinna być urażona, że Basia nigdy nie próbowała jej poderwać.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Basia tłumaczyła jej, że to tylko w stereotypowym myśleniu ludzi tkwi świadomość, że lesbijka to ta, co to  żadnej babie nie przepuści. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Lesbijka to normalna dziewczyna, która chce kochać i być kochaną…jak każdy człowiek na świecie, niezależnie od kultury, religii, wieku czy orientacji seksualnej.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Bilans zysków i strat.</strong></p>
<p><strong>-Dwie osoby zyskały rangę prawdziwych przyjaciół – od teraz Basia mogła ze wszystkim zwracać się do nich bez jakichkolwiek obaw, </strong></p>
<p><strong>-Jedna osoba … przestała należeć do grona przyjaciół, ale… czy kiedykolwiek tam była?</strong></p>
<p><strong>Historia ta dotyczy jednej z osób, którą znam. Dzisiaj, z perspektywy czasu twierdzi, że zrobiła dobrze dzieląc się prawdą z najbliższymi. Jeszcze niedawno nie była tego pewna. Miała pewne wątpliwości co do słuszności swojej decyzji. </strong></p>
<p><strong>A ja … żyję w ukryciu i mi z tym dobrze. Mam przecież grono zaprzyjaźnionych osób takich jak ja, mam swój blog i mam Was:)</strong></p>
<p>Jak zawsze mogłam liczyć na komentarze osób, które wciąż odwiedzały mój blog:</p>
<p><strong>@Takie wyznania na pewno nie są łatwe. Dziwię się Basi, że nie rozmawiała wcześniej z przyjaciółmi o homoseksualizmie, ja w delikatny sposób poruszam ten temat i bardzo mnie uspokaja świadomość co myślą moi najbliżsi o takich osobach jak ja, ale każdy jest inny&#8230; Oczywiście rozmowa jest o ludziach, których moi przyjaciele teoretycznie nie znają, ale nie mają nic przeciwko. Zobaczymy co będzie kiedy się dowiedzą, że nie dość że znają taką osobę to jeszcze znają ją od zawsze <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Życzę każdej z nas takich przyjaciół jak Wojtek i Marta, życzę odwagi, optymizmu i wiary w siebie nie tylko w czasie tych trudnych dla nas rozmów, ale na całe życie. Tobie Blondino dziękuję po raz setny i pewnie podziękuję po raz tysięczny któregoś dnia <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' />  Pozdrawiam Cię serdecznie!/ F.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>@Cześć F:)Ja robię dokładnie to samo co Ty;-)pracuje z młodymi ludźmi i jestem szczerze zdziwiona &#8211; zero tolerancji. Większość uważa homoseksualistów za zboczeńców, których trzeba leczyć;-( Ja oczywiście twardo stoję przy swoim i głośno wypowiadam swoje poglądy, ale wiem jedno w życiu bym się nie przyznała w takim środowisku jakim przebywam ze jestem &#8220;inna&#8221;, tym bardziej w pracy! Znajomi oczywiście wiedzą ale też nie wszyscy;-( A co do naszej Blondino &#8211; podobało mi się to jak to napisałaś i powiem jeszcze jedno-najlepszy wpis jaki do tej pory u Ciebie czytałam;)Pozdrawiam cieplutko;)/ Ł.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong> </strong></p>
<p><strong>@</strong> <strong>Cześć Ł <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  oczywiście ja też bronię swoich przekonań, wiem jednak, że dość łatwo mi to przychodzi tylko dlatego, że tak naprawdę nikt nie wie, że właściwie &#8220;bronię&#8221; też siebie.. i szczerze &#8211; nie spotkałam się jeszcze osobiście z homofobem, ale możliwe, że to też jest spowodowane tym, że owy temat jest abstrakcją a może otaczają mnie naprawdę cudowni ludzie <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> )) Pozdrawiam również <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> / F.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@</strong> <strong>Znam podobną historię. Była bardziej optymistyczna bo na 8 osób zostali wszyscy. Życie toczy się dalej jedynie w lepszej atmosferze. </strong><strong>Pozdrawiam/ G.</strong></p>
<p><strong>@</strong> <strong>A ja znam taką sytuację z drugiej strony, nie jestem lesbijką, ale jest nią moja przyjaciółka.   Znamy i lubimy się od dawna, od ponad 10 lat, ale dopiero ok. 3 lat temu powiedziała mi o swojej tajemnicy. Miałam wcześniej pewne podejrzenia, że jest lesbijką, ale nigdy nie usłyszałam tego od Niej, ani nie miałam żadnej pewności.   </strong></p>
<p><strong>Wyjawienie prawdy nic nie zmieniło w naszych relacjach, a jeśli już &#8211; to tylko na lepsze. Możemy teraz szczerze rozmawiać, o wszystkim. Podziwiam Ją za to jak wiele lat ukrywała prawdę i starała się światu nie pokazywać swojej natury. Rozumiem Ją, że się obawiała &#8211; świat jest okrutny. Bardzo się cieszę, że chciała i potrafiła mi zaufać. </strong></p>
<p><strong>I nie zawiodłam Jej.   Ona &#8211; wyjawiając prawdę &#8211; nic nie straciła w moich oczach, bo przecież nadal jest ta samą osobą, którą zawsze lubiłam i z którą chętnie spędzałam czas. A fakt, że jest lesbijką NIC NIE ZMIENIA!!! </strong></p>
<p><strong>Dziewczyny! Jeżeli z kimś się przyjaźnicie, jeśli ufacie tej osobie &#8211; nie bójcie się powiedzieć. Wasze życie będzie łatwiejsze, będziecie mogły szczerze rozmawiać o swoich uczuciach, o sferze, która jest tak bardzo ważna. </strong></p>
<p><strong>Jeżeli przyjaźń jest prawdziwa &#8211; nic się nie zmieni i będzie trwać nadal, jeśli nie jest prawdziwa &#8211; to może szkoda na taką znajomość czasu&#8230;. / M.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong> </strong></p>
<p><strong>@</strong> <strong>To rzeczywiście okropne nie móc, może bać sie powiedzieć i dusić się, czasem nawet fizycznie&#8230;Nie mówić także dlatego, że nie ma się 100% pewności (kiedy ona wreszcie przyjdzie?), ma się nadzieje, że to przejdzie, nie akceptuje się siebie do końca&#8230;Łatwiej w necie, nieznajomym mówiąc o swoich wątpliwościach, bo czasem po prostu trzeba komuś powiedzieć, żeby nie zwariować. Zazdroszczę pewności, zazdroszczę odwagi, zazdroszczę prawdziwych przyjaciół&#8230;Ja swoich jeszcze długo nie odważę się poddać takiemu testowi&#8230;pozdrawiam wszystkich./ N.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>W domu panował chłód momentami podgrzewany wizytami naszych przyjaciół. Po kolei wszyscy dowiadywali się o mojej firmie. Wkurzało mnie nawet ich współczucie. Wszystko mnie drażniło, mimo że miałam świadomość, że to przecież najbliższe mi osoby i chcą mi jedynie pomóc. Brat obiecał się rozglądać za pracą dla mnie. Marek zadeklarował pomoc i rozpoczął poszukiwania posady dla mnie. Dziewczyny zabrały moje cv aby w razie czego mieć pod ręka. Filip obiecał zapytać kogoś, kto ostatnio wspominał mu o wolnym etacie. Nastało powszechne ruszenie aby mi pomóc a ja zamiast wdzięczności okazywałam złość i zniecierpliwienie. Totalny brak logiki z mojej strony. Sama siebie nie rozumiałam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=350</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 33-cz.4</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=348</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=348#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Nov 2009 23:16:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=348</guid>
		<description><![CDATA[-Jestem lesbijką. Nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat. Nawet za bardzo nie wiem, jaki macie stosunek do osób homoseksualnych. Ten temat zawsze był dla mnie bardzo trudny, zawsze go unikałam. Tak jakby przemilczanie rozwiązywało problem. Teraz już wiem, że z roku na rok to narasta, zaczyna dusić. Nie da się prowadzić szczęśliwego życia, gdy cały [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>-Jestem lesbijką. Nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat. Nawet za bardzo nie wiem, jaki macie stosunek do osób homoseksualnych. Ten temat zawsze był dla mnie bardzo trudny, zawsze go unikałam. Tak jakby przemilczanie rozwiązywało problem. Teraz już wiem, że z roku na rok to narasta, zaczyna dusić. Nie da się prowadzić szczęśliwego życia, gdy cały czas trzeba udawać, grać…nie móc dzielić się emocjami, przeżyciami.</strong></p>
<p><strong>Mam teraz tylko nadzieję, że zaakceptujecie mnie taką jaką jestem. Chcę wyraźnie powiedzieć, że moje dzisiejsze słowa nie zmieniają zupełnie niczego w naszych relacjach. Uważam was za swoich przyjaciół, więc winna jestem wobec was szczerości. Męczyło mnie, że do tej pory nie odważyłam się powiedzieć ani słowa na ten temat. Żałuję, że robię to dopiero teraz ale i cieszę się, że zebrałam tyle siły w sobie aby w ogóle to uczynić.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Wszyscy milczeli.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Marta miała wypieki na twarzy. Kamila na przemian spoglądała na Wojtka, Martę i na Basię.</strong></p>
<p><strong>Trzymała męża za rękę, jakby się bała.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Basia zamilkła, pokój owładnęła niepokojąca i męcząca cisza.</strong></p>
<p><strong>Spojrzała każdemu z osobna w oczy w poszukiwaniu ciepłego spojrzenia, gestu zrozumienia…</strong></p>
<p><strong> Marta podeszła do niej, usiadła obok.</strong></p>
<p><strong>- Wiesz, ja domyślałam się od dawna. Właściwie już w liceum przyszła mi taka myśl do głowy i później czasami się pojawiała. Jeśli o mnie chodzi nie mam nic do osób homoseksualnych. Znam i bardzo lubię parę gejów. W Anglii miałam dwóch sąsiadów którzy byli parą. Wynajmowali mieszkanie obok mnie. Czasami razem wybieraliśmy się gdzieś pobawić. To bardzo fajni ludzie. Jest mi trochę przykro, że…dopiero teraz zdecydowałaś się na szczerość. Kogo jak kogo ale mnie powinnaś była być pewna. Przecież, od kiedy się znamy, zawsze opowiadałam ci o sobie wszystko. Zwierzałam się ze wszystkich problemów, nawet tych najintymniejszych. Ty nigdy dużo o sobie nie mówiłaś, myślałam że taka jesteś. Że nie potrzebujesz dzielenia się swoimi zwierzeniami. Mogłaś mi powiedzieć od razu.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Basi zrobiło się lżej.</strong></p>
<p><strong>-Wiem, mogłam. To znaczy mogłabym, gdybym miała pełną świadomość swojej orientacji. W szkole łudziłam się, że wszystko się zmieni za jakiś czas. Ale się nie zmieniło. Dziękuję za to co teraz powiedziałaś.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Wojtek z Kamilą przysłuchiwali się całej rozmowie. </strong></p>
<p><strong>Wojtek w końcu też się odezwał. </strong></p>
<p><strong>- Basiu, wiesz… ja przyznam jestem dość zaskoczony tym wyznaniem, bo przywykłem do świadomości, że zawsze jesteś sama. Że zawsze jesteś dla nas. Że lubisz zostawać z małym. Że taka jesteś po prostu. Teraz rozumie, że gdy bywała obok ciebie dłużej jakaś kobieta, nie była ona jedynie twoja koleżanką. Była twoja partnerką. Nigdy o tobie nie myślałem jak o kimś kto może być z kimś związany. Zawsze dla mnie byłaś osobą samotną.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>-No właśnie, każdy kogoś ma na świecie a Basia zawsze była i jest sama dla innych- cicho powiedziała Basia, jakby zarzucała coś Wojtkowi. Nie podobał się jej obraz Basi z ich wyobraźni. Mimo, że sama pomogła im taki stworzyć i pozwoliła w niego wierzyć przez te wszystkie lata.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>-Żebyś mnie dobrze zrozumiała. Nic nie mam do osób homoseksualnych. Nie jestem ich wrogiem. Nigdy tak naprawdę nie miałem do czynienia z takimi osobami.- powiedział Wojtek.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>-Powiedziałam to wszystko po to, abyście zrozumieli, że od kiedy mnie znacie, znacie dobrze osobę o orientacji homoseksualnej. Że zawsze w waszym najbliższym otoczeniu była taka osoba tylko nie mieliście o tym pojęcia. Zawsze taka byłam i bedę bo homoseksualizmu sie nie leczy. To nie jest choroba. Taka się urodziłam i to wszystko.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>- Tak, to prawda. Nie jestem homofonem. Nie podoba mi się demonstracyjne obnoszenie swojej seksualności na paradach i tego typu imprezach ale nie uważam gejów za zboczeńców większych niż osoby heteroseksualne.- powiedział Wojtek</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>-Ja też nie popieram. Powiedziałam wam dzisiaj prawdę abyście zrozumieli, że homoseksualiści to nie tylko ci którzy demonstrują i walczą o wolność seksualną. Zdecydowana większość naszego środowiska to osoby żyjące w ukryciu. Tak jak ja. Po latach przemyśleń i dojrzewania decydują podzielić się swoim sekretem z najbliższymi. A w sercu się modlą aby swojej decyzji nigdy nie musieli żałować. Nawet nie wiecie jakie to dla mnie trudne. Jak się bałam tej rozmowy. I co teraz czuję.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=348</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 33-cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=346</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=346#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Nov 2009 12:39:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=346</guid>
		<description><![CDATA[BLOG – „Jestem lesbijką i co z tego?” 
Stała oparta o ścianę. Wracała wspomnieniami do czasów, gdy odkrywała największe chwile szczęścia. Ta podróż  sentymentalna wywołała na jej twarzy miły grymas, zmarszczone lekko czoło i błysk w oku-niczym łzy. Przypominała osobę, która na moment straciła kontakt z rzeczywistością.
Wspomnienia to najcenniejsze, co możemy zachować po kimś, po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>BLOG – „Jestem lesbijką i co z tego?” </strong></p>
<p><strong>Stała oparta o ścianę. Wracała wspomnieniami do czasów, gdy odkrywała największe chwile szczęścia. Ta podróż  sentymentalna wywołała na jej twarzy miły grymas, zmarszczone lekko czoło i błysk w oku-niczym łzy. Przypominała osobę, która na moment straciła kontakt z rzeczywistością.</strong></p>
<p><strong>Wspomnienia to najcenniejsze, co możemy zachować po kimś, po czymś&#8230;to skarb do ocalenia pomimo wszystko i bez znaczenia jakim kosztem.</strong></p>
<p><strong>Stała tak i próbowała  przypomnieć sobie szczegóły&#8230;.drobiazgi dotyczące tych chwil.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Wspomnienia, marzenia czy sny&#8230;podświadome pragnienia-próbowała odgrzebać w pamięci to wszystko co było dla niej miłe i nawet bez znaczenia było teraz czy to jawa czy sen.</strong></p>
<p><strong>Chwila ta przynosiła jej ulgę i upragnione poczucie spokoju &#8211; choć tak płoche i łatwe do stracenia.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>-Basiu&#8230;co ci jest?- wyrwało ją to pytanie z zadumy. Z niezadowoleniem w duszy spojrzała na stojącą przed nią dziewczynę i od razu odczuła coś w rodzaju poczucia winy. Jak mogła przez chwilę być zła na osobę stojącą przed nią. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>To jest jedna z niewielu osób, której miała powierzyć swoją tajemnicę. Planowała to już od dawna. Często w myślach rozgrywała scenę swojego coming outu. Bała się. Nie wiedziała jak zareagują.</strong></p>
<p><strong>Czy to zaakceptują i podejdą jak dotychczas do niej z przyjaźnią i tolerancją. Liczyła na to i intuicyjnie wiedziała, że wszystko będzie dobrze,  ale pomimo to bała się. </strong></p>
<p><strong>Najbardziej zależało jej na Marcie.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Marta od kilku lat przebywała na stałe za granicą. Mieszkała w Anglii.</strong></p>
<p><strong>Ich przyjaźń zaczęła się jeszcze w liceum. Chodziły do tej samej klasy, siedziały zawsze w jednej ławce. Po szkole średniej ich drogi się rozeszły , Marta wyjechała na studia do Krakowa a Asia została w mieście rodzinnym.</strong></p>
<p><strong>Wbrew obawom kilometry jakie je zaczęły dzielić nie zmieniły między nimi przyjaznych relacji&#8230;wręcz przeciwnie –spotkania głownie w czasie przerw świątecznych miały niepowtarzalny i ciepły klimat. Marta zawsze na święta przyjeżdżała do rodziców i co najmniej jeden dzień spędzały razem na plotkowaniu i wspominaniu. Później gdy Marta wyjechała z kraju kontakt był zdecydowanie utrudniony natomiast dzięki niezliczonej ilości kilometrów między nimi korespondencja stała się bardzo melancholijną i serdeczną. I tylko kartki z życzeniami świątecznymi wywoływały łzy na wspomnienie wcześniejszych spotkań w te szczególne dni .</strong></p>
<p><strong>A co najbardziej dziwne w tym wszystkim łączyła je zawsze tak mocna przyjaźń,  że pomimo sporadycznych spotkań czy kontaktów zawsze miały poczucie bliskości. Marta wiedziała, że Asia myśli o niej bardzo często, czuła ją blisko siebie i sama myślami była przy przyjaciółce.</strong></p>
<p><strong>Teraz Marta wróciła na stałę. Dzisiaj była gościem w jej domu.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Oprócz Marty zostali zaproszeni jeszcze Wojtek z Kamilą. To najbliżsi znajomi Basi.</strong></p>
<p><strong>Byli od kilku lat małżeństwem. Basia była świadkiem na ich ślubie. Znała ich w sumie od kiedy zaczęli się spotykać. Wcześniej przyjaźniła się z Kamilą. Była świadkiem rodzenia się między nimi miłości. Później , gdy podjęli decyzję o ślubie, z Basią jako pierwszą podzielili się swoją radością. Dwa lata później, gdy na świat przychodził ich syn, Basia czekała na korytarzu szpitalnym pod porodówką. To ona jako pierwsza widziała maluszka w inkubatorze, a kilka dni później mogła trzymać  go na rękach.</strong></p>
<p><strong>Basia przyjaźniła się z Kamilą i Wojtkiem. Uczestniczyła we wszystkich najważniejszych momentach ich wspólnego życia. Oni nie mieli szansy bycia z nią w ważnych momentach w jej życiu, bo oficjalnie w jej życiu  nic ważnego się nie działo. Po prostu byli…</strong></p>
<p><strong>Oczywiście ona, przeżywała wzloty i upadki. Zakochiwała się w kimś, później odkochiwała. Była szczęśliwa w związku z miłością swojego życia. Oni ja oczywiście poznali, ale nie mieli nigdy pojęcia, jak blisko dziewczyny są ze sobą. Zawsze bała się o tym powiedzieć.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Dzisiaj postanowiła to zmienić. Chciała się przekonać. Chciała już zawsze móc w nich wierzyć. Z każdą chwilą bała się bardziej. Bo jeśli nie zaakceptują? Jeśli po tylu latach ich straci? Z drugiej strony cóż to za przyjaźń, gdy nie mogła być sobą w gronie najbliższych osób? Jeśli nie zrozumieją, jeśli odrzucą… </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Basia spojrzała na nich, siedzieli wygodnie w fotelach, rozmawiali o czymś wesołym, śmiali się, popijali wino.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Stanęła przed nimi, zawahała się…usiadła. Sięgnęła po kieliszek. </strong></p>
<p><strong>Zaczęła rozmowę swojego życia:</strong></p>
<p><strong>-Kochani, bardzo się cieszę, że udało się nam wreszcie w czwórkę spotkać. Dobrze widzieć, że macie dobre humory i wszystko u was w porządku. Bardzo się cieszę waszym szczęściem.</strong></p>
<p><strong>Chciałabym wam dzisiaj powiedzieć coś bardzo ważnego. Nie denerwujcie się, wszystko jest ok. Ale jest coś czym chciałabym się z wami podzielić. Może się domyślacie, może będziecie w szoku. A może zupełnie nie zrobi to na was wrażenia. Tak czy inaczej muszę to z siebie zrzucić.</strong></p>
<p><strong>Wszyscy patrzyli na nią z dużym zainteresowaniem. Milczeli.</strong></p>
<p><strong>Basia obracała w dłoniach kieliszek, bawiła się nim aby ukryć trzęsące się dłonie.</strong></p>
<p><strong>Teraz już nie miała odwrotu, z resztą nie chciała się wycofywać.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>-Jestem lesbijką. Nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat&#8230;</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=346</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 33-cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=344</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=344#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Nov 2009 11:28:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=344</guid>
		<description><![CDATA[W firmie oczywiście klasycznie wkurzało mnie wszystko dookoła ze zdwojona siłą. Tego dnia do łez potrafiło doprowadzić mnie krzywe spojrzenie prezesa. Byłam pewna, że  następna w kolejce do redukcji jestem ja. Pod koniec miesiąca wypowiedzenie, później trzy miesiące pracy i witaj bezrobocie. Za każdym razem, gdy niby w żartach pomyślałam sobie o tej sytuacji…coś tajemniczego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W firmie oczywiście klasycznie wkurzało mnie wszystko dookoła ze zdwojona siłą. Tego dnia do łez potrafiło doprowadzić mnie krzywe spojrzenie prezesa. Byłam pewna, że  następna w kolejce do redukcji jestem ja. Pod koniec miesiąca wypowiedzenie, później trzy miesiące pracy i witaj bezrobocie. Za każdym razem, gdy niby w żartach pomyślałam sobie o tej sytuacji…coś tajemniczego w środku kazało mi się zamknąć. Wewnętrznie byłam dla siebie równie niedobra jak dla Karoliny i Julii. Krzyczałam sama na siebie albo się do siebie nie odzywałam. Milkłam na kilka dni i tyle. Postanawiałam nie gadać z nikim nie wykluczając z tego grona samej siebie. Takie przewrotne i wygodne za razem. Wolne od życia.</p>
<p> </p>
<p>Nasz pierwszy kryzys małżeński trwał niemal trzy dni. Karolina była chyba gotowa kolejne ale ja nie wytrzymałam dłużej. Poprosiłam o rozmowę. Przeprosiłam, poprosiłam o wybaczenie. Wytłumaczyłam, że zdaję sobie sprawę z niełatwej sytuacji dla nas wszystkich i że postaram się zmienić.</p>
<p>Karolina niewiele mówiła. Przytuliła, wysłuchała i również powiedziała „przepraszam”. I już było lepiej. Do następnego ranka w pracy oczywiście.</p>
<p>Przez jakieś dwa dni udawało mi się w domu grać beztroskę i radość życia. Trzeciego nie starczyło siły na uśmiechy i spokojna rozmowę. Czułam, że coś niedobrego wisi w powietrzu.</p>
<p>Wisiało.</p>
<p>Ostatniego dnia lutego prezes zaprosił mnie do siebie. Próbował poczęstowac nawet kawą. Odmówiłam, więc w zamian otrzymałam…. niewielką kartkę z kilkoma paragrafami, wyjaśnieniami i podpisami. Mój autograf dopełniał kompletu. Jeszcze tylko trzy miesiące i firma mnie wypuści wolną i … bogatą.</p>
<p>-Pani Ado, proszę się nie przejmować, jest pani jeszcze młoda, jest pani świetną specjalistką. Jestem przekonany, że bardzo szybko znajdzie pani pracę. – prezes próbował mnie pocieszać- oczywiście firma dołoży wszelkich starań, aby pani pomóc. Jeśli będzie potrzebna opinia, jakieś referencje – to bardzo proszę. Poza tym dostanie pani trzymiesięczną odprawę. Wszystkie szczegóły wyjaśni pani kadrowa. Proszę się do niej zgłosić. – klepał niemal bez przerwy gdy tymczasem ja siedziałam naprzeciw z oczami wlepionymi w moja przepustkę do „wolności”.</p>
<p> </p>
<p>Tego wieczoru wróciłam do domu bardzo późno. Wcale nie miałam ochoty wracać. Włóczyłam się po mieście. Szłam tak przed siebie. Mijałam anonimowe twarze, zastanawiałam się kim oni są, czy pracują …a może szukają pracy.</p>
<p> </p>
<p>Analizowałam wszystkie lata w tej firmie. Pracowałam tutaj od 10 lat. To właściwie moja pierwsza poważna praca. Tutaj się wszystkiego nauczyłam. Tutaj się zżyłam z ludźmi, współpracownikami. Przypominałam sobie dobre, stare czasy gdy świetnie funkcjonowaliśmy, co chwilę wybieraliśmy się na wyjazdy integracyjne, czasami nawet za granicę- tyło nas na to stać. Hucznie obchodziliśmy wszelkie jubileusze, święta. Było fajnie. Teraz … za chwilę nie miało zostać niemal nic. Tylu ludzi ciężko pracowało, aby tworzyć coś fajnego i trwałego gdy tymczasem ruchy kilku osób niecelnie obsadzonych na odpowiedzialnych stanowiskach doprowadziło takiego kolosa do upadku. Dręczyłam sama siebie. Teraz przeliczałam okres mojego wypowiedzenia na tygodnie, dni…godziny pracy.</p>
<p>Nie zostało tego dużo. I tylko trzy wypłaty do końca maja plus odprawa. I to tyle, po 10 latach pracy. Odczuwałam rozgoryczenie, złość … i wciąż szumiało mi w głowie pytanie, dlaczego właśnie ja a nie Patrycja, która siedzi ze mną w pokoju? To nic, że już kilka osób było w poprzednich miesiącach. Czułam się skrzywdzona, oszukana i niedoceniona. Było mi źle.</p>
<p> </p>
<p>Karolina zapytała, gdzie tak długo byłam i nawet nie zadzwoniłam, że później wrócę. Spojrzałam na swój telefon. Nie miałam nieodebranych połączeń ani wiadomości. Denerwowała się, ale nawet nie zadała sobie trudu, aby do mnie zadzwonić albo napisać. Położyłam się spać, nic jej nie mówiąc. Nie mogłam zasnąć niemal do rana. Wsłuchiwałam się w spokojny i miarowy oddech śpiącej Karoliny.</p>
<p> </p>
<p>Kolejne miesiące podobnie jak dwa pierwsze mijały mi jakby w jakimś amoku. Żyłam w półśnie, takim złym bardzo… prosiłam aby to wszystko się już skończyło.</p>
<p> </p>
<p>Przez to wszystko oddalałyśmy się z Karolina od siebie. Czułam to, bałam się, ale nie miałam zbyt dużo energii aby nad tym pracować i naprawiać to co popsułam. O wypowiedzeniu powiedziałam jej dopiero kilka dni później, w dodatku jakby od niechcenia. Rzuciłam mimochodem, że w firmie jestem do końca maja a później czeka mnie zasiłek dla bezrobotnych. Miała do mnie żal, że nie powiedziałam od razu. A ja się stawiała i twierdziłam, że jakie to ma znaczenie- powiedziałam czy nie!</p>
<p> </p>
<p>Julia zaczęła mnie niemal unikać. Karolina organizowała sobie wieczory z naszymi przyjaciółmi. Mnie miała dość.</p>
<p>Czasami dla oderwania się od okrutnej rzeczywistości zaglądałam na swój blog. Kilka razy w czasie tych miesięcy nawet coś napisałam. Wracałam wspomnieniami do odległych czasów…</p>
<p> </p>
<p> <strong>BLOG – „Jestem lesbijką i co z tego?” </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=344</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 33-cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=339</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=339#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Nov 2009 13:56:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=339</guid>
		<description><![CDATA[Tak jak się spodziewałam, początek roku przyniósł wiele zmian. Niepokojących zmian. Mimo miłego Sylwestra i wierze, że jakie pierwsze godziny nowego roku takie wszystkie miesiące nadchodzącego roku.
W firmie zaczęły się mozolne akcje restrukturyzacyjne. Dopadł nas nawał pracy od pierwszego dnia w biurze. Nowe wytyczne, zarządzenia. Kilka nowych twarzy. Bilanse…bilanse…bilanse. Mordęga dla nas wszystkich. Prezes przyjmował [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tak jak się spodziewałam, początek roku przyniósł wiele zmian. Niepokojących zmian. Mimo miłego Sylwestra i wierze, że jakie pierwsze godziny nowego roku takie wszystkie miesiące nadchodzącego roku.</p>
<p>W firmie zaczęły się mozolne akcje restrukturyzacyjne. Dopadł nas nawał pracy od pierwszego dnia w biurze. Nowe wytyczne, zarządzenia. Kilka nowych twarzy. Bilanse…bilanse…bilanse. Mordęga dla nas wszystkich. Prezes przyjmował kolejnych dostojnych gości licznie zjeżdżających się z całej Europy a my wszyscy kłanialiśmy się im w pas mimo przeczucia, że nam nie pomogą o ile nie zaszkodzą.</p>
<p>Po kątach bawiliśmy się w przepowiadanie przyszłości i nasze dalsze kariery.</p>
<p>Klimat zaczął się psuć z każdym dniem bardziej. Zdawaliśmy wszyscy sobie sprawę z tego, że wcześniej czy później zaczną się redukcje etatów. Zawsze w takich chwilach nadchodzi to najgorsze. Każdy wobec kolegi czy koleżanki stał się podejrzliwy, bo a nóż on czy ona wie coś o czym ja jeszcze nie wiem. Sama zaczęłam się bać najgorszego. Byłam dobrym i wieloletnim pracownikiem tej firmy ale w moim dziele były same takie osoby. Wszystkie oddane i lojalne – długoletnie. Każdy z nas miał nadzieje, że celownik będzie wymierzony w kogoś innego. Nerwówka zaczęła się na dobre, wyścig szczurów rozpoczęty. Niestety nienajlepsze nastroje trudno było zostawiać w pracy. Karolina starała się mnie pocieszać ale z biegiem czasu stawałam się zwyczajnie nieznośna.</p>
<p>Czarne scenariusze śniły mi się co noc. A co będzie jak mnie wyleją? Jak Karolina utrzyma cała naszą trójkę? Mamy niewielkie oszczędności na koncie ale na długo to nie wystarczy. Zanim znajdę inne zajęcie może trochę potrwać. Byłam wystraszona gdy tymczasem Karolina ze stoickim spokojem powtarzała wręcz z uporem maniaka swoje: -„Poradzimy sobie kochanie, spokojnie.”</p>
<p>Doprowadzała mnie tym zdaniem do szewskiej pasji. Jakoś…nie chciałam sobie jakoś radzić! Chciałam zapewniać swoim najbliższym dostatnie życie bez potrzeby radzenia sobie jakoś tam. Bałam się porażki.</p>
<p>Coraz częściej dochodziło między nami do drobnych nieporozumień. To pewnie moja wina, choć zawsze wydawało mi się, że staram się być ugodowa.</p>
<p>Bywały dni kiedy nawet Julia miała problemy aby mnie rozweselić. Ciągły stres dał znać o sobie nawet mojej rodzinie.</p>
<p>Któregoś wieczora Julia poprosiła abym jej poczytała przed snem. Otworzyłam wskazaną przez małą książkę, zaczęłam czytać o przygodach psa Mopsika … gdy Julia przerwała.</p>
<p>-Ciocia, ja chcę abyś była taka jak kiedyś- powiedziała ściszonym, poważnym głosem.</p>
<p>-Czyli jaka?- zapytałam.</p>
<p>-No taka jak kiedyś. Wesoła…zawsze uśmiechnięta.</p>
<p>-Jestem wesoła, naprawdę kochanie.-próbowałam zapewnić dziecko.</p>
<p>-Nie ciociu, jesteś smutna. Nie bawisz się ze mną tyle co kiedyś. Mama też już nie jest taka radosna.- Julia była zupełnie poważna i zatroskana.</p>
<p>-Kochanie, to prawda, że teraz jest troszeczkę inaczej- zaczęłam powoli tłumaczyć.</p>
<p>-To pewnie moja wina, byłam niegrzeczna tak?- zapytała.</p>
<p>-Nie, Juleczko- to nie twoja wina. Widzisz, ciocia ci to już tłumaczy. Odrobinę się zmieniło w naszym życiu, bo mam teraz więcej pracy. Sama widzisz, że wracam czasami bardzo późno. W mojej firmie wiele się zmieniło, ciocia teraz ma więcej obowiązków- rozumiesz?</p>
<p>-Tak – ale dlatego jesteś zła i smutna? – zapytała Julia</p>
<p>-Nie jestem zła, jestem czasami bardzo zmęczona tylko. Wyglądam jakbym była smutna ale tak naprawdę to tylko zmęczenie. Nie wysypiam się, brakuje mi naszych zabaw i wycieczek. Ale to się niebawem skończy, obiecuję ci kochanie.- wypowiadałam te słowa drżącym głosem, bo zdawałam sobie sprawę z prawdziwości tego stwierdzenia. Niebawem zostanę bez pracy. Zmęczenie się skończy ale czy radość życia powróci? Póki co musiałam przekonać dziecko.</p>
<p>Julia słuchała mnie uważnie sprawiając wrażenie pełnego zrozumienia.</p>
<p>Gdy opowiadałam Karolinie o naszej rozmowie z dzieckiem powiedziała tylko:</p>
<p>-Widzisz, mówiłam ci tyle razy abyś nie przynosiła trosk z firmy do domu- do miejsca, które powinno być twoją, nasza oazą szczęścia i spokoju- powiedziała, faktycznie powtarzając to zdanie po raz setny.</p>
<p>-Tak ci się tylko wydaje, myślisz że tak sobie dla rozrywki nie zostawiam własnych lęków i myśli w pracy aby powkurzać ciebie?- zapytałam z odrobina ironii.</p>
<p>-Nie wiem, ale wchodzisz do mieszkania i ja od progu wiem, że czeka nas ciężkie popołudnie!- atakowała Karolina</p>
<p>-Nic na to nie poradzę!</p>
<p>-Może powinnaś jednak spróbować, skoro nawet dziecko czuje się mało komfortowo!</p>
<p>-Tak, teraz jeszcze powiedz, że obie czujecie się ze mną nieszczęśliwe!- obie zaczęłyśmy mówić podniesionym głosem.</p>
<p>Pierwszy raz w życiu zaczęłyśmy rozmawiać w taki sposób.</p>
<p>-Tego nie powiedziałam, ale powinnaś się zastanowić nad swoim zachowaniem skoro dziecko wysyła takie wyraźne znaki. Ona tęskni za ciocią Adą, którą pokochała kilka miesięcy temu!</p>
<p>-A ty jako najbliższa mi osoba powinnaś mnie wspierać a nie dokopywać! – broniłam się atakiem.</p>
<p>-Ja ci nie dokopuję. Próbuje jedynie abyś zauważyła, że naprawdę zmieniłaś się. Znam powody ale myślę, że możesz nad sobą popracować.</p>
<p>-Tak ci się tylko wydaje, może powinnam uprawiać afirmację? Pracuję na bombie zegarowej. Nie wiadomo kiedy wszystko wyleci w powietrze. Kolejnie osoby odchodzą z firmy a ja mam się relaksować przed powrotem do domu bo tobie jest mało komfortowo?</p>
<p>-Nie! Ada, nie rozmawiaj tak ze mną! – rzuciła Karolina i wyszła z pokoju.</p>
<p>Została sama analizując nasza rozmowę, moje zachowanie. Zastanawiałam się, czy Karolina może czuć to co ja czuję każdego kolejnego dnia pracując na tonącym Tytanitu.</p>
<p>Czy jest w stanie mnie zrozumieć. Powinna ale chyba nie chce.</p>
<p>Tej nocy po raz pierwszy spałyśmy oddzielnie. Karolina pościeliła sobie u Julii w pokoju. Obie nie miałyśmy ochoty wracać do tej rozmowy. Rankiem chłodne stosunki pogłębiły mroźną pogodę, mimo że był już prawie marzec.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=339</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 32-cz.4</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=337</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=337#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Nov 2009 15:14:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=337</guid>
		<description><![CDATA[Wróciłyśmy do hotelu nad ranem. W głowie huczała głośna muzyka, nie miałam ochoty na sen. Karolina oczywiście padła. Odrobinę bąbelków za dużo.
Włączyłam komputer. Posypały się życzenia noworoczne. Na blogu i w poczcie.
Postanowiłam opisać swoje wrażenia z imprezy we Wrocławiu.
BLOG – „ Nowy 2006 rok”
No i mamy 2006 rok!  
Koncert w Rynku był udany. Goście [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wróciłyśmy do hotelu nad ranem. W głowie huczała głośna muzyka, nie miałam ochoty na sen. Karolina oczywiście padła. Odrobinę bąbelków za dużo.</p>
<p>Włączyłam komputer. Posypały się życzenia noworoczne. Na blogu i w poczcie.</p>
<p>Postanowiłam opisać swoje wrażenia z imprezy we Wrocławiu.</p>
<p>BLOG – „ Nowy 2006 rok”</p>
<p><strong>No i mamy 2006 rok! </strong><strong> </strong></p>
<p><strong>Koncert w Rynku był udany. Goście tłumnie przybywali od godzin południowych, gdy tylko zaczęły się próby. Późnym wieczorem cały Rynek był opanowany przez sylwestrowych imprezowiczów. Gwiazd i gwiazdeczek cały Wrocław. Prawdziwe gwiazdy z profesjonalnym podejściem do zadania, gwiazdeczki wkraczały z godnym dla show biznesu rozmachem czy nadmuchaniem. Oceniam sytuację nieco z zaplecza- miałam możliwość przyglądaniu się przygotowaniom przed koncertem od kulis. Na scenie wszystko było w porządku. Generalnie Sylwester w Rynku się udał, Wrocław jako organizator imprezy zasłynął na całym świecie za pośrednictwem relacji telewizyjnych i wszyscy świetnie się bawili.</strong><strong></strong></p>
<p><strong>Doda nie narobiła „obciachu” właściwie to ładnie wyglądała na scenie i popis wokalny był na dobrym poziomie (pomijam tekst jednej z piosenek – ona sama przyznała, że jest jego autorstwa i nie jest zbyt dobry). </strong><strong></strong></p>
<p><strong>Krzysztof Krawczyk mimo słabej kondycji fizycznej poza sceną wykazał się tężyzną w czasie występu, może czasami miał problem ze zgraniem playbacku z mimika twarzy….ale może to wina mrozu:) </strong><strong></strong></p>
<p><strong>Bajm z zawodowym podejściem zrobił swoje, w pięknym stylu dzięki Beacie. </strong><strong></strong></p>
<p><strong>Jacek Stachursky chrypiał w swoim klimacie rytmiczne piosenki ku radości zgromadzonej publiczności…rozruszał towarzystwo bez problemu. </strong><strong></strong></p>
<p><strong>Tercet Egzotyczny wywołał uśmiechy nieco dojrzalszej publiczności, ogólnie stworzyli miły klimat dla wszystkich.</strong><strong></strong></p>
<p><strong> Reni Jusis wystąpiła ze swoimi sztandarowymi numerami- od niej nikt nie oczekiwał występu na „żywo” biorąc pod uwagę styl muzyczny i miksy w wokalu ale ogólnie mi się podobała.</strong><strong></strong></p>
<p><strong> Kombi jak zawsze ruszył tłum…zrobiło się skocznie i radośnie. </strong><strong></strong></p>
<p><strong>Blue Cafe weszło na scenę ze wspomnieniem lata , to ostatni ich koncert jak niesie najnowsza wieść. Szkoda… </strong><strong></strong></p>
<p><strong>Na koniec ostatni zespół Colle Soli – latynoskie akcenty – wiele się działo na scenie – kolorowo i… żal mi było dziewczyn tańczących w skąpych strojach gdy temperatura ok. 0 st C. </strong><strong></strong></p>
<p><strong>Koncert prowadzili: Agata Młynarska, Anna Popek, Paweł Pawelec i Marcin Bisiorek. Wyszło im bardzo profesjonalnie – obawiałam się okrzyków typowych dla Agaty Młynarskiej ale jak się przekonałam wyrosła z tego najwyraźniej….i cieszę się bardzo. </strong><strong></strong></p>
<p><strong>Obsługa imprezy też jest godna uwagi. Zabezpieczone ulice dookoła Rynku, bramki wejściowe gwarantujące brak wybryków chuligańskich. Moje gratulacje…… bardzo udana noc.</strong><strong></strong></p>
<p><strong>A na cały Nowy Rok : </strong><strong></strong></p>
<p><strong>- przede wszystkim miłości tej jednej jedynej i odwzajemnionej. Abyście mogły zawsze kochać i być kochane,</strong><strong></strong></p>
<p><strong> &#8211; samych radosnych doznań, miłych niespodzianek i wielu chwil gdy pomyślicie „jestem szczęśliwa właśnie tu i teraz” </strong><strong></strong></p>
<p><strong>-wspaniałych weekendów i wakacji w gronie najprawdziwszych przyjaciół, osób z którymi nigdy nie będziesz się nudzić, na których nie umiesz się złościć, osoby którym ufasz i bez których nie wyobrażasz sobie życia, </strong><strong></strong></p>
<p><strong>- zdrowia dla wszystkich dokoła , abyście nie musieli nawet słyszeć, ze ktoś kogo znacie choćby z widzenia, jest chory,</strong><strong></strong></p>
<p><strong> &#8211; dużo uśmiechu na każdym kroku, niezależnie czy jesteście w pracy, szkole czy w domu. Uśmiechajmy się dużo do siebie, to zaraźliwe- udziela się innym, śmiech to zdrowie <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </strong><strong></strong></p>
<p><strong> &#8211; abyśmy nie tracili czasu na dąsy, obrażanie czy smucenie się z błahych powodów,</strong><strong></strong></p>
<p><strong> &#8211; wielu premii w pracy , pochwał szefa i przyjaznych stosunków z współpracownikami,</strong><strong></strong></p>
<p><strong> &#8211; a na końcu dużo pieniędzy dających możliwość spełniania marzeń, realizacji planów</strong><strong></strong></p>
<p><strong>czego z całego serca Wam i sobie życzę : ) </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>I znowu zasypiałam w poczuciu ogromnego szczęścia bo mogłam przytulić się do kogoś, kto był dla mnie najważniejszy na świecie. Ona była dla mnie całym światem. Czekałam na nią tak długo i w końcu nadeszła. Osoba, za którą byłam odpowiedzialna, z której zdaniem się liczyłam, osoba o która chciałam się troszczyć już do końca życia. O północy pocałowałam ją i życzyłam dla nas takiego szczęścia na zawsze. A teraz mogłam wślizgnąć się pod kołderkę i poczuć jej ciepło. Pocałować jej szyję i mieć pewność, że śni się jej właśnie coś miłego bo uśmiecha się delikatnie… być może dlatego również, że czuje się bezpiecznie.</p>
<p>To był dla mnie i dla niej bardzo dobry rok. Dał nam siebie, dał nam miłość. Wiedziałam natomiast, że nowy przyniesie mi pewne zmiany. Firma, w której do lat pracowałam od stycznia miał przechodzić restrukturyzację. Duże zmiany się szykowały, nie na lepsze niestety.</p>
<p>Nie wspomniałam jeszcze o tym Karolinie, nie chciałam jej psuć końcówki roku. Ale przecież takich trzech jak nas dwóch nie ma ani jednego więc poradzimy sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu. Marzenia będziemy sukcesywnie spełniać, plany realizować a przeciwności pokonywać… bo w związku jest podwójna moc. Wierzę w to. Nigdy nie czułam się taka silna ja teraz, gdy miałam Karolinę obok. Nic nie było mi takie straszne mając świadomość, że nie będę sama bo jest ktoś…dla kogo jestem bardzo ważna.</p>
<p>Zasnęłam gdy za oknem było już prawie jasno. Rozmyślanie czasami zajmuje mi bezsenne noce. Tym razem przeczucie kłopotów odpędzało mi sen z powiek. Szczęście, że moje kochanie w boskiej nieświadomości słodko spało.</p>
<p>To był cudowny rok.</p>
<p>I wspaniały Sylwester!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=337</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 32-cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=334</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=334#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Nov 2009 12:24:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=334</guid>
		<description><![CDATA[Pani psycholog opowiedziała na czym polega homoseksualizm. O tym, że ja sama nie mam wpływu na nic. O tym, że właśnie teraz ja- czyli córka potrzebuje dużo miłości i troski bo to dla mnie bardzo trudny moment. Że jeśli najbliżsi będą ze mną i się nie odwrócą poradzę sobie ze swoim problemem bo dzięki akceptacji [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pani psycholog opowiedziała na czym polega homoseksualizm. O tym, że ja sama nie mam wpływu na nic. O tym, że właśnie teraz ja- czyli córka potrzebuje dużo miłości i troski bo to dla mnie bardzo trudny moment. Że jeśli najbliżsi będą ze mną i się nie odwrócą poradzę sobie ze swoim problemem bo dzięki akceptacji otoczenie przestanie on być problemem. Mówiła bardzo mądre rzeczy. Ja siedziałam i się nie odzywałam wcale. Cały czas płakałam.</p>
<p>Lekarka opowiadała o związkach homoseksualnych. O tym, że i takie pary mają prawo do szczęścia i wspólnego życia. Że najważniejsza dla mnie teraz jest akceptacja. Długo tłumaczyła, że homoseksualizm nie jest chorobą. Nie jest to katar, który da się wyleczyć. Nie ma lekarstwa. Że tak jak każdy inny człowiek potrzebuję miłości. Chcę kochać i być kochaną.</p>
<p>Mam uważnie słuchała. Nawet nie zerkała w moją stronę, mimo że często powtarzała, że bardzo mnie kocha i pragnie mojego szczęścia. Powiedziała, że zawsze marzyła o tym aby doczekać wnuków, zięcia. Teraz już zdawała sobie sprawę, że ten dzień nie nadejdzie nigdy.</p>
<p>Spotkanie z panią psycholog trwało z dwie godziny. Gdy wychodziłyśmy z gabinetu miałam oczy czerwone jak królik. Cała taka zmasakrowana i zapłakana weszłam do poczekalni gdzie oczekiwali kolejni pacjenci, jestem pewna, że kilku z nich przestraszyłam zdrowo, nie zdziwiłabym się gdyby połowa opuściła pospiesznie poczekalnię rezygnując z wizyty.</p>
<p>- No i coś dała ta rozmowa?- byłam ciekawa</p>
<p>-W drodze powrotnej do domu nie zamieniłyśmy z mama ani słowa. Przez następne dni również. Mam zamknęła się w sobie. Przeżywała, popłakiwała po kątach ale nie chciała rozmawiać. Po kilku tygodniach odrobinę mniej okazywała swoje emocje ale unikała trudnego tematu. Później jakiś czas poznałam swoją pierwszą miłość. Zaczęłyśmy się spotykać. Nie przyprowadzałam swojej dziewczyny do domu bo bałam się, że mama będzie zła. Ale spędzałyśmy ze sobą bardzo dużo czasu. W domu pojawiałam się tylko na noc. W weekendy gdzieś wyjeżdżałyśmy aby pobyć razem. Mam nie pytała ale wiedziała.</p>
<p>Któregoś dnia przez nieuwagę zostawiłam w domu swój portfel z dokumentami. W środku było zdjęcie z Basią. Byłyśmy do siebie dość wymownie przytulone. Mam je zobaczyła. Przez moment krzyczała, że miała nadzieję, że już mi przeszło. Że przecież już było dobrze a tutaj znowu coś wyczyniam. Próbowałam z nią spokojnie rozmawiać, powiedziałam, że wreszcie jestem szczęśliwa. Że stało się to o czym mówiła pani doktor. Zakochałam się, ktoś mnie pokochał i teraz jedyne co może wszystko popsuć to odrzucenie przez rodzinę.</p>
<p>Powoli zaczęła odpuszczać. Nie wnikała gdzie i z kim jadę czy gdzieś idę. Przemilczała, nie wnikała ale tez nie pytała co u nas słychać. I to mi nawet odpowiadało. Nie musiałam oszukiwać. Basia również powiedziała swojej mamie. Ona przyjęła cała prawdę nieco mniej gwałtownie. Powiedziała, że podejrzewała od jakiegoś czasu. Że nie podoba się jej ale nie może tego zmienić. Jakiś czas później nasze mamy nawet się spotkały. W końcu zaakceptowały w pewnym sensie nasz związek. Po kilku latach nie stanowiło to problemu. Ale nie byłam nigdy u teściowej na obiedzie niedzielnym ani moja mama nigdy nas nie zaprosiła razem, mimo że czasami Basia odwiedzała mnie w domu. Później zamieszkałyśmy razem. Wynajęłyśmy mieszkanie. Utrzymywałyśmy zasadę, że gdy moja mam mnie odwiedza, Basia ma wolne popołudnie i może spotkać się z przyjaciółkami na plotki, gdy jej mama pojawiała się u nas – ja wybywałam z domu. I tak właśnie było.</p>
<p>-A nic nie mówisz o reakcji twojego taty- nie powiedziałaś mu?- zapytałam</p>
<p>-Powiedziałam, powiedziałam mu zanim porozmawiałam z mamą. Dzień wcześniej. Tego dnia wysłuchał mnie w milczeniu i poszedł do siebie. Dopiero następnego dnia był gotów na rozmowę. Powiedział, że jeśli jestem tego pewna, to on jest ze mną. Że chce abym była szczęśliwa i że mogę na niego liczyć w każdej chwili. Później , gdy powiedziałam mamie próbował z nią rozmawiać i łagodzić klimat. Niewiele mu się udawało ale był kochany od samego początku.</p>
<p>-Fajnie, że chociaż tato tak zareagował prawda?</p>
<p>-Tak, to mnie wzmocniło. Później doszło do tego, że jak wynajęłyśmy mieszkanie tato przychodził nam pomóc coś naprawić czy umeblować. Pamiętam, nasze pierwsze walentynki w nowym mieszkaniu. Akceptował nasz związek tam bardzo, że pomagał mi nawet w dmuchaniu balonów- niespodzianki dla mojej ukochanej walentynki, gdy ta była w pracy.- powiedziała Karina uśmiechając się na wspomnienie tamtej chwili.</p>
<p>-No ale żałujesz , że powiedziałaś mamie?- zapytałam.</p>
<p>-Przez pierwszych kilka lat żałowałam i to bardzo. Nie mogłam sobie wybaczyć. Ona cierpiała tak przeze mnie. Ale teraz  jest już dobrze. Mam szanuje moja prywatność. Troszczy się, dba. Strasznym ciosem w sumie dla niej było moje rozstanie z Basią. Nie mogła się z tym pogodzić. Obie nasze mamy nie wiedziały dlaczego tak się stało. Próbowały nas swatać na nowo. Aranżowały niby przypadkowe spotkania. Miały nadzieje, że znowu będziemy razem. Przywykły do świadomości, że znają nas wzajemnie. Zapewne bały się, że teraz to już zawsze będziemy same. A tymczasem ja mam miłość swojego życia – tu Karina spojrzała na Gosię, która promiennie się uśmiechnęła – a Basia jest w szczęśliwym związku z chłopakiem. Spodziewają się dziecka.</p>
<p>-Basia była biseksualna? – myślałam, że też lesbijka.</p>
<p>-Basia jest heteroseksualna. Zawsze, od kiedy mnie poznała mówiła, że ją pociągają tylko i wyłącznie faceci i ja jedna jedyna. Wciąż powtarzała, że nigdy nie sądziła, że może się zakochać w kobiecie. Mawiała w kółko, że jak się kiedyś rozstaniemy to z całą pewnością jej partnerem będzie mężczyzna.</p>
<p>- No i jest…dobrze, że kogoś ma. No i fajnie, że wy macie siebie- podsumowałam wznosząc toast ze miłość.</p>
<p>Gdy zerknęłyśmy na zegarek było już dawno po godzinie dwudziestej. Zaczęłyśmy się szykować do wyjścia. Wino przyjemnie szumiało nam w głowach. Głośna muzyka dobiegająca z Rynku nastrajała dobrym humorem. Ubrałyśmy się na cebulkę i za kwadrans stałyśmy w wielotysięcznym tłumie Wrocławian i licznych gości tej imprezy.</p>
<p>O północy były toasty, fajerwerki i telefony od przyjaciół i rodziny. Nawet Julia wysłała do nas smsa z życzeniami noworocznymi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=334</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdzial 32 cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=332</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=332#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Nov 2009 15:48:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=332</guid>
		<description><![CDATA[Po objedzie wybrałyśmy się do Panoramy Racławickiej. Olbrzymiej wielkości dzieło. Mistrzostwo malarskie. Byłam w tym miejscu po raz trzeci ale za każdym razem opuszczałam mury panoramy pod dużym wrażeniem. Spacerem wróciłyśmy do hotelu.
Wieczór zastał nas w naszym pokoju, spędzałyśmy ostatnie chwile starego roku na wspomnieniach, podsumowaniach i opowieściach w towarzystwie naszych przyjaciółek, przy białym winie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po objedzie wybrałyśmy się do Panoramy Racławickiej. Olbrzymiej wielkości dzieło. Mistrzostwo malarskie. Byłam w tym miejscu po raz trzeci ale za każdym razem opuszczałam mury panoramy pod dużym wrażeniem. Spacerem wróciłyśmy do hotelu.</p>
<p>Wieczór zastał nas w naszym pokoju, spędzałyśmy ostatnie chwile starego roku na wspomnieniach, podsumowaniach i opowieściach w towarzystwie naszych przyjaciółek, przy białym winie półsłodkim.</p>
<p>Rozmawiałyśmy o życiu ogólnie, o naszym kręgu znajomych. O tym co za nami a co dopiero przed. W pewnej chwili któraś z nas poruszyła temat „wychodzenia z ukrycia” osób takich  jak my. Karina i Gosia miały ten problem z głowy. My z Karolina broniłyśmy swojego zdania, że ujawnianie prawdy naszym mamom jest bezsensowne.</p>
<p>Karina zaczęła wspominać swój coming out.</p>
<p>-Miałam wtedy około 20-21 lat. Zaczęłam się spotykać z moją pierwszą dziewczyną. Wcześniej oczywiście zdarzało mi się zakochiwać nieszczęśliwie. Bez wzajemności zerkałam ukradkiem za koleżankami, wiecie przecież jak to jest dziewczyny-prawda?</p>
<p>Uśmiechnęłyśmy się wszystkie , bo faktycznie wiedziałyśmy. Każda z nas przeżywała takie zauroczenia i fascynacje, zupełnie platoniczne i bez większego znaczenia dla naszej wybranki.</p>
<p>-Wiemy, wiemy…opowiadaj o tym czego nie wiemy- zażartowałam.</p>
<p>-No więc przyszedł moment, gdy byłam już pewna, że jestem inna niż pozostałe koleżanki. Zdałam sobie sprawę, że jestem lesbijką. Nie wiedziałam jak uświadomić to moim rodzicom.</p>
<p>Postanowiłam uzyskać pomoc u specjalisty. Wybrałam się do pewnej pani psycholog. Nie zapomnę pierwszego naszego spotkania. Weszłam do gabinetu, usiadłam przed nią, spuściłam głowę i milczałam. Wreszcie ona zapytała jaki mam problem i czy może mi jakoś pomóc. A ja chciałam jej powiedzieć wszystko ale za każdym razem gdy podnosiłam głowę do góry aby spojrzeć jej w oczy zaczynały płynąć mi łzy, więc spuszczałam powrotem głowę i nadal milczałam. Po kilku minutach dopiero pani doktor opanowała sytuację bo zaczęła zadawać pytania. Takie ogólne, bardzo delikatne. Zaczęła od tego ile mam lat, czy mam rodzeństwo, czym zajmują się moi rodzice. Później od słowa do słowa zaczęłam już sama mówić co mnie do niej sprowadza.</p>
<p>-No i co jej powiedziałaś? – dociekała Karolina.</p>
<p>-Wszystko o sobie. Że podobają mi się dziewczyny. Że śnią mi się, że marzę tylko o nich. Głownie powiedziałam jej o tym, że bardzo boję się reakcji moich rodziców na taką wiadomość. Wiedziałam, że mama ma bardzo zły stosunek do homoseksualistów. Mówiła czasami, że to chorzy ludzie. Że powinno się ich leczyć. Czasami próbowałam niby w żartach dowiedzieć się, co zrobiłaby na wieść o orientacji własnej córki. Mówiłam :-Mamo, a co zrobiłabyś, gdybym przyprowadziła Ci synową do domu i powiedziała, że zamieszka z nami?- mama wtedy się denerwowała i mówiła, że niedoczekanie moje.</p>
<p>-Badałaś swoją mamę, ja też tak robiłam – odezwała się Gosia – każda z nas chyba na jakimś etapie życia to robi, niby w żartach i luźnych rozmowach sprawdzamy potencjalnych reakcji w przyszłości.</p>
<p>-Dokładnie tak. I dlatego wiedziałam, że łatwo nie będzie.</p>
<p>-No i co z panią doktor?- niecierpliwiła się Karolina.</p>
<p>-No i wysłuchała mnie uważnie. Później tłumaczyła, że niestety ileś procent osób na całym świecie to osoby homoseksualne. Mówiła, że nie powinnam się czuć winna albo gorsza, bo nie miałam wpływu na swoja orientację seksualną. Powiedziała, że bardzo rozsądnie postąpiłam zgłaszając się do niej zanim porozmawiam z rodzicami. Polubiłam ją, zaufałam. Czułam, że ona mi pomoże. Wróciłam do domu i porozmawiałam z mamą. Posadziłam ją przed sobą i powiedziałam, mniej więcej to co sugerowała mi pani doktor. Prosiła abym mówiła spokojnie, zdecydowanie i myślała nad każdą wypowiedzią. Mam być sobą.</p>
<p>Powiedziałam : &#8211; Mamo, muszę ci coś bardzo ważnego powiedzieć. Wiem, ze chcesz dla mnie jak najlepiej i że bardzo mnie kochasz więc mam nadzieję, że szybko pogodzisz się z prawdą i ja zaakceptujesz. Jestem lesbijką.</p>
<p>W tym momencie mama wstała i zaczęła krzyczeć – co ja wygaduję. Że sobie coś ubzdurałam i że z tego wyrosnę. Że to jakieś bzdury. Żebym nigdy więcej do tego nie wracała bo nie mam racji. Że kiedyś poznam chłopca, którego pokocham i wyjdę za mąż. A teraz to mi się tylko wydaje, że podobają mi się dziewczyny.</p>
<p>-No tak, typowa reakcja. – odezwałam się poruszona- z tego co się zorientowałam, większość mam tak reaguje na informacje o homoseksualizmie swojego dziecka.</p>
<p>-Tak, do dość powszechna reakcja. Przez następne dni mama nie chciała ze mną rozmawiać wcale. Unikała mnie, starała się nie spotykać mojego wzroku i cały czas popłakiwała.</p>
<p>Poszła do lekarki na następne spotkanie, opowiedziałam jak przebiegła nasza rozmowa. Zaproponowała, abym przyprowadziła mamę do niej. Nie wiedziałam jak mam to zrobić.</p>
<p>Zaczęłam od tego, że chciałabym pójść do lekarza i proszę ją o towarzystwo. Mama chyba zrozumiała, że zgadzam się na leczenie swojego homoseksualizmu. Powiedziała, że chętnie pójdzie ze mną. Następnego dnia obie pojawiłyśmy się w gabinecie pani doktor. Usiadłyśmy przed nią, mama obok mnie. Pani doktor podsunęła mi pudełko z chusteczkami higienicznymi, widziała od początku łzy w moich oczach i zwróciła się do mamy z pytaniem – jak mogłaby pomóc. Mam na to, że córka potrzebuje pomocy. Pani psycholog w odpowiedzi rzekła, że tak naprawdę mi nie może pomóc bezpośredni ale pośrednio może zrobić dla mnie dużo ale ona-moja mama , jeszcze więcej. Czyli, że może pomóc generalnie mojej mamie. Mam siedziała nic nie rozumiejąc a ja obok wycierałam łzy jak grochy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=332</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 32- cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=330</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=330#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Oct 2009 12:24:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=330</guid>
		<description><![CDATA[Karolina wróciła do domu dwa dni przed Sylwestrem-zrobiła mi niespodziankę, przyjechała po mnie do firmy. Była w dodatku sama, Julia za żadne skarby nie chciała jechać do domu, wolała zostać z tatusiem. Krzysztof obiecał małej pokaz fajerwerków o północy i szampana.
 
Po skończeniu mojej pracy wybrałyśmy się na spacer. Mroźne powietrze, klimat jeszcze świąteczny , śnieg [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Karolina wróciła do domu dwa dni przed Sylwestrem-zrobiła mi niespodziankę, przyjechała po mnie do firmy. Była w dodatku sama, Julia za żadne skarby nie chciała jechać do domu, wolała zostać z tatusiem. Krzysztof obiecał małej pokaz fajerwerków o północy i szampana.</p>
<p> </p>
<p>Po skończeniu mojej pracy wybrałyśmy się na spacer. Mroźne powietrze, klimat jeszcze świąteczny , śnieg na każdym kroku. Mimo szybko zapadającego zmroku cudowny klimat i masa światełek rozbłyskających na choinkach i w szybach wystawowych. Spacerując  opowiadałyśmy sobie o swoich świętach. Każda z nas przeżyła je inaczej, z najbliższymi a jednak z dala od tej najważniejszej osoby. Obie odczuwałyśmy ogromna tęsknotę. A dzisiaj miałyśmy się już dla siebie.</p>
<p>Gdy Karolina opowiadała o wizycie Krzysztofa z życzeniami i prezentami dla Julii po Wigilii w domu jej mamy, zadzwonił mój telefon. Telefonowały dziewczyny z propozycja nie do odrzucenia. Zaproponowały nam wyjazd na Sylwestra do Wrocławia. W Rynku miał się odbyć ogromna impreza -  koncert z masą gwiazd i fantastyczna zabawa do rana.</p>
<p> </p>
<p>-Ale zaczekaj, kiedy musimy odpowiedzieć? – próbowałam dowiedzieć się od Gosi. –Hmm…tak…rozumiem….ale! Tak… macie hotel? Dobrze, porozmawiam z Karolina i oddzwonimy. Buźka.</p>
<p> </p>
<p>Karolina nie wiedziała o co chodzi.</p>
<p>-Ada, co wy znowu wymyślacie?- zapytała zainteresowana .</p>
<p>-No Gosia i Karina chcą się wybrać do Wrocławia na Sylwestra. Pytają, czy damy się namówić. Mają zarezerwowany hotel tuz przy Rynku. Prosiły … na naszą długoletnia przyjaźń. – mówiłam Karolinie z niepokojem zaglądając jej prosto w oczy.</p>
<p>-No ale to przecież pojutrze. Tak na wariackich papierach?</p>
<p>-No spontaniczne odruchy są podobno najfajniejsze- rzuciłam, uśmiechając się dość pewnie, widziałam po minie Karoliny, że pojedziemy.</p>
<p>-No i co, bardzo chcesz jechać?</p>
<p>-Chciałabym, a ty nie?- zapytałam dyplomatycznie.</p>
<p>-Ale mamy przecież zaproszenie od Marka i Kasi – trafnie zauważyła,</p>
<p>-Faktycznie, ale przecież nie potwierdziłyśmy. Przecież oni i tak będą tej nocy bardziej służbowo w restauracji niż prywatnie.</p>
<p>-To akurat prawda. Mają imprezę na ogromna ilość ludzi.- zgodziła się Karolka</p>
<p>-Zaprosili nas tak z uprzejmości, tak nie będą mieli czasu dla nas bo maja obowiązki.</p>
<p>-Chyba masz rację, najfajniej byłoby  gdyby mogli wyjechać z nami ale mogą sobie tylko pomarzyć.</p>
<p>-Pójdziemy do nich wieczorkiem i podziękujemy za zaproszenie a do dziewczyn dzwonimy, że jedziemy- tak?- jedynie się upewniałam.</p>
<p>-Tak, jak szaleć to szaleć! – rzuciła na koniec Karolina.</p>
<p> </p>
<p>Po uzgodnieniach z dziewczynami i wizycie u Marka i Kasi po kolacji miałyśmy niewiele czasu na spakowanie, następnego dnia, wcześnie rano, miałyśmy pociąg do Wrocławia.</p>
<p> </p>
<p>W południe przechadzałyśmy się wrocławskim rynkiem, na którym trwały przygotowania do koncertu. Masa ludzi uwijała się niczym mróweczki gdy tymczasem my spacerowałyśmy sobie podziwiając kolorowe kamieniczki  i wystawy sklepowe.</p>
<p>Nasz hotel znajdował się tuż obok, na jednej z pobliskich uliczek biegnących wokół Rynku.</p>
<p>Wzięłyśmy sobie dwa pokoje dwuosobowe. Kilka razy na korytarzu spotkałyśmy gwiazdy polskiej sceny. Wielokrotnie przechadzała się patiem hotelowym Doda, ze swoim pupilkiem rasy York o dźwięcznie brzmiącym imieniu Bąbelek. W obstawie swojej rodziny i chóru jak się później okazało wolnym i chwiejnym krokiem, spowodowanym rekonwalescencją pooperacyjną przemieszczał się kilkukrotnie Krzysztof Krawczyk. Przemknęła nam w windzie również Renia Jusis. W restauracji delektowałyśmy się wyśmienitym obiadem w towarzystwie Agaty Młynarskiej. Tak naprawdę trzydniowy pobyt w stolicy Dolnego Śląska był pełen atrakcji i niespodzianek.</p>
<p>Gdy po kolacji dzień przed Sylwestrem udałyśmy się na romantyczny spacer pod osłona nocy – ujrzałyśmy przygotowaną na jutrzejsza imprezę, olbrzymiej wielkości scenę. Odbywały się próby generalne. Oświetleniowcy sprawdzali lampy i reflektory, dźwiękowcy testowali nagłośnienie a gwiazdy próbowały w tym całym zamieszaniu śpiewać. Tak naprawdę zabawa zaczęła się już 30 grudnia. Po północy, wymarznięte i pełne dobrych emocji zjawiłyśmy się w swoich pokojach. Karolina legła w łóżeczku z pilotem od telewizora i z tego wszystkiego usnęła. Ja włączyłam komputer. Zajrzałam na blog. Nie omieszkałam umieścić krótkiej notatki, tyle przecież tego dnia widziałam.</p>
<p> </p>
<p>BLOG- „Przygotowania do Sylwestra”</p>
<p> </p>
<p><strong>Dzisiaj króciutko. Ale treściwie i konkretnie:) </strong><strong></strong></p>
<p><strong>Wrocław w ogromnych przygotowaniach przed imprezą sylwestrową w rynku. Ogromna scena wyrosła , światła ustawione, teraz elementy dekoracyjne maskują tony okablowań. Zapowiada się coś wielkiego.</strong><strong></strong></p>
<p><strong>Koncert rozpocznie się o godzinie 20-20.30, a już od godz. 21 (aż do końca, czyli do godziny pierwszej w nocy) będzie transmitowany na żywo przez drugi program TVP. Na scenie ustawionej na rogu ulic Odrzańskiej i św. Mikołaja mają wystąpić : Krzysztof Krawczyk, Stachursky, zespół Virgin z Dodą, Reni Jusis, Bajm, Kombi, Blue Cafe i Tercet Egzotyczny. Towarzyszyć im będzie również zespół grający muzykę latynoską. O północy rozpocznie się pokaz sztucznych ogni, planowane są życzenia noworoczne, które miałby złożyć prezydent Rafał Dutkiewicz.</strong></p>
<p><strong>Może się nawet tam wybiorę?:)</strong><strong></strong></p>
<p><strong>A Wy jakie macie plany na Sylwestra? Może się przypadkiem tam gdzieś spotkamy w rytmach Dody czy K. Krawczyka?:) Napiszcie jak pożegnacie stary rok i powitacie nowy?</strong><strong> </strong></p>
<p><strong>PS. Jeśli się tam wybiorę faktycznie a Wy zostaniecie w domach &#8211; oglądajcie TV2, będę do Was machać &#8230;.. poznacie mnie po&#8230;.po&#8230;po fajnej fryzurce;))) </strong><strong></strong></p>
<p><strong>Ale wolałabym abyście wszystkie tam były tak jak i ja:) Pamiętajcie- rozglądamy się na boki w poszukiwaniu &#8220;naszych&#8221;&#8230;błyski w oczach- porozumiewawcze spojrzenia&#8230;.tym razem  nie mijajmy się bez słowa, niech to będzie inna noc niż wszystkie noce sylwestrowe do tej pory:) </strong></p>
<p>Ostatniego dnia roku miałyśmy dużo czasu przed wieczorno-nocną imprezą. Ponieważ dawno nie byłyśmy w tym mieście, Karolina zaproponowała zwiedzanie miasta. Ubrałyśmy się bardzo ciepło i tuż po śniadaniu wybrałyśmy się na Ostrów Tumski. To jedno z moich ulubionych miejsc w tym mieście. Nawet w mroźną zimę ma swój urok. Spacerowałyśmy wąskimi uliczkami , mijając liczne pary, które podobnie jak my wybrały się na wycieczkę. Różniło nas tylko jedno. Oni mogli czule się obejmować i trzymać za ręce okazując w ten sposób swoje uczucia i ciesząc się chwilą. My…z zazdrością zerkałyśmy na szczęśliwców i mimo, że potrafiłyśmy dostrzegać czar tych chwil i sam fakt, że możemy być tutaj razem denerwowałyśmy się, że nie możemy czuć się spontanicznie i swobodnie. W tamtej chwili wszystkie cztery pomyślałyśmy o naszym wspólnym urlopie. Tam byłyśmy bardziej szalone. Tam nie obawiałyśmy się nietolerancji i homofobii. Tutaj czułyśmy respekt przed osobami, które zaglądały w nasze wystraszone oczy. Chwycenie partnerki za dłoń w naszym ojczystym kraju mogło urastać do obrazy uczuć religijnych naszych rodaków i brak poczucia moralności. A może to my robimy z całej tej sytuacji problem? Może nikt nie zwróciłby uwagi na dwie pary dziewcząt spacerujące uliczkami, trzymające się za dłonie?</p>
<p>Nie miałyśmy w każdym razem odwagi. To nie to miejsce, nie ten czas. Przed nami Katedra&#8230;klimat świętości i świetności. Wydawało się nam, że nie przystoi w takim miejscu…ale wszystkim nam tego brakowało.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=330</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 31-cz.8</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=328</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=328#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Oct 2009 10:11:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=328</guid>
		<description><![CDATA[Zaczęła się odgrażać, że zdobyła mój adres przez jakiegoś znajomego z Wrocławia, pracującego w sieci telefonii komórkowej z której mam numer. Zaczęłam się bać wychodzić z domu. Straszne uczucie. Nie wiedziała gdzie pracuję i gdzie mieszkam&#8230;ale nie bardzo pamiętałam czy przez przypadek nie powiedziałam jej gdzie może mnie zastać, w jakich rejonach ulic może mnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Zaczęła się odgrażać, że zdobyła mój adres przez jakiegoś znajomego z Wrocławia, pracującego w sieci telefonii komórkowej z której mam numer. Zaczęłam się bać wychodzić z domu. Straszne uczucie. Nie wiedziała gdzie pracuję i gdzie mieszkam&#8230;ale nie bardzo pamiętałam czy przez przypadek nie powiedziałam jej gdzie może mnie zastać, w jakich rejonach ulic może mnie spotkać itd. Po tylu godzinach rozmów wpadłam w panikę. Później były znowu nocne sms-y i telefony. Tak mocno mnie zdenerwowała brakiem szacunku wobec mojej woli, że na dobre przestałam reagować na jej sygnały. Próbowała jeszcze swojego starego sposobu czyli sms-a przypadkiem wysłanego nie do tej osoby co trzeba. Wiadomość była w stylu:</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> ”-Marku&#8230;tak mocno kocham Agatę, że nie umiem bez niej żyć. Nałykałam się tabletek. Żegnaj”</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Pomyślałam, że skoro wysyła do mnie takie głupoty to chodzi jej tylko o to abym się odezwała. Zignorowałam ją kompletnie. Później nastała długa cisza . Jakoś wewnętrznie wiedziałam, że to tylko jej zagrywka.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Któregoś poranka znalazłam czerwona różę z dekoracją a&#8217;la walentynkową za wycieraczką mojego samochodu. Tylko kwiat i jakieś serduszka. Żadnego listu. Chwila trwogi. Ale nic więcej się nie wydarzyło tego dnia ani w ciągu kilku następnych. Już nie czułam niepokoju. Byłam dziwnie spokojna. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Pół roku później, po długiej ciszy, zadzwonił telefon. To znowu była ona. Myślałam, że się od niej na dobre uwolniłam. Nie odebrałam. Spróbowała drugi raz, również bez powodzenia. To był okres przedświąteczny. Dostałam wreszcie smsa. Napisała, że dzwoniła tylko po to aby złożyć mi szczere wielkanocne życzenia. Przez moment zrobiło mi się nawet przykro. Teraz z perspektywy lat patrzę na tą historię nieco inaczej. Od tamtej pory jestem bardzo ostrożna, nie ufam nowym osobom, nie daję numeru telefonu komuś kogo dobrze nie poznam. Nie spotykam się za szybko. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Zastanawiam się czasami, co byłoby gdybym wtedy jednak doprowadziła do naszego spotkania. Czy nie narobiłabym kłopotów komuś i sobie?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Na szczęście nie doszło do tragedii. Od tamtej pory wiem, że internet ma swoją moc….wpływa na życie wielu ludzi. Trzeba zachować umiar i ostrożność. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Zamieściłam tą notatkę późno w nocy. Jednak rano, gdy weszłam do sieci czekała na mnie masa komentarzy na stronie:</p>
<p> </p>
<p><strong>@Miałam nieco podobną sytuację, ja zdecydowałam spotkać się z osobą, z którą klikałam ponad rok czasu, wyszła z tego dość ciekawa i fajna znajomość <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Jednak wolę uważać na ludzi zakochujących się za pomocą gg &#8211; to jest trochę zbyt poważne traktowanie czegoś nie zbyt poważnego jak Internet./ F.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>@No tak, teraz już wszystko rozumiem i nie dziwię się że masz uraz do spotkań z osobami poznanymi w sieci. Zdarzyła mi się kiedyś też podobna historia z szantażem i groźbami, może  będzie okazja opowiedzieć kiedyś./ A.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>@Znam osobiście taki przypadek. Szczęście, że nie dotyczy ani mnie ani mojej dziewczyny. Trzeba uważać. / M&amp;B</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>@Tak sobie wpadałam raz po raz na blog poczytać, teraz dla odmiany sama się odzywam. Masz rację, nigdy nie wiadomo, kto znajduje się po drugiej stronie monitora, choć Internet daje złudne poczucie bliskości i możliwości poznania drugiej osoby.. To co napisałaś jest niezłym ostrzeżeniem. Nie wiem co bym sama zrobiła, ale wiem, ze dobrze zrobiłaś zrywając kontakt z tą kobietą. Często mi samej było głupio tak się zachować wobec natrętów, ale chyba nie można mieć skrupułów. Dla mnie prywatność to ważna rzecz. Pozdrawiam ciepło./ N.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>@Niestety między nami lesbijkami są także psychopatki, a internet to miejsce, które bardzo lubią. Trzeba uważać&#8230;Dobrze, że dla ciebie skończyło się to w miarę bezboleśnie <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' />  Pozdrowienia! / M.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>@Dzięki za komentarz <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  To samo myślę, tj &#8220;że powinnyśmy trzymać się razem&#8221;. Przyznaję, że czytając o innych nie czuję się już takim wyrzutkiem, tylko jedną z wielu, które znalazły szczęście w całkowicie nieoczekiwanym miejscu:)  </strong></p>
<p><strong>Pozdrawiam!/ N.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Ostatni dzień świąt mijał. Chciałam, aby Karolina już wróciła. Tęskniłam za nią. Nawet bardzo, od kiedy zamieszkałyśmy razem nie rozstawałyśmy się na dłużej niż kilka godzin. Teraz gdy trzeci dzień jej nie wiedziałam …odczuwałam okrutna tęsknotę. Tęskniłam za nimi obiema. W mieszkaniu było tak smutno i pusto. Dobrze, że za ścianą hałasowały dzieciaki Kasi…zawsze jakieś swojskie klimaty.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=328</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 31-cz.7</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=324</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=324#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 Oct 2009 08:56:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=324</guid>
		<description><![CDATA[Umówiłyśmy się na następna rozmowę, później na kolejne. Po dłuższym czasie wymieniłyśmy się telefonami. Od tamtej pory kwitł nasz dialog również za pomocą smsów. Moja dziewczyna oczywiście wiedziała o tej znajomości. Nie rozumiała o czym można tyle czasu rozmawiać z kimś nieznajomym przez internet. Na szczęście zaakceptowała mój sposób spędzania wolnego czasu w domu pod [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Umówiłyśmy się na następna rozmowę, później na kolejne. Po dłuższym czasie wymieniłyśmy się telefonami. Od tamtej pory kwitł nasz dialog również za pomocą smsów. Moja dziewczyna oczywiście wiedziała o tej znajomości. Nie rozumiała o czym można tyle czasu rozmawiać z kimś nieznajomym przez internet. Na szczęście zaakceptowała mój sposób spędzania wolnego czasu w domu pod jej nieobecność. Ewa przysłała mi swoje zdjęcie. Ja nie miałam swojego. Nie miałam też dostępu do skanera. Więc wysłałam swoje fotki na jej adres domowy-do Katowic. Teraz bym tego nie zrobiła&#8230;wtedy nie zdawałam sobie sprawy. Skąd mogłam wiedzieć, że internet ma taką moc? Pewnego dnia gdy byłam jeszcze w pracy Ewa odważyła się i zadzwoniła do mnie. Powiedziała: ”Cześć ..mówi Ewa. Nie przeszkadzam? Zatkało mnie. Pierwszy raz słyszałam głos osoby, która była dla mnie fikcją. Była czymś dalekim i nieosiągalnym. A tu nagle słyszę zachrypnięty głos, który mi mówi, że jest i chce ze mną rozmawiać. Rozmawiałyśmy na czacie prawie codziennie. Bardzo polubiłam taka formę dialogu. Polubiłam tą dziewczynę. Polubiłam jej telefony, sms-y i rozmowy same w sobie były bardzo interesujące i wciągające. Z tym, że ich częstotliwość była coraz bardziej niepokojąca, szczególnie jeśli chodzi o sms-y i telefony. Ewa zaczęła pisać dla mnie wiersze i teksty piosenek. Zaczęła planować przyjazd do mojego miasta. Pracowała w jakimś klubie. Przyszedł moment , gdy usłyszałam od niej, mrożące krew w moich żyłach „kocham cię”, Z mojej strony to była zwykła znajomość&#8230;bez żadnych stanów zauroczenia. Zwyczajna sympatia, choć nie ukrywam, że miałam ogromną ochotę poznać Ewę osobiście. Po tylu godzinach spędzonych na rozmowach, odnosisz wrażenie, że znasz tą osobę jak siebie samą. Moje częste wizyty na czacie były jak powrót do domu. Czułam się tam jak u siebie. Poznawałam po jakimś czasie stałych bywalców. Ewa zaczęła coraz częściej powtarzać co do mnie czuje. W pewnym momencie zaczęła mnie drażnić swoim zachowaniem.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> A doprowadziła mnie do szału gdy kilka razy w środku nocy wykonała bezsensowne telefony&#8230;pod wpływem alkoholu. Tym razem miałam jej już serdecznie dosyć. Naruszyła moją prywatność, zburzyła spokój i zdenerwowała nie tylko mnie ale i moja partnerkę. Mimo próśb powtórzyła swój wybryk jeszcze raz. </strong></p>
<p><strong>Zawsze później bardzo przepraszała i błagała o wybaczenie. </strong></p>
<p><strong>Próbowałam jako osoba starsza wpływać na nią moralizatorskimi wypowiedziami. </strong></p>
<p><strong>Bez skutku. Ona czekała tylko na jedno. Chciała usłyszeć, że jest kochana.</strong></p>
<p><strong> Z tego co się zorientowałam była dzieckiem niekochanym&#8230;właściwie to adoptowanym i niekochanym. Niewątpliwie miała poważne kłopoty sama ze sobą. Brak akceptacji, miłości&#8230;kompleksy. Słowem poważne zaburzenie własnej osobowości. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Tak myślę choć nie znam się na psychologii. Było w niej coś niepokojącego. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>W pewnym momencie naszej internetowej znajomości pojawił się ze strony Ewy szantaż. Groziła mi, że sobie coś zrobi jeśli przestanę odbierać telefony lub sms-y . Wystraszyłam się. Wtedy zrozumiałam, że te wszystkie godziny spędzone na rozmowach to nic w świetle tego co się mogło niebawem zdarzyć.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong> Pomimo lęku musiałam być stanowczą aby uwolnić się od towarzystwa kogoś tak zaborczego. Przez jakiś czas nie odbierałam telefonu. Była chwila ciszy. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Pewnego dnia dotarł do mnie sms: „Droga Basiu&#8230;jestem w szpitalu. Miałam wypadek samochodowy” To na mnie zadziałało. Odezwałam się do niej. Wysłałam sms-a. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Dopiero później zrozumiałam co ona zrobiła. Zagrała sobie ze mną a ja podjęłam nieświadomie zabawę. Znowu wyznawała mi miłość wierszem, wysyłała kolejne zdjęcia. Całe szczęście gdy wysyłałam swoje do Katowic nie napisałam swojego adresu. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>To było bardzo mądre z mojej strony. Nie wiedziała gdzie mieszkam. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>W rozmowach tylko przez te kilka miesięcy przewijały się miejsca gdzie bywałam. Bałam się, że stanę któregoś dnia twarzą w twarz z moją koleżanką z sieci i już po mnie. Nie wiedziałam na co ją stać&#8230;ale podejrzewałam, że na wiele. </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=324</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 31-cz.6</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=321</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=321#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Oct 2009 15:44:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=321</guid>
		<description><![CDATA[BLOG – „UWAGA !!!! Wirtualne niebezpieczeństwo !!!!
 
Trudno będzie w to wszystko uwierzyć osobom, które nie miały nigdy do czynienia z internetem i siecią, ale postaram się przybliżyć jaki wpływ na moje dojrzałe życie miał komputer i dobrodziejstwa XXI wieku.
 
 Aby było łatwiej&#8230;muszę przyznać, że miałam świadomość swojej orientacji seksualnej jakiś już czas wcześniej. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>BLOG – „UWAGA !!!! Wirtualne niebezpieczeństwo !!!!</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Trudno będzie w to wszystko uwierzyć osobom, które nie miały nigdy do czynienia z internetem i siecią, ale postaram się przybliżyć jaki wpływ na moje dojrzałe życie miał komputer i dobrodziejstwa XXI wieku.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Aby było łatwiej&#8230;muszę przyznać, że miałam świadomość swojej orientacji seksualnej jakiś już czas wcześniej. Miałam za sobą już jakieś bagaż doświadczeń. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Trwałam właśnie w związku mojego życia. Kochałam i byłam kochana. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Pracowałam, dość dobrze nawet zarabiałam. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Do pełni szczęścia brakowało mi jedynie jakiejś zajmującej nowej zabawki. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Tą rozrywką na popołudnia i wieczory był komputer i internet. Moje pierwsze kroki skierowałam w stronę tego co najbardziej migało i kusiło – jeden z banerów na stronie startowej mojego komputera&#8230;a był to nieistniejący już od lat portal poland.com. Weszłam w magiczny świat odkrywający przed każdym człowiekiem wszystko czego potrzebuje. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Moja pierwsza wizyta wirtualna była bardzo nieśmiała. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Weszłam na stronę, na której roiło się od różnorodnych propozycji spędzania wolnego czasu. Dostrzegłam napis „Chat room” .</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>To spowodowało we mnie obudzenie ogromnej ciekawości.. Weszłam dalej. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Teraz mogłam wybrać sobie pokoje tematycznie. Dla nieśmiałych, dla lubiących sex, pokój dla mieszkańców Wrocławia, Warszawy…dla zakochanych, dla samotnych itd. Ogromny wybór Czytałam dalej i nie wierzyłam. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Znalazłam pokój dla les-bi. Cos dla mnie. Idę coraz odważniej do przodu.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Otwieram kolejne drzwi. Pojawia się pytanie , jaki nick wybieram.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Jak chcę się nazywać w kawiarence. Wybieram jakieś dwie litery&#8230;WR. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Wchodzę do pokoju. Jest tutaj już kilka osób o przedziwnych nickach. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Niektóre brzmią odrażająco, inne sympatycznie a jeszcze inne to </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>najzwyklejsze imiona. W większości żeńskie, aczkolwiek bywają też jacyś panowie. Siedzę cichutko i czekam. W ogólnym oknie dialogowym można pisać wszystko i do wszystkich. Czytam sobie dla zabicia czasu.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Ktoś napisał „Cześć WR&#8230;kim jesteś?” Zastanawiam się chwile zanim odpowiem. Postanawiam jedynie odpowiedzieć „cześć”. Ten ktoś nie nalega na więcej na szczęście. Siedzę jedynie i przyglądam się o czym rozmawiają uczestnicy zabawy. Poruszają różne tematy, zdania mieszają się&#8230;przez dłuższą chwilę nie rozumiem kompletnie sensu. Dopiero po jakimś czasie zaczyna do mnie docierać, że właśnie organizują jakieś spotkanie w Warszawie i zapraszają wszystkich zainteresowanych. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Fajny pomysł&#8230;choć oczywiście nie należę do osób, które chciałyby pojechać na spęd les-bi znających się z kawiarenki internetowej. Jestem tutaj przecież nowa.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Nowa i nietykalna oczywiście. W oknie dialogowym pojawiają się czasami niecenzuralne słowa albo ktoś z kimś się kłóci. Jest nawet zabawnie. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Każde obraźliwe słowo jest natychmiast ganione i osoba która nie stosuje się do zasad ogólnie przyjętych na czacie zostaje wyrzucona przez administratora.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Porządek i kultura musi być. To mi się podoba. Zaczynam się dobrze czuć w nowym miejscu. Od tamtego dnia czat stał się moim ulubionym miejscem w sieci. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Następnego dnia weszłam już dużo pewniej. Mój nick był bardziej otwarty na nowe znajomości. „Agatka”&#8230;ładnie brzmi. Dopiero wtedy gdy wpisałam imię jako swój identyfikator uświadomiłam sobie, że nick WR był rodzaju nijakiego czyli&#8230;żadna dziewczyna nie rozpoczęła rozmowy ponieważ myślała że jestem facetem. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Byłam w domu. Na moje imię zareagowało kilka osób. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Cześć-jestem Ela. Jesteś les czy bi? Skąd jesteś? Ile masz lat? Zawsze zaczynało się podobnie. Moja pierwsza rozmówczyni. Nicka nie pamiętam. Zadawałyśmy mnóstwo pytań aby jak najwięcej dowiedzieć się o rozmówczyni. Po jakimś czasie wiedziałam ze Ewa jest 25-cio letnią studentka mieszkającą w Katowicach. Podobało mi się jej poczucie humoru i poziom inteligencji. Opowiedziała mi sporo o sobie. O swoim rozstaniu z dziewczyną, o samotności o tym co czuje. Ja powiedziałam jej o tym, że jestem od dawna w szczęśliwym związku, ze wizyta na czacie pokierowana była jedynie ciekawością. Jak cieszę się, że takie osoby jak my mają swoje miejsce w sieci. Fantastycznie nam się rozmawiało.</strong></p>
<p><strong>cdn.<br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=321</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 31-cz.5</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=319</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=319#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Oct 2009 12:25:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=319</guid>
		<description><![CDATA[Następnego dnia rano Karolina z Julką pojechały do domu . Ja wybrałam się do mojej mamy. Pomogłam w przygotowaniach świątecznych. Wieczorem przyjechał Paweł z Nadią. Kolacja w tradycyjnym stylu, karp w galarecie, barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, kutia. Ledwie siedziałam przy stole. Byłam najedzona na rok z góry. Po kolacji pora prezentów. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Następnego dnia rano Karolina z Julką pojechały do domu . Ja wybrałam się do mojej mamy. Pomogłam w przygotowaniach świątecznych. Wieczorem przyjechał Paweł z Nadią. Kolacja w tradycyjnym stylu, karp w galarecie, barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, kutia. Ledwie siedziałam przy stole. Byłam najedzona na rok z góry. Po kolacji pora prezentów. Zegarek mamie bardzo się spodobał. Pawłowi i Nadia również byli zadowoleni z podarunków. Ja dostałam od mamy moją ulubione wodę perfumowaną. To była rzecz, która zawsze mnie cieszyła. Tak zwany prezent rezerwowy z gwarancja sukcesu.</p>
<p>Paweł i Nadia podarowali mi ( w domyśle nam) mały ciśnieniowy ekspres do kawy- na dwie filiżanki. Rozbawił mnie ten prezent, wyglądało jakby umówili się z Markiem i Kasią. Wczoraj filiżanki i kubeczki a dzisiaj niebylejaki ekspres. Cudowna niespodzianka.</p>
<p>W nocy poszliśmy wszyscy na pasterkę. Gdy wychodziliśmy z domu zaczął Pruszyn śnieg. Noc była wyjątkowo przyjemna. Niewielki mróz sprawiał, że powietrze było krystalicznie czyste. Biały puch zaczynał powoli pokrywać ulice i chodniki. Przykrywał nagie gałęzie drzew. Gdy wyszliśmy po mszy, cały świat był biały. W oknach świeciły kolorowe lampki choinek. Ludzie byli serdeczni i uśmiechnięci. Szliśmy spacerkiem do domu delektując się świątecznym klimatem gdy dostałam smsa od Karoliny: „Spełnienia marzeń. Kocham Cię i BARDZO tęsknię.”</p>
<p>Zrobiło mi się na chwilkę smutno, że nie jesteśmy razem, ale za moment spojrzałam na uśmiechniętą twarz mojej mamy, na brata – który poklepując mnie serdecznie po plecach spoglądał głęboko w oczy, jakby mówił: -„Siostra, jestem z ciebie dumny. Dasz radę, za kilka dni znowu będziecie razem.” Uśmiechnęłam się, zauważyłam piękno i tej chwili.</p>
<p>Pierwszy dzień świąt był szczytem obżarstwa i lenistwa. Cały dzień tylko jedliśmy. Oglądaliśmy filmy i jedliśmy. Przyjechała ciocia Krysia z naszymi kuzynami i nadal jedliśmy. Później my wybraliśmy się z wizytą do przyjaciół rodziny. Nas rodzice się przyjaźnili od wieków a my przyłatanymi kuzynami traktowaliśmy się jak rodzeństwo. Niemal jak rodzeństwo. Oczywiście oni nie wiedzieli o mnie. Brata miałam tylko jednego jedynego i tylko jemu ufałam. Tam, u nich tez wciąż jedliśmy. Przytyłam po tym dniu z 5 kilogramów. Co najmniej!</p>
<p>Wieczorem chciałam już wrócić do siebie. Byłam zmęczona tym jedzeniem. Mama nawet nie protestowała. Sama chyba tez przywykła do spokoju i samotności. Chciała odpocząć po męczących kilku dniach.</p>
<p>Wróciłam do pustego mieszkania. Włączyłam światełka na choince. Nalałam sobie lampkę białego wina. Usiadłam wygodnie w fotelu ciesząc się ciszą i spokojem, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.</p>
<p>Kasia słyszała, jak otwieram drzwi kluczem. Odczekała chwilę, abym mogła się rozebrać i przyszła… posiedzieć i pogadać. Napełniłam drugi kieliszek winem. Zapaliłyśmy sobie papierosy i siedziałyśmy w takim półmroku rozmawiając o życiu. Kasia wspominała czasy, gdy żył jej maż. Opowiadała, jak wyglądały w ich domu święta. Nie płakała. Potrzebowała jedynie się wygadać. Mówiła jaka jest wdzięczna Markowi za opiekę. Ile dla niej zrobił i robi nadal. Dziękowała też mi, nam. Ja opowiedziałam Kasi o smsie od Karoliny po Pasterce. O naszym planie na przyszły rok.</p>
<p>Siedziałyśmy obie za smugami naszych dymów z papierosów , jakby za bezpieczną osłoną i zwierzałyśmy się z wszelkich bolączek i trosk. Po drugiej lampce wina humory zaczęły zmieniać klimat na bardziej wesoły.</p>
<p>Kasia zadała mi pytanie, dlaczego pisze ten blog. Czy nie wydaje mi się, że jego tworzenie jest czymś w rodzaju ekshibicjonizmu?</p>
<p>Zastanowiłam się chwilę nad jej pytaniem. Tak, być może cos w tym musi być.</p>
<p>Gdy Kasia poszła do domu włączyłam komputer.</p>
<p>Napisałam taką oto notatkę:</p>
<p><strong>BLOG – „Ekshibicjonizmu u lesbijki”</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Dzisiaj postaram się bardzo krótko.</strong></p>
<p><strong>Usłyszałam kiedyś w jakimś programie telewizyjnym</strong></p>
<p><strong>wypowiedz pani psycholog, która twierdziła, że dobrą forma terapii osób, mających kłopoty emocjonalno- psychiczne, przeżywających depresje i załamania nerwowe jest ich spisywanie myśli, dopóki nie potrafią o swoim kłopotach otwarcie mówić. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Taka myśl mnie dopadła, czy przypadkiem moje pisanie nie ma niepokojącego podłoża. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Do niedawna wydawało mi się, że pisuję najchętniej w chwilach, gdy jest mi źle na świeci. Gdy jestem bardzo nieszczęśliwa, gdy nie mam komu się pożalić. Przelewam swoje zdruzgotane myśli na papier, uwalniam się od kłopotów i w ten sposób przechodzę oczyszczającą terapię –i jestem w tym zupełnie samowystarczalna. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Później okazało się, że gdy przeżywam chwile maksymalnego szczęścia- również mam ochotę o tym pisać. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Czy to może oznaka mojej samotności i braku osób w najbliższym otoczeniu, z którymi mogłabym się podzielić tym wszystkim co mnie spotyka? Raczej nie, takiej samotności wcale nie odczuwam mimo, że dane mi jest doświadczanie życia będąc singielkiem w chwili obecnej. W dodatku, gdy dni mijają mi bez większych emocji- gdy przytłacza mnie proza życia i czas mija (tzn. ja mijam) jak szalona(y) odczuwam również czasami potrzebę spisywania swoich myśli. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Właściwie, to powinnam się cieszyć, nie dość, że mam wenę twórczą to w dodatku mam dla kogo płodzić swoje grafomańskie próbki. Niejedna pisarka oddałaby wszystkie swoje świecidełka w zamian natchnienie czy muzę, pozwalającą tworzyć. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Tylko, że ja nie jest pisarką, nie potrafię puścić wodzy fantazji na takim poziomie, aby powstała fikcja literacka godna uwagi czy podziwu. Składnia moich zdań przypomina słynne „Kali mieć buta”, </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>styl pisania, zasób słownictwa…szkoda gadać. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Ale miewam za to czasami słowotok, choć też nie jestem pewne czy to dobrze. Nawet nie umiem zrecenzować tego co sobie napiszę. To może akurat i dobrze bo podobno recenzent to taki impotent literacki:) (bez obrazy) </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Mimo niskiej samooceny kusi mnie pewna myśl. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Moim marzeniem jest napisanie czegoś większego niż notka na blogu. Mam pewien zarys- projekt. Pomysł jak zawsze podpowiada życie…scenariusz się tworzy codziennie. Kiedyś to zrobię. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Przecież marzenia są po to aby się spełniały i ustępowały miejsca następnym, więc dlaczego mam sobie odmawiać takich przyjemności?:) </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>A wracając do teorii moich pobudek grafomańskich i oceny podłoża psychologicznego… jedna myśl mnie nie odstępuje ani na krok. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Czy to przypadkiem nie jest szczególny przypadek ekshibicjonizmu?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Na to szczerze mi wygląda… </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Może zaczniecie trochę pisać tutaj o sobie, abym nie była </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>odosobniona w swoim akcie obnażania?:) </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Proszę…cokolwiek, co sprawi, że i ja Was choć odrobinę poznam.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> No i jak zwykle – krótko mi nie wyszło…</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Kasia miała chyba rację. Kręci mnie mówienie o rzeczach ważnych. Mówienie o sobie. Analizowanie swoich odczuć, pragnień innych.</p>
<p>W odpowiedzi otrzymałam takie słowa:</p>
<p><strong>@Z cała pewnością pisanie jest formą ekshibicjonizmu <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Cieszę się, że dotyka to niektórych ludzi. Zapraszam na naszego bloga. Tam notka o tym, dlaczego to dobrze, że jesteśmy ekshibicjonistkami <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>@Ja piszę swojego bloga już ponad 4 lata. Lubię go, lubię ludzi, którzy go odwiedzają. Pomaga mi nie tylko w trudnych, ale i w tych nijakich chwilach. Jeśli przez to pisanie jestem emocjonalną ekshibicjonistką to trudno;)) Dobrze mi z tym:) Pozdrawiam/ E.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Te słowa mnie uspokoiły. W głowie delikatnie szumiało mi wino. Czułam, że napływa do mnie wena twórcza. Chciałam napisać o czymś ważnym na blogu. Przyszedł mi do głowy pewien temat. Wykorzystując długa noc przed sobą i samotność postanowiłam powspominać stare czasy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=319</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 31-cz.4</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=315</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=315#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Oct 2009 13:10:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=315</guid>
		<description><![CDATA[Karolina denerwowała się jutrzejszym wyjazdem. Marek miał teraz w okresie świątecznym dużo pracy. Kasia starała się mu pomóc. Ja miałam w planach leniuchowanie do granic wytrzymałości. Wigilia u mamusi z bratem i jego dziewczyną.  Zostanę u mamy na noc. Pierwszy dzień świat tradycyjnie z najbliższymi. Wieczorem wrócę do domu. Żadnego już jedzenia, bo znając moja [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Karolina denerwowała się jutrzejszym wyjazdem. Marek miał teraz w okresie świątecznym dużo pracy. Kasia starała się mu pomóc. Ja miałam w planach leniuchowanie do granic wytrzymałości. Wigilia u mamusi z bratem i jego dziewczyną.  Zostanę u mamy na noc. Pierwszy dzień świat tradycyjnie z najbliższymi. Wieczorem wrócę do domu. Żadnego już jedzenia, bo znając moja mamę będę pękać w szwach. Posiedzę trochę nad blogiem. Nadrobię zaległości. Drugi dzień zaplanowałam z Kasią i Markiem. Wieczorkiem zapowiedzieli się z wizytą nasi przyjaciele. Każdy z nich marzy o wyrwaniu się od stołu po dwóch dniach rozpusty. Posiedzimy sobie przy blaski świec i choinki.</p>
<p> Marek zaproponował wspólnego Sylwestra. Karolina spojrzała na mnie.</p>
<p>-Dziękujemy Mareczku, ale my za bardzo nie wiemy jeszcze jak  spędzimy tą noc.- powiedziała, zerkając w moim kierunku.</p>
<p>Wiedziałam, że chcemy obie być w tą noc razem ale nie byłyśmy pewne, czy Karolina zdąży wrócić do Warszawy. Krzysiek chciał pobyć trochę z Julią. Obiecał jej, że się spotkają. Mała była przyzwyczajona do tego, że tato co roku w święta i Sylwestra jest z nią, z nimi.</p>
<p>Karolina nie chciała jej tego pozbawiać. Rozumiałam ją , ale tak bardzo chciałam abyśmy choć wtedy były razem.</p>
<p> Karolina wyszła do kuchni pod pretekstem wyniesienia brudnych talerzy. Zebrałam ich część i wyszłam za nią. Była jakaś nieswoja. Zapytałam o co chodzi.</p>
<p>-Nie wiem Ada jak będzie z tym Sylwestrem a teraz jeszcze Marek wyskoczył z tym zaproszeniem- mówiła zdenerwowana.</p>
<p>-No przecież ustaliłyśmy, że wrócisz przed 31 do domu.- prawda?</p>
<p>-Tak, ale nie wiem jak zareaguje Julia na mój wyjazd.</p>
<p>-Myślę, że będzie tak bardzo zajęta Krzysztofem, że nie sprawi jej dużego zawodu twoja nieobecność.- powiedziałam dość brutalnie, zdałam sobie z tego sprawę kilka sekund później.</p>
<p>Karolina zrobiła smutna minę.</p>
<p>-Kochanie, nie to chciałam powiedzieć. Przepraszam. Jeśli nie uda nam się tego roku, nic się przecież nie stanie. Tyle jeszcze takich chwil przed nami, że nie ma co się martwić. Uwierz mi.- próbowałam złagodzić sytuację.</p>
<p>Karolina patrzyła mi prosto w oczy i milczała zrezygnowana.</p>
<p>-Karolinko, umówmy się, że jeśli nie uda się nam spędzić tej nocy razem nie będziemy robiły obie z tego problemu. Przecież to bez sensu. Dla mnie tak naprawdę ten akurat dzień nigdy nie był czymś szczególnym. Kolejna kartka z kalendarza i to wszystko.</p>
<p>-Wiem Ada, ale tak chciałabym i wkurza mnie, że nie wiem czy dam radę- powiedziała Karolina.</p>
<p>Uśmiechnij się ? głowa do góry. Dzisiaj mamy taki cudowny wieczór. Dziękuje kochanie za prezent. Jest doskonały, cudowny , idealny?tak jak ty. ? powiedziałam delikatnie całując ją w policzek.</p>
<p>Karolina uśmiechnęła się na chwilę tracąc pochmurna minę.</p>
<p>Umówmy się już teraz, że w przyszłym roku namówimy kilka osób i wyjedziemy wszyscy razem na święta i Sylwestra w góry. Na narty. Bez bawienia się w gotowanie i sprzątanie. Na naszych głowach będą tylko prezenty. Zgadzasz się?- zaproponowała Karolina</p>
<p>-Tak? to świetny pomysł kochanie. Postanowione!- odpowiedziałam najszybciej jak umiałam.</p>
<p>Wróciłyśmy do gości.</p>
<p>Kasia rozmawiała z Markiem o filmie pod tytułem <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_confused.gif' alt=':?' class='wp-smiley' /> Gdyby ściany mogły mówić 2?</p>
<p>Byłyśmy dość zaskoczone tą konwersacją, bo to film o naszym środowisku. Kasia widziała go  dawno temu i opowiadała o nim Markowi. Dla nas to kultowa pozycja. Znamy go na pamięć.</p>
<p>Wspomniałam, że napisałam o tym filmie na blogu. Marek był coraz bardziej zainteresowany tym tematem. Włączyłam komputer.</p>
<p> <strong>BLOG ? ?Gdyby ściany mogły mówić 2?</strong></p>
<p><strong> Dzisiaj zupełnie przypadkiem, zwiedzając blogi konkurencji czy raczej sióstr trafiłam na stronę, która zrobiła na mnie duże wrażenie. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Uwaga teraz będzie reklama , co niniejszym czynię po raz pierwszy w życiu z ogromna przyjemnością w dodatku całkowicie gratis w zamian za jeden uśmiech autorki blogu i ogromną radość Waszą ? mam taką nadzieję:) </strong></p>
<p><strong>Dawno, dawno temu a może to nie było aż tak dawno ale pamiętam jak po raz pierwszy widziałam film pt. <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_confused.gif' alt=':?' class='wp-smiley' />  Gdyby ściany mogły mówić 2 ? </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Składa się on z trzech oddalonych od siebie w czasie historii. Każdy z nich porusza różnorodne problemy. Takie jak: walka o prawa kobiet, problem macierzyństwa wśród lesbijek oraz brak prawnej legalizacji związków homoseksualnych. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>To był film, do którego długo jeszcze po obejrzeniu wracałam myślami i zastanawiałam się jaka będzie moja przyszłość&#8230;</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Dlaczego właśnie dzisiaj o nim wspominam? Wczoraj wspomniałam pierwszą książkę, dzisiaj przyszła kolej na pierwszy film. Jedno jest pewne, w życiu bardzo ważny jest ten pierwszy raz we wszystkim. Aż się boję pisać dalej apropos moich pierwszych razów:)</strong></p>
<p><strong> A tak poważnie, blog o którym wspomniałam wyżej ma taki tytuł :</strong></p>
<p><strong> http://gdyby-sciany-mogly-mowic&#8230;/ </strong></p>
<p><strong>Autorka tej strony ma sporą wideotekę. Na stronie umieściła dużo zdjęć, recenzji i szczegółowych danych o filmach o tematyce nam bardzo bliskiej. To naprawdę robiąca wrażenie strona. W dodatku koleżanka jest w posiadaniu większości pozycji ze swojej obszernej listy. Gdybyście tylko chciały zorganizować sobie maraton filmowy wystarczy szeroko uśmiechnąć się do autorki bloga i zapewne uda się ?wypożyczyć? niektóre pozycje dvd na dogodnych warunkach:) </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Ja już zaczęłam się szeroko uśmiechać:-) </strong></p>
<p><strong> </strong>Marek z dużą ciekawością przeczytał notatką ilustrowaną zdjęciami z filmu. Później zajrzał do komentarzy pod nią.</p>
<p>Zerknął na licznik odwiedzin. Nie wierzył. Wskazywał, że zajrzało na ta stronę niemal osiem tysięcy osób. Taka liczba robiła wrażenie.</p>
<p> Wieczór zakończyliśmy jak zwykle bardzo późno.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=315</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 31-cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=313</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=313#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Oct 2009 10:41:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=313</guid>
		<description><![CDATA[Marek był dość trudnym orzechem do zgryzienia dla nas obu. Nie miałyśmy pojęcia, co można kupić takiemu facetowi jak on. Cokolwiek nam przyszło do głowy ? on to już posiadał. Nie miałyśmy też zbyt dużo pieniędzy przeznaczonych na prezenty aby kupować coś ekstra. W końcu w sklepie z drobiazgami dla modnych panów kupiłyśmy ładny w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Marek był dość trudnym orzechem do zgryzienia dla nas obu. Nie miałyśmy pojęcia, co można kupić takiemu facetowi jak on. Cokolwiek nam przyszło do głowy ? on to już posiadał. Nie miałyśmy też zbyt dużo pieniędzy przeznaczonych na prezenty aby kupować coś ekstra. W końcu w sklepie z drobiazgami dla modnych panów kupiłyśmy ładny w modnym disagnie komplet typowo dla faceta. Piersiówka, zapalniczka i wizytownik. Taki zestaw dla modnego biznesmena w kolorze metalicznym.</p>
<p>Marek zażartował:</p>
<p>-No tak, Święty Mikołaj myśli, że ja to już tylko papierosek, drink od rana i chwalić się firmą- zaśmiał się głośno.</p>
<p>-Nie, Święty miał duży problem z wyprodukowaniem dla Pana stosownego prezentu ? odpowiedziała w żartach Karolina .</p>
<p>-Nawet nie wiesz jak duży, istnieją jakieś przedmioty, których nie posiadasz a które chciałbyś  mieć?- dodałam ja.</p>
<p>-Ale mowa tylko o przedmiotach? -zapytał podpuszczając Marek mrugając do nas porozumiewawczo.</p>
<p>-Tylko i wyłącznie okrojniku jeden!- odpowiedziałam szybko urywając niebezpieczny temat.</p>
<p>-Oj, pomyślałem tylko o asystentce Świętego- zaśmiał się nasz przyjaciel.</p>
<p>-Ona jest bezcenna , jak każda kobieta ?i nie do kupienia mój drogi- powiedziała z uśmiechem Karolina.</p>
<p>-No więc poza najnowszym modelem c klasy i domem z basenem i ogromnym parkiem to nie przychodzą mi żadne rzeczy. Ale przyznam, że jestem pod ogromnym wrażeniem mojego prezentu bo właśnie niedawno zgubiłem wizytownik, zapalniczek nigdy dość  a piersiówki nigdy nie miałem , więc najwyższa pora.</p>
<p>  Kasi prezent też bardzo się spodobały.</p>
<p>Kamilka dostała zestaw klocków ze zwierzętami. Coś w rodzaju fermy z traktorami, ciągnikami i ludzikami pracującymi przy zwierzętach. Pomysłodawczynią tej niespodzianki była oczywiście Julka, która twierdziła, że mała bardzo chciała dostać takie zwierzątka bo uwielbiała się nimi bawić w przedszkolu o czym nie omieszkała opowiedzieć swojej przyjaciółce.</p>
<p>Na samym końcu rozpakowywałam swój prezent. Nie mogłam się doczekać podobnie jak dzieci, ale nie wypadało mi tak szaleć jak im. Gdy nadeszła moja pora nerwowo zerwałam papier w kolorowe mikołajki. Zajrzałam do środka, bacznie obserwowana przez Karolinę.</p>
<p>Ujrzałam pudełeczko, w którym umieszcza się biżuterię w kształcie czerwonego zamszowe serduszka.  W nim znalazłam srebrną szeroka obrączkę grawerowaną i bogato zdobioną. Uwielbiałam takie drobiazgi. Od zawsze na prawym kciuku nosiłam obrączkę. Taki niby nasz symbol, choć do niedawna nie miałam pojęcia nawet. Świecidełka , szczególnie te ze srebra zawsze robiły na mnie duże wrażenie. Bardzo lubię pierścionki, kolczyki, bransoletki.</p>
<p>Obok serduszka leżało podłużne pudełeczko a nim znajdowała się śliczna, szeroka i zdobiona w identycznym klimacie jak obrączka ? bransoleta srebrna. Bardzo mnie te przedmioty uradowały. Do kompletu znalazłam w swojej paczuszce niewielkie kolczyki z powtórzonym motywem grawerki z poprzednich drobiazgów oraz wisiorek z łańcuszkiem. Wszystko razem stanowiło bardzo ładny i bogaty komplet biżuterii. Dałam wyraz swojej radości całując Karolinę w policzek. Ona wiedziała, że idealnie trafi z wyborem niespodzianki. Biżuteria była niepowtarzalna, unikatowa bo wykonana przez pewna artystkę, która swoje prace sprzedaje w autorskiej galerii.</p>
<p>Od Marka i Kasi dostałyśmy śliczny komplet kubeczków do herbaty i filiżanek do kawy dla dwojga. Wszystkie przedmioty włącznie z tacka, cukierniczką, pojemniczkiem na śmietankę były ręcznie zdobione. Malunki przedstawiały ukwiecone łąki. Na filiżankach górowały bławatki, niezapominajki  i polne kwiatki. Na kubeczkach maki i stokrotki. Tacka obsypana była wszystkimi kolorami , jakie można sobie wyobrazić na hasło ? łąka latem. Sprawili nam dużą radość tym podarunkiem. Od dzisiaj obie miałyśmy swoje kubeczki. Julia dostała od naszych przyjaciół podobny zestaw dziecinny. Przedstawiał on kolorowe postacie z bajek i zawierał kubeczek, filiżankę, szklankę, miseczkę, talerz duży i talerzyk deserowy. Od dzisiaj i Julia miała swój kubeczek, który należał tylko i wyłącznie do niej.</p>
<p> Dzieci zajęte swoimi prezentami poszły do pokoju Julii. Dziewczynki były pochłonięte rozkładaniem łóżeczka i wózka dla lalki. Umeblowały dla bobaska jego kącik, który powiększał się niebezpiecznie coraz bardziej. Kolejne przedmioty zajmowały już pół pokoju Julii.</p>
<p>My zostaliśmy przy stole rozmawiając i planując święta i Sylwestra.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=313</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 31- cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=311</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=311#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Oct 2009 12:36:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=311</guid>
		<description><![CDATA[Dzień przed właściwą Wigilią urządziłyśmy sobie uroczystą kolację z opłatkiem i prezentami pod choinką. Obie miałyśmy już wolne. Od rana przygotowywałyśmy tradycyjne potrawy. Julka pomagała w ubieraniu choinki. Była cała szczęśliwa, gdy już włączyłyśmy światełka obok których wisiały wszystkie drobiazgi wykonane przez małą w przedszkolu.
Karolina królowała w kuchni pichcąc barszcz czerwony i karpia, a my [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzień przed właściwą Wigilią urządziłyśmy sobie uroczystą kolację z opłatkiem i prezentami pod choinką. Obie miałyśmy już wolne. Od rana przygotowywałyśmy tradycyjne potrawy. Julka pomagała w ubieraniu choinki. Była cała szczęśliwa, gdy już włączyłyśmy światełka obok których wisiały wszystkie drobiazgi wykonane przez małą w przedszkolu.</p>
<p>Karolina królowała w kuchni pichcąc barszcz czerwony i karpia, a my z Julią po uporaniu się z dekoracją drzewka nakrywałyśmy do stołu. Biały obrus z siankiem pod spodem, świecznik. Opłatek na talerzyku. Wszystko zgodnie z tradycją. Każda z nas próbowała wprowadzić do naszego wspólnego domu wszystko to, co wynosiła z domów rodzinnych. Ja nalegałam na kutię ? potrawę, która obowiązkowo pojawiała się na wigilijnym stole co roku. Karolina zażyczyła sobie kluski z makiem, które zawsze bywała w jej domu a dla mnie były czymś nowym. W domu mama Karoliny karpia zawsze przygotowywała na kilka sposobów. Najważniejszy był ten smażony. U mnie z kolei podstawą był karp w galarecie z sosem cebulowym. Co do jednego byłyśmy zgodne, prezenty jak za starych dawnych czasów były najmilszym akcentem tego wieczoru. Gdy tylko wszystko było gotowe, zgasiłam światło w pokoju z nakrytym stołem. Tliły się jedynie światełka na choince.</p>
<p>Każda z nas cichutko w konspiracji podrzucała pod kolorowe drzewko kolejne podarunki. Jedynie Julia nie wytrzymywała ciśnienia i próbowała podglądać, co kryje się w kolejnych paczkach. Najbardziej nurtował ja oczywiście największy prezent z ogromna kokardą. Nie mogła się doczekać momentu, gdy pozwolimy na rozpakowanie podarunków.</p>
<p>Kolację wigilijną zaplanowałyśmy o godzinie 19. Chwilę wcześniej pojawił się Marek z najbliższymi. Pod choinką pojawiło się kilka kolejnych dekoracyjnie zapakowanych drobiazgów. Dzieci były w swoim żywiole.</p>
<p>Kasia tego dnia była odrobinkę smutniejsza niż zwykle. Domyślałyśmy się, że przeżywa na swój sposób pierwsze święta bez męża. Wiedziałyśmy, że mimo ogólnie dobrej kondycji, moment okresu świątecznego będzie trudny dla całej ich trójki. Chciałyśmy z nimi być właśnie w tych chwilach. Żałowałyśmy tylko, że całych świat nie spędzimy razem. Karolina żałowała, że wyjeżdża. Ja obiecałam spędzić dużo czasu z ich sympatyczna gromadką.</p>
<p>Dzieląc się opłatkiem zapanowała scena jak na wyciskaczach łez w starych filmach polskich. Zawsze w takich chwilach moja mama płacze. I ja dzisiaj byłam wzruszona. Karolina łamiąc się ze mną opłatkiem, przytuliła mnie do siebie i szepnęła do ucha, że życzy mi i sobie abyśmy się już zawsze tak kochały i szanowały jak teraz. Moje życzenia pokrywały się w wymowie.</p>
<p>Kasia życzyła nam obu abyśmy zawsze tworzyły taką fajną i przykładną rodzinę i abyśmy się nie dały ludziom, którzy nie rozumieją osób takich jak my bo miłość i szczęście zawsze wygrywają.</p>
<p>Marek tradycyjnie życzył nam szczęścia i zdrowia oraz długich lat w miłości. Dzieciaki życzyły głównie sobie  wymarzonych zabawek pod choinką i z ciekawością zerkały pod drzewko, co wprawiało nas w trudny do opanowania śmiech.</p>
<p>Po oficjalnej części wieczoru nastał czas uczty dla podniebienia. Dzieciom dopisywał wyjątkowy apetyt. Robiły wszystko aby wreszcie dobrać się do prezentów.</p>
<p>Karolina błyszczała swoim kunsztem kulinarnym. Cieszyła się z komplementów.</p>
<p>Gdy zakończyliśmy kolację nastała pora na podarunki. Najmłodsza Kamilka zabawiała się w Świętego Mikołaja i wyciągała spod drzewka kolejne paczuszki. Jarek sylabizując czytał karteczki z imionami obdarowanych.</p>
<p>Julia swój ogromny prezent rozpakowała zdrapując niemal jednym ruchem rączki kolorowy papier. Później nastał kilkusekundowy okrzyk radości. Kamilka rzuciła się do pomocy w wyciąganiu kolejnych akcesoriów dla lalki. Jarek tymczasem zapoznawał się z obsługą zdalnie starowanego auta, które wybrałyśmy dla niego wspólnie z Karolina i Julią.</p>
<p>Nasze prezenty teraz już były mało istotne, Kamili nawet nie przeszkadzało, że jeszcze nie dotarła do paczki dla siebie. Jej miejsce zajęłam ja pod choinka, zabawiłam się w przysłowiową sierotkę Marysię. Natychmiast sięgnęłam na prezent dla Karoliny. Później dla całej reszty. Mój podarek pozostał na samym końcu. Poczekałam z rozpakowaniem na moment, gdy zobaczę reakcję mojego szczęścia.</p>
<p>Perfumy, tak jak myślałam będą strzałem w dziesiątkę. Oczy mojego kochania zaświeciły się niczym ogniki po czym pachnąca chmurka okryła jej odsłoniętą szyję i dekolt. Książka była dla Karoliny dużym zaskoczeniem. Przeczytała dedykację, chwilę wpatrywała się w nią po czym podeszła i pocałowała mnie w szyję, szepcząc :- ?Kocham się?.</p>
<p>Kasi podarowałyśmy skórzane rękawiczki w beżowym kolorze, pasowały jej do zimowego płaszcza, w którym ostatnio chodziła. Marek był dość trudnym orzechem do zgryzienia dla nas obu. Nie miałyśmy pojęcia, co można kupić takiemu facetowi jak on. Cokolwiek nam przyszło do głowy ? on to już posiadał. Nie miałyśmy też zbyt dużo pieniędzy przeznaczonych na prezenty aby kupować coś ekstra.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=311</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 31- cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=309</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=309#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Oct 2009 11:54:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=309</guid>
		<description><![CDATA[Święta Bożego Narodzenia

Grudzień minął nam wszystkim w błyskawicznym tempie. Do ostatniej chwili nie rozmawiałyśmy z Karolina o Wigilii i świętach. Dopiero w dniu, gdy zadzwoniła Karoliny mama z pytaniem, kiedy obie przyjadą do domu musiałyśmy ustalić pewne uzgodnienia.
Firma, w której pracowała Karolina nie funkcjonowała w przerwie między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem. Moja niestety tak.
-Ada, pojadę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><strong>Święta Bożego Narodzenia</strong></p>
<p align="center">
<p>Grudzień minął nam wszystkim w błyskawicznym tempie. Do ostatniej chwili nie rozmawiałyśmy z Karolina o Wigilii i świętach. Dopiero w dniu, gdy zadzwoniła Karoliny mama z pytaniem, kiedy obie przyjadą do domu musiałyśmy ustalić pewne uzgodnienia.</p>
<p>Firma, w której pracowała Karolina nie funkcjonowała w przerwie między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem. Moja niestety tak.</p>
<p>-Ada, pojadę do mamy z Julią i zaraz po świętach przyjedziemy do domu.</p>
<p>-Nie musisz się śpieszyć, przecież możesz pobyć z rodziną kilka dni. Ja i tak po świętach pracuję.</p>
<p>-No ale nie chcę, abyś te kilka dni była sama ? powiedziała Karolina z troską w głosie.</p>
<p>-Kochanie, tak długo byłam sama, że teraz naprawdę te kilka dni jakoś sobie poradzę, choć nie ukrywam ? będzie bardzo ciężko.</p>
<p>-Ale ja chcę ? nalegała.</p>
<p>-Karolinko, przecież dawno nie spotkałaś się z rodzina, mówiłaś, że mają odwiedzić Twoją mamę kuzyni z Zakopanego i ciocia, z którą nie widziałaś się od lat. A ja naprawdę spokojnie posiedzę w domu.</p>
<p>-Może masz rację. Więc zostanę kilka dni ale Sylwestra spędzimy razem tak?</p>
<p>-Dobrze, niech i tak będzie ? odpowiedziałam właściwie z ulgą, bo obawiałam się tej nocy bez Karoliny.</p>
<p>Julia przez wyjazdem do babci koniecznie chciała widzieć w domu kolorową choinkę z ozdobami, które własnoręcznie wykonała. Wybrałyśmy się zatem na zakupy.</p>
<p>Zaczęłyśmy od światełek na drzewko. Później kolka bombek, łańcuchów. Szpic na czubek. Mała zażyczyła sobie extra kolorowe figurki aniołków, ptaszków i zwierzątek.</p>
<p>Na końcu wybrałyśmy niewielką, choć na tyle dużą że ledwie zmieściła się w aucie, choinkę.</p>
<p>Pozostały jedynie prezenty. I tutaj musiałyśmy się rozdzielić. Każda z nas chciała sprawić reszcie niespodziankę. Julia z ogromna ochotą pozwoliła się zaprowadzić do Małpiego gaju. Uwielbiała swobodną zabawę w tym miejscu. Nieograniczone poziomy bezpiecznego raju skonstruowanego dla dzieciaków, które są pod dobra opieką. Masa zjeżdżalni, huśtawek, miejsc wypełnionych małymi kolorowymi piłeczkami. Coś w sam raz dla maluchów, które rozpiera niespożyta energia. A przy okazji wygoda dla rodziców. Mogą spokojnie udać się na zakupy z pewnością, że malec jest pod dobrą opieką.</p>
<p>Ustaliłyśmy z Karoliną, że dla małej, naszych mam i rodzin kupimy prezent wspólnie, natomiast dla nas wzajemnie oddzielnie.</p>
<p>Z Julią sprawa była prosta. Marzyła o zestawie akcesoriów dla swojego ukochanego bobaska, którego dostała latem od taty.</p>
<p>W sklepie znalazłyśmy cały komplet w słodkim różowym kolorze. Mały wózeczek- parasolka, wanienka do kąpieli, nosidełko i kołyska z baldachimem. Oprócz tego: pidżamka, kilka ciuszków, pieluszki, czapeczki. Prawdziwa wyprawka dla noworodka. Byłyśmy z Karoliną bardzo zaskoczone bogactwem całego zestawu. Wiedziałyśmy, że Julia oszaleje ze szczęścia. Dla naszych mam dużo trudniej było coś wybrać. Karoliny mama należała do osób, które nigdy nic nie potrzebują a i moja zawsze i wszystko miała. Trudna sprawa.</p>
<p>W końcu ja kupiłam mamusi zegarek. Karolina wybrała dla swojej portfelik skórzany. Dla Pawła wybrałyśmy wspólnie prezent. Ponieważ mój brat bardzo lubi słuchać muzykę w rytmie Mouse więc wybrałyśmy najnowszą składankę hitów z mijającego roku , ładnie wydaną w cztero-płytowym albumie. Dla Nadii, dziewczyny brata, postanowiłyśmy kupić coś ze srebrnej biżuterii. Wisiorek i kolczyki w komplecie nie były drogie a zrobiły na nas duże wrażenie, byłyśmy przekonane, że spodoba się również jej. I nie pomyliłyśmy się wcale, jak się później okazało. Zaprosiliśmy na naszą Wigilię Kasię i Marka z dzieciakami, więc dla każdego również kupiłyśmy jakieś drobiazgi.</p>
<p>Najtrudniejszym punktem programu był oczywiście prezent dla Karoliny. Kompletnie nie miałam pojęcia, co mogłabym jej podarować. Szaleńcza gonitwa po galeriach nie odnosiła dobrego rezultatu. Przy każdym kolejnym okrążeniu wpadłam w panikę z powodu braku pomysłu i z powodu dzikich tłumów, jakie pojawiły się w centrum. Coraz trudniej było się wcisnąć do niektórych sklepów. Odrobinę uspakajał mnie widok Karoliny, która niemniej zestresowana odwiedzała kolejne butiki w poszukiwaniach. W tych momentach byłam pewna, że obie jesteśmy na tym samym etapie czyli, że obie nie mamy nic- ani prezentu ani pomysłu.</p>
<p>W końcu postanowiłam upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Coś dla ciała i coś dla ducha.</p>
<p>Karolina, podobnie jak ja, miała słabość do perfum, więc wybrałam coś bardzo przyjemnego, erotycznego i ślicznego z ogromu propozycji jednej z perfumerii. Poprosiłam panią ekspedientkę o świąteczne zapakowanie prezentu. Później wybrałam się do księgarni. Przypomniała mi się któraś z naszych rozmów sprzed miesięcy. Gdy rozmawiałyśmy o literaturze. O ulubionych książkach. O lekturach, do których chętnie wracamy. Wspomniałam wtedy, że jedną z moich ukochanych książek jest powieść Wiliama Whartona pod tytułem ?Spóźnieni kochankowie?. Bo faktycznie, wiele razy wracałam do niej. Za każdym razem wzruszałam się do łez i uważam, że to piękna opowieść o prawdziwej miłości.</p>
<p>Karolina  nie znała tej książki, mimo że lubiła twórczość W.Whartona. Na niej duże wrażenie wiele lat temu zrobił ?Ptasiek?. Też lubiłam tą książkę, ale niepodważalnym mistrzostwem klimatu byli ?Spóźnieni kochankowie?. Wybrałam więc ta pozycję. Bardzo chciałam, aby Karolina przeczytała książkę, która zawsze wyciska ze mnie łzy. Historia o prawdziwej miłości. Zanim poprosiłam o zapakowanie prezentu pozwoliłam sobie dokonanie wpisu z dedykacją.</p>
<p>Przypomniałam sobie pewne zdanie, które bardzo mi się spodobało, gdy je usłyszałam. Próbując sztuki kaligrafii napisałam na pierwszej stronie książki:</p>
<p>?Szczęście to jedyna wartość, która się mnoży, jeśli się ją dzieli. ? / Albert Schweitzer/</p>
<p>Dziękuję.</p>
<p>A.</p>
<p>Dzień przed właściwą Wigilią urządziłyśmy sobie uroczystą kolację z opłatkiem i prezentami pod choinką. Obie miałyśmy już wolne.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=309</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 30-cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=305</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=305#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Sep 2009 20:03:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=305</guid>
		<description><![CDATA[Gość: 666 &#8211; a czarni? przecież są mniejszością. zatem nie są normalni, więc niech s?? z naszego normalnego aż do bólu kraju. albo niech się leczą. malują na biało. a oni jeszcze się ośmielają w związkach żyć! normalnie skandal! a łysi? przecież normą jest, że normalnemu człowiekowi rosną włosy. więc leczmy łysych. sadźmy im cebulki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Gość: 666 &#8211; a czarni? przecież są mniejszością. zatem nie są normalni, więc niech s?? z naszego normalnego aż do bólu kraju. albo niech się leczą. malują na biało. a oni jeszcze się ośmielają w związkach żyć! normalnie skandal! a łysi? przecież normą jest, że normalnemu człowiekowi rosną włosy. więc leczmy łysych. sadźmy im cebulki na głowach. a nie-buce? przecież normą w tym kraju jest bycie bucem. nie-buców utylizować! </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>NORMALNA &#8211; nie chodzi o kolor skóry. Chodzi o dewiacyjne zachowania seksualne.  </strong></p>
<p><strong>MIKOŁAJ &#8211; Widzisz? Nawet nie trzeba było czekać na Rafała Orszaka; po pobieżnym przejrzeniu wątku można spokojnie stwierdzić, że całkiem spora część uczestników forum nie odbiega zbytnio poglądami od łysoli z młodzieży wszechpolskiej.  </strong></p>
<p><strong>TRENER -po raz kolejny &#8211; stop dewiacjom!  </strong></p>
<p><strong>ANDRZEJ &#8211; Niestety dominują poprawnie myślące cymbały,. </strong></p>
<p><strong>o o ## o o ## o o ## o o ## o o ## o o  </strong></p>
<p><strong>? ta dyskusja wciąż traw?boje się chyba czytać dalej. </strong></p>
<p><strong>Czasami, dla podtrzymania słuszności decyzji o życiu w ukryciu, dobrze jest przypomnieć sobie- jakich ludzi możemy spotkać na swoich krętych drogach życia.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong> Za nic na świecie nie chciałabym mieć w swoim najbliższym otoczeniu osoby o wdzięcznym podpisie NORMALNA. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>I będę usilnie wierzyła w to, że nie było, nie ma i nigdy nie będzie takiej osoby gdzieś pod moim bokiem?ale na wszelki wypadek? nazwiska nie podam:) </strong></p>
<p><strong> </strong>I chyba łatwiej było mi żyć w błogiej nieświadomości. Dalej mogłam wierzyć, że homofonia jest wytworem wyobraźni dziennikarzy, którzy zmuszeni są do wypisywania różnych dziwnych rzeczy na łamach swoich gazet i wydawnictw aby skusić rzeszę czytelników do zadania sobie trudu i zajrzenia do artykułów. Tymczasem przekonałam się, że te ?niedorzeczności? nie są fikcją literacką a problem z nietolerancją żyje swoim życiem wśród nas. Niestety.</p>
<p> </p>
<p><strong>@Osobiście chciałabym wiedzieć, czy wśród moich znajomych jest ktoś podobnie podchodzący do homoseksualizmu jak NORMALNA. </strong></p>
<p><strong>Starałabym się szybko &#8220;zerwać&#8221; z nimi kontakt. Jestem w trakcie sprawdzenia tej niewiadomej <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' />  / F.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@Prosta zasada, nie umiesz rozmawiać na pewne tematy , nie rozmawiaj</strong></p>
<p><strong>zadaj sobie pytanie czy możesz kogoś spokojnie wysłuchać ,jego argumentów, czy masz argumenty na twoją tezę czy umiesz mądrze dyskutować. To nie do Ciebie B <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />   to do nich!!!! i proszę nie przejmuj się  tacy ludzie  jak &#8220;Normalna&#8221; są na świeci, byli i będą a Ty rób dalej swoje, ok.?  / K.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@No szczerze powiem, że jak to przeczytałam to mnie trochę zatkało, ale jak potem pomyślałam to rzeczywiście są tacy wśród nas i nic na to nie poradzimy. Życzę wszystkim by nie mieli &#8220;przyjemności&#8221; spotykać takich ludzi (a&#8217;la normalna) na swojej drodze&#8230; pozdrawiam /  J.</strong></p>
<p><strong>@Takich ludzi jak &#8220;NORMALNA&#8221; jest wokół nas pełno-niedawno się o tym przekonałam. Najbardziej mnie wkurza jak twierdzą , że homoseksualistów trzeba leczyć. </strong></p>
<p><strong>B. im więcej takich blogów powstanie i więcej o tym będziemy pisać, tym mam nadzieje świat się w końcu poprawi- kiedy to nastąpi? hmmm może za 100 lat, ale na razie trzymajmy się i nie dajmy się. Żyjmy swoim życiem i nie przejmujmy się &#8220;NORMALNYMI&#8221;! / G.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@Niestety nasz normalny kraj wcale taki nie jest w większości z nas nie ma żadnej tolerancji, wytykamy palcami innych ale gdy ktoś zaczyna robić to samo to się oburzamy, że nie ma prawa wtrącać się do naszego życia. </strong></p>
<p><strong>Ja chciałabym tylko żyć po swojemu, chcę być tylko szczęśliwa, czy to tak dużo, żeby ktoś z buciorami wchodził do mojego życia, bo nie podoba mu się z kim sypiam? Czy jak będzie potrzebował mojej pomocy to jej nie przyjmie bo jestem &#8221;inna&#8221;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;../ M.</strong></p>
<p><strong>@Witaj, przez przypadek, poprzez forum znalazłem adres tej strony. Jestem w szoku i cieszę się, że takie strony istnieją, że w tym zradiomaryizowanym społeczeństwie przynajmniej w ten sposób możecie wyrazić siebie i swoje uczucia. Pomimo swojej hetero-orientacji jestem z Wami. Trzymajcie się i nie dajcie sobie wmówić, że jesteście chore. Chore jest nasze sklerykalizowane społeczeństwo. Pozdrawiam / E.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@Witam:) Byłam na forum i stąd moja wizyta na Twoim blogu. Jestem hetero ale bardzo tolerancyjna. Z przyjemnością czytałam Twoje opowiadania o pierwszej miłości&#8230;Masz talent twórczy:)  Pozdrawiam/ B.</strong></p>
<p><strong> </strong>Żeby nie było aż tak tragicznie i smutno, na szczęście odezwali się również obrońcy naszych praw. Ci którzy obiektywnie patrzą na temat z boku. Ludzie heteroseksualni, którzy nie chcą nas leczyć na siłę albo wysyłać na bezludne wyspy. Dziękuję właśnie im, dzięki ich istnieniu wciąż wierzę, że kiedyś takie osoby jak ja czy moi przyjaciele będziemy mogli normalnie żyć.</p>
<p> </p>
<p>Karolina po powrocie do domu czytała tą notatkę trzy razy. Przy każdym kolejnym razie potęgowała swoja złość. Chciałam ja jakoś udobruchać, uspokoić ? powiedziałam:</p>
<p>-Kochanie, czy to nie cudowne, że aby doświadczyć aktu nietolerancji musiałam posunąć się do konspiracyjnej prowokacji?</p>
<p>-No niby tak, ale czy to nie smutne, że w ogóle takie osoby jak te na forum istnieją?</p>
<p>-Smutne, ale nam są przecież zupełnie obojętne.</p>
<p>-A gdyby?</p>
<p>A gdybyśmy tak przestały o nich myśleć? Kochamy się, jesteśmy razem, tworzymy rodzinę, jesteśmy zdrowe i szczęśliwe. Czy to nie jest najważniejsze?</p>
<p>-Tak, to jest najważniejsze.</p>
<p> I tyle na ten temat.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=305</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 30-cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=303</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=303#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Sep 2009 22:22:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=303</guid>
		<description><![CDATA[ANDRZEJ &#8211; Niestety ostatnio to ci normalni inaczej nas atakują i wobec tego pytanie: będzie się bronił?  
 
NORMALNA -powiało argumentacją rodem z gimnazjum Normalny jest heteroseksualista. Homoseksualista jest dewiantem, uszkodzonym, powinien robić wszystko, żeby wyjść na prostą.  
 
Gość: 666 argumentacja rodem z gimnazjum, bo jaką tu zastosować wobec osoby o rozumie gimnazjalisty&#8230;  
 
NORMALNA &#8211; no [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>ANDRZEJ &#8211; Niestety ostatnio to ci normalni inaczej nas atakują i wobec tego pytanie: będzie się bronił?  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>NORMALNA -powiało argumentacją rodem z gimnazjum Normalny jest heteroseksualista. Homoseksualista jest dewiantem, uszkodzonym, powinien robić wszystko, żeby wyjść na prostą.  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Gość: 666 argumentacja rodem z gimnazjum, bo jaką tu zastosować wobec osoby o rozumie gimnazjalisty&#8230;  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>NORMALNA &#8211; no tak, bo dziś kto nie zgadza się na propagowanie dewiacji jest zacofany.  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>DROM &#8211; rozumiem, ze jakaś paskudna lesbijka weszła ci do domu przez okno i propagowała dewiacje namawiając cię na swoja normalność? czy może przypadkiem było odwrotnie i to ty zalecasz komuś leczenie? Widzisz, mnie temat nie dotyczy bo jestem 100 % hetero ale będę bronił tych ludzi choćby dla tego ze w szybkim tempie łysieję, a obawiam się ze łysi mogą być następni na celowniku takich jak ty obrońców moralności (jeszcze się komuś łysa głowa skojarzy z cyckiem i kazał chodzić w lecie w czapce <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_razz.gif' alt=':-P' class='wp-smiley' /> PP )  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>ANDRZEJ &#8211; W każdym społeczeństwie normalni inaczej są i będą traktowani jak margines i to jest powszechna norma. Czy to dobrze to druga sprawa. Nic nie zmieni żadne zaklinanie. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>MIKOŁAJ &#8211; No to zaraz będzie krucjata i palenie czarownic, niech to tylko niejaki Rafał orszak tu zajrzy .A tak swoją podejrzewam, że odsetek lesbijek wśród kobiet z Warszawy i okolic jest taki sam, jak w jakimkolwiek innym miejscu świata &#8211; bo niby dlaczego miałoby być inaczej?  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>ANDRZEJ &#8211; Ale inteligentna, kulturalna odpowiedź  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>BEA &#8211; Wiesz, chciałam nawiązać z Tobą równorzędny dialog- i widzisz po tym prostym manewrze -sukces, udało mi się, abyś nie ,,opluł&#8221; moich wypowiedzi automatycznie, tylko po to by być kontra <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />   </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>JA &#8211; bea, to nie Twój &#8220;sukces&#8221;, ale kompromitacja&#8230;  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>HYHY &#8211; Pedały liczcie się między sobą. To obleśne, jak facet drugiemu ?(cenzura). Bleee&#8230;. Niech nikt mi nie wmawia, że to jest normalne!  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>ROSEMARY &#8211; Wszystko co robi dwoje ludzi jest normalne tak długo jak długo jedno nie robi nic wbrew drugiemu.  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>KTOŚ &#8211; Rosemary, nie podkładaj się w tak głupi sposób broniąc słusznej sprawy. Gdy starszy facet zaczepia na dworcu 10-latkę i w zamian za seks płaci jej za obiad, to wszystko dzieje się za obopólną zgodą i nie wbrew drugiemu. A nie jest normalne.  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>NORMALNA -właśnie&#8230; fuuuuuuuuu.  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>B :  Jestem zażenowana tą dyskusją! Nie macie pojęcia o nas a zajmujecie stanowiska. Jestem przekonana, ze macie wokół siebie wiele osób homoseksualnych, które z obawy przed Wami codziennie z płaczem i strachem rozpoczynają kolejny dzien. Żal mi ich, żal mi Was (oczywiście niektórych) Gdyby w nas homoseksualistach tkwiła heterofobia &#8230; dawno musielibyśmy skończyć ze sobą bo jak żyć na takim świecie?!! dziękuję osobom które zadały sobie trud i stanęły w obronie mojego środowiska- mimo, że nie są z nami w żaden sposób związani. To dowód na to, ze są wśród wszystkich ludzi Ci dobrzy- tolerancyjni &#8230; Ci właśnie normalni według mnie. Gdyby każdy człowiek zajął się przede wszystkim sobą i nie ingerował w Zycie innych nie byłoby problemów z homofobią, rasizmem, nietolerancją. Dbajmy tylko o jedno- aby ludzie się nie krzywdzili- tylko tyle. Żyjmy tak aby nikt przez nas nie musiał nigdy płakać. Takie proste&#8230;a takie skomplikowane dla niektórych &#8211; prawda? Szkoda&#8230;  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>NORMALNA ???.LECZYĆ SIĘ a nie trwać w dewiacji. Leczyć się i dopiero zakosztować prawdziwego życia. A nie trwać w jakichś chorych porąbanych związkach dwóch chorych ludzi i upajać się pseudo-miłością.  </strong></p>
<p><strong>cdn.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=303</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 30-cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=301</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=301#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Sep 2009 22:01:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=301</guid>
		<description><![CDATA[Prowokacja_blog. 
Czasami posuwałam się do prowokacji aby przekonać się, czy homofonia faktycznie występuje w naszym społeczeństwie. Ja, dzięki Bogu nie doświadczałam jej bezpośrednio. Czasami tylko w prasie czytałam artykuły dowodzące o jej istnieniu. Brzmiały bardzo okrutnie. Aż trudno było dawać wiarę. Ani ja ani Karolina, nie miałyśmy złych przeżyć związanych z naszym sposobem życia . Najwyraźniej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><strong>Prowokacja_blog.</strong><strong> </strong></p>
<p>Czasami posuwałam się do prowokacji aby przekonać się, czy homofonia faktycznie występuje w naszym społeczeństwie. Ja, dzięki Bogu nie doświadczałam jej bezpośrednio. Czasami tylko w prasie czytałam artykuły dowodzące o jej istnieniu. Brzmiały bardzo okrutnie. Aż trudno było dawać wiarę. Ani ja ani Karolina, nie miałyśmy złych przeżyć związanych z naszym sposobem życia . Najwyraźniej dobrze trafiłyśmy. Miałyśmy wyjątkowe szczęście.</p>
<p> Któregoś weekendu, gdy Karolina wybrała się z Kasią i dziećmi na dwa dni do Krakowa postanowiłam sprawdzić, jak to naprawdę jest z tą nasza tolerancją.</p>
<p> BLOG- ? Prowokacja?</p>
<p> <strong>Posunęłam się dzisiaj do pewnej prowokacji na forum dyskusyjnym. Nie spodziewałam się nawet, że wywołam taką lawinę słów. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Zadałam krótkie i proste pytanie skierowane raczej do osób takich jak ja. W odpowiedzi otrzymałam? przeczytajcie sami: </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Tytuł forum:  Lesbijki z Warszawy</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>B :  wątek główny: Zastanawiam się ile nas jest w Stolicy? </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Odpowiedzi: </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>NORMALNA &#8211; leczcie się.  </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>DROM -a na co lub z czego się maja leczyć ? możesz określić tą jednostkę chorobową, która twoim zdaniem wymaga tak natychmiastowej reakcji medycznej ?  </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>NORMALNA &#8211; z dewiacji seksualnej. Kobieta została stworzona mężczyźnie, mężczyzna &#8211; kobiecie.  </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Gość: 666 &#8211; głupia jesteś i tyle.  </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>NORMALNA &#8211; Widziałam kiedyś zdajecie grupy ludzi z ustami zaklejonymi taśmą. Na taśmie było napisane: TOLERANCJA. Dzisiaj jak ktoś mówi wprost ze homoseksualizm nie jest normalny, to zaraz słuchacz Radia Maryja, zacofany biedak albo homofon. Beznadzieja. </strong></p>
<p><strong>Gość 666: nie jest normalny, ale bycie człowiekiem to nie jest zbiór norm i zasad. Nie wszystkim da się kierować przy pomocy nakazów, zakazów i przepisów.  </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>ANDRZEJ &#8211; To po prostu chorobliwe kretyństwo poprawno polityczne.  </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Gość: 666 &#8211; lub polityczna choroba poprawno kretyńska. albo kretyństwo polityczne chorobliwie poprawne. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>ANDRZEJ &#8211; Na jedno wychodzi- głupota  </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>PIETREK &#8211; lecz się, i nie podpisuj nickiem normalna, bo nią nie jesteś  </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Gość: 666 &#8211; ty się lecz. homofobia jest uleczalna. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>SPRAWIEDLIWY &#8211; Już kiedyś próbowano leczyć mańkutów, z fatalnym skutkiem. Rozumiem, że w twoim idealnym społeczeństwie nie ma również miejsca dla: rudych, piegowatych, łysych, baaaaaardzo wysokich i kurdupli (to czemu głosowałaś na Kaczyńskiego) jasne, wszystko da się leczyć nawet rudość czy kurduplowatość. Nawet gdzieś czytałem, że podobno kwestia preferencji seksualnych to sprawa jakiegoś drobnego zabiegu neurochirurgicznego &#8211; tak przynajmniej twierdził niejaki Mengele. Tylko że tak samo (takim prostym zabiegiem neurochirurgicznym) można zamienić heteroseksualistę w homoseksualistę, więc KTO TU JEST NORMALNY? Aha dla ścisłości: jestem heteroseksualistą i to 100% i jedyne czego nie lubię to glist i żmij albo ogólniej: robali i gadów, choć wiem że też mają prawo do życia więc raczej ich nie zabijam, chyba że mnie pierwsze zaatakują.  </strong></p>
<p>cdn.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=301</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 29-cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=299</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=299#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Sep 2009 16:24:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=299</guid>
		<description><![CDATA[Życie przynosi różne niespodzianki. A wydawać by się mogło, że świat jest czarno biały. Zło albo dobro. Wybór mniej więcej taki jak między być a nie być.
@Pouczająca, dająca wiele do myślenia notka? / F.
 
@dojrzale i mądrze napisane   / N.
 
 
Dość często zastanawiam się nad tym, co tak naprawdę jest ważne w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Życie przynosi różne niespodzianki. A wydawać by się mogło, że świat jest czarno biały. Zło albo dobro. Wybór mniej więcej taki jak między być a nie być.</p>
<p><strong>@Pouczająca, dająca wiele do myślenia notka? / F.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>@dojrzale i mądrze napisane <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  / N.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Dość często zastanawiam się nad tym, co tak naprawdę jest ważne w życiu. Z całą pewnością osoby najbliższe, czyli rodzina. Dla mnie beznadziejnie smutnym byłoby życie bez przyjaciół. Im poświęcam dużo uwagi w swoich myślach. Im czasami dedykuję swoje notatki na blogu.</p>
<p><strong>BLOG ? ?Weekend w atmosferze przyjaźni?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Ostatni weekend spędziłam w gronie zaprzyjaźnionych osób ? samych ?naszych? -samych swoich:)To były naprawdę bardzo fajne chwile, sobotni wieczór upłynął nam na rozmowach o życiu. Blask świec, smaczne drinki i wspomnienia, plany na przyszłość? dużo śmiechu.</strong></p>
<p><strong>Bardzo sympatycznie. Tak, jak zawsze przy naszych wspólnych weekendach. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Sączyłyśmy trunki wyskokowe i paplałyśmy o prozie życia, o cieniach i blaskach dnia codziennego. Wspominałyśmy wspólne wakacje, ilustrując opowieści licznymi zdjęciami. Planowałyśmy tegoroczny urlop i zimowy jeszcze wyjazd w góry .</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Któraś z nas rozpoczęła wątek serialu  ?L-Word?.</strong></p>
<p><strong>Wszystkie równocześnie się uśmiechnęłyśmy, ponieważ wszystkie oglądałyśmy choć kilka jego odcinków.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Opowieść o paczce homoseksualnych przyjaciół, spotykających się czasami w jakiejś knajpie, spędzających wspólnie wolny czas na imprezach.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Są wśród nich osoby samotne, poszukujące drugiej połówki. Jest para, która stara się o dziecko. Są dziewczyny, które wciąż się nieszczęśliwie zakochują i takie które są stałe w uczuciach.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Rozmawiałyśmy wszystkie o tym filmie, że w sumie one- tam w Stanach mają fajnie, bo dookoła siebie mają fajnych ludzi, bo mogą się tak beztrosko spotykać i miło spędzać czas.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Że maja tam inaczej i lepiej bo tak kolorowo i cudownie. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>W pewnej chwili jedna z nas zamilkła na chwilę, po czym z refleksją powiedziała:</strong></p>
<p><strong>- One, tam w USA- maja dokładnie tak jak my teraz. Zobaczcie. Możemy się spotykać. Mamy paczkę fajnych zaufanych osób z którymi lubimy spędzać czas. Cóż one mają więcej niż my?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Każda z nas codziennie boryka się z jakimiś kłopotami ale każda z nas doświadcza przecież i te cudowne chwile. Każda z nas ma oprócz ?naszej? paczki również grono najbliższych osób czyli rodzinę czy przyjaciół podchodzących do nas z miłością i tolerancją.  One nie mają nic więcej- mam rację? </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Popatrzyłyśmy po sobie. Faktycznie!</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Gdy  któraś z nas jest szczęśliwa &#8211; wystarczy jeden telefon ? i jesteśmy, aby cieszyć się razem z nią.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Gdy  któraś z nas jest nieszczęśliwa &#8211; wystarczy jeden telefon ? i jesteśmy aby wspierać w trudnych chwilach. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Gdy  któraś z nas ma kłopoty &#8211; wystarczy jeden telefon ? i jesteśmy aby pomóc. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Gdy  któraś z nas się nieszczęśliwie zakocha &#8211; wystarczy jeden telefon ? i jesteśmy? </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Gdy jedna z nas się szczęśliwie zakocha ? wystarczy jeden telefon i jesteśmy ? aby poznać szczęśliwą wybrankę jej serca?przywitać w gronie naszych przyjaciół. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Gdy cokolwiek się dzieje ? zawsze wystarczy telefon i?.jesteśmy?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>?wiem, że zawsze są!</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Nie doświadczałam w życiu milszych chwil niż wspólne wyjazdy w góry czy na wakacje. Niż nasze weekendowe spotkania.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Wśród samych swoich- odrobinę postrzelonych, niosących ze sobą dużo radości <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Dzisiaj chciałabym podziękować za cudowny weekend wszystkim uczestniczkom naszego weekendowego spędu. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Pozdrawiam dziewczyny i do szybkiego następnego?a wszystkim szczerze życzę takiej zaprzyjaźnionej paczki wśród ?naszych? .</strong></p>
<p><strong>B.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Te nasze spotkania maja naprawdę swój niepowtarzalny urok. Kiedyś w rozmowie z Karoliną usłyszałam, że ona, gdy jeszcze była mężatką marzyła o podobnych kontaktach. Wtedy wcale nie znała osób o orientacji homoseksualnej. A tak bardzo potrzebowała wsparcia kogoś, kto potrafiłby ją zrozumieć, wysłuchać. Myślę, że wiele osób takich jak my, ma podobne problemy. Nie potrafi się odnaleźć w środowisku osób heteroseksualnych i nie bardzo ma możliwość dotrzeć do swojego środowiska. Na szczęście mamy XXI wiek i Internet nie jest już zbytnim luksusem. On ułatwia nawiązywanie kontaktów. Nawet jeśli możemy dzięki niemu liczyć jedynie na rozmowę z kimś na drugim końcu świata.</p>
<p><strong>@&#8221;Przyjaźń to skarb od wielkiej miłości wcale nie mniej wart&#8221; / F.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=299</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 29-cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=295</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=295#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Sep 2009 08:48:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=295</guid>
		<description><![CDATA[Lesbijka w związku heteroseksualnym.
 
 
Bywało często tak, że temat notatek podsuwali mi przyjaciele albo Karolina. Czasami rozmawialiśmy o życiu  i przypadkiem poruszaliśmy watek, który był bardzo istotny w naszym życiu a ja go do teraz pominęłam na swoim blogu. Podbierałam ich wypowiedzi, spostrzeżenia?wnioski. Tak narodziło się kilka notatek.
BLOG-? Lesbijka w związku heteroseksualnym?
Od kiedy otworzyły [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><strong>Lesbijka w związku heteroseksualnym.</strong></p>
<p align="center"><strong> </strong></p>
<p align="center"><strong> </strong></p>
<p>Bywało często tak, że temat notatek podsuwali mi przyjaciele albo Karolina. Czasami rozmawialiśmy o życiu  i przypadkiem poruszaliśmy watek, który był bardzo istotny w naszym życiu a ja go do teraz pominęłam na swoim blogu. Podbierałam ich wypowiedzi, spostrzeżenia?wnioski. Tak narodziło się kilka notatek.</p>
<p>BLOG-? Lesbijka w związku heteroseksualnym?</p>
<p><strong>Od kiedy otworzyły się przede mną wrota dobrodziejstw wirtualnego świata, mam możliwość poznawania osób o orientacji homoseksualnej. To bardzo interesujące doświadczenie. Gdyby nie kontakt z internetem, prawdopodobnie nie miałabym tylu wartościowych informacji o życiu wielu innych ludzi.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Bo to wcale nie jest tak, że istnieją proste układy i związki, czyli mężczyzna + kobieta, kobieta + kobieta, mężczyzna + mężczyzna. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Dużą grupą ludzi o orientacji homoseksualnej są biseksualiści, czyli osoby, które posiadają zdolność do kochania osób obu płci. Bez znaczenia jest dla nich płeć partnera.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Ale nie na tym dzisiaj chcę się skupić. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Dzięki Internetowi dane mi było poznać wiele dziewczyn, pozornie wyglądających na biseksualistki. Maja za sobą związki heteroseksualne, małżeństwa. Posiadają dzieci. Nie są jednak biseksualistkami. Są homoseksualne, a za sobą maja często bardzo trudne doświadczenia. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Kim one są? </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>To zazwyczaj osoby, które mimo intuicji i swoich przeczuć ? w obawie przed środowiskiem, presją rodziny i powszechnymi kanonami społeczno- religijnymi zdecydowały się żyć zachowując pozory ?normalności?.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Znam kilka takich dziewczyn. Nie wspominają swojego życia z przyjemnością. Opowiadając o tym uśmiechają się jedynie w momencie, gdy zaczynają mówić o swoich dzieciach.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Na pytanie, dlaczego zgodziły się na ślub ? mówią zazwyczaj, że łudziły się do końca- czekały aż uda się im pokochać swoich mężów. Wierzyły, że to z czasem możliwe. Chciały mieć normalne, szczęśliwe rodziny. Nawet gdy związek od początku nie należał do udanych kolejnym etapem wiary było pokładanie nadziei na chwilę , gdy pojawi się dziecko. To taki zwiastun dobrych życiowych zmian.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> I to zazwyczaj pozornie działało. Pojawienie się maleństwa w każdej rodzinie jest wydarzeniem tak wielkim, pociągającym za sobą intensywność dnia codziennego, że choćby z braku czasu &#8230;jakoś to było&#8230;.a nawet nie najgorzej. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Problemy zaczynają jednak wracać jak bumerang. Po jakimś czasie wracają zduszone gdzieś po drodze pragnienia. Kobiety w takich związkach czują niedosyt. Brakuje im wrażliwości kobiecej, poczucia bliskości. To wcale nie jest tak, że chodzi tylko i wyłącznie o sex, choć oczywiście wątek ten ma duże znaczenie na życie każdego człowieka, niezależnie od orientacji seksualnej. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Lesbijka u boku faceta mimo jego wrażliwości, opiece i dobroci nie może być szczęśliwa. Nie wierzę w to choć wiem, że wiele pań żyje w takich związkach od lat i nie mają nawet zamiaru się ujawniać ? ze strachu przed tym co ludzie powiedzą.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Osoby, które było mi dane poznać, zdecydowały się na rozstania, niełatwe rozwody. Przeżyły swój coming out . Teraz jeśli są związane to z kobietami.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Oczywiście, kolejnych problemów los im nie szczędzi. Kartą przetargową między ex-małżonkami bywa dość często niestety dziecko. A jeśli rodzice odpowiedzialnie podchodzą do swoich pociech i chronią je przed stresowymi sytuacjami, proza życia codziennego nie chroni je przed zawiłością nowych związków jego rodziców. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Jasnym jest dla każdego, że pierwsze lata dzieciństwa maja ogromny wpływ na okres dojrzewania i późniejsze życie człowieka. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Kiedy więc dokonywać zmian w swoim życiu? </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Jak wprowadzać dziecko w nową sytuację? </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Jak mu wytłumaczyć, że tatuś mieszka gdzie indziej i dlaczego mamusi przyjaciółka stała się częstym gościem czy współlokatorką? Kiedy mu o tym powiedzieć?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Logicznym staje się, że czym wcześniej mały człowiek ma podane proste informacje , uznaje to co je otacza za oczywiste. Ale jak go uchronić przed ? komentarzami w przedszkolu ,szkole czy na podwórku? </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Nie mam odpowiedzi na te wszystkie pytania.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Każdą z takich sytuacji należy zapewne rozpatrywać indywidualnie. Jedyną rozsądną rzeczą jaka mi przychodzi do głowy , to zwrócenie się do osób profesjonalnie zajmujących się dziećmi, które znają dokładnie wszystkie etapy rozwoju psychicznego dziecka, wiedzą jaki wpływ na przyszłość będą miały informacje udzielone mu dzisiaj.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Opieka psychologa powinna pomóc wszystkim biorącym udział w niełatwej ? nowej sytuacji. Idealnie byłoby , gdyby oboje rodzice, dla dobra dziecka i swojego wzajemnego, potrafili współpracować ze sobą i osobami wspierającymi.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Szczęśliwe dzieciństwo młodego człowieka zależy od jego najbliższych ? czyli rodziców. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Jestem przekonana, że dzieci w szczęśliwych związkach homoseksualnych mają większe szanse na miłość i radość dzieciństwa, niż w małżeństwach bez odrobiny uczucia, wbrew sobie -na siłę i dla dobra wszystkich dookoła. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Warunkiem szczęścia dziecka jest szczęście jego mamy, osoby- która jest dla niego całym światem. I wcale nie chcę umniejszać roli ojca w tym wszystkim. Wiem, że analogicznie bywają związki, gdzie tato jest homoseksualny , nie miałam nigdy kontaktu z takimi osobami wiec nie znam od tej strony ich życia ale wiem, że dziecko z reguły zostaje z mamą. Oczywiście zdrowy kontakt z drugą ukochana osobą dla dziecka- z ojcem, też ma bardzo ważne znaczenie dla rozwoju dziecka. Dla każdego młodego człowieka największymi autorytetami na świecie są przecież jego rodzice.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> A tak zupełnie na zakończenie chciałam powiedzieć, że wierzę w Wasze szczęście dziewczyny. Wiem, że jako kobiety inteligentne, odpowiedzialne i dojrzałe sprawiacie, iż Wasze pociechy mają i będą miały bajeczne dzieciństwa.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Faktycznie znam<strong> </strong>wiele  takich dziewczyn. Karolina jest świetnym przykładem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=295</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 28-cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=293</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=293#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Sep 2009 11:31:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=293</guid>
		<description><![CDATA[Napisałam o tym, bo tkwiło to w mojej głowie od lat. Wiedziałam z rozmów ze znajomymi, że mają podobne doświadczenia. Kiedyś Karolina opowiadała mi o swoim powracającym śnie z dzieciństwa. Śniło jej się, że jako mała dziewczynka dostawała od mamy zadanie do wykonania. Miała przy pomocy malutkiej igiełki i nitki , uszyć ręcznie ogromną kołdrę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Napisałam o tym, bo tkwiło to w mojej głowie od lat. Wiedziałam z rozmów ze znajomymi, że mają podobne doświadczenia. Kiedyś Karolina opowiadała mi o swoim powracającym śnie z dzieciństwa. Śniło jej się, że jako mała dziewczynka dostawała od mamy zadanie do wykonania. Miała przy pomocy malutkiej igiełki i nitki , uszyć ręcznie ogromną kołdrę czy raczej poszewkę do kołdry. Była to tak ogromna rzecz, że nie była w stanie objąć jej wzrokiem. Za każdym razem, gdy wstawała aby zobaczyć, gdzie się kończy, okazywało się, że tak naprawdę końca nie ma?a nawet jeśli jest- to z każdą chwilą staje się bardziej nieosiągalny, Brała więc w swoje małe rączki , malutką igiełkę, nawlekała nitkę?robiła na końcu pętelkę i szyła?bez końca. Aż do fizycznego zmęczenia. Budziła się zawsze z płaczem. Nie potrafiła sobie z tym poradzić, nie była na tyle silna aby się w śnie sprzeciwić poleceniu mamy. Budziła się zapłakana?.i wykończona swoim snem. Później przez bardzo długo czułe tulenie mamy czy taty nie było w stanie ją uspokoić. I zdawała sobie sprawę, że ten koszmarny sen się skończył i jest już bezpieczna a mimo to z rozżalenia płakała jeszcze jakiś czas.</p>
<p> Kilka osób zajęło stanowisko w tym temacie:</p>
<p> <strong>@Też miałam te okropne sny z poczuciem bezsilności. </strong></p>
<p><strong>Ktoś krzywdził moich najbliższym a ja w żaden sposób nie mogłam im pomoc, ani fizycznie &#8211; moje ruchy były ograniczone, ani krzykiem &#8211; nie umiałam krzyczeć &#8211; to było straszne. Po przebudzeniu w środku nocy, biegłam do babci, która mnie przytulała, głaskała i spało się jak w niebie <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> )) Sny, że latam też miałam, wracały co noc przez pewien okres czasu &#8211; bardzo je lubiłam, podobno tego typu sny są w wieku dojrzewania, jak i sny, w których są sprzeczności w realnym świecie nie do przyjęcia np. śni się, że ktoś obiera słonecznik w rękawicach bokserskich albo drzewo, które jest dużo mniejsze od swoich owoców a mimo wszystko tych owoców jest tak dużo i tak wyróżniają się od swojego drzewa.  </strong></p>
<p><strong>Jedna z teorii jest, że w czasie snu nasze ciała astralne podróżują, spotykają się wzajemnie a sen, który później pamiętamy jest ziarenkiem pamięci z tej podróży <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> )) / F.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@sny o kobietach a nawet marzenia senne z nimi związane nie świadczą od razu o odmiennej orientacji seksualnej. / N.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@Być może nie zawsze o tym świadczą &#8230;. tu biegniemy uspokoić niektóre niewiasty:) W Moim wypadku sny były jednak bardzo czytelne , wręcz prorocze&#8230;.. w dodatku na jawie może być równie pięknie jak w śnie:) Było mi dane się o tym przekonać jakiś czas później./ B.</strong></p>
<p><strong> </strong>Czasami komentarze nie były związane z tematem notatki ?te równie miło się czytało:</p>
<p><strong>@Od jakiegoś czasu &#8220;złapałam się&#8221; na tym, że dzień w pracy zaczynam od przeczytania Twojego bloga (swoją drogą, dobrze, że piszesz codziennie, w przeciwnym razie nie mogłabym go pewnie w ogóle zacząć <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  </strong></p>
<p><strong>Postanowiłam napisać, bo podobnie jak Ty dzisiejszej nocy miałam problemy z zaśnięciem&#8230; / A.</strong></p>
<p><strong>@Super blog,  zapraszam do siebie &lt; http://&#8230;&#8230;&#8230;..pl  / &gt; może tu coś dla siebie znajdziesz jak ja u ciebie. Pozdrawiam / K.</strong></p>
<p><strong>@Cześć! Trafiłam na Twojego bloga przez przypadek i bardzo się cieszę, że go znalazłam, bo bardzo miło się go czyta. Razem ze swoja partnerką postanowiłyśmy tez założyć bloga i dopiero zaczynamy ale zapraszamy serdecznie w wolnej chwili ( www???&#8230;pl), mam nadzieję, że nasz blog będzie choć w połowie tak przyjemny w czytaniu i doznaniach wzrokowych jak Twój:) Serdecznie pozdrawiam / D.</strong></p>
<p><strong> </strong>Karolina uważnie śledziła moje wirtualne dokonania. Czasami bywała zazdrosna. Czasami się nawet złościła. Ale najczęściej była dumna, szczególnie gdy spotykałyśmy się z przyjaciółmi, którzy długo dyskutowali o którejś z notatek . Blog dodawał nam wielu radości i tematów do rozmów. Tych w towarzystwie jak i tych, gdy byłyśmy sama. Wtedy, gdy patrzyłam jej prosto w oczy, gdy leżała obok mnie w łóżku , miałam świadomość ogromu mojego szczęścia. Tam pisałam o momentach, gdy byłam sama. Gdy nie miałam przy sobie osoby kochanej, osoby która mnie kochała. Teraz byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem.</p>
<p>I już nawet rozstanie świąteczne przestało być takim smutnym, przecież to zaledwie trzy dni.</p>
<p>A Karolina była ze mną na dobre i złe, gdy wypowiadała słowo ?dom? myślała o naszym wspólnym mieszkanku. Gdy mówiła o przyszłości, zawsze mówiła ?MY? i to było teraz najważniejsze i najpiękniejsze.<strong></strong></p>
<p><strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=293</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 28-cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=291</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=291#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Sep 2009 09:36:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=291</guid>
		<description><![CDATA[Walcząc z bezsennością-blog
Czasami zrywałam się w środku nocy, bo chciałam o czymś bardzo napisać. Podzielić się swoimi myślami i wrażeniami już teraz, bo bałam się, że do rana to co ulotne zostanie stracone.
 BLOG ? ? Walcząc z bezsennością??
 Sen był, od kiedy pamiętam, bardzo istotna częścią mojego życia. Naukowo rzecz biorąc sen to stan fizjologiczny, umożliwiający [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><strong>Walcząc z bezsennością-blog</strong></p>
<p>Czasami zrywałam się w środku nocy, bo chciałam o czymś bardzo napisać. Podzielić się swoimi myślami i wrażeniami już teraz, bo bałam się, że do rana to co ulotne zostanie stracone.</p>
<p> <strong>BLOG ? ? Walcząc z bezsennością??</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Sen był, od kiedy pamiętam, bardzo istotna częścią mojego życia. Naukowo rzecz biorąc sen to stan fizjologiczny, umożliwiający organizmowi wypoczynek i odbudowę sprawności roboczej wszystkich narządów, polegający na obniżeniu wrażliwości na bodźce, zniesieniu aktywności ruchowej, zwolnieniu czynności serca, oddychania i innych funkcji fizjologicznych oraz czasowym zaniku przytomności.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Najważniejsze jednak było w nim to czego nie da się zbadać. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Gdzieś kiedyś wyczytałam, że sny to sposób uwalniania podświadomych pragnień. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Będąc małym dzieckiem miałam trzy sny, z którymi nie umiałam sobie poradzić. Jeden z nich powodował, że budziłam się z ogromnym płaczem. Pamiętam teraz jedynie klimat tego snu- szczegóły przez lata gdzieś umknęły. W pamięci zachowałam beznadziejne poczucie nieradzenia sobie z jakaś sytuacją. Poczucie bezradności wywoływało we mnie ogromny lęk i płacz. Zapewne fachowcy w dziedzinie analizy snu potrafiliby dzisiaj zinterpretować to zjawisko.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong> Kolejny sen, podobny w wymowie jak sądzę ? próbuję szybko biedź przed siebie, nie mogę tego jednak zrobić bo zapada mi się ziemia pod nogami. Odczuwam zmęczenie, bardzo się staram aby ruszyć z miejsca, ale to nic nie daje. Sen zawsze kończył się nagłym przebudzeniem. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Trzeci sen ? najbardziej niesamowity- on najczęściej i najdłużej do mnie wracał. Potrafię latać, moje ręce są skrzydłami. Bardzo realistyczny i piękny sen. Wzbijam się do góry- pokonuję bez trudu dużo odległości. Widzę cały świat z ciekawej perspektywy. Przemieszczam się ponad drzewami widząc wszystko z lotu ptaka. Mój lot nie ma większego celu- latam jak sądzę dla przyjemności- czuję się szczęśliwa i wolna. Mimo przyjemnego doznania w miarę latania odczuwam ból fizyczny ?rąk czyli skrzydeł.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong> Jak mi się wydaje z obu ostatnich snów budziłam się pod wpływem zmęczenia. Nie potrafię zinterpretować tych snów. Nie mam na nie pomysłu.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong> Później zaczęły przychodzić do mnie sny niewątpliwie piękne. Pamiętam dokładnie jak pierwszy raz w życiu przyśniła mi się kobieta jako obiekt mojego zainteresowania. Była to drobna krótkowłosa blondynka o niebieskich oczach. Może właśnie dlatego do dzisiaj mam słabość do krótkowłosych blondynek:) Był to sen o lekkim zabarwieniu erotycznym ale to nie to o czym teraz myślicie:) Utkwił mi dokładnie klimat tego snu. Cała gra polegała na spojrzeniach, poczuciu szczęścia, że mogę być blisko kogoś tak idealnego. Delikatny dotyk dłoni, splecione palce?spojrzenia w oczy. Był nawet pocałunek?.jeden jedyny ale piękny i niepowtarzalny. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Rano dwie myśli krążyły po mojej głowie. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Pierwsza ?więc jednak jestem lesbijką skoro takie rzeczy mi się śnią. Druga ? mam nadzieję, że ona znowu się pojawi w którymś ze snów. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Nie wróciła?. Ale pamiętam ją do dziś a minęło bardzo dużo lat. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Na jej miejsce przychodziły inne ?żadna z nich nie była do niej podobna, ale sny zawsze były ekscytujące i niepowtarzalne.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong> Uwielbiam spać?.a dzisiaj ? widocznie miałam Wam o tym napisać ?stąd bezsenność. </strong></p>
<p><strong> </strong>Napisałam o tym, bo tkwiło to w mojej głowie od lat.</p>
<p>cdn.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=291</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 27-cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=289</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=289#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Sep 2009 15:43:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=289</guid>
		<description><![CDATA[Po wyjściu z gmachu szkoły zaproponowali lody i spacer. Pamiętam ten moment jak dziś, to był ciepły i słoneczny dzień.
 
 Warszawski Rynek jak zawsze pełen spacerowiczów, gości zagranicznych i?. osób sprzedających różne rzeczy. Największą grupę stanowili artyści plastycy ze swoimi pracami. Rozstawione sztalugi z malowidłami różnego formatu. Małe akwarelki w ramkach do kupienia za [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Po wyjściu z gmachu szkoły zaproponowali lody i spacer. Pamiętam ten moment jak dziś, to był ciepły i słoneczny dzień.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Warszawski Rynek jak zawsze pełen spacerowiczów, gości zagranicznych i?. osób sprzedających różne rzeczy. Największą grupę stanowili artyści plastycy ze swoimi pracami. Rozstawione sztalugi z malowidłami różnego formatu. Małe akwarelki w ramkach do kupienia za grosze, olbrzymie obrazy z pejzażami, martwą naturą czy portretami. Tuż obok ktoś z małymi formami rzeźby. Drobna biżuteria srebrna, przedmioty z obróbki bursztynu lub kolorowego szkła. Abstrakcyjne działa tworzone współczesnymi technikami. Wszystko o czym tylko można było sobie pomyśleć na hasło wywoławcze ? sztuka. Artyści ci stali tam codziennie, wszyscy o tym wiedzieli?. moi rodzice też. Zadali mi wówczas ważne pytania. Czy jestem już dzisiaj pewna, że chcę iść ta drogą.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Czy jestem gotowa brać pod uwagę, że być może kiedyś znajdę się ze swoimi pracami wśród tych osób? </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Czy nie boje się, że kiedyś w przyszłości będę mogła mieć problem z zarobieniem pieniędzy na podstawowe potrzeby ? choćby na chleb. Wtedy zaczęłam nad tym myśleć. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Nie wiedziałam, czy jestem gotowa na cokolwiek. Byłam jeszcze dzieckiem. Rodzice zaproponowali wtedy, abym zostawiła sobie trochę czasu na przemyślenie. Ten czas miały zagwarantować mi 4 lata LO. Dzisiaj jestem im bardzo wdzięczna. Wtedy pod wpływem chwili prawdopodobnie dokonałabym złego wyboru. Lata liceum pozwoliły postrzegać mi świat i życie nieco inaczej. Po drodze do dorosłego życia zatraciłam wenę twórczą. Gdzieś się zagubiła. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Czym bardziej jestem starsza, tym mniej mam takich spontanicznych przebłysków twórczych. Młodzieńcza wrażliwość straciła swój blask i magie kolorów. Na miejscu wyobraźni pojawiła się chęć posiadania wartości materialnych. Posiadanie coraz to nowych przedmiotów powoduje zadowolenie, satysfakcję ? oczywiście pozorną i chwilową do momentu gdy nie pożądam kolejnej rzeczy. Kiedyś taka radość i zadowolenie uzyskiwałam tworząc coś nowego.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Wiem, smutne jest to co teraz napisałam, ale prawdziwe. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Wiem jedno ? dzisiaj nie zarobiłabym na chleb z całą pewnością.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> I wcale to nie znaczy, że wartości materialne przysłaniają mi cały świat. Sztuka wciąż jest ważna w moim życiu. Na pamiątkę zachowałam kilka swoich prac i dyplomów sprzed lat. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Ze wzruszeniem zatrzymuję się czasami w Rynku przed sztalugami artystów. </strong></p>
<p><strong>I jestem wdzięczna moim Rodzicom, bardzo mądrze postąpili naście lat temu. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>A dzisiaj?ujściem moim przeżyć emocjonalnych jest pisanie. Takie oczyszczające dzielenie się wrażeniami z osobami, które próbują mnie rozumieć. Właściwie dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę z tego, że krótko po tym jak przestałam rysować czy malować zaczęłam pisać. Robię to do dzisiaj. Taka podświadoma potrzeba nawiązywania kontaktu z ludźmi. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Kiedyś w pewnej książce przeczytałam zdanie, które zapamiętałam: ?Pisanie to próba przezwyciężenia tego, co nas oddziela od innych. Wersy są jak zakończone hakiem liny wyrzucone w nieosiągalny świat.? </strong></p>
<p><strong>(?Bo to jest w miłości najstraszniejsze.? Nicole Muller) </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>I tradycyjne komentarze:</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>B.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>@Witam. Fajnie to napisałaś  (w ogóle podoba mi się jak piszesz), jeśli chodzi o ten wpis to tak jakbym czytała o sobie z tą tylko różnicą, że ja teraz nie robię już nic związanego ze sztuką; nie rysuje, nie maluje, nie pisze (pisać- nigdy nie pisałam)&#8230;może dlatego, że teraz nie mam na to czasu?&#8230;/ Pozdrawiam J.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>@hmm, jestem antytalentem plastycznym i ze sztuką chyba nie mam wiele wspólnego. Podziwiam jednak Twoich Rodziców i ich umiejętność pokazania, że może jednak nie tędy droga <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  / F.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Dzisiaj faktycznie nie rysuję, nie maluję. Czasami jedynie ? w odruchu zapomnienia, dla dzieciaków przyjaciół i dla Julii. Biorę flamastry, ogromny blok z białymi kartkami i puszczam wodze fantazji. Powstają całe tabuny różnorodnych zwierzątek, ludzików czy przedmiotów. Maluchy uwielbiają urządzać tak zwany plastyczny konkurs życzeń . Rzucają najbardziej wymyślne hasła a ja próbuję to narysować. Kolorowanie pozostaję im. Dzięki temu, później mamy dużo czasu na spokojna kawę.</p>
<p>No i na szczęście chyba?piszę. Tylko tyle?a może aż tyle z mojej oryginalnej wrażliwości.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=289</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 27-cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=286</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=286#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 Aug 2009 19:37:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=286</guid>
		<description><![CDATA[Wrażliwość homoseksualistów 
Wielkimi krokami zbliżał się koniec roku. Po drodze Święta Bożego Narodzenia. Do ostatniej chwili nie planowałyśmy tych dni. Nie miałyśmy pojęcia jak przebiegną. Obie chciałyśmy być z naszymi najbliższymi. Obie chciałyśmy również pierwsze wspólne święta spędzić razem. I nie było to proste. Jak miałyśmy wytłumaczyć naszym niewtajemniczonym rodzicom, że tak bardzo nam zależy na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><strong>Wrażliwość homoseksualistów</strong> </p>
<p>Wielkimi krokami zbliżał się koniec roku. Po drodze Święta Bożego Narodzenia. Do ostatniej chwili nie planowałyśmy tych dni. Nie miałyśmy pojęcia jak przebiegną. Obie chciałyśmy być z naszymi najbliższymi. Obie chciałyśmy również pierwsze wspólne święta spędzić razem. I nie było to proste. Jak miałyśmy wytłumaczyć naszym niewtajemniczonym rodzicom, że tak bardzo nam zależy na wspólnie spędzonych chwilach?</p>
<p>Unikałyśmy tematu do końca grudnia. Długo się nam nawet to udawało.</p>
<p>Mój blog wciąż był bardzo popularnym miejscem w Internecie. Licznik wskazywał już kilka tysięcy odwiedzin. Nawet Karolina była dumna z takich osiągnięć. Starała się regularnie czytać moje notatki. Dzięki temu trochę bardziej poznawała mnie, moją przeszłość. Dużo rozmawiałyśmy, wiele jej o sobie opowiadałam, podobnie jak ona mi, a mimo to notatki na blogu wciąż coś nowego przynosiły.</p>
<p>Pisałam o tym, o czym akurat pomyślałam. Tematy były bardzo różnorodne. Nie trzymała się jakiegoś konkretnego klucza, sensu logicznego swoich tekstów. Na blogu panował totalny chaos, podobnie jak w moich myślach. I to się chyba moim czytelnikom podobało. Wracali na moja stronę. Prosili o kolejne teksty.</p>
<p> <strong>BLOG- ? Wrażliwość a homoseksualizm. Teoria własna.?</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Próbując poznać środowisko osób homoseksualnych dość szybko doszłam do wniosku, że ludzie o takiej orientacji wykazują się wyjątkową wrażliwością. Posiadają oni subtelną zdolność reagowania na bodźce zewnętrzne, zdolność przeżywania wrażeń, emocji. Łatwa do zauważenia jest u nich wrażliwość estetyczna, wrażliwość na piękno, na sztukę czy na muzykę. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Nie jest przypadkiem zapewne, że duże grono osób homoseksualnych to artyści, muzycy, aktorzy?osoby mające dużo wspólnego ze sztuką, modą?wizerunkiem człowieka. Najlepsi fryzjerzy to homoseksualiści, projektanci mody?.malarze. Osoby o orientacji homoseksualnej to z reguły humaniści. </strong></p>
<p><strong>Gdy tak analizuję swoje życie, dostrzegam pewne przebłyski podobnej wrażliwości. Swego czasu twórcze zajęcia pochłaniały mnie bez reszty. Miałam w sobie to coś, co wywoływało potrzebę wyrażania swoich emocji w ?sztuce?. Próbowałam malować, rysować. Akwarelki , rysunek w ołówku, martwa natura ? portret. Na tworzeniu spędzałam długie godziny. Sprawiło mi to radość. Miałam ciekawe pomysły, plany. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Gdzieś po drodze zagubiłam to coś, co mną kierowało. Moim marzeniem była szkoła plastyczna. Pamiętam taką sytuację z wczesnej młodości. Kończyłam szkołę podstawową. Miałam 15 lat. Człowiek w tym wieku nie myśli zbyt racjonalnie o życiu. Nie planuje reszty życia, żyje dniem codziennym. Moja pasja była pomysłem na przyszłość. Moi najbliżsi szanowali to co robię. Cieszyli się małymi sukcesami razem ze mną. Z dumą przyjmowali informacje o wygranych konkursach plastycznych ? o drobnych nagrodach. Dopingowali mi. Gdy wpadłam na pomysł ukończenia szkoły plastycznej, zaakceptowali mój wybór. Wybrali się ze mną nawet do liceum plastycznego aby zdobyć informacje na temat egzaminów wstępnych.</strong></p>
<p><strong>Po wyjściu z gmachu szkoły zaproponowali lody i spacer. Pamiętam ten moment jak dziś, to był ciepły i słoneczny dzień.</strong></p>
<p><strong>cdn.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=286</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.15</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=284</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=284#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Aug 2009 15:48:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=284</guid>
		<description><![CDATA[? SAMA MNIE DO TEGO ZMUSIŁAŚ, WSZYSTKIE MNIE ZMUSZACIE DO TAKIEGO TRAKTOWANIA!!?
To zdanie rozwiało wszelkie wątpliwości. Zaplanowała wszystko od podstaw, wiedziała jak się skończy nasza romantyczna historia. Zabawiła się, osiągnęła to co chciała. Trudno uwierzyć-prawda? Mi do tej pory się wydaje, że to zły sen trwający dwa lata. Poprosiłam, aby zwróciła mi pożyczkę. Pieniądze przysłała [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>? SAMA MNIE DO TEGO ZMUSIŁAŚ, WSZYSTKIE MNIE ZMUSZACIE DO TAKIEGO TRAKTOWANIA!!?</strong></p>
<p><strong>To zdanie rozwiało wszelkie wątpliwości. Zaplanowała wszystko od podstaw, wiedziała jak się skończy nasza romantyczna historia. Zabawiła się, osiągnęła to co chciała. Trudno uwierzyć-prawda? Mi do tej pory się wydaje, że to zły sen trwający dwa lata. Poprosiłam, aby zwróciła mi pożyczkę. Pieniądze przysłała z zupełnie innego miasta. Tym razem bawi się KIMŚ na Górnym Śląsku. To takie przykre i okrutne&#8230;. </strong></p>
<p><strong>PS 2. Po zamieszczeniu tej historii na kilku portalach okazało się, ze nie jestem jedyna ofiara tej osoby. Zaczęły docierać do mnie dziewczyny traktowane tak samo  w tym samym mniej więcej czasie. Wszystko stało się łatwe&#8230;. to sposób na życie.</strong></p>
<p><strong>Dziewczyny, które zaczęły docierać jednogłośnie stwierdziły, że odczuwają do niej wciąż coś, ja teraz &#8211; z perspektywy czasu też -  WSPÓŁCZUCIE.</strong></p>
<p><strong>A mimo wszystko uważajcie&#8230;bo ona ? KRYSTYNA &#8211; wciąż gdzieś tutaj jest i grasuje na kolejne ofiary&#8230;to taka natura. Miejcie oczy szeroko otwarte!</strong></p>
<p><strong> </strong>Przez kilka dni po zamieszczeniu tego tekstu, tradycyjnie już, zaczęły docierać komentarze osób, które przeczytały opowieść.</p>
<p> </p>
<p><strong>@Jestem przerażona i wstrząśnięta! Moim zdaniem powinnaś zamieścić każde imię i każdy nick &#8211; osobiście byłabym na tyle wredna, że napisałabym nazwiska, ale to JA <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  I jeśli ktoś Cię skrytykuje to tylko będzie świadczyło o tym, że nie przeczytał całości albo, że jej nie zrozumiał. Pozdrawiam i dziękuję Ci./ F.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@Niestety, zdążyłam się juz zorientować jakie toksyczne potrafią być internetowe znajomości. Ja też dałam się wciągnąć w taka znajomość i to za pierwszym razem. Ale po przeczytaniu Twojej historii widzę, że mogło się skończyć gorzej, ja nie zabrnęłam aż tak daleko(chociaż uczuciowo może..) Juz nie wchodzę na czat(zresztą raz tylko byłam), i w zasadzie dziwne jest nawet to, że komentuje, bo obiecałam sobie w ogóle nie kusić losu, choćby w najmniejszym stopniu. No i nie chce nawiązywać nowych znajomości, żeby wyleczyć się ze starej, bo to błędne koło i rzeczywiście ktoś mógłby zostać zraniony. To juz lepiej być samej. Mam nadzieje, że inni nauczą się czegoś na Twoim przykładzie, ja nauczyłam się na swoim własnym, choć czasem jeszcze tęsknie&#8230;Przykro mi, że ktoś Cię skrzywdził i wykorzystał, bo z tego co czytam wynika, ze jesteś naprawdę kimś szczerym i dobrym(mam nadzieje, że to nie jest kolejne internetowe złudzenie:). Pozdrawiam ciepło i dzięki/ N.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@Sama wiesz jak jest z internetem&#8230;trudno we własnej opowieści wypaść źle. Może nie jestem taka dobra, na jaka się osobiście wylansowałam? Kreowanie własnego wizerunku nie jest takie trudne gdy w pojedynkę ustawia się światła. Wielokrotnie zastanawiałam się, jak brzmiałaby ta historia z relacji Krystyny .Na szczęście nie mam z nią żadnego kontaktu od bardzo dawna, a tęsknota&#8230;. to taka ludzka słabość&#8230;wciąż czasami się pojawia, ale z miesiąca na miesiąc mniejsza. Pozdrawiam serdecznie / B.</strong></p>
<p><strong>@Czesc B.;-)Po przeczytaniu Twojej opowieści mam pytanie-czy wszystkie osoby poznane w sieci, a pewnie poznałaś nie jedna dziewczynę, były tak zepsute jak Krystyna? Nie masz do nikogo zaufania? Myślę, że chyba nie jest aż tak źle co? Ja nigdy ale to przenigdy nie trafiłam na kogoś podobnego do bohaterki Twojej opowieści. Może po prostu nie znasz się na ludziach? Może za bardzo im ufasz a potem są skutki? Pozdrawiam i życzę poznawania wartościowych ludzi, na których możesz polegać./ T.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>@Może się nie znam na ludziach, może jestem zbyt naiwna&#8230;może mam zwyczajnie pecha. A może dobry przyciąga zło?:) Żartuję. Napisałam wyraźnie, w którejś z odpowiedzi na komentarz, że na szczęście, dane mi było poznać za pośrednictwem internetu również cudowne osoby, z którymi się przyjaźnie od lat. Więc nie jest tak, że samo zło krąży po krętych drogach sieci i poluje na naiwniaków. Jestem głęboko przekonana, że jeszcze nie jedną fantastyczna osobę tutaj  poznam. Tym bardziej, że teraz szczególnie uważnie dobieram sobie towarzystwo. Cwaniakom podobnym Krystyny mówię stanowcze -  NIE! Serdeczności./ B</strong></p>
<p><strong>@Tak sobie wpadałam raz po raz na blog poczytać, teraz dla odmiany sama się odzywam. Masz rację, nigdy nie wiadomo, kto znajduje się po drugiej stronie monitora, choć Internet daje złudne poczucie bliskości i możliwości poznania drugiej osoby.. To co napisałaś jest niezłym ostrzeżeniem. Nie wiem co bym sama zrobiła, ale wiem, ze dobrze zrobiłaś zrywając kontakt z tą kobietą. Często mi samej było głupio tak się zachować wobec natrętów, ale chyba nie można mieć skrupułów. Dla mnie prywatność to ważna rzecz. Pozdrawiam ciepło.?/ N.</strong></p>
<p><strong>@Niestety między nami lesbijkami są także psychopatki, a internet to miejsce, które bardzo lubią. Trzeba uważać&#8230;Dobrze, że dla ciebie już się to  skończyło. Pozdrawiam/ M.</strong></p>
<p>Gdy skończyłam czytać komentarze, miałam poczucie spełnienia obowiązku społecznego. Brzmi dziwnie ale tak właśnie było. Teraz miałam nadzieję, że każda osoba, która pozna ta historię, będzie podwójnie czujna od samego początku. Sama nie wiem jakim cudem później udało mi się poznać Karolinę, pokochać ją ? i jesteśmy teraz razem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=284</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26- cz.14</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=282</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=282#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Aug 2009 13:07:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=282</guid>
		<description><![CDATA[ List otrzymała, przeczytała&#8230;. nie skomentowała. Nie bywa w sieci pod swoim starym nickiem, prawdopodobnie zmieniła go. Unika konfrontacji ze mną. Ma rację. Ja w przeciwieństwie do niej dotrzymuję słowa. 
Obiecałam o tej historii opowiedzieć. Robię  to właśnie.
I to już wszystko ku przestrodze.
Być może nie powinnam tego pisać ale tak sobie pomyślałam, że jeśli choć jedna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> List otrzymała, przeczytała&#8230;. nie skomentowała. Nie bywa w sieci pod swoim starym nickiem, prawdopodobnie zmieniła go. Unika konfrontacji ze mną. Ma rację. Ja w przeciwieństwie do niej dotrzymuję słowa. </strong></p>
<p><strong>Obiecałam o tej historii opowiedzieć. Robię  to właśnie.</strong></p>
<p><strong>I to już wszystko ku przestrodze.</strong></p>
<p><strong>Być może nie powinnam tego pisać ale tak sobie pomyślałam, że jeśli choć jedna osobę uda mi się uchronić przed tego typu  historią, albo przed nią to osiągnę bardzo dużo.</strong></p>
<p><strong>Zmieniłam oczywiście wszystkie imiona, nie zamieściłam nicków ani nazw państw i miast. Tak naprawdę zorientować się mogą w tej sprawie tylko te osoby, które ta historia bezpośrednio dotyczy.</strong></p>
<p><strong>Nie chciałam się żalić na swój los, wzbudzać litości bo jak widać na wyższym przykładzie litością można wzbudzać najbardziej podstawowe uczucia ludzkie.</strong></p>
<p><strong>Uważajcie na siebie dziewczyny, nie róbcie błędów podobnych do moich. Mimo ogromnej ostrożności wpadłam w misternie przygotowane sidła. Niby nic nikomu się nie stało&#8230;.ale jednak boli. </strong></p>
<p><strong>Teraz z perspektywy czasu takie fakty jak:</strong></p>
<p><strong>-duża ilość znajomości internetowych, częste telefony i smsy od osób poznanych w sieci,</strong></p>
<p><strong>-wyjazd za granice do pracy na zaproszenie zupełnie obcej osoby- poznanej w Internecie,</strong></p>
<p><strong>-duża ilość partnerek seksualnych,</strong></p>
<p><strong>-chęć uprawiania seksu przy pierwszym spotkaniu,</strong></p>
<p><strong>-zawsze zajmuje pozycje osoby krzywdzonej,</strong></p>
<p><strong>-właśnie ktoś ją dotkliwie skrzywdził &#8211; opowiada o tym mimo, że Cię nie zna,</strong></p>
<p><strong>- i wiele,  wiele innych &#8230;</strong></p>
<p><strong>jasno dowodzą, że osoba z którą macie do czynienia nie należy od istot szczerych i kierujących się uczuciami wyższymi. Chodzi jedynie o zwykły- rozrywkowy seks.</strong></p>
<p><strong>Byłam naiwna&#8230;&#8230;&#8230;.nauczcie się na moich błędach ? proszę!</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>PS. Kilka dni po później, gdy ochłonęłam nieco- spotkałam Krystynę w sieci. Przez moment próbowałam z nią rozmawiać, dowiedzieć się dlaczego właśnie tak postąpiła, dlaczego mnie tak skrzywdziła.  Łudziłam się, że choć teraz usłyszę tłumaczenia osoby, która żałuje że tak się stało, której jest przykro, że mnie zraniła. Powie , że się zagubiła w uczuciach, że przestała kontrolować sytuację&#8230;. że to nie tak, że nie kochała, &#8230;. liczyłam na cokolwiek co w jakiś sposób mogłoby odrobinę choć oczyścić jej postać. Że postara się przeprosić, poprosi o wybaczenie&#8230;.. coś w rodzaju skruchy.</strong></p>
<p><strong>A tutaj nic, kompletnie brak poczucia winy, jedynie arogancja i ironia. </strong></p>
<p><strong>Usłyszałam tylko jedno zdanie :</strong></p>
<p><strong> ? SAMA MNIE DO TEGO ZMUSIŁAŚ, WSZYSTKIE MNIE ZMUSZACIE DO TAKIEGO TRAKTOWANIA!!?</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=282</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.13</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=280</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=280#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 Aug 2009 20:12:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=280</guid>
		<description><![CDATA[Fragmenty listu jaki napisałam do Krystyny chwilę po rozmowie:                         
Chwila rozmowy z obca osoba, aż trudno uwierzyć&#8230;widzisz nawet w kwestii twoich żałosnych znajomości netowych miałam racje, gdy tylko cos nie po twojej myśli rzucasz się w siec i szukasz kolejnej ofiary. Zaczepiasz ludzi, robisz z siebie męczennice, skrzywdzona przez wszystkich dookoła biedaczkę, która jest uosobieniem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Fragmenty listu jaki napisałam do Krystyny chwilę po rozmowie:                         </strong></p>
<p><strong>Chwila rozmowy z obca osoba, aż trudno uwierzyć&#8230;widzisz nawet w kwestii twoich żałosnych znajomości netowych miałam racje, gdy tylko cos nie po twojej myśli rzucasz się w siec i szukasz kolejnej ofiary. Zaczepiasz ludzi, robisz z siebie męczennice, skrzywdzona przez wszystkich dookoła biedaczkę, która jest uosobieniem wszelkiej dobroci na świecie. Żonglujesz  słowami tak aby wzbudzić litość, lansujesz się na kogoś kto w imię miłości oddałby życie tymczasem szukasz kolejnych ofiar,  kolejna zaliczona-wyrzucona i następną proszę. Ja dziękuję spotykać na swojej drodze takich ludzi ja ty, aż strach chodzić po ulicach bo kto wie ile podobnych tobie tylko czeka na kolejna okazje. Żenada, nauczka na cale życie&#8230;szkoda ze ten wstręt do samej siebie pozostaje wciąż&#8230;no i smród &#8230;. jakie to wszystko smutne. Jakie to życie jest okrutne karząc nam borykać się z takimi rzeczami jak cala historia związana z tobą,  ponad dwa lata mojego życia niestety. Szkoda ze to właśnie ja na ciebie trafiła&#8230;co nas nie zabije to nas wzmocni &#8211; pamiętam wciąż. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Fragmenty z GG i powyższy tekst stanowił załącznik właściwego listu którego fragmenty zamieszczam poniżej aby wiernie oddać moje emocje. Może nie powinnam, wiem że znajdą się osoby które moje zachowanie mocno skrytykują i zapewne będą miały rację ale to w jaki sposób mnie potraktowała zwalnia mnie w moich oczach z kultury.  Dodam tylko, że powyższa dość szczegółowa rozmowa odbyła się między moją Karoliną a bliżej nieznaną osoba z którą pierwszy raz rozmawiała tak naprawdę- nie wiedziała, że  ukrywam się pod innym nickiem właśnie ja.</strong></p>
<p><strong>Oto mój list&#8230;..usunęłam z niego jedynie niecenzuralne słowa których było sporo ( za co mi wstyd): </strong></p>
<p><strong>Zaczęłaś rozmowę od stwierdzenia, że ktoś bardzo Cię zranił, że jesteś rozgoryczona, czujesz się fatalnie i czujesz się naprawdę beznadziejnie. Zastanów się jak czuje się ja. Rok czasu byłaś z panią M&#8230;.. czy P&#8230;&#8230; Mieszkałaś z nią w X&#8230;&#8230;&#8230;., dla niej wcześniej wróciłaś z Holandii . Rok czasu. Teraz mamy październik, dokładnie 13 października dla ścisłości. Wiesz, aż mi się niedobrze robi jak myślę o tym co zrobiłaś, jak bardzo źle mnie potraktowałaś. Miałam racje od samego początku do końca, przez moment uśpiłaś moja czujność. Dla ciebie sex to zwykła rozrywkowa sprawa, umiesz do niego doprowadzić nawet nieszczerymi łzami- byle było tak jak chcesz. Wiesz mdli mnie na myśl, że ci uległam. Naprawdę, czuje fizyczny wstręt do siebie samej ?przez Ciebie. Rok czasu od dzisiaj byłaś  w Holandii. Podobno. Jaka moja intuicja jest nieomylna, od samego początku coś nie pozwalało mi Ci zaufać. Czułam ze manipulujesz ludźmi. Ze traktujesz każdego jak szmatę byle Tobie było dobrze. Daruje sobie wielkie litery w stosunku do ciebie bo skoro nie mam szacunku a zwroty grzecznościowe  są jego wyrazem, to sama rozumiesz. Wróćmy do dat&#8230; powiedzmy ze nasze stosunki pod koniec roku było prawie żadne- wiedziałam, że masz kogoś, ja byłam sama ale było ok. Na początku roku odświeżyłyśmy kontakt ze sobą, Zaczęłaś pisać czułe słówka, jak bardzo mnie kochasz i żyć beze mnie nie możesz, wierzyłam prawie jak dziecko. Plany na wspólne wakacje, później ten popieprzony wyjazd w góry. Nie wiem sama jak mogłam to zrobić??!! Nawet nie wiesz jaka jestem wk&#8230;&#8230;. na siebie, na ciebie nie bo powinnam czuć, ze nic dobrego od ciebie spodziewać się nie mogę. Wiedziałam podświadomie, że kolejny ktoś w twoim łóżku to norma jak słońce w letni poranek. Przecież powiedziałaś mi, że przespałaś się z tyloma panienkami, że nawet imiona trudno spamiętać. Wmawiałam sobie, ze może faktycznie mnie kochasz, że może się zmieniłaś&#8230;. jak mogłam być taka naiwna??!! Nie mam pojęcia. Jak mogłam ci  się przyznać do jakichkolwiek swoich uczuć skoro dla ciebie to była zwykła zabawa. Traktujesz ludzi jak prawdziwe szmaty, nie dziw się zatem ze i ciebie często tak traktują inni. Każdy kto cię pozna widzi ze jesteś nic nie warta!! </strong></p>
<p><strong>Twierdzisz ze ona ? M&#8230;&#8230;.. cię skrzywdziła? O nie, ona się w porę na tobie poznała. Jeśli mowa o skrzywdzonych to z cala pewnością ty do nich nie należysz. </strong></p>
<p><strong>Wracałaś z mojego łóżka do niej. Przez rok czasu oszukiwałaś dwie osoby. Właściwie to było ich dużo więcej. Te twoje opowieści o Holandii. Ze Ela  i że wracasz, później ze nie wracasz bo mnie kochasz i chcesz zostać, ze dodaje ci siły aby znieść to wszystko,.,,,!! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego co wyprawiasz z ludźmi??!!!!!!!!!!!!!!</strong></p>
<p><strong>Planowałaś ze mną wakacje wiedziałaś, że i tak masz mnie w gdzieś, że mieszkasz z nią i jej dzieckiem. Wracałaś ode mnie prosto do niej i jej tez wciskałaś kłamstwa które kilka godzin wcześniej wmawiałaś mi.</strong></p>
<p><strong>Wiesz, nie dziwie się że masz takie relacje ze swoja  mama. Biedna kobieta-szczerze jej współczuje.</strong></p>
<p><strong>Czuje do ciebie taka niechęć, że naprawdę aż mnie mdli. Nigdy do nikogo wcześniej nie czułam czegoś podobnego. Do tego stopnia ze gdy zamieszkasz już w Warszawie i nie daj Boże wejdziemy gdzieś na ulicy przypadkiem na siebie, nie wysilaj się nawet na skinienie głowa. Żałuje, że Cię poznałam, no i chyba jasnym jest ze nie chce cię znać!! Teraz wiesz skąd we mnie tyle niechęci do ciebie, a jeszcze chwile temu na czacie dopytywałaś o co mi chodziło.</strong></p>
<p><strong>Jednego możesz być pewna, każda osoba którą poznasz na czacie to mogę być ja, a nawet jeśli nie będę nią postaram się rozgłosić wszem i wobec z kim maja do czynienie i co sobie robisz z ludźmi i ich uczuciami. Mam nadzieje trafisz kiedyś na kogoś kto potraktuje ciebie w sposób który da ci wreszcie nauczkę i do myślenia nad sobą i światem.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=280</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.12</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=278</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=278#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 07 Aug 2009 20:58:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=278</guid>
		<description><![CDATA[Któregoś wieczoru weszłam na czat. Ona tam była. Zauważyła moje wejście. Przywitała się. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać ale nie byłam nastawiona też bojowo. Grzecznie odpowiedziałam na kilka jej pytań. Na ostatnie z nich nie umiałam, brakowało mi odpowiedzi. Zapytała zwyczajnie o co mi chodzi, że się w stosunku do niej dziwnie zachowuję. Zrezygnowałam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Któregoś wieczoru weszłam na czat. Ona tam była. Zauważyła moje wejście. Przywitała się. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać ale nie byłam nastawiona też bojowo. Grzecznie odpowiedziałam na kilka jej pytań. Na ostatnie z nich nie umiałam, brakowało mi odpowiedzi. Zapytała zwyczajnie o co mi chodzi, że się w stosunku do niej dziwnie zachowuję. Zrezygnowałam z dalszej rozmowy. </strong></p>
<p><strong>Wyszłam z czatu. Chwilę później wróciłam pod zmienionym nickiem Weszłam w nadziei, że porozmawiam z kimś miłym. Że poznam kogoś nowego. Od  2 miesięcy nie zaglądałam prawie do internetu. Postanowiłam sobie nigdy już nie zaangażować w znajomości zawartą w sieci. Rany goją się bardzo wolno gdy są głębokie. </strong></p>
<p><strong>Chwilę po wejściu na czas zaczepiła mnie Krystyna nie mając świadomości z kim rozmawia. Chciałam się wycofać ale coś podpowiedziało mi abym została. Zaczęłyśmy rozmawiać. Nie ujawniając się podjęłam grę, zniżyłam się może do jej poziomu- wiele osób tak uzna, ale to było silniejsze ode mnie.</strong></p>
<p><strong>Ona zaczęła od tego, że jest dzisiaj smutna bo właśnie ktoś ją zostawił, skrzywdził bez litości i porzucił wiec ma wieczór bardzo kiepski. Że jest jej miło, że mnie spotkała i może z kimś porozmawiać. Przez moment naiwnie pomyślałam nawet, że osoba która skrzywdziła moja rozmówczynię to ja sama. Myślałam, że powodem problemów osoby z którą rozmawiam na czacie jest pewna Warszawianka, która ja zraniła i do tej pory nie może się pozbierać. Naiwnie myślałam, że to rozstanie ze mną na nią tak silnie wpłynęło. Że żałuje naszego rozstania, że tęskni i &#8230;.Nic bardziej mylnego.</strong></p>
<p><strong>To co mi opowiedziała, nie wiedząc z kim tak naprawdę rozmawia, zwaliło mnie z nóg. </strong></p>
<p><strong>W dużym skrócie jej życie przez  ostatni rok wyglądało tak- przytoczę fragmenty zachowane w archiwum GG aby zachować klimat tej rozmowy. Dla ścisłości dodam, że rozmowa ta miała miejsce dokładnie październiku   zatem niewiele po naszej sierpniowej rozmowie w Warszawie.</strong></p>
<p><strong>Poniżej skopiowanych fragmentów rozmowy z GG wkleiłam mój komentarz do całej sytuacji ? wysłałam całość Krystynie, chwile po rozmowie.</strong></p>
<p><strong>Ona : znasz jakieś lekarstwo?</strong></p>
<p><strong>Ja: na co? złamane serce?</strong></p>
<p><strong>Ona : żeby wymazać z pamięci wszystko, co sprawiło Ci ból?</strong></p>
<p><strong>Ja : może to nie lekarstwo całkowite ale coś co ci pomoże, prawdziwa miłość</strong></p>
<p><strong>Ona : nie istnieje, widzisz&#8230;. to co działo się do wczoraj&#8230; to co czułam od tej osoby myślałam, że tak jest.</strong></p>
<p><strong>Ja: długo byłyście razem?</strong></p>
<p><strong>Ona: rok&#8230; ale wierz mi&#8230; ze czułam się jakby to trwało wieki , tak ja kochałam</strong></p>
<p><strong>Ja: mieszkacie razem?</strong></p>
<p><strong>Ona: tak&#8230;tyle tylko, ze była w separacji z mężem przez pół roku a wczoraj oznajmiła mi, że wraca do niego. Czuje się żywym, chodzącym trupem</strong></p>
<p><strong>Ja: może miała jakieś powody aby tak postąpić, nie chce jej tłumaczyć ale skoro wczoraj kochała?</strong></p>
<p><strong>Ona: powód&#8230;to że rodzina się dowie&#8230;i jej znajomi&#8230;</strong></p>
<p><strong>Ja: wyprowadziła się juz?</strong></p>
<p><strong>Ona: od miesiąca nie mieszkamy razem, to odrębny temat</strong></p>
<p><strong>Ja : wiec juz miesiąc temu było coś nie tak?</strong></p>
<p><strong>Ona: tak&#8230;ale jakoś nie chciałam tego dopuszczać do siebie, chyba podświadomie się oszukiwałam, napisała mi smsa, że zawsze będzie mnie kochać grrrr ?ale nie jest na tyle silna&#8230;bo boi się otoczenia</strong></p>
<p><strong>Ja: może faktycznie boi się presji rodziny i znajomych?</strong></p>
<p><strong>Ona: ale tyle razy o tym rozmawiałyśmy ale mówiła sama, że damy rade, ze nie poddamy się.</strong></p>
<p><strong>Ja: jak się poznałyście?</strong></p>
<p><strong>Ona: a dzisiaj rozerwała mi serce, zaczepiła mnie na czacie i może to był mój błąd , bo rozkochała mnie w sobie a ja jej zaufałam, kochałam &#8230;ech&#8230;</strong></p>
<p><strong>Ja:  jak ma na imię?</strong></p>
<p><strong>Ona: jestem w Twoim wieku&#8230;a czuje się jak gówniarz, który dał się oszukać.</strong></p>
<p><strong>Ja: przykro mi bardzo, może jeszcze wszystko się zmieni?</strong></p>
<p><strong>Ona: nie&#8230;juz nie, ona chce teraz tylko przyjaźni</strong></p>
<p><strong>Ja: a ona ma dzieci?</strong></p>
<p><strong>Ona: ale ja nie potrafię tak, ja ją kocham, tak ma dzieci</strong></p>
<p><strong>Ja: może ze względu na dzieci się wycofała?</strong></p>
<p><strong>Ona: ale widzisz&#8230;na początku to jej nie przeszkadzało, żeby być ze mną, żeby planować przyszłość w 3</strong></p>
<p><strong>Ja : tak rok czasu planowałyście?</strong></p>
<p><strong>Ona: tak&#8230;prawie rok</strong></p>
<p><strong>Ja : wiec faktycznie możesz czuć się skrzywdzona, mieszkałyście razem prawie rok bez miesiąca tego ostatniego a ona teraz wraca do męża?</strong></p>
<p><strong>Ona: tak, miała z nim kontakt, byłam 2 lata za granicą w Holandii. szukam pracy a teraz przez prawie rok&#8230;mieszkałam z Nią w X&#8230;&#8230;.po studiach wyjechałam, miałam tam nawet zostać dłużej</strong></p>
<p><strong>Ja: wróciłaś dla niej wcześniej?</strong></p>
<p><strong>Ona  : tak&#8230;dla niej, poznałam ją będąc jeszcze w Holandii</strong></p>
<p><strong>Ja : jak mogła Cię tak potraktować?</strong></p>
<p><strong>Ona: a mnie serce krwawi wypisuje, że chce przyjaźnić się, ale ja nie potrafię&#8230;tyle wspomnień, była nawet u mnie w Holandii, pokochałam jej dziecko( ma kilka lat) tak bardzo i ono mnie, wiesz&#8230;czuje, ze to jakiś koszmar</strong></p>
<p><strong>Ja: ona jest z X&#8230;&#8230;?</strong></p>
<p><strong>Ona: tak&#8230;spod, ja tam studiowałam ale to stare dzieje</strong></p>
<p><strong>Ja : wiec mieszkałyście u niej, dobrze ze wyjechałaś w inne miejsce</strong></p>
<p><strong>Ona: tak u niej&#8230;ona sama mnie błagała, żebym zamieszkała i zgodziłam się choć miałam wątpliwości</strong></p>
<p><strong>Ja : faktycznie to trudna dla Ciebie sytuacja</strong></p>
<p><strong>Ona: żale się&#8230;ech&#8230;myślałam, że jestem silna</strong></p>
<p><strong>Ja: nie zazdroszczę naprawdę</strong></p>
<p><strong>Ona: ale jestem słaba&#8230;strasznie&#8230;</strong></p>
<p><strong>Ja: poszukaj sobie kogoś innego- naprawdę, przestań o niej myśleć</strong></p>
<p><strong>Ona: nie jestem gotowa szukać&#8230;nie teraz </strong></p>
<p><strong>Ja: może już ktoś się w Tobie podkochuje, a Ty o tym nie wiesz, może czeka z boku uzbrojony w cierpliwość, będzie dobrze nie możesz się załamywać</strong></p>
<p><strong>Ona: wiem, staram się?</strong></p>
<p><strong>Ja: a pod jakim nickiem bywa tutaj ta twoja dziewczyna?</strong></p>
<p><strong>Ona: m&#8230;&#8230; i  p&#8230;&#8230;.i chyba nie raz tu  wejdzie, żeby zadać mi ból </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Fragmenty listu jaki napisałam do Krystyny chwilę po rozmowie:                         </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=278</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.11</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=276</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=276#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2009 13:24:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=276</guid>
		<description><![CDATA[Chyba nie miałam siły przebicia tego popołudnia i wieczoru. Bez sensu było to spotkanie. Miało ono trwać chwile, przeciągnęło się nieco ponieważ panie były odrobinę wstawione. Postanowiły zostać na noc, wskazały znany już sobie hotel o którego istnieniu nie miałam pojęcia mimo, że pochodzę z tego miasta. Poprosiły o pożyczkę ponieważ obie nie dysponowały  pieniędzmi, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Chyba nie miałam siły przebicia tego popołudnia i wieczoru. Bez sensu było to spotkanie. Miało ono trwać chwile, przeciągnęło się nieco ponieważ panie były odrobinę wstawione. Postanowiły zostać na noc, wskazały znany już sobie hotel o którego istnieniu nie miałam pojęcia mimo, że pochodzę z tego miasta. Poprosiły o pożyczkę ponieważ obie nie dysponowały  pieniędzmi, zawiozłam je do hotelu wcześniej zaprosiłam na kolację.  Z poczuciem winy do dzisiaj oszukałam mamę Krystyny, przez telefon tłumaczyłam jej córkę i jej nieobecność w domu nadchodzącej nocy. Powiedziałam, ze tak dawno się nie widziałyśmy i jest tak miły wieczór, że zaproponowałam dziewczynom nocleg,  bo chcemy sobie jeszcze sympatycznie porozmawiać. Zrobiłam to na gorącą  prośbę obu pań. Szczerze żałuję.</strong></p>
<p><strong>Zostawiłam ?moich gości? nakarmionych i bezpiecznych w hotelu, wracałam do domu z burzą w mózgu. O co chodzi w tym wszystkim?  Następnego dnia odebrałam je z hotelu, zawiozłam na dworzec. Krystyna na pożegnanie zapytała, czy może do mnie przyjechać tym razem już sama przed wyjazdem do Holandii. Powiedziałam, że oczywiście chętnie się z nią spotkam, jeśli uważa że nasza następna rozmowa może wnieść coś nowego- lepszego. Czyżbym się jeszcze wtedy się łudziła? Sama w to teraz nie wierzę. Koleżanka Krystyny, żegnając się, szepnęła  mi do ucha coś w stylu: ?Jesteś świetną dziewczyną&#8230;? Do tej pory nie rozumiem tych słow. Wyjechały. Może w ich słowniku &#8220;świetna&#8221; oznaczało to samo co &#8220;naiwna&#8221;? To możliwe, wiem o tym.</strong></p>
<p><strong>Nie doszło do naszego następnego spotkania. Gdy przypadkiem trafiałyśmy na siebie w sieci ona nie wspominała już o spotkaniu. Ja nie nalegałam, nie chciałam aby pomyślała, że chodzi mi o zwrot pieniędzy. Przy którejś z wirtualnych rozmów zarzuciła mi, że jestem dziwna, że już jej nie zapraszam. Po raz setny poczułam się dziwnie. Próbowałam się tłumaczyć, powiedziałam, ze nie chciałam aby pomyślała choć przez sekundę że chodzi mi o  kasę. Chyba nie trudno się domyśleć jak zareagowała. Że nie posądzała mnie do niedawna o materializm, że nie sądziła, że jestem taka samolubna i że tylko pieniądze się liczą w moim życiu. Nie wierzyłam, że to mówi ona i to do mnie. </strong></p>
<p><strong>Nigdy pieniądze nie miały dla mnie znaczenia, pewnie, że lepiej  je mieć niż klepać przysłowiową biedę ale przecież to nie ja wyjechałam z wyższym wykształceniem za granice aby sprzątać za kilka euro. Wiem, że żadna praca nie hańbi  i są ludzie, którzy nie mają wielkiego wyboru. Ona z pełną stanowczością do nich nie należała. W ramach burzliwej wypowiedzi oznajmiła mi, że jednak nie wyjeżdża do Holandii. Nie zapytałam nawet dlaczego teraz już nie jedzie. Obrażała mnie nadal. Milczałam, gdy wylewała kielich goryczy prosto na mnie. Brakło mi słow. Finałem tej rozmowy było wykasowanie jej numeru gg z listy kontaktów. Dla mnie ten etap życia był definitywnie zamknięty.</strong></p>
<p><strong>Kilka dni później napisała smsa, że będzie przejazdem w moim mieście i jak mogę podjechać na dworzec PKS to przekaże mi pieniądze w przerwie podróży. Nie zareagowałam&#8230;.naprawdę nie o pieniądze chodziło, nigdy!</strong></p>
<p><strong>Próbowałam od tego dnia zapomnieć o niej o tym co nas łączyło. Z każdym dniem wydawało mi się, że to tylko niedobry sen, chciałam się obudzić.</strong></p>
<p><strong>Minęły dwa miesiące. </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=276</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.10</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=274</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=274#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 Aug 2009 20:15:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=274</guid>
		<description><![CDATA[Natychmiast odpisała, że koleżanka jest jej dobrą przyjaciółką wtajemniczoną w jej życie osobiste. Czułam, że Krystyna z jakiegoś powodu boi się konfrontacji ze mną sam na sam. Byłam stanowcza. Zaprosiłam ją w inne miejsce, przyszła sama ? koleżanka udała się do knajpki tuż obok. To było dziwne. Wcześniej obie bawiły się w pewnej warszawskiej winiarni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Natychmiast odpisała, że koleżanka jest jej dobrą przyjaciółką wtajemniczoną w jej życie osobiste. Czułam, że Krystyna z jakiegoś powodu boi się konfrontacji ze mną sam na sam. Byłam stanowcza. Zaprosiłam ją w inne miejsce, przyszła sama ? koleżanka udała się do knajpki tuż obok. To było dziwne. Wcześniej obie bawiły się w pewnej warszawskiej winiarni , delektowały się zatem winami. Krystyna korzystając z mojej gościny, poprosiła o piwo, z każdym łykiem była bardziej wstawiona. Zaczęłam się bać o nią i jej mimo, że byłyśmy w miejscu publicznym.</strong></p>
<p><strong>Mówiła, że nie rozumie dlaczego z nią tak postąpiłam. Dlaczego się wycofałam. Jak mogłam ją tak potraktować. Że przecież nie zrobiła nic złego. Że musi jednak wyjechać na jakiś jeszcze czas ale przecież wróci do mnie bo wciąż mnie kocha. Znowu mówiła o tym , jak jej ciężko w domu rodzinnym. Że nie umie dogadać się z mamą, mimo że się kochają nie potrafią mieszkać pod wspólnym dachem. A mieszkanie w Warszawie nie jest jeszcze gotowe, nie ma pracy &#8230;i nie dostanie jej bo nie ma doświadczenia i tak w kółko. Biedna i porzucona przez wszystkich musiała ,mimo ze nie chciała, wyjechać z kraju do tej ?złej Elki? i być skazaną na jej łaskę bo nie widzi możliwości na inne rozwiązanie. </strong></p>
<p><strong>Wysłuchałam niemal w milczeniu. Gdy skończyłam delikatnie zaczęłam swoją kwestię że pracę będzie miała, właściwie już ją ma, że mieszkanie to też niewielki problem tak naprawdę, że jej pomogę, bo po to mnie ma&#8230;.. zanim skończyłam zadzwonił jej telefon. Telefonowała jej przyjaciółka z knajpy obok z pytaniem jak długo ma tam siedzieć sama. Słodko się poczułam, szczególnie, że nasza rozmowa nie trwała więcej niż 20 min. Chcąc być taktowną zaproponowałam aby jej koleżanka dołączyła do nas, co się stało dokładnie za 7  góra 9 sekund. Nie znałam jej towarzyszki, nawet o niej nie słyszałam nigdy wcześniej. </strong></p>
<p><strong>Znowu czułam się&#8230;&#8230;&#8230;dziwnie. </strong></p>
<p><strong>Chciałam aby to spotkanie dobiegło końca tak naprawdę. Wypiłyśmy jeszcze po jednym czy dwa piwa. Właściwie one piły i rozmawiały. </strong></p>
<p><strong>Ja jako wolny słuchacz, czułam się jak na meczu w tenisa, siedząc dokładanie po środku moich towarzyszek. Mówiły wciąż o pieniądzach a właściwie o ich braku, o bezrobociu w Polsce. O tym w jak trudnej sytuacji znalazła się Krystyna. Czym dłużej tego słuchałam tym mniej rozumiałam. To jakiś chory film.</strong></p>
<p><strong>Przez moment zostałam sama w towarzystwie przyjaciółki Krystyny. Znowu wysłuchałam historii biednej i wciąż krzywdzonej prze cały świat niewiasty, którą teraz i ja chcę skrzywdzić. Wg podpowiedzi mojej rozmówczyni powinnam przystać na jej powrót do Holandii, wspierać ja tak długo jak sytuacja tego wymaga i wiernie czekać&#8230;.czekać i jeszcze raz czekać.               W ramach odwetu powiedziałam jej dokładnie to samo co chwilę temu przekazałam Krystynie. Że pomogę, że wierzę&#8230;.że jestem&#8230;.itd.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=274</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.9</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=272</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=272#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Jul 2009 12:11:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=272</guid>
		<description><![CDATA[Następnego dnia zadzwoniła faktycznie, mówiła że znowu ma problemy zdrowotne, że musi pojechać do kliniki gdzieś na wybrzeże bo ma załatwione miejsce przez znajomych. Po powrocie chciała się ze mną spotkać, znowu wyczuwałam znany już niestety z jej strony chłód. Znowu byłam skazana na&#8230;.czekanie. Znowu nie wiedziałam tak naprawdę na co. Napisała mi w smsie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Następnego dnia zadzwoniła faktycznie, mówiła że znowu ma problemy zdrowotne, że musi pojechać do kliniki gdzieś na wybrzeże bo ma załatwione miejsce przez znajomych. Po powrocie chciała się ze mną spotkać, znowu wyczuwałam znany już niestety z jej strony chłód. Znowu byłam skazana na&#8230;.czekanie. Znowu nie wiedziałam tak naprawdę na co. Napisała mi w smsie , że niestety po kuracji i kilku dniach w kraju musi jednak wrócić do Holandii. Nie wspomniała nawet słowem o naszych wspólnych wakacjach. Bałam się pytać. Przecież była chora. Brakowało mi jej&#8230;wciąż.</strong></p>
<p><strong>Kilka dni później zadzwoniła do mnie, płakała&#8230;nie mogłam jej uspokoić. Powiedziała, że właśnie przyjechała za nią do Polski Ela z jej rzeczami. Że kazała jej już nie wracać do jej mieszkania, że spakowała jej wszystkie rzeczy więc może już zostać w kraju na stałe. Ona płakała, w tle słyszałam szum morza&#8230;a ja się cieszyłam, bo wreszcie wydawało mi się, że los zaczyna nam pomagać. Próbowałam ja pocieszyć. Prosiłam aby szybko wróciła z wybrzeża, że pomogę jej wszystko zorganizować w Warszawie, że mam pomysł na jej pracę. Że damy sobie razem radę. </strong></p>
<p><strong>Ona nie przestawała płakać. Z mojej twarzy nie schodził uśmiech. Zaczęłam na gorąco planować. Rozmawiałam z dobra znajomą na temat pracy dla Krystyny. Miałam zdobyć tylko jej cv i list motywacyjny. Mimo braku oświadczenia miała szansę na naprawdę dobrą pracę. Miała mieszkanie w centrum miasta&#8230;.miała mnie.</strong></p>
<p><strong> Milczała przez kilka dni, później odezwała się z zupełnie innej części kraju, była w jednym z większych miast w Polsce&#8230;u znajomych jak twierdziła. Powiedziała, że potrzebuje czasu aby sobie ułożyć wszystko na nowo. Chciała pobyć u swoich przyjaciół jeszcze z czasów studiów jak mówiła. Rozumiałam, starałam się, próbowałam wspierać&#8230;wciąż czekałam kiedy nadejdzie czas dla mnie. Nie nadchodził, wręcz przeciwnie&#8230;. milczenie zastąpiło uczucia. Znowu czułam się nieswojo. </strong></p>
<p><strong>Zaczęłam podejrzewać oszustwo. Broniłam się przed tymi myślami jak umiałam, po tym co nas łączyło nie mogło się dziać źle między nami w nieskończoność.</strong></p>
<p><strong>Przez najbliższe dni Krystyna krążyła między wybrzeżem a tym miastem o czym mnie czasami informowała w smsach. Nadszedł później dzień, gdy zadzwoniła do mnie z kolejną ?dobrą? wiadomością. Ela przyjechała po nią, przeprosiła, błagała o powrót. </strong></p>
<p><strong>Krystyna była w rozterce, nie potrafiła znowu podjąć decyzji. Pytała co jej radzę, jakby nie było tych wszystkich poprzednich długich miesięcy. Tym razem miałam dość. </strong></p>
<p><strong>Powiedziała, że radzę jej aby się nad sobą i swoim życiem zastanowiła.</strong></p>
<p><strong>Postanowiłam  tym razem, że dłużej nie dam się oszukiwać. Podziękowałam jej jedynie za obietnicę wspólnych wakacji. Poprosiłam, aby już więcej się ze mną nie kontaktowała. Spełniła poją prośbę, przez kilka dni nie dawała znaku życia. Pewnego popołudnia dostałam smsa z prośbą o spotkanie. Napisała, że jest w Warszawie w jakiejś kawiarni, z koleżanką ze studiów. Prosiła abym do nich przyszła. Odpisałam, że gdybym miała ochotę z nią rozmawiać, to z całą pewnością nie przy świadkach. </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=272</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.8</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=270</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=270#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 29 Jul 2009 10:33:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=270</guid>
		<description><![CDATA[Postanowiła, że wróci na stałe do kraju w czerwcu,  najpóźniej w  czasie wakacji. Chciała tam dokończyć szkołę językową, zarobić jeszcze trochę pieniędzy i zacząć życie na nowo&#8230;ze mną. To wszystko brzmiało  tak realnie. Miała zamieszkać w Warszawie, gdzie powstawało jej mieszkanie, obiecałam pomóc jej w szukaniu pracy, byłam pewna, że nam się uda. Zaczęłam się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Postanowiła, że wróci na stałe do kraju w czerwcu,  najpóźniej w  czasie wakacji. Chciała tam dokończyć szkołę językową, zarobić jeszcze trochę pieniędzy i zacząć życie na nowo&#8230;ze mną. To wszystko brzmiało  tak realnie. Miała zamieszkać w Warszawie, gdzie powstawało jej mieszkanie, obiecałam pomóc jej w szukaniu pracy, byłam pewna, że nam się uda. Zaczęłam się nawet rozglądać, rozmawiać ze znajomymi o pracy dla Karoliny. Miałyśmy obiecujące perspektywy. To rozstanie,  mimo smutku ogarniającego, mimo woli napawało wiarą w super przyszłość. Czułam, że ją kocham i to z wzajemnością. Było cudownie. Przed jej wyjazdem z Polski spotkałyśmy się jeszcze raz, tym razem bez żadnych wątpliwości z mojej strony wpadłam w jej ramiona bez opamiętania. Znowu nie żałowałam. Było nam jak w raju. Wspaniały sex, fundamentami takiego przeżycia według mnie musiało być prawdziwe szczere i głębokie uczucie. Wyjechała&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;</strong></p>
<p><strong>Miałyśmy przed sobą góra 3 miesiące rozłąki. Wakacje zbliżały się wielkimi krokami. Zrobiłam rozeznanie w biurach podróży. W jednym z zaprzyjaźnionych zarezerwowałam wstępnie nasz urlop. Cieszyłam się jak dziecko. Ona odliczała dni mimo, że wciąż nie potrafiła wskazać daty powrotu na stałe do kraju. Zmieniała terminy zasłaniając się pracą i brakiem pieniędzy. Później szkoła, tzn. zakończony pomyślnie kurs kusił do podjęcia kolejnego-bardziej zaawansowanego stopnia. Oczywiście ambicje bardzo cenie w ludziach, tylko nie lubię niezdecydowania. </strong></p>
<p><strong>Zmieniane terminy były przeplatane informacjami o wyczynach niedobrej dla Krystyny Eli &#8211; właścicielki mieszkania w Holandii. Jednego dnia po kłótni pakowała się aby wracać do domu, następnego dnia zmieniała decyzję. Nie rozumiałam tego. </strong></p>
<p><strong>Dzwoniła do mnie, mówiła że  cierpi nie tylko psychicznie gdyż Ela wyzywa się na niej również fizycznie. Wciąż miała kłopoty zdrowotne, w domyśle tak jej organizm reagował na ciągłe  stresy. Wściekałam się na cały świat, że nie możemy już być razem, wnerwiałam się na Elkę, że śmie krzywdzić Krystynę&#8230;. denerwowałam się na siebie, że jestem bezradna. Prosiłam aby wróciła do Polski wcześniej. Mówiłam , że sobie poradzimy we dwie. Mówiła, że myśli o tym. Za kilka dni stwierdzała, że wytrzyma jakiś czas aby było nam łatwiej w przyszłości. Umiała postępować ze mną w czarodziejski sposób. Ufałam jej, wierzyłam. Miłość jest ślepa&#8230;</strong></p>
<p><strong>Czym bliżej wakacji tym bardziej unikała rozmów na temat wyjazdu i urlopu. Nie przejmowałam się tym aż tak mocno, tak bardzo za nią tęskniłam, że było mi obojętne gdzie pojedziemy bylebym już mogła się z nią spotkać. Z biegiem czasu dyplomatycznie sama omijałam ten temat, wiedziałam  że i jej jest ciężko, że przeżywa te miesiące nie mniej niż ja i jest jej trudniej bo nie ma tam nikogo komu mogłaby się wypłakać. Gdy zaczęły się wakacje, a ona wciąż była tak daleko ? zwątpiłam, mimo łudzenia się, że gdziekolwiek ale spędzimy choć kilka dni wspólnie. </strong></p>
<p><strong>W sierpniu moja miłość pojawiła się w kraju. Nie zadzwoniła, tak jak dotychczas tuż po wyjściu z autokaru. Milczała dwa dni, czułam że znowu coś jest nie tak. Nie wytrzymała, napisałam smsa. Odpisała, że miała dużo spraw do załatwienie po przyjeździe i że zadzwoni jak tylko będzie miała chwilę wolną. Już wtedy żałowałam, że zrobiłam pierwszy krok. </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=270</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.7</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=268</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=268#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Jul 2009 15:32:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=268</guid>
		<description><![CDATA[ Pamiętam ten dzień jak dziś, wysłałam do niej wiadomość o takiej treści:
nie wypełniony tobą
mój pokój się nie kończy
nie ma ścian
ani okien
mój niepokój o ciebie
ogromnieje
czcionkami maszyny śledzę
urwany rytm twoich kroków
i jestem bezsilna
i nie umiem ani pisać
ani kochać
 
-Halina Poświatowska-
Szybko doczekałam się odpowiedzi. Od tej chwili nasz wzajemne stosunki zaczynały nabierać ciepła. Dużo rozmawiałyśmy  o tym , co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> Pamiętam ten dzień jak dziś, wysłałam do niej wiadomość o takiej treści:</strong></p>
<p align="center"><strong>nie wypełniony tobą</strong></p>
<p align="center"><strong>mój pokój się nie kończy</strong></p>
<p align="center"><strong>nie ma ścian</strong></p>
<p align="center"><strong>ani okien</strong></p>
<p align="center"><strong>mój niepokój o ciebie</strong></p>
<p align="center"><strong>ogromnieje</strong></p>
<p align="center"><strong>czcionkami maszyny śledzę</strong></p>
<p align="center"><strong>urwany rytm twoich kroków</strong></p>
<p align="center"><strong>i jestem bezsilna</strong></p>
<p align="center"><strong>i nie umiem ani pisać</strong></p>
<p align="center"><strong>ani kochać</strong></p>
<p align="center"><strong> </strong></p>
<p align="center"><strong>-Halina Poświatowska-</strong></p>
<p><strong>Szybko doczekałam się odpowiedzi. Od tej chwili nasz wzajemne stosunki zaczynały nabierać ciepła. Dużo rozmawiałyśmy  o tym , co za nami. Analizowałyśmy nasze zachowania, wyciągałyśmy wspólnie wnioski w nadziei, że nigdy już nie dopuścimy do takiej sytuacji. Poczułam wreszcie, że zaczyna się dziać w moim szarym życiu coś pozytywnego.  Umówiłyśmy się, że od tej pory będziemy mówiły o wszystkim co czujemy i myślimy szczerze, aby nie marnować życia na niedomówienia i stracone możliwości spędzenia pięknych chwil.</strong></p>
<p><strong>Krystyna znowu zaplanowała przyjazd do Polski. Zaproponowała spotkanie mimo, ze nie musiała, bo i tak nie chciałam niczego innego na świecie jak spotkania z nią. </strong></p>
<p><strong>Omówiłyśmy datę naszej randki. Przyjechała wreszcie do mnie, wspólnie pojechałyśmy dalej ? w góry. Zarezerwowałam  pokój w milutkim pensjonacie, spędziłyśmy razem dwa dni. Romantyczny wieczór przy blasku świec i dobrym winie, wreszcie spokojny czas na rozmowy i nadrobienie straconego okresu. Było wspaniale. </strong></p>
<p><strong>Zaczęłyśmy znowu planować wspólną przyszłość. Pół nocy przegadałyśmy o tym co było i co będzie. Ona płacząc opowiadała, jaka jest szczęśliwa, że mnie spotkała. Jak bardzo jej pomogłam w chwili gdy wyjechała za granicę. Mówiła, że świadomość mojego istnienia, fakt że myślę o niej sprawiał, ze jakoś przetrwała najtrudniejszy okres w Holandii. Że tęskniła za mną tak bardzo, że czasami aż fizycznie bolało. Leżałam obejmując ja swoimi ramionami i wierzyłam w jej każde słowo. Jej łzy sprawiały, że zakochiwała się w niej coraz bardziej. Zwierzyła mi się ze swojego niełatwego dzieciństwa. Co chwilę miała łzy w oczach, widziałam je. Czułam że jest szczera, ufałam jej. Chciałam się z nią kochać ale pragnęłam, aby nasz pierwszy raz był czymś naprawdę szczególnym. Chciałam poczekać, ona tego tym razem nie rozumiała. </strong></p>
<p><strong>Rozpłakała się, przytuliła do mnie i zapytała dlaczego ją unikam i czy moje zachowanie jest związane z moją ex. To nie była prawda naturalnie. Poczułam się jakoś dziwnie po tym pytaniu, że w ogóle mogła tak pomyśleć. Rozstałam się z moja ex wiele miesięcy wcześniej . Nie potrafię tak naprawdę powiedzieć z ręką na sercu dlaczego się tak broniłam. Pociągała mnie bardzo, czułam też, ze z wzajemnością. Może miałam barierę spowodowaną którąś z naszych poprzednich rozmów. Zapytałam kiedyś jak dużo miała partnerek seksualnych. Miała pewne opory przed wyjawieniem prawdy ale powiedziała w końcu, że było ich sporo. Nie podam teraz liczby, bo to naprawdę nie ma większego znaczenia dzisiaj. Faktem jest, że świadomość tej liczby nie ułatwiała mi życia, mimo prób tłumaczenia przez mnie jej wcześniejszego życia. Przecież przyznała, że jestem jedyną osoba, którą tak mocno pokochała, że jest tym faktem zaskoczona bo była przekonana ze nie jest zdolna do tak silnych uczuć. Wracając  do naszej wspólnej nocy&#8230;..była cudowna i zbyt krótka. Na samo wspomnienie tych chwil robi mi się gorąco. Naprawdę niesamowite doznania i jak mi się wydaje nie tylko dla mnie.</strong></p>
<p><strong>Przed nami kolejne bolesne rozstanie, z tym że to zyskało na sile parokrotnie. </strong></p>
<p><strong>Zaplanowałyśmy wspólne wakacje, przybliżony termin. Omówiłyśmy wspólnie miejsca w których chciałybyśmy spędzić pierwsze wspólne wakacje. Ja miałam zająć się organizacją w Polsce wyjazdu, ona wracała do Holandii po raz ostatni. </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=268</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.6</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=266</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=266#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Jul 2009 08:44:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=266</guid>
		<description><![CDATA[Taki nasz stan trwał kilka tygodni. Przerywany był naturalnie z mojej strony (nie wiem jak z jej) ogromną tęsknotą i wspomnieniami wspólnych chwil. Czasami w chwili słabości pozwalałam sobie na płaczliwego i szczerego smsa, w ramach rewanżu otrzymywałam równie ciepłe słowa. Obie nie wiedziałyśmy co się stało i dlaczego. Do tej pory nie wiem.
 W lecie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Taki nasz stan trwał kilka tygodni. Przerywany był naturalnie z mojej strony (nie wiem jak z jej) ogromną tęsknotą i wspomnieniami wspólnych chwil. Czasami w chwili słabości pozwalałam sobie na płaczliwego i szczerego smsa, w ramach rewanżu otrzymywałam równie ciepłe słowa. Obie nie wiedziałyśmy co się stało i dlaczego. Do tej pory nie wiem.</strong></p>
<p><strong> W lecie Krystyna znowu była w kraju, zaproponowała spotkanie. Zgodziła się na nie mimo, że czułam, że nie powinnam. Spotkałyśmy się po raz kolejny, niestety to nie była osoba, która mnie tak ujęła. Była dziwna, nieobecna. Wciąż zajęta swoim telefonem. Wciąż ktoś do niej dzwonił, tak naprawdę mało miała czasu na rozmowę ze mną mimo, że we Wrocławiu była kilka godzin. Siedziałam naprzeciw niej i pytałam sama siebie jak to możliwe, że nie umiemy ze sobą rozmawiać. Nie miałam pojęcia dlaczego jest taka zimna i oschła. Mówiła o swojej pracy tam, o znajomych których poznała dzięki Eli. Była miła ale nie taka jaką ją poznałam.</strong></p>
<p><strong>Dopiero przy pożegnaniu dostrzegłam w jej oczach tą osobę której szukałam przez cały dzień. Stałyśmy naprzeciw siebie na dworcu, podjechał pociąg. Powiedziała dziękuję i przepraszam, delikatnie cmoknęła mnie w szyję i wsiadła do środka. Zrobiło mi się dziwnie, czułam przez moment obecność tamtej Krysi. Poczułam znowu tęsknotę za nią. Nie spojrzałam nawet na odjeżdżający pociąg, odeszłam ze łzami w oczach, tak aby ona ich nie widziała. Nie powinna, już nie.</strong></p>
<p><strong>Przyznała mi kiedyś na czacie w czasie naszych ?zimnych chwil?, że poznała kogoś w sieci. Że spotyka się z nią. Że Ktoś jest. Wiedziałam o tym. </strong></p>
<p><strong> Bolało ale zaakceptowałam taki jej wybór. Każdy ma prawo do własnych wyborów. Któregoś wieczoru było nas stać na długą i szczerą rozmowę. Pytałam dlaczego tak się stało. Dlaczego była taka dziwna gdy się spotkałyśmy w lecie. Powiedziała, że była zmęczona rozstaniami, ze poznała kogoś z kim chce być i zrobi wszystko aby tak się stało. Powiedziałam jej, że oczywiście rozumiem. Nie ten czas, nie to miejsce&#8230;. tak czasami bywa. Nasze drogi się minęły. Trudno. Nie życzyłam jej źle, chciałam aby była szczęśliwa, sama zaczęłam nawiązywać nowe znajomości, z których niestety nic nie wyszło. W te święta nie spotkałyśmy się nawet. Nie było czasu, Krystyna była w kraju na bardzo krótko, ja pracowałam poza tym charakter spotkania był z góry przesądzony więc aby nie rozdrapywać ran nie nalegałyśmy na nie za bardzo. Minęła zima przy naprawdę znikomych spotkaniach w necie. Krysia opowiadała mi o swojej aktualnej dziewczynie.</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>O swojej pomyłce w wyborze, o sposobie zachowania jej wybranki. Kłóciły się według relacji  Krystyny. Tamta dziewczyna miała wciąż pretensje do Krysi o wszystko. Wykańczała ją psychicznie. Takie informacje przekazywała mi Krystyna. Teraz domyślam się, że była to jej część gry, o którą wtedy nawet nie podejrzewałam. </strong></p>
<p><strong> Minęła zima, nastała wiosna a wraz z nią naturalna chyba potrzeba bliskości drugiego człowieka. Powiew ciepłego wiatru kusił do napisania choć smsa do Krystyny. Każdy promyk słońca przypominał mi o jej istnieniu. Któregoś dnia uległam. Odezwałam się pierwsza. </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=266</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.5</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=264</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=264#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 24 Jul 2009 11:53:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=264</guid>
		<description><![CDATA[Na szczęście ucieczką od codzienności stała się dla Krysi praca. Dostała zatrudnienie na czarno w jednej z restauracji. Praca ponad siły momentami ale  dobrze płatna. Wreszcie jakieś pieniądze dające możliwość usamodzielnienia.
 Odezwała się do mnie kilka dni po wyjeździe. Cieszyłam się, że to zrobiła, czekałam.
 Mówiła, że jest jej ciężko , że nie czuje się dobrze ale [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Na szczęście ucieczką od codzienności stała się dla Krysi praca. Dostała zatrudnienie na czarno w jednej z restauracji. Praca ponad siły momentami ale  dobrze płatna. Wreszcie jakieś pieniądze dające możliwość usamodzielnienia.</strong></p>
<p><strong> Odezwała się do mnie kilka dni po wyjeździe. Cieszyłam się, że to zrobiła, czekałam.</strong></p>
<p><strong> Mówiła, że jest jej ciężko , że nie czuje się dobrze ale to kwestia czasu, że wierzy w lepsze jutro &#8230;ze tęskni i chciałaby abym tam mogła być z nią. Pisała tak&#8230;pięknie. Znowu codziennie mogłyśmy rozmawiać wieczorami przez GG. Znowu krążyły między nami smsy. </strong></p>
<p><strong> Było fantastycznie, szczególnie, że obie chciałyśmy się spotkać.</strong></p>
<p><strong>Pierwszy raz ujrzałam ją gdy przyjechała do mojego miasta przy pierwszej okazji pobytu w kraju. Odebrałam ją na dworcu PKS. Długo oczekiwana chwila nadeszła wreszcie. </strong></p>
<p><strong> Spędziłyśmy wspólnie dwa dni i było naprawdę cudownie. Do niczego między nami nie doszło ? było to przecież nasze pierwsze spotkanie. Byłam zachwycona jej postawą ? rozumiała, że dla mnie to za szybko i że nie chcę, mimo że pokusa była ogromna. Powiedziała , że będzie czekać &#8230;. ujęła mnie tym bardzo. Obie rozstawałyśmy się w wielkim smutku. Ona wyjechała znowu za granicę, ja zostałam oczekując na każdy sygnał od niej. Smsy krążyła między naszymi telefonami z prędkością światła. Nie ważne były koszty. Wciąż było nam mało. </strong></p>
<p><strong> Któregoś dnia zadzwoniła do mnie Ela, osoba z którą mieszkała Krystyna- właściwie u której mieszkała. Zrobiła mi awanturę, krzyczała ze powinnam dać spokój Krysi, bo moje istnienie burzy ich wspólne życie. Że nie mogę kontaktować się z Krysią więcej bo ja krzywdzę&#8230;.nie rozumiałam o co chodzi- jeden wniosek ? to zazdrość Eli &#8230;.ale Krystyna zapewniała mnie, że nic je nie łączy, ze kocha mnie i ze niebawem wróci do Polski. </strong></p>
<p><strong> Przepraszała za ten incydent, mówiła, że jest jej przykro i że źle jej na świecie bo Ela okrutnie ją traktuje, jak swoją własność- decyduje o jej życiu i kontaktach z rodziną i przyjaciółmi.</strong></p>
<p><strong> Było mi jej naprawdę bardzo żal. Kilka dni później było już ok.- pogodziły się, dogadały i znowu mogły mieszkać pod jednym dachem&#8230;podobno- ile w tym prawdy ? teraz nie wiem, wtedy tak myślałam.</strong></p>
<p><strong> Później nadeszły święta,  kolejny jej kilkudniowy pobyt w kraj, znowu nasze spotkanie i trudne rozstanie. Wyznanie uczucia&#8230;. coś niesamowitego.  </strong></p>
<p><strong>Zaczęłyśmy snuć wspólne plany na przyszłość. Pod koniec roku nasze stosunki w nienaturalnie dziwny sposób się ochłodziły. Ona dużo pracowała, ja też dostałam pracę, która mnie bardzo absorbowała. Coraz bardziej sporadyczne telefony, smsy bez entuzjazmu. Jakby zimno za oknami ochłodziło nasze stosunki. Obie nie znałyśmy powodu tak dziwnego obrotu sytuacji. Czasami  rozmawiałyśmy w sieci wpadając na siebie przypadkiem na GG. Ona pytała co u mnie słychać- odpowiadałam, że bez zmian, ze dużo pracuję i wciąż brakuje mi wolnego czasu. Gdy pytałam jak ona sobie radzi, pisała podobnie, dużo pracy , mieszka wciąż tam gdzie mieszkała, wciąż się kłócą ale czasami jest nawet miło. </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=264</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.4</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=262</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=262#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 23 Jul 2009 10:34:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=262</guid>
		<description><![CDATA[ Przyjaźnią się  do dzisiaj. Lubią wspominać dobre stare czasy. Krystyna próbowała związać się z mężczyzną. Tuż po rozstaniu z Beatą poznała Krzysztofa.  Dwa lata starszego i bardzo w niej zakochanego  chłopaka. 
 Był przystojny i bardzo inteligentny. Dziewczyny zazdrościły Krystynie szczęścia a ona sama zastanawiała się o co im tak naprawdę chodzi. Nie była z nim [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> Przyjaźnią się  do dzisiaj. Lubią wspominać dobre stare czasy. Krystyna próbowała związać się z mężczyzną. Tuż po rozstaniu z Beatą poznała Krzysztofa.  Dwa lata starszego i bardzo w niej zakochanego  chłopaka. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong>Był przystojny i bardzo inteligentny. Dziewczyny zazdrościły Krystynie szczęścia a ona sama zastanawiała się o co im tak naprawdę chodzi. Nie była z nim szczęśliwa. Rozumieli się. Dużo czasu spędzali razem ale każda próba zbliżenia była dla Krystyny chwilą grozy. Nie była w stanie dopuścić do sytuacji kontaktu fizycznego. Sam pocałunek  stanowił dla niej problem. Nie pociągał jej.  Był świetnym przyjacielem i na takim poziomie starała się zachować ich bliskość. Dla niego  to nie wystarczało. Prosił, poznał jej rodziców, wkradł się w ich serca. Był często zapraszany na weekendy. Umiał zrobić dobre wrażenie. </strong></p>
<p><strong>Rodzice byli szczęśliwi. Niestety dla Krystyny ta znajomość stała się zbyt trudna. Tęskniła za kobieta, za jej wrażliwością, czułością, ciepłem. Rozstali się po jakimś czasie. Krzysztof bardzo to przeżył. Nie potrafił zrozumieć. Nie doczekał się jednak prawdy.Za bardzo się bała, że dowiedzą się rodzice. Ze złamie im serca.  Wtedy jeszcze łudziła się ,ze uda jej się uniknąć ich rozczarowania. Po skończeniu studiów i zdobyciu tytułu magistra wróciła do domu w nadziei na szybką pracę. Niestety rynek okazał się zbyt okrutnym. Nie było szans na podjęcie zatrudnienia . Miesiące szybko płynęły a Krystynę zaczęło ogarniać uczcie beznadziei. Potworne przekonanie, że w rodzinnym mieście nigdy nie będzie w stanie się usamodzielnić. Zawsze będzie skazana na łaskę rodziców. Ucieczką od kłopotów dnia codziennego stał się internet. Poznawała tam nowych ludzi. Zawierała przyjaźnie, szukała bratniej duszy a być może i miłości.</strong></p>
<p><strong>Wreszcie pojawiła się osoba w której odkrywała wrażliwość podobną do jej wrażliwości. Świetnie się rozumiały. Codziennie rozmawiały. Łączyło je wiele, podobne poczucie humoru, podobne poglądy a przede  wszystkim orientacja seksualna. Ela mieszkała w Holandii. W państwie słynącym z dużej tolerancji wobec ludzi homoseksualnych. Kuszącym stał się dla Krystyny świat, w którym pragnienie wolności i prawa do szczęścia jest osiągalne i wymaga tylko dobrej woli osób które postanawiają być razem. Po kilku miesiącach wirtualnej przyjaźni postanowiły się spotkać. Ela zaproponowała Krystynie wyjazd do siebie. Miała świetne warunki bytowe. Przebywała tam od kilkunastu lat.  Miała dobrą pracę, własne mieszkanie. Świetnie znała język. Mogła zawsze liczyć na pomoc grona sprawdzonych przyjaciół. Krystyna nie miała nic do stracenia. A wierzyła w to, że zacznie wreszcie pracować, zdobędzie niezależność, usamodzielni się. Rodzice kupili jej w kraju mieszkanie, które właśnie  powstawało na jednym z nowych osiedli. Potrzebne były pieniądze na jego urządzenie. Tak bardzo potrzebowała zmian w swoim życiu. Była zmęczona beznadziejnością w jakiej dane było jej żyć. Pomysł wyjazdu był szansą na lepsze jutro. A poza wszystkimi argumentami natury materialnej, górę wzięły jak zwykle uczucia. Chciała kochać i być kochaną. Nie wybaczyłaby sobie nigdy gdyby przegapiła być może szczęśliwy związek jaki planowała z Elą .</strong></p>
<p><strong>Obie postanowiły powiedzieć rodzicom Krystyny o tym, że chcą być razem i rozpocząć wspólne życie. Nie spotkały się z aprobata. Ze strony mamy Krysi padły bardzo obraźliwe słowa. W jej mniemaniu homoseksualizm to zboczenie, które powinno się leczyć. Wybryki natury i wmawianie sobie czegoś co jest  ciężką chorobą, na którą można znaleźć  skuteczne lekarstwo. Żadne argumenty ja nie przekonywały. Nawet opinia lekarzy była dla niej podejrzanym spiskiem. Szok jaki wywołała szczerość sprawił, że decyzja wyjazdu stała się jeszcze łatwiejszą. Chwilę później obie dziewczyny  mieszkały razem w państwie tak bardzo obcym dla Krystyny. Dość źle zniosła pierwsze tygodnie na obczyźnie. Ela z czarującej osoby  zaczęła stawać się apodyktyczną kobieta dająca sporo ale żądającą w zamian jeszcze więcej.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=262</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=260</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=260#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Jul 2009 21:18:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=260</guid>
		<description><![CDATA[Następnego dnia rano dostałam miłego smsa. Życzyła mi miłego dnia i dziękowała za rozmowę, dzięki której przetrwała trudny wieczór. Czułam się potrzebna i doceniona. Mimo kontaktu telefonicznego i nieustających od tego dnia smsów wciąż starałyśmy się porozmawiać wieczorami na GG. Wciąż było cudownie, mimo że te kontakty stawały się niewystarczające. Odczuwałyśmy niedosyt. Zbyt małe możliwości [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Następnego dnia rano dostałam miłego smsa. Życzyła mi miłego dnia i dziękowała za rozmowę, dzięki której przetrwała trudny wieczór. Czułam się potrzebna i doceniona. Mimo kontaktu telefonicznego i nieustających od tego dnia smsów wciąż starałyśmy się porozmawiać wieczorami na GG. Wciąż było cudownie, mimo że te kontakty stawały się niewystarczające. Odczuwałyśmy niedosyt. Zbyt małe możliwości internetu i telefonii komórkowej. </strong></p>
<p><strong> Rozmawiając któregoś dnia z Krystyną na GG zorientowałam się, że jest między nami ktoś jeszcze. Dzieliłam się z moją rozmówczynią z kimś innym. Zapytałam, czy moja intuicja się myli, w odpowiedzi usłyszałam szczerze, że faktycznie z drugiej strony jest tajemnicza ?Holenderka?. Mimo mojej trudnej do ukrycia zazdrości nie miałam prawa do jej okazywania. Nie komentowałam zatem mojej wieczornej konkurentki, delikatnie wyciągałam informacje na jej temat, starałam się nie zdradzać. </strong></p>
<p><strong> </strong><strong> Przyszedł dzień, gdy Krystyna opowiedziała mi o swoich planach na przyszłość. Była absolwentką akademii ekonomicznej. Nie miała stażu. Szukała bezskutecznie pracy od wielu miesięcy. Wciąż była uzależniona od rodziców a szczególnie od matki, która nie dawała jej żyć. Jedyna perspektywa na jakiekolwiek przetrwanie dawała jej propozycja ?Holenderki? na wyjazd do pracy na obczyznę. Dziewczyna ta oferowała się z  pomocą. Obiecała zapewnić mieszkanie, pomóc poszukać pracę. Rola przewodnika krajoznawczego i duchowego. </strong></p>
<p><strong>Krystynie spodobał się pomysł. Chciała bardzo wyrwać się z domu. Perspektywa pracy w Unii Europejskiej kusiła. Ponieważ władała kilkoma językami dała się przekonać, że to być może okazja jedyna w swoim rodzaju.   Spotkały się w Polsce po raz pierwszy. Polubiły jeszcze bardziej, uzgodniły szczegóły. </strong></p>
<p><strong>Holandia stała otworem. Smutek mnie ogarnął na wiadomość o ich pierwszym spotkaniu i o podjęciu decyzji o wyjeździe. Nie miałam wpływu na to, co zrobi Krystyna i na to co czuje w chwili jej wyjazdu. </strong></p>
<p><strong>Żałowałam, że nie udało się nam spotkać. Bałam się, że stracę z nią kontakt. Zbliżał się koniec roku. Smutek potęgowała  kończąca się jesień , początek rozchlapanej zimy. </strong></p>
<p><strong>Długie wieczory miały nabrać smutnego klimatu. I tak było. Wyjechała obiecując jednak szybki kontakt tuż po zorganizowaniu sobie życia w obcym kraju wśród nowych ludzi. Czekałam na jej sygnał bardziej niż na cokolwiek innego od dawna. Czekałam i się doczekałam. Ten dzień nadszedł  kilka tygodni później.</strong></p>
<p><strong>Kilka bardzo długich tygodni później. Moja radość była ogromna.</strong></p>
<p><strong>Krystyna, drobna niska czarnula. Dwudziestoośmiolatka z kilkoma kompleksami. Od urodzenia nieco chorowita. Przeszła kilka pobytów  w szpitalu. Jest jedynaczką więc wciąż otoczona ogromnym parasolem przez jej rodziców. Mimo wieku i dojrzałości wciąż pozostaje ich małą schorowaną dziewczynką.   W myśl zasady &#8211; zagłaskać kotka na śmierć Krysia postanowiła jak najszybciej  usamodzielnić się i zdobyć niezależność. Skończyła z wyróżnieniem AE. W rozrzewnieniem wspomina okres nauki. Lata studenckie spędziła w innym mieście z dala od troskliwych rodziców.  Nauczyła się samodzielności.  Nauka przychodziła jej bez szczególnego wysiłku. Zaliczała kolejne lata bez trudu ku zazdrości młodzieży studiującej z nią. Mimo łatwości w zdobywaniu wiedzy zaskarbiła sobie sympatię bardzo wielu osób na uczelni. </strong></p>
<p><strong>Pojawiła się także ona. Beata  studiowała z nią na roku. Mieszkały razem w akademiku. Świetnie się rozumiały, razem uczyły i razem szalały na imprezach studenckich. Stanowiły parę przez ponad 3 lata. Później ich miłość wygasał. </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=260</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=258</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=258#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Jul 2009 09:57:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=258</guid>
		<description><![CDATA[Pogawędki z czata szybko przeniosły się na GG. Rozmowy wciąż wyciągały się w czasie, potrafiłyśmy spędzić wspólnie w sieci pół nocy. Zwierzałyśmy się sobie. Ona wciąż mówiła o tym, jak bardzo jest jej źle w domu rodzinnym. Jak krzywdzą ja rodzice, którym opowiedziała niedawno o swojej orientacji seksualnej. Matka wciąż robiła jej awantury, wypierała się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pogawędki z czata szybko przeniosły się na GG. Rozmowy wciąż wyciągały się w czasie, potrafiłyśmy spędzić wspólnie w sieci pół nocy. Zwierzałyśmy się sobie. Ona wciąż mówiła o tym, jak bardzo jest jej źle w domu rodzinnym. Jak krzywdzą ja rodzice, którym opowiedziała niedawno o swojej orientacji seksualnej. Matka wciąż robiła jej awantury, wypierała się jej. Ciągłe konflikty i agresja najbliższych zmuszała ją do ucieczek z domu. Wielokrotnie w trakcie rozmowy ze mną gwałtownie przerwała dialog, znikała z netu, na drugi dzień tłumaczyła swoje zachowanie awanturą z mamą i ucieczką z domu. W ramach wyjaśnień dodam tylko, nie opowiadam historii o nieletniej dziewczynce poznanej w internecie. Obie zbliżałyśmy się wielkimi krokami do okrągłej trzydziestki. </strong></p>
<p><strong>Krystyna (przyjmijmy, że tak właśnie ma na imię) należała do osób chorowitych. Wciąż akcentowała w naszych pierwszych rozmowach, że są tematy, na które nie lubi rozmawiać bo wspominanie o nich sprawia jej ból, że przyjdzie może kiedyś moment, gdy uda się przede mną otworzyć. Starałam się być osobą taktowną. Czując , że wkraczam na niebezpieczny temat rakiem wycofywałam się nie chcąc burzyć spokoju mojej ulubionej rozmówczyni. Po kilku tygodniach codziennych wieczornych rozmów Krystyna poinformowała  mnie, że przez najbliższe dni albo tygodnie nie będzie jej w necie ponieważ idzie do szpitala. Nie chciała wyjawić szczegółów, nie nalegałam- wiedziałam jednak , że będzie mi bardzo brakowała jej towarzystwa. Przywykłam do jej obecności, polubiłam nasze rozmowy. Fantastycznie jest móc zasypiać po miłej rozmowie z uśmiechem na ustach. Krystyna sprawiała, że świat stawał się bardziej kolorowy. Było mi dobrze w jej wirtualnym towarzystwie. Zauroczyła mnie sobą. Nie chciałam nic bardziej na świecie jak bliżej ją poznać i przekonać się, jak bardzo uroczą jest osoba w realnym świecie.</strong></p>
<p><strong>Wracając do meritum, Krystyna powiedziała mi, że idzie do szpitala i wróci za jakiś czas.  Naprawdę przejęłam się jej losem. Poprosiłam w ramach spontanicznego odruchu o numer telefonu komórkowego. Bez oporów podała mi go bez prośby nawet o mój numer. Powiedziała tylko, że będzie jej miło gdy czasem o niej pomyślę i się odezwę. Swoją postawą wzbudziła moją ufność. Czyż to nie cudowne? Zaufała mi bez konieczności narażania mnie na kłopoty.</strong></p>
<p><strong> Następnego dnia bez opamiętania pisałam do niej smsy mimo, że nie mogłam liczyć na odpowiedz. Mimo mojej ufności wiadomości wysyłałam z bramki internetowej. Nieobecność Krystyny trwała kilka dni. Wróciła  wreszcie ku mojej ogromnej radości. Serdecznie dziękowała za smsy. Twierdziła, że pozwoliły jej przetrwać trudne chwile, że to cudowne uczucie mieć świadomość, że gdzieś ktoś wciąż myśli ciepło i wspiera duchowo. Ujęła mnie jej podejście do mojej osoby. Pisała to co chciałam usłyszeć. Była cudowna, wręcz doskonała w każdej kwestii. Nasz zwyczaj pogawędek wirtualnych został przywrócony. Znów było cudownie, mimo że Krystyna wciąż wspominała o swoim kiepskim zdrowiu. Przepraszała za chwile złego samopoczucia co było spowodowane  chorobami i zachowaniem mamy, która mimo chorób jedynej córki wciąż robiła jej tzw.? jazdy? w domu. Było mi jej żal, starałam się  wywoływać na jej buzi uśmiech. Chciałam aby choć w moim towarzystwie czuła się dobrze. Zapewniała z resztą, że tak jest. Wiele słodkich słów skierowanych do mnie sprawiło, że żyłam jak w amoku. Czekałam każdego dnia na wieczór z nią. Chciałam ją poznać. Spotkać się z nią. Wszystko czego teraz pragnęłam było skierowane przeciwko mnie. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam. Byłam spragniona przygody z kimś cudownym. Znajomość z nią dawała perspektywy na coś niesamowitego. Jednego z naszych wieczorów znowu wojnę rozpętała mama Krysi. Przerwana brutalnie rozmowa awanturą w domu rodzinnym Krystyny sprawiła, że podałam jej swój numer telefonu. Poprosiła o możliwość porozmawiania ze mną poza siecią za chwilę, gdy tylko wyjdzie z domu. Znowu musiała uciekać, zejść z oczu swojej rodzicielce. Zastanawiałam się jak może matka tak traktować własne dziecko. Przecież ją krzywdziła. Krysia zadzwoniła chwilę po wyjściu z internetu i z domu. Miała cudny głos, oczarowała mnie jeszcze bardziej. Cieszyłam się, że mogę ja usłyszeć. Że  możemy porozmawiać. Ten wieczór był inny od poprzednich.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=258</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 26-cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=249</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=249#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 20 Jul 2009 09:52:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=249</guid>
		<description><![CDATA[Seks to zwykła, rozrywkowa sprawa.
Od dnia powrotu Marka do domu, nasze życie wróciło do normy. Znowu było poukładane i spokojne. Praca, przedszkole, popołudnia z rodziną. Starałam się dość często odwiedzać mamę. Cieszyła się, gdy niespodziewanie pojawiałam się na obiad czy kolację.
Któregoś razu zabrałam ze sobą Karolinę z Julią. Mama polubiła dziewczyny.
Powiedziałam oczywiście, że mieszkamy razem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><strong>Seks to zwykła, rozrywkowa sprawa.</strong></p>
<p style="text-align: left;">Od dnia powrotu Marka do domu, nasze życie wróciło do normy. Znowu było poukładane i spokojne. Praca, przedszkole, popołudnia z rodziną. Starałam się dość często odwiedzać mamę. Cieszyła się, gdy niespodziewanie pojawiałam się na obiad czy kolację.</p>
<p>Któregoś razu zabrałam ze sobą Karolinę z Julią. Mama polubiła dziewczyny.</p>
<p>Powiedziałam oczywiście, że mieszkamy razem od niedawna i że Karolina pracuje z nami w firmie Pawła. Wszystko brzmiało dość sensownie i wiarygodnie?było w końcu prawdą.</p>
<p>Od tamtych odwiedzin, mama za każdym razem gdy u niej byłam przekazywała przez mnie jakieś słodycze dla Julki i zapasy żywności dla naszej trójki. Zapanowała fajna rodzinna atmosfera.</p>
<p> W listopadzie w związku z przedłużonym weekendem związanych ze świętem zmarłych Karolina z małą wybrały się na kilka dni do domu rodzinnego. Karolina chciała z rodzina odwiedzić groby bliskich. Ja zostałam w Warszawie, tradycyjnie jak co roku, pierwszego listopada pojechaliśmy z mamą i Pawłem na cmentarz. Dzień zadumy, wspomnień?wspólny obiad. Wieczorem wróciłam do pustego mieszkania. Odwykłam od ciszy. Brakowało mi wygłupów Julii i bliskości Karoliny.</p>
<p> Zajrzałam na swój blog. Dawno nie zamieszczałam żadnej notatki. Tego dnia była dobra okazja do opisania mojej historii, związanej z osobą poznaną w Internecie. To były dość bolesne dla mnie wspomnienia, ale już dawno postanowiłam kiedyś o nich opowiedzieć.</p>
<p> Zaczęłam pisać i zamieszczać w częściach swoją historię.</p>
<p> <strong>BLOG ? ? Seks to zwykła, rozrywkowa sprawa? </strong></p>
<p><strong>Zależy mi bardzo aby ta historie poznały wszystkie osoby bywające w sieci, korzystające z portali przeznaczonych dla osób homoseksualnych. Chciałabym móc uchronić przed niebezpieczeństwem każdą z osób która w wyniku beznadziejnej samotności szuka ratunku na czatach. To nie jest tekst anty-czatowy. Nie chcę aby ktoś pomyślał, że chcę zniechęcać ludzi do zaglądania do internetu. Wciąż uważam, ze to jeden z niewielu sposobów na poznanie osób takich jak ja. Moim celem jest wskazanie błędów jakie ja zrobiłam przy tej znajomości. Teraz z perspektywy czasu je widzę. Wtedy świata poza nią nie widziałam mimo że drobne wskazówki powinny były mi dać do myślenia już bardzo dawno temu. </strong><strong></strong></p>
<p><strong>Przeczytajcie uważnie, bardzo Was proszę to co chcę opowiedzieć.</strong><strong></strong></p>
<p><strong>Może i Wy teraz dajecie się komuś zabawić sobą. Nic dobrego z tego nie będzie. Ja to już wiem. Pozostaje smutek i ból, sama nie wiem co większe. Upokorzenie, zniesmaczenie, wstręt do ludzi i samej siebie. Wspomnienia, wciąż tak żywe sprawiają szarpanie rany która próbuje się goić. Mimo wszystko chcę o tym opowiedzieć. </strong><strong> </strong></p>
<p><strong>Poznałam ją na czacie jakieś czas temu. Nie ważne w tej chwili na którym, mało istotne jaki miała nick. Była, istniała każdego dnia gdy zaglądałam na ta stronę. Miło się nam rozmawiało. Każdego wieczoru było fajniej. Wciąż dowiadywałyśmy się o sobie nawzajem cos nowego. Było cudownie, każda z Was zapewne przeżywała coś w tym rodzaju. Szybko upływający czas na czacie, wciąż niedosyt informacji. Wciąż jej mało i mało. Klasyka znajomości internetowych. Kiedy pierwszy raz rozmawiałyśmy powiedziała mi o sobie dość dużo. Po pierwszych minutach wiedziałam skąd jest, ile ma lat, jak ma na imię. Jakie stosunki panują w jej domu rodzinnym. Co robi aktualnie. Dlaczego zagląda do sieci i na czat dla les. Kierowała nią chęć wyżalenia się. Niedawno została skrzywdzona przez kogoś bardzo dotkliwie. Ktoś zranił ją bardzo. To była dziewczyna, którą kochała z wzajemnością, ale w życiu jej ukochanej pojawiła się inna kobieta i stad rozstania, cierpienia i wszystko co towarzyszy rozpadowi związku.</strong></p>
<p><strong>Jej opowieści brzmiały sensownie. Wzbudzała we mnie żal. Ale nie on mną kierował . Odczuwałam chęć poznania kogoś kto był podobny do mnie. Moja rówieśnica, osoba samotna , bardzo inteligentna, o podobnym poczuciu humoru. Nadawałyśmy na tych samych falach. Zgadzałyśmy się w wielu kwestiach dotyczących otaczającego nas świata. </strong></p>
<p><strong>cdn.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=249</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 25-cz.8</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=247</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=247#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 18 Jul 2009 09:20:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=247</guid>
		<description><![CDATA[Zdesperowane już całkiem, chwilę po południu postanowiłyśmy odszukać pana prokuratora osobiście. Weszłyśmy do prokuratury z pytaniem, czy pan prokurator jest jeszcze w obiekcie i czy przypadkiem o nas nie zapomniał i nie poszedł np. na jakąś rozprawę do sądu. Pani w portierni odszukała nasze poprzednie przepustki, zapewniła że pan prokurator naprawdę ma spotkanie z szefami [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zdesperowane już całkiem, chwilę po południu postanowiłyśmy odszukać pana prokuratora osobiście. Weszłyśmy do prokuratury z pytaniem, czy pan prokurator jest jeszcze w obiekcie i czy przypadkiem o nas nie zapomniał i nie poszedł np. na jakąś rozprawę do sądu. Pani w portierni odszukała nasze poprzednie przepustki, zapewniła że pan prokurator naprawdę ma spotkanie z szefami i trochę się ono przeciąga i wpuściła nas na górę abyśmy mogły poczekać pod pokojem pana prokuratora. Usiadłyśmy obie na drewnianej , bardzo niewygodnej ławce tuz pod wejściem do gabinetu. I nic się nie działo, mijały kolejne kwadranse a my nie wiedziałyśmy czy przypadkiem nie powinnyśmy już dawno być w  drodze to Warszawy.</p>
<p> Po jakiejś godzinie stanął przed nami miły i uśmiechnięty pan prokurator. Rzucił radośnie, że cierpliwość się opłaciła, i że pan Marek już dzisiaj opuści mury aresztu.</p>
<p>Wreszcie doczekałyśmy się jakiś dobrych wieści. Aż miałam ochotę ucałować pana?w porę jednak uświadomiłam sobie, że nie powinnam tego robić.</p>
<p>Obiecano nam, że za jakieś półtora do dwóch godzin możemy się spodziewać Marka w bramie aresztu. Procedury więzienne zajmowały im sporo czasu?ale czymże były dwie godziny w obliczu całego beznadziejnego tygodnia? Krótką chwilką.</p>
<p> Gdy wychodziłyśmy z gmachu, obie odczuwałyśmy niesamowita lekkość. Ostatnio coś takiego przeżywałam wiele lat temu, po zdaniu matury albo po obronie  dyplomu.</p>
<p> Kasia zadzwoniła do restauracji, zapytać czy wszystko jest ok. Powiedziała, że wróci z Markiem wieczorem. Ja w tym czasie przerwałam pracę Karolinie. Podzieliłam się z nią swoją radością. Karolina była bardzo zadowolona, że wszystko już było za nami.</p>
<p> Postanowiłyśmy ostatnie dwie godziny oczekiwania spędzić w miły sposób. Wybrałyśmy się do jakiejś restauracji na obiad, mimo braku apetytu z rozsądku raczej zjadłyśmy ciepły posiłek. Dopiero teraz Kasia przyznała się, że w ciągu tego tygodnia prawie nic nie jadła. Przy życiu trzymała ją tylko kawa i papierosy.</p>
<p>Po obiedzie poszłyśmy do pewnej kawiarenki tuz obok aresztu. Tutaj smak kawy i papierosa był nie do zapomnienia. Nigdy wcześniej chyba nie delektowałam się takim klimatem jak teraz. Upajałam się wreszcie spokojniejszą atmosferą. Widziałam, że z Kasi powoli schodziło negatywne powietrze. Zaczynała psychicznie odpoczywać.</p>
<p> </p>
<p>Dwie godziny minęły tym razem dość szybko. Minęła już dawno godzina 15 a Marka wciąż nie było widać w bramie aresztu. Zaczęłyśmy się denerwować. Podeszłam do okienka wartownika, z pytaniem czy przypadkiem nie przegapiłyśmy czyjegoś wyjścia. Powiedział, że w tym dniu jeszcze nikt nie był wypuszczony. Co chwilę duża metalowa i ciężka brama się otwierała z trzaskiem ale za każdym razem to był ktoś obcy.</p>
<p>Czas znowu przestał być dla nas łaskawy. Stanął w miejscu. Byłyśmy na nowo zrezygnowane. Oszukane?.załamane.</p>
<p>Gdy wszystkie dobre emocje nas opuściły brama nieznacznie się uchyliła i stanął w niej Marek. Z zarzuconą na ramię torbą, uśmiechnięty przystanął na sekundę, rozejrzał się dookoła i ruszył przed siebie. Na początku nas nie widział, dopiero gdy zrobił kilka kroków poznał swój samochód. Uśmiechnął się jeszcze bardziej, nawet jego oczy były teraz uśmiechnięte.</p>
<p> </p>
<p>Wysiadłyśmy z auta idąc mu naprzeciw. On był zadowolony i uradowany a my zmęczone tym dniem stałyśmy ze łzami w oczach czekając na przywitanie.</p>
<p>Kasia wtuliła się w jego ramiona i zaczęła płakać. Ja nieco z tyłu również byłam wzruszona. Marek zauważył i moje łzy, przygarnął mnie do drugiego ramienia i staliśmy tak przez  chwilę milcząc.</p>
<p>Dopiero po jakimś czasie Marek przemówił:</p>
<p>-No dziewczyny, jesteście wielkie. Normalnie wyciągnęłyście mnie z pudła. Dziękuję, jestem wam dozgonnie wdzięczny.</p>
<p>-Bo wiemy, że jesteś niewinny ? bo jesteś prawda?- powiedziała Kasia zaglądając Markowie głęboko w oczy</p>
<p>Marek skinął głową.</p>
<p>-Winny czy nie i tak mamy ochotę cię rozszarpać- dodałam poważnie.</p>
<p>-Za co? &#8211; z uśmiechem zapytał Marek.</p>
<p>-Za to, że nam zorganizowałeś taki cudowny tydzień.- Powiedziała Kasia.</p>
<p>-Wiesz, co my przeżywałyśmy w domu?- dodałam z wyrzutem.</p>
<p>-Wiem, ja też wszystko przeżywałem. Myślicie, że się tutaj świetnie bawiłem?</p>
<p>-No pewnie nie, ale dlaczego nie zadzwoniłeś? Nie dałeś znaku życia przez kilka dni!- Kasia zaczęła ostro atakować brata.</p>
<p>-Nie dzwoniłem, bo nie miałem jak, nie zauważyłem w celi budki telefonicznej. Pozwolono wykonać mi jeden jedyny telefon w chwili, gdy przywieźli mnie do Katowic. Był środek nocy więc po co i do kogo miałem dzwonić? ?bronił się Marek</p>
<p>-Choćby do mnie- czekałam przecież!- Kasia nie kryła wzburzenia.</p>
<p>-No w sumie mogłem, przepraszam. Wiedziałem, że mogę na ciebie i dziewczyny liczyć. Spisałyście się na medal. Naprawdę. Chyle przed wami czoła.</p>
<p>-Gdybyś wtedy zadzwonił wypuściliby cię w ciągu 48 godzin gdyby adwokat zainterweniował natychmiast. A tak zmarnowałeś tam tydzień.- powiedziała Kasia zapalając z nerwów papierosa.</p>
<p>Markowi zaświeciły się oczy na widok porządnych papierosów. Poprosił o jednego. Kasia wyjęła z torby paczkę specjalnie kupioną dla Marka, z jego ulubionymi papierosami. Złość powoli jej mijała. Cieszyła się, że brat jest już obok niej i że razem wracają do domu.</p>
<p> Staliśmy jeszcze chwilę pod gmachem sądu, prokuratury i aresztu paląc papierosy i opowiadając sobie o przeżyciach z ostatniego tygodnia.</p>
<p>Na szczęście wszystko co złe było już daleko za nami.</p>
<p>Marek stwierdził, że miał dużo czasu na przewartościowaniu sobie wielu ważnych spraw życiowych. Zrozumiał, co w życiu jest tak naprawdę ważne. Niby zawsze to wiedział a jednak nie zdawał sobie sprawy, że jest tym szczęściarzem, który tak naprawdę ma wszystko do szczęśliwego życia. Jeszcze nie dawno wiedział, że tak jest i już. Teraz potrafił się tym cieszyć.</p>
<p>Opowiadał o każdym dniu swojego pobytu w areszcie. Opisywał ludzi, których przez ten tydzień spotkał. Wspominał o warunkach jakie panują w tego typu miejscach.</p>
<p>Całą drogę o czymś mówił. Buzia mu się nie zamykała. A my z Kasią byłyśmy wykończone. Miałyśmy ochotę położyć się spać na kilka dni bez przerwy.</p>
<p>Ale najważniejsza była radość, którą odczuwałyśmy. Ogromna radość i ulga.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=247</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 25-cz.7</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=245</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=245#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Jul 2009 13:28:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=245</guid>
		<description><![CDATA[W weekend próbowałyśmy zrobić wszystko aby Kasia mogła się odstresować. W sobotę wieczorem zorganizowałyśmy babski wieczorem. Siedziałyśmy pół nocy w kuchni, piłyśmy whisky z colą i paliłyśmy papierosy. Gadałyśmy o wszystkim, co nie tyczyło się Marka i gangu. Najwdzięczniejszym tematem były oczywiście dzieci. Śmiałyśmy się głośno, gdy alkohol zaczął mocniej szumieć w głowach. Dzieci słodko [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">W weekend próbowałyśmy zrobić wszystko aby Kasia mogła się odstresować. W sobotę wieczorem zorganizowałyśmy babski wieczorem. Siedziałyśmy pół nocy w kuchni, piłyśmy whisky z colą i paliłyśmy papierosy. Gadałyśmy o wszystkim, co nie tyczyło się Marka i gangu. Najwdzięczniejszym tematem były oczywiście dzieci. Śmiałyśmy się głośno, gdy alkohol zaczął mocniej szumieć w głowach. Dzieci słodko spały w Julki pokoju, ta wspólna noc była z reszta ich pomysłem.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">A nam to bardzo odpowiadało. Uzgodniłyśmy, że pojadę z Kasią po Marka do Katowic.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Stwierdziłyśmy, że najlepiej byłoby, gdybyśmy pojechały w niedziele wieczorem aby raniutko móc go odebrać z aresztu i szybko wrócić do domu.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Karolina oczywiście zadeklarowała pomoc przy dzieciach.<span style="mso-spacerun: yes;">  </span>Ja w pracy w piątek wspomniałam, że prawdopodobnie będę potrzebowała poniedziałek wolny. Szefowa bez problemu się zgodziła, prosiła tylko rano o telefon z potwierdzeniem nieobecności. Zarezerwowałam w pobliżu prokuratury przez Internet hotel, abyśmy miały gdzie się zatrzymać po przyjeździe do Katowic.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">W niedziele wieczorem ruszyłyśmy autem Marka do Katowic. Nie śpieszyło się nam, pogoda była ładna, jechałyśmy powoli bez szaleństwa.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Przed północą byłyśmy na miejscu. Pokój na nas czekał. Całą drogę prowadziła Kasia, nie była jednak zmęczona. Nie miała ochoty na sen. Zeszłyśmy do hotelowego drinkbaru na lampkę wina. Rozmawiałyśmy chwilę o tym, że za chwilę skończy się ten cały koszmar. Kasia zażartowała, że jak złapie Marka w swoje ręce, za te noce nieprzespane oberwie porządnie. To nic, że to nie jego wina. Dopisywał nam nawet dość dobry humor. Nasz horror właśnie się kończył. Jutro rano miałyśmy tylko wpłacić na konto prokuratury kaucję i z potwierdzeniem wpłaty odebrać Marka z aresztu.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Rano byłyśmy na nogach już przed siódmą. Bank, który najwcześniej otwierał swoje drzwi startował dopiero o godzinie 8. Stałyśmy przed wejściem ku zdziwieniu obsługi banku.<span style="mso-spacerun: yes;">  </span>Po dokonaniu wpłaty pojechałyśmy prosto do prokuratury. Kasia zadzwoniła do pana prokuratora z informacją, że właśnie wpłaciła kaucję i chciałaby odebrać brata z aresztu, zgodnie z wcześniejszymi uzgodnieniami. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Twarz Kasi smutniała z sekundy na sekundę, gdy słuchała co mówi prokurator.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Widziałam, że znowu cos jest nie tak.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Kasia podziękowała i wyłączyła telefon. Znowu miała łzy w oczach.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Co się stało?- zapytałam</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Prokurator powiedział, że dzisiaj go nie wypuszczą, bo maja u siebie jakąś kontrolę rangi państwowej i maja wstrzymane wszystkie wyjścia do końca tygodnia. ? powiedziała Kasia- powiedział tylko abyśmy jednak mimo wszystko przyszły do niego porozmawiać.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Możemy iść tam teraz?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Tak, powiedział że czeka na nas.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Kilka minut później byłyśmy w pokoju pana prokuratora. Sympatyczny mężczyzna około trzydziestki. Mimo młodego wieku był niemal całkiem łysy. Stresująca praca zapewne. Był dla nas bardzo miły. Poprosił o dowód wpłaty kaucji. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Zaczął się tłumaczyć. Twierdził, że nie w jego gestii leży podejmowaniu decyzji o wyjściach aresztantów.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Prosiłyśmy go obie, aby może coś zrobił, bo przyjechałyśmy taki kawał drogi specjalnie po Marka, a pod koniec tygodnie będzie nam ciężko znowu zostawić wszystko i przyjechać. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;"> </span>Wreszcie powiedział, że za godzinę ma spotkanie ze wszystkimi szefami i zobaczy co się da zrobić. On jako prokurator nie widział przeciwwskazań wypuszczenia Marka. Poprosił<span style="mso-spacerun: yes;">  </span>abyśmy nie wyjeżdżały jeszcze z Katowic. Za godzinę miałyśmy do niego zadzwonić.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Wróciłyśmy do hotelu zrezygnowane. Nawet nie dzwoniłam do Karoliny, aby jej nie denerwować. Po bardzo długiej godzinie Kasia wykonała telefon. Prokurator poprosił o cierpliwość i kolejny telefon za 40 minut gdyż narada z szefami jeszcze się nie odbyła.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Czas stał w miejscu. Wciąż nie wiedziałyśmy, czy nasz przyjazd nie był na marne.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Nie wytrzymałyśmy czterdziestu minut. Po trzydziestu prokurator poprosił o kolejne pół godziny. Musiałyśmy zwolnic pokój hotelowy. Postanowiłyśmy zrobić to teraz zabijając czas jakimkolwiek zajęciem. Spakowałyśmy nasze rzeczy, wrzuciłyśmy wszystko do bagażnika. Podziękowałyśmy w recepcji za gościnę, zdałyśmy klucze i podjechałyśmy autem pod prokuraturę. Cała ta operacja trwała dokładnie pół godziny. Teraz , gdy siedziałyśmy w aucie , gotowe do drogi powrotnej ? pan prokurator nie odbierał telefonu. Próbowałyśmy z częstotliwością co kilka minut i wciąż nikt nie podnosił słuchawki. Mijała druga godzina pod gmachem sądu i aresztu i wciąż nie wiedziałyśmy jak wygląda sytuacja. W ten poniedziałek mijał dokładnie tydzień naszego koszmaru. Tydzień beznadziejnej bezradności, braku informacji?.. czekanie. Byłyśmy od tygodnia skazane na bezustanne czekanie.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=245</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 25-cz.6</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=243</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=243#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Jul 2009 16:00:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=243</guid>
		<description><![CDATA[Czas stanął w miejscu. Piątek, dzień spotkania Bartka z prokuratorem i Markiem nie chciał wcale nadejść. Czwartek był najdłuższym dniem w naszym życiu. W nocy z czwartku na piątek na bloku umieściłam krótką notatkę:
 
BLOG ? ? Piątek 13-tego?
Czuję, że to będzie dobry dzień&#8230; Zawsze ta data przynosiła mi farta. 
Szczególnie, gdy trzynasty wypadał w piątek.
Mam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Czas stanął w miejscu. Piątek, dzień spotkania Bartka z prokuratorem i Markiem nie chciał wcale nadejść. Czwartek był najdłuższym dniem w naszym życiu. W nocy z czwartku na piątek na bloku umieściłam krótką notatkę:</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">BLOG ? ? Piątek 13-tego?</span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">Czuję, że to będzie dobry dzień&#8230; Zawsze ta data przynosiła mi farta. </span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">Szczególnie, gdy trzynasty wypadał w piątek.</span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">Mam przeczucie, że ten dzień przyniesie same dobre rzeczy&#8230;.trzymajcie kciuki!</span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">Dziękuję serdecznie za troskliwe e-maile, smsy i telefony.</span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">Wybaczcie przerwy w notatkach, wiem że jest kilka osób, które bardzo czekały. </span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">Obiecuję, że jak już wszystko się poukłada tak jak powinno &#8211; nadrobię wszelkie zaległości na blogu i w korespondencji. </span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">Daję moje słowo honoru&#8230;.Dzisiaj będzie dobry dzień!</span></span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">I pokrzepiające myśli blogowiczek:</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p><span class="geti"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;; mso-bidi-font-size: 7.5pt;"><span style="font-size: small;">@oby ten dzień był wyjątkowy <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> ))/ F.</span></span></strong></span></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">@Taaak&#8230;to NA PEWNO będzie DOBRY dzień&#8230;/ A.</span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">@życzę, abyś każdego kolejnego dnia wstawała z nastawieniem, że to będzie dobry dzień <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  i oby każdy taki był <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> / N.</span></span></strong></p>
<p style="text-indent: 35.4pt;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">@BĘDZIE!!&#8230;Nie dziękuję&#8230;jedynie pozdrawiam serdecznie!:) / B.</span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;"> </span></span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Wizyta była wyznaczona no godzinę 10 rano. Najpierw prokurator, później widzenie z Markiem.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Drżałyśmy przy telefonach w oczekiwaniu na wiadomość, że już wracają razem. Niestety telefon milczał. Bartek zadzwonił dopiero przed 16. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Nie miał zbyt dobrych wiadomości. Niestety Marek nie mógł jeszcze<span style="mso-spacerun: yes;">  </span>z nim wrócić. Ale nie było też bardzo źle, bo prokurator obiecał, że można po niego przyjechać w poniedziałek. W piątek o tej porze wszyscy ważni w prokuraturze mieli już przerwę weekendową. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Byłam wściekła, rozżalona?. I przede wszystkim osłabiona bezradnością.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Kasia była kłębkiem nerwów. Nie wiedziałam jakim cudem udaje jej się ukrywać przed dziećmi swój niepokój. Maluchy ani przez moment nic nie podejrzewały.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Bartek po krótce przedstawił nam sytuacje. CBŚ rozpracowywał od bardzo dawna poważną grupę przestępczą z Warszawy, która miała powiązania z Krakowem. Grupa ta zajmowała się ściąganiem haraczy,<span style="mso-spacerun: yes;">  </span>handlem narkotykami na dużą skalę, zamachami terrorystycznymi, prostytucją itd. A więc najcięższymi przestępczymi na ogromna skalę. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Marek kontraktował się z ludźmi z tego środowiska, co nie było dla nas zaskoczeniem. Wiedziałyśmy, że ludzie z gangu są częstymi klientami restauracji i klubów Marka. Witał się z nimi serdecznie, gdy odwiedzali lokale. Podawał im dłoń. Z wyjaśnień i przesłuchań zatrzymanych osób wynikało, że Marek brał udział w procederze przestępczym. Był widziany w towarzystwie gangsterów poza swoimi lokalami. Prokuratura dysponowała zeznaniami oskarżonych oraz zdjęciami wykonanymi podczas trwania śledztwa. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Wszystko to brzmiało mało prawdopodobnie, ale pewności stuprocentowej nie miałyśmy.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Wszystkie natomiast byłyśmy przekonane na 100 %, że Marek zawsze brzydził się narkotykami i prostytucją. Nie tolerował tych dwóch rzeczy. Potrafił kiedyś wyprosić gościa z restauracji, gdy zorientował się, że pan ten wychodzi do toalety aby zażyć kokainę. Mimo poważnego wieku i funkcji nic Marka nie powstrzymało aby go wyprowadzić z lokalu. Najważniejsze teraz było to, że w poniedziałek Marek wróci do domu i sam nam wszystko wyjaśni.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=243</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 25-cz.5</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=241</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=241#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Jul 2009 22:17:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=241</guid>
		<description><![CDATA[Bartek zapytał, czy dysponujemy w razie czego gotówką, która byłaby potrzebna na kaucję.
Pokiwałyśmy głowami, byłyśmy pewne, że wspólnymi siłami jakaś większa kwota się powinna uzbierać.
Adwokat przygotował pełnomocnictwa, Kasia je wszystkie podpisała upoważniając Bartka do obrony Marka.
 
Postanowiłyśmy nie pakować dla Marka żadnych rzeczy na wszelki wypadek. Do świadomości dopuszczałyśmy jedna ewentualność- Marek wróci z Bartkiem do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Bartek zapytał, czy dysponujemy w razie czego gotówką, która byłaby potrzebna na kaucję.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Pokiwałyśmy głowami, byłyśmy pewne, że wspólnymi siłami jakaś większa kwota się powinna uzbierać.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Adwokat przygotował pełnomocnictwa, Kasia je wszystkie podpisała upoważniając Bartka do obrony Marka.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Postanowiłyśmy nie pakować dla Marka żadnych rzeczy na wszelki wypadek. Do świadomości dopuszczałyśmy jedna ewentualność- Marek wróci z Bartkiem do domu.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">A jeśli się nie uda? nie chciałam nawet o tym myśleć. Trzy miesiące, niby mało?a w takiej sytuacji wieczność.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Następnego dnia zaczęli docierać do Kasi przyjaciele Marka, którzy dowiedzieli się poczta pantoflową co się stało. Proponowali pomoc. Pytali jak Kasia sobie radzi z dziećmi i restauracją. Wszystkie trzy byłyśmy naprawdę wzruszone takimi gestami. Kilka osób zadeklarowało pomoc finansową, gdyby taka była potrzebna. Na szczęście nie była, Kasia miała na swoim koncie jakieś oszczędności. Awaryjnie my mogłyśmy wysupłać kilka tysięcy złotych. Ale taka chęć niesienia pomocy ze strony najmniej o to podejrzanych najbardziej nas poruszyła. Zamieściłam na blogu notatkę.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">BLOG ? ? Przyjaźń, rodzina, miłość, bezpieczeństwo?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Chciałabym dzisiaj?większość przemilczeć. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Przechodzę właśnie dość traumatyczne przeżycia. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Najgorsze jest to, że kompletnie nie mam wpływu na to, co się dzieje. Jestem bezsilna i bezradna jak dziecko. Mogę jedynie przetrzymać najgorsze. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Wiem, że wszystko to brzmi zagadkowo- chciałabym aby tak na tą chwilę zostało. To mój bezpieczny margines prywatności?wybaczcie za niego. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Takie gwałtowne przeżycia, chwile strachu, grozy wywołały we mnie dość dużo przemyśleń , które wypełniają mi teraz bezsenne noce. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Dwa wątki główne kierują ostatnio moimi myślami. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Pierwszy to ? siła uczuć rodzinnych w relacjach ? rodzice- dziecko czy rodzeństwo miedzy sobą, chęć chronienia i dawania poczucia bezpieczeństwa. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Drugi wątek to moc wsparcia od przyjaciół. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Trudne ? podbramkowe sytuacje wywołują współczucie u innych- to sprawa oczywista. Współczujemy biednej sąsiadce emerytce, bezrobotnemu koledze, żebrakowi proszącemu o jałmużnę czy osieroconym dzieciom z placówki wychowawczej. Mało tego, czasami pomagamy. Bezinteresownie , w zamian za poczuciem zrobienia dobrego uczynku. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Na co dzień odczuwamy duży komfort psychiczny mając zawsze poczucie wsparcia i obecności naszych najbliższych. Nie czujemy się tak dobrze, gdy ktokolwiek z członków naszej <span style="mso-spacerun: yes;"> </span>najbliższej rodziny znika z pola naszego widzenia na dłużej. A wręcz fatalnie jest- gdy nie mamy np. kontaktu telefonicznego choćby przed dwa dni. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Dobre rodzeństwa łączy zazwyczaj ten rodzaj więzi emocjonalnej, która gwarantuje bezpieczeństwo dnia codziennego. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Przyjaźń?to dobre słowo. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Autorytet?kolejne dobre słowo. Możność przeprowadzania szczerej rozmowy na każdy temat, w każdej kwestii gwarancja otrzymania <span style="mso-spacerun: yes;"> </span>porady. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Bezpieczeństwo. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">Z każdej sytuacji, nawet tej najbardziej beznadziejnej, są zawsze jakieś wyjścia i wystarczy wybrać to najlepsze a wtedy wszystko zakończy się dobrze. Tego uczy nas obecność rodzeństwa. Każdy konflikt czy problem maleje przy takim podejściu do życia. </span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">W zamian za odwagę i szczerość podejmowania trudnych tematów ? otrzymujemy bezinteresowne wsparcie, pomoc i dużo miłości .</span></span></strong></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Od dnia podpisania paktu o przyjaźni<span style="mso-spacerun: yes;">  </span>wzajemne relacje stają się zazwyczaj tak dobre, że lepsze nie mogłyby już chyba być. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">A refleksja nad tym wszystkim przychodzi w chwilach, gdy jesteśmy w danej sytuacji sami, gdy przyczyn niezależnych nie możemy tym razem liczyć na pomoc z tej strony czyli od rodzeństwa. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Natomiast, ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu ? okazało się, </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">że możemy liczyć na całą rzeszę innych osób, które na co dzień mamy blisko siebie. Chęć niesienia pomocy wyrażają wierni przyjaciele, co do których zawsze mieliśmy pewność, jak również osoby- które nawet nie byłyby podejrzane o takie gesty. Wychodzi na to, że nawet </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">w chwilach takiej samotności nazwijmy to ? sytuacyjnej- zawsze możemy czuć się bezpiecznie i liczyć na dużą pomoc. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">To co prawda, nie to samo co rodzina, ale? siła i moc pochodząca od osób bliskich. Taka świadomość wsparcia pomaga w trudnych chwilach. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Sytuacje, które nas przerastają sprawiają, że zamykamy się w sobie. Milkniemy ?na szczęście nie popadamy w histerię, nie panikujemy za bardzo ? staramy się racjonalnie myśleć ? i w chwilach wątpliwości radzić tych niezawodnych, którzy gotowi są służyć pomocą. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Doceniamy wszystkie gesty wsparcia. Propozycje pomocy w każdej kwestii, o każdej porze dnia i nocy. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Bezustanne telefony z troskliwymi pytaniami- jak się mamy. Poklepywanie po ramieniu i wymowne milczenie. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Taka, być może &#8211; mało błyskotliwa myśl na koniec, otwórzmy czasem szerzej swoje oczy, nie bądźmy niedowiarkami. Nauczmy się patrzeć na  osoby z najbliższego otoczenia życzliwiej. Zauważmy, że ci ludzie, którzy wydaja się wobec nas obojętni, tak naprawdę nie są tacy źli. Chętnie pomogą, gdy będzie taka potrzeba. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;">Właściwie to piszę to sama do siebie. Zajęło mi trochę czasu przejrzenie na oczy. </span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"></span></strong></span></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">Jestem winna podziękowanie wszystkim tym, którzy byli, są i zawsze będą blisko mnie- na których zawsze mogę liczyć. </span></span></strong><strong><span style="font-size: 7.5pt; font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"> </span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">Dziękuję? </span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">B.</span></span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">W odpowiedzi kilka wpisów, których zadaniem jest pocieszenie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">@Myślę, że jedną z najcenniejszych wartości w życiu jest świadomość, że nasi bliscy są z nami, przeżywają nasze smutki, rozczarowania, ból. I tak naprawdę jedyne czego od nich oczekujemy, potrzebujemy, jest to, by po prostu BYLI. Mam nadzieje, że wszystko ułoży się tak, jak chciałbyś by się ułożyło. Życzę Ci spokoju, uśmiechu, spełnienia, pozytywnego rozwiązania problemów. Światełka w tunelu i pogody ducha&#8230;../ W.</span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">@&#8221;Pomaga nam nie tyle pomoc przyjaciela, ile możność polegania na niej.&#8221;/ F.</span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;"> </span></span></strong></p>
<p><strong><span style="font-family: &quot;Trebuchet MS&quot;,&quot;sans-serif&quot;;"><span style="font-size: small;">@hej:)Jestem tu pierwszy raz&#8230;i myślę, że nie ostatni. Przeczytałam wszystko&#8230;Mój wpis nie koniecznie odnosi się do ostatniej notki, ale piszę tu, łatwiej będzie go znaleźć. Wiele osób już to pewnie pisało, ale jakoś trzeba zacząć, nieważne że będę niezbyt oryginalna: czuję, że mamy wiele wspólnego. Wiem, dostajesz dużo listów, maili itp. Ja nie mam kontaktu z nikim podobnym do mnie&#8230;a chciałabym, bo ciężko tak ciągle udawać i nie móc powiedzieć, co się naprawdę czuje&#8230;Czy mogę do Ciebie napisać maila? Jeśli tak, to na jaki adres? Gorąco pozdrawiam, Ciebie i wszystkich odwiedzających&#8230;</span></span></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=241</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 25-cz.4</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=239</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=239#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 10 Jul 2009 12:07:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=239</guid>
		<description><![CDATA[-Tak, niestety tak. Jutro po godzinie 16 minie 48 godzin. Zapewne go wypuszczą. Czy będzie miał kto po niego pojechać? Nie wiadomo czy ma jakieś pieniądze przy sobie.
-Tak, bez problemu. ? powiedziałam próbując szybko policzyć godziny jazdy w jedną stronę do Katowic.
 
Pożegnałam się z adwokatem i opowiedziałam Kasi w dużym skrócie co powiedział, uważając aby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Tak, niestety tak. Jutro po godzinie 16 minie 48 godzin. Zapewne go wypuszczą. Czy będzie miał kto po niego pojechać? Nie wiadomo czy ma jakieś pieniądze przy sobie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Tak, bez problemu. ? powiedziałam próbując szybko policzyć godziny jazdy w jedną stronę do Katowic.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Pożegnałam się z adwokatem i opowiedziałam Kasi w dużym skrócie co powiedział, uważając aby jej dodatkowo nie zestresować. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Została w restauracji z Kasią. Za każdym razem gdy dzwonił którykolwiek z telefonów, obie zrywałyśmy się na równe nogi. Niestety wciąż to najważniejsze połączenie nie przychodziło.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Następnego dnia wszystkie byłyśmy już zmęczone tą niewiadoma, nerwówką i atmosferą. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Kasia nie mogła spać. Nic nie jadła od kiedy zatrzymali Marka. Miała podkrążone od płaczu<span style="mso-spacerun: yes;">  </span>i niewyspania oczy. Obie z Karoliną martwiłyśmy się o nich obojga.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Wyszłam z pracy wcześniej kilka godzin. Miałam nadzieje, że Marek za chwile zadzwoni, że właśnie wyszedł i nie ma jak wrócić do domu. Chciałam po niego jechać. Minęła jednak dawno godzina 16 a Marek nie odezwał się. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Zadzwoniłam do adwokata z prośba o zrobienie czegokolwiek aby wreszcie się wyjaśniło o co chodzi i co się dzieje z Markiem.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Zgodził się, sam chyba był już zaniepokojony całą niejasna sytuacją. Obiecał zadzwonić do nas jak tylko uda mu się cokolwiek ustalić.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Po kwadransie faktycznie się odezwał. Kasia odebrała, przez chwilę słuchała po czym usiadła i zaczęła płakać trzymając słuchawkę wciąż przy uchu. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Powiedziała tylko ??Dobrze? do adwokata i odłożyła telefon.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Nie wytrzymałam, krzyknęłam aż biedna dziewczyna się wystraszyła.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Kasiu, co się stało?!</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Marek jest osadzony w areszcie<span style="mso-spacerun: yes;">  </span>śledczym na 3 miesiące. Oskarżają go o coś.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Jak to trzy miesiące? To nie możliwe.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Adwokat rozmawiał z prokuratorem. Jest umówiony na widzenie z Markiem za 2 dni.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Dlaczego za dwa? Dlaczego nie jutro? ? byłam mocno wkurzona.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Bo jutro musi być na jakiejś ważnej rozprawie i nie może pojechać. Poprosił abym wieczorem podjechała do jego kancelarii, musze podpisać jakieś pełnomocnictwa. Pojedziesz ze mną? Proszę.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Oczywiście, że pojadę Kasiu. Pojadę.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Kasia siedziała w fotelu Marka z zamkniętymi oczami, po policzkach spływał jej łzy.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Tak bardzo było mi jej żal. Wnerwiała mnie moja niemoc. Nie wiedziałam co mogę zrobić, aby jej pomóc. Mogłam jedynie być blisko. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Zadzwoniłam do Karoliny, opowiedziałam jej o wszystkim. Była przerażona.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Ada, to jak teraz Kasia sobie poradzi z restauracjami na głowie, z dziećmi, z mieszkaniem w Krakowie?.wszystko teraz spadło na nią. ? martwiła się Karolina.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Poradzi sobie, przecież jej pomożemy prawda?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-No oczywiście, jak ona się ma?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Kiepsko, płacze. Zostawiłam ją w gabinecie na chwilę samą. Wieczorem obiecałam jej , że pojadę z nią do adwokata, jesteśmy z nim umówione. Jak się mają dzieciaki? Nic nie podejrzewają?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Nie, dziewczynki buszują teraz w Internecie a Jarek ogląda jakiś film w telewizji. Kasia może być spokojna. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Dziękuję, do zobaczenia wieczorkiem kochanie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Buziaczek i uważaj na Kasię, ona nie może być teraz sama.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Wiem, wiem. Kocham cię.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Ja tez, papa</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Wieczorem pojechałyśmy do adwokata. Jeszcze raz opowiedział o rozmowie z prokuratorem. Dodał tylko, ze przez telefon pan ten wydawał się takim dość komunikatywnym i normalnym człowiekiem z którym można się dogadać. Niewiele nas to pocieszało , szczególnie w chwili gdy Bartek dodał, że jak będzie jechał do Katowic, dobrze jakby miał na wszelki wypadek jakieś ubrania dla Marka, może papierosy. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Obie zrobiłyśmy raczej niesamowite miny bo po sekundzie Bartek zaczął nam tłumaczyć jaki ma plan działania.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Zakładał, że wizyta w Katowicach obrońcy Marka sprawi, że prokurator wyrazi zgodę na zwolnienie z aresztu za kaucją. I bardzo prawdopodobne było że za dwa dni Bartek wróci z Markiem do domu. Później na kolejnych przesłuchaniach, na które Marek będzie się zgłaszał dobrowolnie na wezwanie prokuratora, wszystkie niejasności się wyjaśnią.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Taka opcja nam odpowiadała. </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=239</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 25-cz.3</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=237</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=237#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Jul 2009 12:58:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Gdy przyjechałyśmy do domu Jola właśnie szykowała dla dzieciaków kolację. A maluchy grzecznie oglądały bajkę na dvd. 
 
Kasia nie zadzwoniła do powrotu do domu. Marek jednak się nie odezwał. Poszłam z nią do mieszkania. Weszłyśmy do środka. Nie było aż takiego strasznego bałaganu. Z mieszkania na pewno zniknął Marka laptop i dwa telefony komórkowe, których [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Gdy przyjechałyśmy do domu Jola właśnie szykowała dla dzieciaków kolację. A maluchy grzecznie oglądały bajkę na dvd. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Kasia nie zadzwoniła do powrotu do domu. Marek jednak się nie odezwał. Poszłam z nią do mieszkania. Weszłyśmy do środka. Nie było aż takiego strasznego bałaganu. Z mieszkania na pewno zniknął Marka laptop i dwa telefony komórkowe, których nie używał. W sypialni leżały porozrzucane ubrania, w których dzisiaj Marek był w pracy. Więc wniosek, że pozwolili mu się przebrać. Zabrał chyba też ze sobą czysta bieliznę , szczoteczkę do zębów, kosmetyki. W salonie z komody niemal wszystkie rzeczy wyrzucili na podłogę. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Szybko ogarnęłyśmy ten bałagan. Zaniepokoiła nas jedna rzecz. Na środku salonu, tuż przed ogromnym telewizorem , na podłodze leżał rozłożony duży czarny worek na śmieci. Tak jakby ktoś chciał go właśnie użyć ale w ostatniej chwili się rozmyślił albo ktoś mu przerwał.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Spojrzałam na niego, po chwili na Kasie. Zamilkłyśmy obie. Kasia podeszła do worka. Podniosła go z podłogi, zajrzała do środka. Był czysty. Zwinęła go i wcisnęła do szuflady. Nie rozmawiałyśmy o tym, mimo że w głowach kłębiły się straszne myśli.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Za chwilę do mieszkania wróciły bardzo śpiące dzieci. Powędrowały natychmiast do łazienki i do łóżek. Zapytały o wujka, Kasia powiedziała im, że wujek na kilka dni musiał wyjechać służbowo. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Prosiłam Kasię, aby dzwoniła natychmiast, gdy będzie miała jakiekolwiek wieści. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Następnego dnia rano wciąż panowała cisza. Pojechałyśmy do pracy ale i tak wciąż myślami byłyśmy gdzieś koło Marka. Po południu mijały 24 godziny i zero kontaktu. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Prosto z pracy pojechałam do Kasi. Karolina miała odebrać dzieci i się nimi zająć. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Była zmęczona i zmartwiona. Na mój widok wstała i przytuliła się mocno.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Kasiu, nic nie wiadomo jeszcze?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Nic, potwornie męcząca cisza. Całą noc nie zmrużyłam oka. Jestem strzępkiem nerwów. Nie wiem co mam robić. Za każdym razem gdy zamykałam oczy, widziałam Marka w obskurnej ,zimnej , szarej celi. Leżał na pryczy, przykryty brudnym poszarpanym kocem i miał bardzo smutne oczy. ? Kasia była wyraźnie zdesperowana.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Spokojnie, może powinnyśmy zadzwonić do adwokata. Daj mi numer, ja z nim porozmawiam.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Kasia podała mi swój aparat telefoniczny. Numer adwokata już był wbity do wybrania.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">Po dwóch sygnałach ktoś odebrał.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Dzień dobry panie mecenasie. Nazywam się Adrianna Bartkowiak i jestem przyjaciółką Marka. Kasia, jego siostra jest tutaj obok mnie. Czy już coś wiadomo w sprawie Marka?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Witam panią, niestety wciąż nie wykonał żadnego ruchu. Ale brak wiadomości to mogą być dobre wiadomości. Moja propozycją jest czekanie.- adwokat mówił dość rozsądnie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Ja wiem, ale my tutaj odchodzimy od zmysłów. Tak naprawdę cała akcja przebiegła tak, że trzech obcych facetów wywlokło go niemal siłą z restauracji i zabrało gdzieś ?wiemy tylko , że do Katowic. Nic więcej nie wiemy. Chyba najbliższa rodzina ma jakieś prawa do informacji- prawda?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-No nie do końca, Marek jest pełnoletni. Został zatrzymany i tyle. Przysługuje mu prawo do wykonania telefonu ale wiem z doświadczenia służbowego, że czasami aby zatrzymanego złamać działają na tak zwane przetrzymanie. Utrudniają kontakt z adwokatem. Taka psychologiczna wojna podjazdowa, aby uzyskać jak najwięcej informacji. I zazwyczaj to działa. Może Marek wie coś o czym nie chce im powiedzieć. Tylko proszę tego pani Kasi nie mówić. I tak jest bardzo zdenerwowana.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small; font-family: Times New Roman;">-Więc wciąż jedynym wyjściem jest czekanie?- zapytałam.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=237</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 25-cz.2</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=235</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=235#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Jul 2009 10:25:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=235</guid>
		<description><![CDATA[Odchodzili w czwórkę a ja stałam przy aucie i miałam łzy w oczach. ?Kasia zaczęła płakać.
 
-Kasiu, spokojnie. To z całą pewnością jakieś nieporozumienie. Wszystko się szybko wyjaśni. Zobaczysz. Dzwoniłaś już do adwokata?- próbowałam ja odrobinę pocieszyć, choć sama byłam wystraszona nie na żarty.
 
-Tak, adwokat powiedział, że Marek zna jego numer telefonu i wie, że przysługuje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">Odchodzili w czwórkę a ja stałam przy aucie i miałam łzy w oczach. ?Kasia zaczęła płakać.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Kasiu, spokojnie. To z całą pewnością jakieś nieporozumienie. Wszystko się szybko wyjaśni. Zobaczysz. Dzwoniłaś już do adwokata?- próbowałam ja odrobinę pocieszyć, choć sama byłam wystraszona nie na żarty.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Tak, adwokat powiedział, że Marek zna jego numer telefonu i wie, że przysługuje mu prawo do jego wykonania. Zaproponował, abyśmy poczekali do momentu, gdy sam się nie odezwie. Prawdopodobnie to jakieś pomówienie, nieporozumienie. Marek poradzi sobie z przesłuchaniem. Przecież jest niewinny. Jest inteligentnym facetem, jeśli uzna, że potrzebuje pomocy zadzwoni do niego albo do mnie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-To brzmi rozsądnie i logicznie. A wiadomo kiedy go wypuszczą? </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Adwokat mówi, że mogą na 48 godzin zatrzymać do wyjaśnień i później jeszcze na 24 gdyby nie udało się uzyskać wszystkich informacji. Ci faceci z CBŚ mówili, że zabierają go na 48 godzin. ? za chwilę mi głowa pęknie z bólu.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Spokojnie Kasiu, nie denerwuj się.- robiłam co mogłam aby ja uspokoić, choć moje ręce trzęsły się jak galareta.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">Kasia w dłoni cały czas ściskała telefon komórkowy.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Umówiłam się z adwokatem, że jeśli odezwie się do któregoś z nas natychmiast damy o tym sobie wzajemnie znać. ? teraz możemy jedynie czekać.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-O której to było?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Po 16, zatrzymali go kwadrans po czwartej, podsunęli nawet do przeczytania Markowi jakiś protokół , gdzie podpisywał się z datą i godzinę, widziałam kątem oka, gdy rozmawiałam z przedstawicielem.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">- Dobrze, to do której będziesz w restauracji? ? zapytałam w chwili gdy przypomniałam sobie o jej dzieciach.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Nie wiem. A jak nie zadzwoni? Co wtedy? Nawet dokładnie nie wiem gdzie go zabrali.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Spokojnie, wszystkim się zajmiemy. Zostań w restauracji do końca. Ja pojadę do domu.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">W tej chwili pojawiła się Karolina prosto z pracy.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Co się dzieje?! ? Ada?możecie mi powiedzieć. ? Karolina spojrzała na zapłakaną Kasię. Tamta milczała ze łzami w oczach. Próbowałam po krótce streścić<span style="mso-spacerun: yes;">  </span>Karolinie, co się wydarzyło. Robiłam to jednak bardzo chaotycznie. Zaczęła się irytować.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Karolina, jedźmy do domu, po drodze wszystko ci opowiem na spokojnie. Wracajmy bo dzieci zostawiłam na chwilkę z Jolą.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Dobrze, Kasiu?może chcesz aby któraś z nas została z tobą? ?Karolina zapytała z troską.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Nie dziękuję, zajmijcie się tylko dziećmi. Zadzwonię do was jak tylko Marek się odezwie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Jak podjedziesz pod dom wyświetl mi się w telefonie, wejdę z tobą do mieszkania. Po tej rewizji może być niezły bałagan. Może lepiej dzieci niech tego nie widzą.- zaproponowałam Kasi.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Dobrze, będę tak po 22 najpóźniej. Dziękuję wam bardzo.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">Wsiadłyśmy w samochód i jeszcze raz od początku zaczęłam Karolinie opowiadać wszystko co tylko wiem o tej całej sprawie. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">Obie byłyśmy w szoku.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Ada, a może jednak Marek miał coś więcej wspólnego z tymi gangsterami z restauracji?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Nie wiem kochanie, nie mam pojęcia ale niebawem wszystko się wyjaśni.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=235</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 25-cz.1</title>
		<link>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=233</link>
		<comments>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=233#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Jul 2009 10:22:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ada</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?p=233</guid>
		<description><![CDATA[Zniknięcie Marka.
Kasia zadzwoniła roztrzęsiona. Poprosiła, abym szybko przyjechała do niej do restauracji. Była chwilę po godzinie 16. Po drodze odebrałam dzieciaki. Poprosiłam Jole, która mieszkała najbliżej nas, aby na chwilę zaopiekowała się całą trójką, odgrzała i dała im obiad i włączyła może jakiś film. Sama dość przejęta pojechałam do restauracji.
 Z samochodu zadzwoniłam do Karoliny. Poprosiłam, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align: center; margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"><strong>Zniknięcie Marka</strong>.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">Kasia zadzwoniła roztrzęsiona. Poprosiła, abym szybko przyjechała do niej do restauracji. Była chwilę po godzinie 16. Po drodze odebrałam dzieciaki. Poprosiłam Jole, która mieszkała najbliżej nas, aby na chwilę zaopiekowała się całą trójką, odgrzała i dała im obiad i włączyła może jakiś film. Sama dość przejęta pojechałam do restauracji.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman;"><span style="mso-spacerun: yes;"> </span>Z samochodu zadzwoniłam do Karoliny. Poprosiłam, aby na mnie nie czekała tylko przyjechała od razu do Rynku. Nie wiedziałam co się stało. Denerwowałam się podobnie jak Karolina.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">Kasia siedziała w gabinecie Marka. Była bardzo zdenerwowana i zapłakana.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Co się stało?- bardzo mnie wystraszyłaś- powiedziałam przekraczając próg.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Marek?.zabrali Marka!- bez ładu i składu powiedziała Kasia.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Jak to zabrali? Kto, gdzie?! ? byłam zniecierpliwiona.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Nie wiem, jacyś faceci!</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Spokojnie Kasiu, zacznij od początku ? próbowałam dowiedzieć się szczegółów.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Byliśmy oboje w restauracji. Marek siedział z jakimś gościem, klientem z restauracji. Pili kawę przy jednym ze stolików. Dwa stoliki obok siedziałam ja, miałam spotkanie z przedstawicielem handlowym.- Kasia próbowała zebrać myśli.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Tak, i co dalej? ? poganiałam delikatnie </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-W pewnej chwili weszło de restauracji trzech facetów. Byli słusznych gabarytów, wyglądali na chuliganów. Podeszli centralnie do stolika Marka. Dwóch złapało go pod ramiona, trzeci zapytał czy mają przyjemność z Markiem Bardzkim. Gdy usłyszeli potwierdzenie zaprowadzili go ? co ja mówię ? zaprowadzili! Zawlekli go na zaplecze. Kazali zabrać mu jego marynarkę wiszącą na wieszaku. Przeszukali kieszenie, sprawdzili też co ma przy sobie. Powiedzieli że są z Centralnego Biura Śledczego, że zostaje zatrzymany do wyjaśnienia. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-I coś więcej jeszcze powiedzieli?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Weszłam do gabinetu gdy Marek siedział na sofie a oni sprawdzali kieszenie. Nie chcieli mi nic powiedzieć. Kazali mu się ubrać, założyli mu kajdanki i wyprowadzili z gabinetu.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">Wyszłam za nimi, Marek tylko odwrócił się<span style="mso-spacerun: yes;">  </span>w moją stronę i powiedział <img src='http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_confused.gif' alt=':-?' class='wp-smiley' /> Kasiu, nie denerwuj się, to jakieś nieporozumienie, wszystko się niebawem wyjaśni.? Po jego oczach jednak widziałam, że jest zdenerwowany choć próbował być opanowanym.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-No i coś jeszcze?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Szłam za nimi. Chciałam się dowiedzieć o co chodzi. Jeden z tych mężczyzn zapytał, czy zajmę się restauracją i ja zamknę gdy Marka ze sobą teraz zabiorą. Marek powiedział, że jestem jego siostrą i z pewnością sobie poradzę. Jeden z tych facetów, widząc że próbuję się czegokolwiek dowiedzieć powiedział tylko, że teraz zabierają Marka na rewizję do jego mieszkania a później mają polecenie doprowadzenia zatrzymanego do Katowic na przesłuchanie przez prokuratora.- Kasia opowiadając to wszystko miała łzy w oczach. Była bardzo wystraszona.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">Nie wierzyłam w to wszystko o czym opowiadała. Jakby streszczała mi odcinek jakiegoś serialu kryminalnego. To musiało być jakieś nieporozumienie. Przecież Marek to porządny człowiek, muchy by nie skrzywdził. Może ktoś chce go w coś wrobić.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">Kasia, może jeszcze coś Marek zdążył Ci powiedzieć? Przypomnij sobie dokładnie- nalegałam. Każda wskazówka mogła być cenna.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">-Gdy wychodzili z Markiem z restauracji szłam za nimi. Okrążyli do z każdej strony, każdy z nich był od Marka o głowę wyższy, mimo że mój brat nie jest przecież niski. Próbowałam pytać, cokolwiek się dowiedzieć ale powiedzieli, że nic więcej nie mogą powiedzieć. Poprosili o wskazanie auta Marka. Chcieli je przeszukać. Marek otworzył im drzwi w samochodzie, dwóch z nich zaczęło przeszukiwać wszystkie zakamarki. Trzeci stał cały czas między mną a Markiem. Poprosił mnie abym zabrała auto spod restauracji. Zostawił mi dokumenty i kluczyki. Gdy skończyli przeszukanie, powiedzieli że teraz jadą do mieszkania. Zapytałam czy brat będzie mógł do mnie zadzwonić jak już się coś wyjaśni. Odpowiedzieli, że chyba tak, ale zrobili to bez przekonania. Marek pocałował mnie w policzek i powiedział:-?Nic się nie martw siostra, wszystko się wyjaśni. Zajmij się restauracją i zadzwoń do naszego adwokata. Zadzwonię, jak tylko będę mógł. Trzymaj się?.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt;"><span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;">Odchodzili w czwórkę a ja stałam przy aucie i miałam łzy w oczach. ?Kasia zaczęła płakać.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.onaiona.myfryzjerzy.pl/?feed=rss2&amp;p=233</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
